(Radio Kraków 02.01.2013)

 

 

Znikną ślady wojny w Krakowie?
Setki kamienic w Krakowie ma na sobie ślady drugiej Wojny Światowej. Najwięcej jest tzw. "strzałek", czyli niemieckich oznaczeń pokazujących wejścia do schronów przeciwlotniczych. Nie brakuje też betonowych zapór, niemieckich "bunkrów" czy odbrysków po bombardowaniach. Ślady te nie są jednak chronione, dlatego niedługo mogą zniknąć.

Słuchaj z Rawelinem: audio

Ślady po drugiej Wojnie Światowej można znaleźć niemalże na każdej ulicy starego miasta. W 1943 roku, kiedy Kraków stanął przed realnym zagrożeniem nalotu bombowego, Niemcy zaczęli więc budować schrony. Nakazali też, by każdy dom w dzielnicy niemieckiej wyposażony był w wzmocnioną piwnicę. Wyjścia awaryjne z tych piwnic oznaczane były białymi strzałkami oraz napisem "NA", od niemieckiego "Notausgang". Wiele z tych strzałek zachowało się do dziś. Miejscami widać też białą literę "V" jak "Victoria", którą Niemcy malowali w przekonaniu o zbliżającym się zwycięstwie. Z tamtych czasów zachowało się też kilkanaście schronów przeciwlotniczych (m.in. pod dzisiejszym parkiem Krakowskim) czy betonowych zapór przeciwczołgowych (np. w okolicy dworca w Płaszowie). Wszystkie te pozostałości po wojnie nie są jednak chronione - za każdym razem, kiedy remontowana jest kamienica albo budowana nowa, pamiątki te znikają. "Śladów historii nie wolno jednak zamalowywać" - powiedział w rozmowie z naszym reporterem Krzysztof Wielgus, rzeczoznawca ministra kultury w dziedzinie zabytków techniki. Według niego świadków tamtych wydarzeń jest coraz mniej, należy więc chronić "namacalne" pozostałości wojny. On, jak i wielu innych miłośników historii stara się o wpisanie przynajmniej kilku z tych napisów do rejestru zabytków. (Karol Surówka)

 
2012r.

(TVN 24 21.12.2012)

 

 

Kraków gotowy na "koniec świata". Można przeczekać dzień w schronie. Kilkadziesiąt schronów przeciwlotniczych pozostało w stolicy Małopolski jeszcze z czasów II wojny światowej i PRL-u. Kilka z nich jest dostępnych dla zwiedzających i znajduje się w parku, w samym centrum Krakowa. - Można przeczekać koniec świata - mówi Tomasz Mierzwa ze Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin".

- W naszej części świata, gdzie raczej nie ma trzęsień ziemi, wydaje nam się, że pod ziemią jest po prostu bezpieczniej – opowiada Tomasz Mierzwa ze Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", które opiekuje się małopolskimi schronami.
- Jeśli koniec świata planowany jest jako powódź, to nie jest najlepsze miejsce, żeby się schować. Jeśli jednak ma to być zagrożenie związane z wichurami, albo pożarem, w krakowskich schronach być może uda nam się uratować – przekonuje Tomasz Mierzwa. I dodaje: - Jeżeli ktoś chce przeczekać dzisiejszy dzień w schronie, powinien się z nami skontaktować.

Jak w "Seksmisji". Naturalnym miejscem na przetrwanie możliwego kataklizmu wydaje się być również kopalnia soli w Wieliczce. W razie potrzeby, będzie mogło zmieścić się tam więcej osób, niż we wszystkich krakowskich schronach. Zdaniem wielickich górników, końca świata jednak nie będzie.

- Bez wątpienia jednak kopalnia zdoła oprzeć się Armagedonowi – po pierwsze istnieje już od stuleci, po drugie głęboko pod ziemią jest całkowicie bezpiecznie – mówi Joanna Zygmunt z Kopalni Soli "Wieliczka". - Posiadamy już spore doświadczenie w radzeniu sobie z końcem świata: w wielickich podziemiach schronienie znalazło wszak znane z filmu "Seksmisja" państwo kobiet – doskonale zorganizowane i zupełnie odporne na światową zagładę – dodaje. (bpaw/roody/k)

 

(Radio Kraków 20.12.2012)

 

 

Krakowskie bunkry gotowe na koniec świata?

Na świecie bunkrów coraz więcej, w Krakowie coraz mniej. Podczas gdy Rosjanie, Amerykanie czy Chińczycy przed "końcem świata" na potęgę budują prywatne czy publiczne schrony, w Krakowie powoli zaczynają one znikać.

Słuchaj z Rawelinem: audio

"Stare schrony w Krakowie nie są utrzymywane, a nowe nie powstają" - argumentuje Tomasz Mierzwa, z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Jeszcze nie tak dawno budowanie schronów Krakowie było czymś zupełnie oczywistym. Do roku 1989 każdy blok mieszkalny musiał mieć w piwnicy instalacje, które pozwoliłoby ochronić mieszkańców przed atakiem bombowym, nuklearnym czy chemicznym.

Schrony przeciwlotnicze - szczególnie z czasów drugiej wojny światowej są gęsto rozsiane w Krowodrzy, która była w czasie wojny dzielnicą niemiecką. Znaleźć je można m.in. pod parkiem krakowskim, wzdłuż Alej Trzech Wieszczów, pod placem inwalidów czy w okolicach ul. Królewskiej. (Karol Surówka/kn)

 

                                                                                                          (październik / listopad 2012)

 

 

Szlakiem fortyfikacji po raz kolejny. W sobotę, 6 października 2012 roku Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” z Krakowa przy wsparciu finansowym Gminy Zabierzów zorganizowało III Piknik Forteczny. Impreza odbyła się tradycyjnie przy niemieckim schronie Regelbau 668, znajdującym się na terenie Gminy Zabierzów, w Rudawie, przy ul. Dunajewskiego.

Po raz kolejny uczestnicy mieli możliwość poznania niemieckich fortyfikacji z okresu II wojny światowej, tj. zachowanego schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym typu Ringstand 58c. W schronie zwiedzający mogli zapoznać się z oryginalnym wyposażeniem z okresu II wojny światowej min. telefonem fortecznym wraz z łącznicą, wentylatorem korbowym HES 1,2 jak też wystawą militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej. Kilka elementów niemieckich umocnień oraz obiektów, które nie zachowały się do dnia dzisiejszego, można było obejrzeć w postaci dioram wykonanych przez kolegę Bartłomieja Lippa.

Tradycyjnie złożono kwiaty i zapalono znicze pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic oraz na mogile żołnierzy polskich poległych 5 września 1939 roku, znajdującymi się na cmentarzu parafialnym w Rudawie. Wartę honorową wystawili członkowie Grupy Operacyjnej "Śląsk". W programie tegorocznego Pikniku Fortecznego znalazł się także nowy element, jakim była plenerowa wystawa „ALARM POWIETRZNY - Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956”, którą można było obejrzeć dzięki uprzejmości Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Oddział Pomorska.

Atrakcją Pikniku była niewątpliwie prezentacja sylwetki ułana II RP, w wykonaniu Kawalerii Ochotniczej w barwach 8 Pułku Ułanów księcia Józefa Poniatowskiego wraz z pokazem wyszkolenia kawaleryjskiego, który wykonali jeźdźcy ze Stajni Terenowo - Rajdowej w Nawojowej Górze oraz inscenizacja walk „Front Wschodni – jesień 44” w wykonaniu Grupy Rekonstrukcji Historycznej im. 16 Pułku Piechoty, Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Die Kampfgruppe Hoffmeyer", Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Ostheer” oraz reprezentanta Nowego Sącza, odtwarzającego postać niemieckiego żandarma polowego.

Podczas pikniku można było nabyć m.in. książeczkę o architekturze militarnej i działaniach wojennych na terenie Gminy Zabierzów pt. "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy", jak też sprzęt wojskowy i turystyczny. Obok schronu, jak co roku stanęła kuchnia polowa, a piknik zakończył się ogniskiem.

Impreza, adresowana przede wszystkim do mieszkańców gminy, po raz kolejny udowodniła, że fortyfikacje drugowojenne, odpowiednio zaadaptowane dla potrzeb zwiedzających, mogą stanowić atrakcję turystyczną.

 

                                                                                                                                                    (Dziennik Polski 13.10.2012)

 

Rudawa ma forteczne muzeum. Niemcy, uciekając przed wschodnim frontem nie zdążyli wyposażyć schronu. Robią to miłośnicy z "Rawelinu". Piętrowe prycze, składane stoliki i taborety, łącznica i telefon forteczny. Tak m.in. wyposażony jest niemiecki schron w Rudawie (gm. Zabierzów).

Obiekt typu Regelbau 668 znajduje się na linii niemieckich umocnień, które Niemcy budowali w 1944 r. w celu zatrzymania napierającej Armii Czerwonej. Betonowe schrony tworzące punkty oporu powstawały w rejonach o strategicznym znaczeniu. Obiekt w Rudawie znajduje się na trasie z Krakowa do Krzeszowic.

Remontem obiektu zajęło się Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa. - Schrony służyły żołnierzom walczącym w okopach do ogrzania się, posilenie czy odpoczynku. Także w nich przechowywano broń i amunicję. Niektórych schronów, jak w Rudawie, Niemcy wycofujący się w pośpiechu nie zdążyli w pełni wyposażyć - historię schronów doskonale zna Dariusz Krzyształowski, prezes "Rawelinu", które opiekuje się też kilkoma schronami przeciwlotniczymi na terenie Krakowa, m.in. na pl. Inwalidów, przy ul. Królewskiej, w Parku Krakowskim.

Na linii fortyfikacji powstawały różne rodzaje schronów. Były to betonowe obiekty bierne dla żołnierzy, garaże na armaty, czy też stanowiska ogniowe wyposażone w broń maszynową. "Rawelin" opiekuje się także schronem w Młynce, niedaleko obiektu w Rudawie. Jest on wysprzątany i zakonserwowany - Opiekujemy się nim, było przy nim dużo pracy, ale teraz jest ogólnie dostępny do zwiedzania - podkreśla prezes. Natomiast schron w Rudawie stanowi mini - muzeum z ciekawymi eksponatami z okresu II wojny światowej.

Miłośnicy z "Rawelinu" chcą go jak najwierniej odtworzyć. Oryginalny sprzęt i elementy wyposażenia kupują na inter-netowych aukcjach i wymieniają się z innymi pasjonatami historii. Jest tu m.in. stojak na broń, na narzędzia saperskie, wentylator korbowy HES 1,2 i telefon forteczny. Schron posiada oryginalne drzwi gazoszczelne do izby żołnierskiej i ciężkie, dwudzielne drzwi, których nie udało się wyważyć podczas próby włamania w zeszłym roku. - Nie zostawiamy w środku cenniejszego sprzętu, który jest nie tylko drogi, ale też trudnodostępny. Jest on przywożony tylko podczas pikników historycznych, które cyklicznie tu organizujemy - dodaje Dariusz Krzyształowski.

Schron otwarty był tydzień temu na pikniku, na uczestników czekały różne historyczne atrakcje, m.in. pokaz musztry Kawalerii Ochotniczej z Niepołomic, inscenizacja zdarzeń "Jesień 44" w wykonaniu grupy rekonstrukcyjnej "Ostheer" z Krakowa. Była też wystawa makiet fortyfikacji, przygotowanych przez Bartłomieja Lippe. (Ewa Tyrpa).

 
 

(Radio Kraków 8.10.2012)

 

 

Miłośnicy historii w Rudawie. Byli ułani na koniach i partyzanci w swetrach. Były ruskie soldaty i krasiwyje diewuszki. Była też opcja niemiecka - bynajmniej nie ukryta. Byli też cywile. Wszyscy w jednym miejscu - w Rudawie, na III Pikniku Fortecznym zorganizowanym przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin".


 

 

                                                                                                                                                    (Dziennik Polski 8.10.2012)

 

Zobaczyli, że bitwa i wojna ma inny wymiar niż gra komputerowa. Schrony w Rudawie (gm. Zabierzów) kryją w sobie część najtragiczniejszej historii Polski. Jej miłośnicy nie dopuszczają do zapomnienia o niemieckich schronach z okresu II wojny światowej.

W rejonie Krakowa w 1944 r. Niemcy zbudowali dla siebie 24 schrony, z których większość jest zasypana ziemią. Od pięciu lat Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa odtwarza fortyfikacje. - Co roku organizujemy przemiennie - raz pikniki, a raz rajdy na trasie tych umocnień. To forma lekcji historii - zaznacza Dariusz Krzyształowski, prezes "Rawelinu".

W sobotę w Rudawie można było obejrzeć odtworzony schron Regelbau 668 m.in. z pryczami i radiostacją. Atrakcją, zwłaszcza na najmłodszych, było wychodzenie z niego ewakuacyjnym tunelem do szybu, który był też stanowiskiem bojowym z miejscem na karabin. Z zapartym tchem nie tylko dzieci, ale dorośli oglądali pokaz musztry ułanów ze Szwadronu Niepołomice z VIII Pułk Księcia J. Poniatowskiego.

Niezwykle pouczająca była inscenizacja "Rawelinu" walk na froncie. - Dzieci mają okazję, by zobaczyć, że to nie to samo co gra komputerowa. Prawdziwe bitwy i wojny mają zupełnie inny wymiar. Żołnierze walczą w brudzie, kurzu, są naprawdę ranni i ponoszą śmierć, a fajnie wygląda to tylko na ekranie - mówi tato 11-letniego Michała Koguta z Krakowa. (EKT)
 

 

(wrzesień 2012)

 

Szlakiem Fortyfikacji - III Piknik Forteczny - Rudawa 2012. W sobotę, 6 października 2012 roku Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” zaprasza na kolejne spotkanie z niemieckimi fortyfikacjami z okresu II wojny światowej, położonymi na terenie Gminy Zabierzów. Impreza adresowana jest do młodzieży i dorosłych z terenu gminy oraz wszystkich osób niezależnie od miejsca zamieszkania, które chcą atrakcyjnie spędzić sobotni dzień i spotkać się ze śladami lokalnej historii z okresu II wojny światowej.

III Piknik Forteczny odbędzie się przy niemieckim schronie Regelbau 668 ul Dunajewskiego w Rudawie (15 km od Krakowa), w godzinach od 10.30 do 16. Wcześniej, o godz. 10.00 na cmentarzu parafialnym w Rudawie, na mogile żołnierzy polskich poległych 5 września 1939 roku i pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic zostaną złożone kwiaty oraz zapalone znicze.

W programie Pikniku Fortecznego min.: zwiedzanie schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym typu Ringstand 58c, w którym udało się częściowo odtworzyć wyposażenie obiektu, wystawa plenerowa „ALARM POWIETRZNY - Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956”, wystawa militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej oraz dioram niemieckich umocnień polowych, prezentacja mundurów, uzbrojenia i wyposażenia - grupy rekonstrukcji historycznej. Podczas pikniku odbędzie się także promocja książki o architekturze militarnej i działaniach wojennych na terenie Gminy Zabierzów pt. "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy". Będzie można także odwiedzić stoiska z materiałami informacyjnymi oraz pamiątkowymi z Imprezy, materiałami promocyjnymi Gminy Zabierzów, jak też sprzętem wojskowym i turystycznym. Obok schronu stanie kuchnia polowa, a na zakończenie pikniku zaplanowano ognisko.

Atrakcją tegorocznego Pikniku Fortecznego będzie prezentacja sylwetki ułana II RP w wykonaniu Kawalerii Ochotniczej w barwach 8 Pułku Ułanów księcia Józefa Poniatowskiego oraz pokaz wyszkolenia kawaleryjskiego, jaki wykonają jeźdźcy ze Stajni Terenowo - Rajdowej w Nawojowej Górze. Członkowie Grup Rekonstrukcji Historycznej przedstawią inscenizacje walk pt.” Front Wschodni – jesień 44”.

Organizatorem imprezy jest Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa, które od kilku lat opiekuje się schronem Regelbau 668 w Rudawie i drugim, tego samego typu, w Młynce. Zorganizowanie pikniku było możliwe dzięki wsparciu finansowemu Gminy Zabierzów i udziale sponsorów.

Serdecznie zapraszamy! MSMH „RAWELIN”

         Program III Pikniku Fortecznego:

      Godz. 10.00 - Cmentarz w Rudawie - oddanie hołdu, złożenie wiązanki kwiatów oraz zapalenie zniczy: mogiła żołnierzy polskich poległych 5 września 1939 roku i pomnik Ofiar Pacyfikacji  Radwanowic.

       Godz. 10.30 - 16.00 - III Piknik Forteczny - Rudawa 2012

  • zwiedzanie schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym typu Ringstand 58c.

  • wystawa plenerowa „ALARM POWIETRZNY - Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956”

  • wystawa militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej

  • wystawa dioram niemieckich umocnień polowych

  • prezentacja mundurów, uzbrojenie i wyposażenie - grupy rekonstrukcji historycznej

  • promocja książki "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy"

  • stoiska z materiałami informacyjnymi oraz pamiątkowymi z Imprezy, materiałami promocyjnymi Gminy Zabierzów, jak też sprzętem wojskowym i turystycznym

  • ognisko i kuchnia polowa

       Godz.12.30-13.00 - Prezentacja sylwetki ułana II RP w wykonaniu Kawalerii Ochotniczej w barwach 8 Pułku Ułanów księcia Józefa Poniatowskiego. Pokaz wykonają jeźdźcy ze Stajni Terenowo - Rajdowej w Nawojowej Górze.

       Godz.13.30- 14.00 - Inscenizacja walk "Front Wschodni - jesień 44".

       Godz.16.00 - Zakończenie III Pikniku Fortecznego – Rudawa 2012

ZAPRASZAMY

 

                                                                                                                                                                                 (Polska Niezwykła.pl  wrzesień 2012)

 

 

Schrony przeciwlotnicze pod Parkiem Krakowskim i Placem Inwalidów. Udając się na spacer przez Plac Inwalidów oraz Park Krakowski, warto zwrócić uwagę nie tylko na to, gdzie spacerujemy, lecz po czym. Gdy uważnie się przyjrzeć, można tu zobaczyć dwa betonowe i zakratowane wzmocnienia - jedno przy Placu Inwalidów, drugie w Parku Krakowskim od strony Alei Mickiewicza prowadzące w głąb ziemi. Są to wejścia do poniemieckich schronów przeciwlotniczych z czasów II wojny światowej oznaczonych jako schrony nr 7 i nr 8. 

Kiedy w Krakowie nasiliły się naloty alianckie pod koniec 1943 roku, zaplanowano budowę 60 schronów przeciwlotniczych, jednakże zrealizowano jedynie połowę tego założenia. Początkowo schrony urządzano pod budynkami w piwnicach - nazwane były Luftschutzkeller. Taki schron znajduje się pod siedzibą PKO przy ulicy Wielopole. Potem powstawały już typowe schrony, czyli LS-Deckungsgraben.

Schrony pod Placem Inwalidów i Parkiem Krakowskim mają kształt łamanych korytarzy z wejściami na ich końcach. Na ścianach po bokach zamontowane były drewniane ławeczki, a w niewielkich pomieszczeniach mieściły się toalety oraz szyby, przez które można było wydostać się na zewnątrz. W schronach tych konieczne było używanie masek przeciwgazowych, gdyż nie były filtrowane. Schrony te nie zabezpieczały też przed samą bombą, a jedynie miały chronić przed jej odłamkami i siłą uderzenia.

Po wojnie schrony były bardzo zaniedbane, często spotykały się tam osoby o wątpliwej reputacji. W latach 70. częściowo je zasypano. Od kilku lat nad schronami opiekę sprawuje Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", dzięki któremu zostały uprzątnięte, a na ścianach zawieszone plansze z informacjami na ich temat. Schrony udostępniane są do zwiedzania podczas imprez, takich jak Noc Muzeów oraz Dni Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich.

 

                                                                                                                            (Muzeum Historyczne Krakowa 24.05.2012)

 

 

IX Noc Muzeów 2012. Wystawy, koncerty, widowiska teatralne, wykłady, projekcje filmów, konkursy i gry terenowe były atrakcjami nocy z 18/19 maja w Krakowie – wtedy wszystkie muzea w naszym mieście czekały na zwiedzających. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" udostępniło do zwiedzania schron przeciwlotniczy w Parku Krakowskim (LS-Deckungsgraben No.7).

 

                                                                                                                                             (Głos Krzeszowicki styczeń 2012)

 

 

Włamanie do schronu. Schron Regelbau 668 w Rudawie, którym nasze stowarzyszenie, zgodnie z umową z Gminą Zabierzów opiekuje się od 2007 roku padł niedawno ofiarą wandali.

Byliśmy na miejscu tuż przed świętami i okazało się, że ktoś włamał się do przedsionka obiektu, zabezpieczonego kratą z kłódką. Dwudzielne, oryginalne drzwi do wnętrza schronu były na szczęście skuteczną przeszkodą, jakimś ostrym narzędziem uszkodzona została tylko farba, którą są pomalowane. Ale sam przedsionek jest kompletnie zdewastowany — nadpalone ściany, połamane drewniane wyposażenie, stłuczona antyrama z mapką okolicy, do tego śmietnik, pozostałości po alkoholowej libacji…  Zgłosiliśmy sprawę policji — skończyło się na oględzinach, zdjęciach, protokole i zapewnieniach o częstszych patrolach w tej okolicy. Sprawcy pozostaną pewnie anonimowi…

Zdarzenie (pomijając szkody materialne, które będziemy zmuszeni naprawić we własnym zakresie) jest dla nas tym bardziej przykre, że schron, podobnie jak drugi ogólnodostępny obiekt w Młynce, który odremontowaliśmy, od kilku lat jest atrakcją turystyczną gminy. Można go odwiedzać w sezonie — od wiosny do późnej jesieni. Kilkakrotnie, dzięki wsparciu Władz Zabierzowa i Sponsorów organizowaliśmy tu rajdy i pikniki militarne. Przystosowanie dla ruchu turystycznego, m.in. usunięcie zalegających wewnątrz śmieci, ziemi, odmalowanie, odtworzenie wyposażenia kosztowało nas ogrom pracy — w Rudawie i Młynce spędziliśmy niejeden urlop i weekend.  Schron Regelbau 668, chociaż nie figuruje w rejestrze zabytków, jest świadectwem wojennej historii okolic Zabierzowa — budową tego typu obiektów zajmowali się polscy robotnicy przymusowi, przeważnie mieszkańcy pobliskich miejscowości.

Mamy nadzieję, że włamanie i dewastacja to jednorazowy incydent. Tym bardziej, że do tej pory podobne zdarzenia nie miały miejsca.

 
2011r.

(Gazeta Krakowska 27.12.2011)

 

Tonie: perła Twierdzy Kraków odzyska blask. Udało się zdobyć 80 tys. zł na remont fortu nr 44 w Toniach, który leży na granicy Krakowa i Pękowic (gm. Zielonki). To duży sukces, tym bardziej że do tej pory dzierżawcy modernizowali obiekt głównie z pomocą wolontariuszy i za własne środki. Pieniądze ze Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków zostaną przeznaczone na remont lewej baterii i wieży artyleryjskiej. - To był ostatni dzwonek. Bateria nie była remontowana od 1939 roku - stwierdza Janusz Leśniewicz z Fundacji Janus, która opiekuje się fortem. - Obiekt nie miał żadnych zabezpieczeń. Gdyby nie te pieniądze, bateria nadawałaby się na złom - podkreśla. Prace przy remoncie już trwają. Specjaliści oczyszczają metalowe stropy i wieże z korozji oraz zabezpieczają je gruntem. Czyszczą też elementy betonowe i pryskają je substancją przeciwgrzybiczą. - Na razie zabezpieczamy baterię z zewnątrz. Z pracami wewnątrz ruszymy na wiosnę - mówi Leśniewicz.

Fort Tonie to perełka Twierdzy Kraków. Pochodzi z 1914 roku i jako jedyny zachował autentyczny wygląd. - Dlatego to spektakularny remont - zauważa Dariusz Krzyształowski ze Stowarzyszenia Rawelin. - Zabytek musi być autentyczny, żeby pokazać, jak żołnierz żył i walczył - dodaje.

Do tej pory pasjonaci dbali o fort z pomocą wolontariuszy i za własne środki. Krok po kroku rekonstruują obiekt w Toniach. Znajdują się tu m.in. dwie unikatowe wysuwane wieże artyleryjskie z lat 1907-1908. - Wyprodukowano ich tylko dziesięć - chwali się Leśniewicz. Wieża z prawej baterii zachowała się w bardzo dobrym stanie. Jest szansa, że po remoncie będzie działać. - W przyszłości taka atrakcja mogłaby ściągnąć zwiedzających - podkreślają opiekunowie obiektu, którzy złożyli odpowiednie wnioski o dofinansowanie modernizacji kolejnych części fortu.

Wieże to niejedyna atrakcja Toń. Jest tam również oryginalna kopuła pancerna czy krata podmuchowa. Cenne historycznie elementy zachowały się dzięki temu, że teren przez wiele lat był w rękach wojska. - Gdyby obiekt był otwarty, wszystko prędzej czy później trafiłoby na złom - wyjaśnia Janusz Leśniewicz. Mało tego, dzierżawcy traktują obiekt jako całość. Tu liczy się każde drzewo i krzak. Są tu borsuki, lisy i sarny. Bo jak podkreślają pasjonaci, fort to nie tylko budowle, ale też nasypy ziemne, roślinność i zwierzęta.

Remontowane obecnie baterie mają być w przyszłości fragmentem ścieżki edukacyjnej. W 2014 roku obiekt ma być dostępny dla zwiedzających. Goście będą mogli przejść najdłuższym w Twierdzy Kraków tajnym przejściem, zobaczyć kazamaty, w których mieszkali żołnierze, czy zwiedzić ówczesne toalety. (Katarzyna Ponikowska)

 

  (TVP3 Kronika Krakowska 20.11.2011)

 

Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich (LS-Deckungsgraben No.2  ul. Królewska).

 
 

                                                                                                                                                    (Dziennik Polski 19.11.2011)

 

Schron z II wojny światowej. W niedzielę Muzeum Historyczne Miasta Krakowa Oddział Ulica Pomorska i Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" zapraszają na Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich. MSMH "Rawelin" udostępni niemiecki schron przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej Luftschutzdeckungsgraben Nr 2, położony przy przy ul. Królewskiej, między budynkami nr 26 a 48. Zwiedzanie zaplanowano w godzinach od 10 do 15. LS-Deckungsgraben Nr 2 to jeden z pierwszych  obiektów obrony przeciwlotniczej, które powstały w Krakowie podczas okupacji niemieckiej. Został zbudowany na zlecenie władz okupacyjnych w 1944 r. przez firmę Tadeusza Tombińskiego. Pięć lat temu jako pierwszy z niemieckich schronów w Krakowie został zrewitalizowany przez członków Rawelinu.

 

                                                                                                                                                    (Dziennik Polski 03.10.2011)

 

Wojennym szlakiem. W sobotę na terenie gminy Zabierzów odbył się II Rajd Śladami II Wojny Światowej zorganizowany przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin".

Trasa wędrówki wiodła szlakiem niemieckich umocnień linii B-1, od Rudawy, przez Radwanowice i Brzezinkę, z powrotem do Rudawy. W imprezie wzięło udział ponad 80 uczestników w różnym wieku. Na szlaku znalazł się m.in. schron Regelbau 668 w Rudawie, którym opiekuje się Stowarzyszenie "Rawelin". Rajd rozpoczął się od zapalenia zniczy na cmentarzu w Rudawie, na mogile polskich żołnierzy poległych w okolicach tej miejscowości we wrześniu 1939 r. Wartę honorową zaciągnęli harcerze z 5. Krakowskiej Drużyny Wędrowników "Orkan". Znicze zapalono także pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Radwanowic w lipcu 1943 r.

Oprócz pozostałości wojennych fortyfikacji można było zobaczyć inscenizację zwycięskiej potyczki polskich partyzantów z niemieckimi żołnierzami. - Dzięki niepołomickiej Grupie Rekonstrukcji Historycznej "Ostheer" i rekonstruktorom z MSMH "Rawelin" atrakcją rajdu była możliwość obejrzenia z bliska uzbrojenia i wyposażenia żołnierzy, a nawet spróbowania racji żywnościowych - mówi Joanna Dolna z MSMH "Rawelin". (PS)

 

(Gazeta Krakowska 30.09.2011)

 

Twierdza Kraków - unikatowy zabytek traktowany przez miasto po macoszemu. Zaledwie kilka ma gospodarzy, którzy urządzili w nich hotele czy restauracje. Reszta niszczeje otoczona osiedlami. Forty Twierdzy Kraków obejrzały dokładnie Katarzyna Ponikowska i Anna Agaciak.

Wyburzenie baterii artyleryjskich z 1904 roku Twierdzy Kraków w Bibicach wywołało powszechne oburzenie. Właściciel terenu pytał konserwatora, czy obiekty na działce podlegają ochronie. Otrzymał pisemne zapewnienie, że nie. Teraz konserwator twierdzi, że doszło do pomyłki. Chce naprawić błąd i w trybie przyspieszonym wpisywać mniejsze obiekty Twierdzy Kraków do rejestru zabytków, gdyż tylko to może zapewnić im ochronę. Stan większości budowli tworzących niegdyś Twierdzę Kraków jest dziś tragiczny.

Restauracja w forcie
Do dziś przetrwało ponad sto takich obiektów. Część z nich jest dobrze zachowana i zagospodarowana. Miały szczęście do gospodarzy. Do takich obiektów należy fort Kościuszko i Zielonki (działają w nich hotele, muzea, restauracje, rozgłośnia radiowa), Olszanica i Grębałów - urządzono w nich stadniny koni czy Skała, w którym funkcjonuje obserwatorium astronomiczne UJ. W fortach Kosocice i Swoszowice są magazyny, a w Batowice i Kleparz - firmy i Piwnice Win Importowanych. Z kolei w części fortu Krzesławice działa dom kultury. Jednak znacznie większa jego część została zasypana przez ogródki działkowe. Ocalał też fort w Węgrzcach, w którym do niedawna działała firma Equus. - Jego wnętrze jest częściowo zachowane, ale dobudowany cylinder na górze zaburzył sylwetkę budowli - zauważa Dariusz Krzyształowski, prezes Stowarzyszenia Miłośników Historii Rawelin. - Forty adaptowane do różnych celów nie niszczeją, ale zatraciły swój prawdziwy charakter - podkreśla Krzyształowski.

Perełka Twierdzy
Inaczej jest w Toniach. Do tamtejszego fortu prowadzi wąziutka asfaltowa droga, bardzo zniszczona. Nie ma żadnego drogowskazu kierującego nas do fortyfikacji. Budowle są ukryte wśród drzew, za zamkniętą na kłódkę bramą. Tu liczy się każde drzewo i krzak. Są tu borsuki, lisy, sarny i rzadkie gatunki ptaków. Bo jak podkreślają pasjonaci fort to nie tylko budowle, ale też nasypy ziemne i roślinność. Fort nr 44 w Toniach to prawdziwa perełka Twierdzy Kraków. W tym momencie jest to ostatni fort w Krakowie, który wygląda jak w 1914 roku. Dzięki temu, że przez wiele lat był w rękach wojska. - Zachowały się tu wysuwane wieże artyleryjskie, kopuła pancerna czy krata podmuchowa. Gdyby obiekt był otwarty, wszystko prędzej czy później trafiłoby na złom - nie ukrywa Janusz Leśniewicz z Fundacji Janus, która opiekuje się fortem. Pasjonaci z pomocą wolontariusz i własnych środków krok po kroku rekonstruują pomieszczenia w Toniach. - Zabytek musi być autentyczny. Chcemy pokazać, jak żołnierz żył, jak walczył - wyjaśnia Leśniewicz. W 2014 obiekt ma być dostępny dla zwiedzających. Goście będą mogli przejść najdłuższym w Twierdzy Kraków tajnym przejściem czy zobaczyć kazamaty, w których mieszkali żołnierze. W Toniach zachowały się nawet toalety!

Miejsce do libacji
Niestety, rzeczywisty los zdecydowanej większości obiektów należących do dawnej Twierdzy Kraków jest fatalny. Nie mają rzeczywistych gospodarzy, bo należą do skarbu państwa lub gminy Kraków. Wandale i złomiarze zdemontowali już wszystko, co można było sprzedać lub zniszczyć.
Mury się rozpadają, a te które jeszcze stoją zdobi obskurne graffiti. W tragicznym stanie są między innymi forty Borek, Łapianka, Prokocim czy Batowice.

- Fortów nikt dziś nie chce, a miasto nie potrafi znaleźć dla nich przeznaczenia - zauważa Dariusz Krzyształowski Większość z nich szczelnie otoczyły osiedla, np. fort w Mistrzejowicach. - Dookoła kosi się trawę, ustawia ławki, a sam obiekt stał się wysypiskiem śmieci i miejscem libacji. Strach tam wejść - zauważa Leśniewicz.

Fundacja Janus ma pomysł, jak zagospodarować forty, ale nie ma wsparcia ze strony miasta. - Chcielibyśmy zająć się najciekawszymi fortyfikacjami, ale bez wydawania milionów i bez zadęcia. Należałoby stworzyć tu dzikie, ale bezpieczne quasi parki - podpowiada Leśniewicz. - Trzeba otoczyć forty opieką. Inaczej prędzej czy później znikną z mapy Krakowa.

 

(Radio Kraków 28.09.2011)

 

 

Miłośnicy historii Krakowa są oburzeni tym, że dopuszczono do zburzenia części obiektów Twierdzy Kraków. Właściciel działek, na których znajdowały się elementy Fortu Węgrzce w Bibicach koło Krakowa - postanowił wyburzyć ponad stuletnie obiekty. Dostał na to zgodę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków - bo pracownicy zajmujący się tą sprawą pomylili działki. Dwa z trzech schronów przestały istnieć. Trzeci z nich ocalał, bo konserwator zabytków wstrzymał rozbiórkę. "To jednak marne pocieszenie" - mówi Mariusz Bębenek z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin".

Wojewódzki Konserwator Zabytków zamierza teraz przyspieszyć proces wpisywania kolejnych obiektów Twierdzy Kraków do rejestru zabytków. Podobnych obiektów, jak te zburzone - w obrębie Twierdzy jest ponad sto. Nie wszystkie są objęte ochroną. Do tej sprawy wrócimy za kilkanaście minut - w magazynie "Co niesie dzień".

Słuchaj z Rawelinem: audio

 

(Gazeta Krakowska 27.09.2011)

 

Niebywałe! Bunkry Twierdzy Kraków zburzone. Przy ulicy Słonecznej w Węgrzcach buldożery równają z ziemią bunkry z 1904 roku, należące do fortyfikacji Twierdzy Kraków. Konserwator zabytków nie wpisał ich do ochronnego rejestru. Teraz zapowiada naprawienie błędu. Za późno. Dwa z trzech schronów zostały zniszczone.

- Młot pneumatyczny rozbijał kopułę schronu, ekipy od razu sprzątały gruz. Wycięto stare drzewa, spalano gałęzie - opowiada nasz Czytelnik (prosząc o nieujawnianie nazwiska). - Czy w Polsce wydaje się zezwolenia na niszczenie obiektów historycznych? Przecież Twierdza Kraków i jej pozostałości powinny być pod ochroną - apeluje mieszkaniec Węgrzc. Konserwator zabytków sam jest zszokowany. - Ten teren znajduje się w przebiegu północnej obwodnicy i objęty jest planem zagospodarowania przestrzennego. Uważałem, że to wystarczające zabezpieczenie - mówi Jan Janczykowski, wojewódzki konserwator zabytków. Wysłał już pracowników, aby sprawdzili, co się stało. Uważa, że jeden z trzech bunkrów uda się uratować. Bogusław Król, wójt gminy Zielonki, po otrzymaniu sygnału o wyburzeniach, także skierował na miejsce urzędników. Okazało się, że prywatny właściciel działki, przed przystąpieniem do równania terenu, pytał wojewódzkiego konserwatora, czy bunkry są chronione. Otrzymał odpowiedź, że nie. Zgłosił więc zamiar wyburzenia w starostwie powiatowym. - To skandal, że konserwator nie objął tego obiektu ochroną. Wierzyliśmy, że to zrobił - oburza się Dariusz Krzyształowski z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". - To były dobrze zachowane schrony baterii artyleryjskiej fortu. Takich nieruchomości należących do twierdzy jest jeszcze kilka i może to oznaczać, że wszystkie prędzej czy później zostaną wyburzone, bo komuś będą przeszkadzać - kwituje.

Konserwator zapowiada naprawienie błędu. - W tej sytuacji zacznę wpisywać do rejestru zabytków wszystkie obiekty Twierdzy Kraków, a o naruszeniach poinformuję prokuraturę - zapewnia Janczykowski. Kraków stara się też o uznanie fortów za pomnik historii i wpisanie ich na listę UNESCO. (A. Agaciak, P. Rąpalski )

 

(wrzesień 2011)

 

 

II Rajd "Śladami II wojny światowej". Organizatorem imprezy, która odbędzie się w sobotę, 1 października 2011 roku jest Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii Rawelin, przy wsparciu finansowym Gminy Zabierzów i udziale sponsorów. Jest ona adresowana do młodzieży i dorosłych z terenu gminy oraz wszystkich osób niezależnie od miejsca zamieszkania, które chcą połączyć aktywny wypoczynek z poszerzaniem swojej wiedzy na temat ostatniej wojny. Rajd ma także pokazać walory krajobrazowe okolic Zabierzowa oraz promować obiekty militarne jako atrakcję turystyczną. Rozpoczęcie i zakończenie rajdu zostały zaplanowane przy niemieckim schronie Regelbau 668 w Rudawie. Trasa (około 13 km drogami asfaltowymi, gruntowymi i ścieżkami) przebiegać będzie od cmentarza w Rudawie do miejscowości Radwanowice, a następnie poprzez grupę fortyfikacji polowych w okolicach góry Wietrznik, Łączek Kobylańskich i Brzezińskich oraz Brzezinki do schronów w Rudawie.

ORGANIZATOR:
Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”

PRZY WSPÓŁPRACY I POMOCY:
Gmina Zabierzów
5 Krakowska Drużyna Wędrowników "Orkan" (Szczep 5KDH "Wichry" ZHR)
Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Ostheer”
Restauracja "Grube Ryby"
Piekarnia "Rafapol" Sp. z o.o
Centrum Motoryzacyjne "Mosur"

PATRONAT MEDIALNY:
TVP Kraków
Głos Krzeszowicki
Radio Alfa

TERMIN i MIEJSCE:
1 października 2011 roku /sobota/. Rudawa godz.9.45 – 17.00 (Gmina Zabierzów - 15km od Krakowa).

CEL RAJDU:
Upamiętnienie 72. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Zwiedzanie miejsc związanych z II wojną światową na terenie miejscowości Rudawa, Radwanowice, Brzezinka. Rozwój aktywnej turystyki pieszej w połączeniu z aspektami historyczno - poznawczymi. Wzbogacenie wiedzy o materialnych pozostałościach, architekturze militarnej, działaniach wojennych na terenie Gminy Zabierzów. Zbudowanie w społeczeństwie pozytywnego nastawienia do dziedzictwa kulturowego. Promocja walorów turystycznych i zespołu budowli militarnych na terenie Gminy Zabierzów jako ciekawej atrakcji turystycznej.

WARUNKI UCZESTNICTWA:
Impreza ma charakter rodzinny, jest bezpłatna i odbędzie się bez względu na pogodę. W rajdzie uczestniczyć mogą wszyscy chętni, którzy zgłoszą chęć uczestnictwa bezpośrednio przed rajdem, od godziny 9:45 do 10:15 w miejscu zbiórki przy niemieckim schronie Regelbau 668 – Rudawa, ul. Dunajewskiego (przy zbiorniku wodnym). Ubezpieczenie uczestników we własnym zakresie. Osoby uczestniczą w imprezie na własną odpowiedzialność. Organizatorzy proszą uczestników o dostosowanie ubioru i obuwia do warunków pogodowych oraz przygotowanie dzieci i młodzieży do wędrówki.

ORGANIZATORZY ZAPEWNIAJĄ:
Grupowe zwiedzanie z przewodnikiem miejsc związanych z II wojną światową i fortyfikacji niemieckich na terenie Gminy Zabierzów. Certyfikat udziału, znaczek pamiątkowy i poczęstunek dla uczestników Rajdu. Materiały informacyjne i promocyjne. Wspólne ognisko.

PROGRAM RAJDU:
1 października 2011 roku /sobota/
Godz. 9.45 Początek Imprezy - zbiórka uczestników Rajdu przy schronie Regelbau 668, Rudawa ul. Dunajewskiego - zapisy uczestników Rajdu,
Godz. 10.00 Odprawa organizacyjna. Omówienie trasy i ogólny opis grup zachowanych obiektów.
Godz. 10.15 Wymarsz grupy na zaplanowaną trasę wycieczki pieszej. Przed wyruszeniem w trasę każdy z uczestników wycieczki otrzyma broszurę z dokładnym przebiegiem trasy.
Godz. 10.20 Cmentarz parafialny w Rudawie - złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogile żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku i pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic.
Godz. 10.40 – 15.00 Przemarsz trasą Rajdu: Rudawa, Radwanowice, Brzezinka, Rudawa - zwiedzanie niemieckich fortyfikacji oraz miejsc związanych z II wojną światową na terenie Gminy Zabierzów. Na trasie wiele niespodzianek i atrakcji.
Godz. 15.00 – 17.00 Zakończenie Rajdu - zwiedzanie niemieckiego schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym Ringstand 58c w Rudawie (ul. Dunajewskiego), wystawa militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej, prezentacja mundurów, uzbrojenie i wyposażenie - grupy rekonstrukcji historycznej, stoiska z materiałami informacyjnymi oraz pamiątkowymi z Imprezy, materiałami promocyjnymi Gminy Zabierzów, jak też sprzętem wojskowym i turystycznym, kuchnia polowa i wspólne ognisko.

 

(Gazeta Krakowska 28.03.2011)

 

Jakie tajemnice skrywa schron pod Alejami. Kierowcy przejeżdżający w sobotę al. Krasińskiego przecierali oczy ze zdumienia: oto grupa ludzi wchodzi i wychodzi z wyrwy, którą chwilę wcześniej wykopano w pasie zieleni między pasami ruchu. Okazało się, że historycy ze Stowarzyszenia "Rawelin" pod dziurą w trawniku badali zamknięty przez ostatnie półwiecze schron przeciwlotniczy, wybudowany w 1944 roku przez Niemców. - Czy nam się uda i co dokładnie będzie w środku: nie wiadomo - zastrzegał prezes stowarzyszenia Dariusz Krzyształowski. Że schron istnieje, wiadomo z dokumentacji. Ale w środku nikogo nie było od lat 60.

Fot.Jan HubrichReporterka "Krakowskiej" zjawia się na miejscu o godz. 9. Wita mnie kilku mężczyzn z łopatami w rękach. Trochę mi głupio, bo mam na sobie nową kurtkę i eleganckie buty. A oni ubrani jak do kopalni. I jeszcze mówią, że łatwo nie będzie! - A to jedyna szansa eksploracji miejsca - ciągną. Terenem zarządza Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu, a zgodę na wejście wydał jednorazową, bo środek Alej Trzech Wieszczów to nie miejsce na podziemną turystykę. - Jesteśmy tu więc jedynie po to, aby zmierzyć i sfotografować, co jest w środku. A potem zostawić to w spokoju - tłumaczą historycy. Kopią dzielnie i kopią, aż pojawia się wielka betonowa pokrywa. - Nie spodziewaliśmy się, że taka duża będzie - kwitują. Mają wątpliwości, czy uda się im ją otworzyć. Tych wątpliwości, patrząc na monstrualnej wielkości kawał grubego betonu, trudno nie podzielać. A jednak udało się. Możemy schodzić w dół. Tyle, że schody do schronu zostały przysypane ziemią. Trzeba zatem pożegnać się z wygodą i zejść, wciskając buty w błoto. Panowie robią to dość sprawnie, choć sposób to ani elegancki, ani bezpieczny. Sama, zerkając na swoje buty, waham się chwilę. Ale zaciskam zęby i zanurzam się w błotnistej mazi.

Było warto. W środku sieć podziemnych korytarzy. Ciemno tu i zimno. Ale imponująco. - Jakie te korytarze długie! - wzdycham, nie mogąc nadziwić się, że tuż obok Jubilata mamy podziemne miasteczko. Sami eksploratorzy też są zaskoczeni. - Spodziewaliśmy się zupełnie innego układu - dziwi się Krzyształowski. Wraz z resztą ekipy ogląda, mierzy, fotografuje. Muszą sporządzić dokumentację, aby to miejsce nie zostało zapomniane. Bo kiedy zamkną płytę, po podziemnych korytarzach nieprędko ktoś przejdzie. (Maria Mazurek)

 

(Radio Kraków 28.03.2011)

 

 

To był ostatni poniemiecki schron w Krakowie, w którym od kilkudziesięciu lat nie stanęła ludzka stopa. Był, bo w sobotę miłośnicy historii z małopolskiego stowarzyszenia "Rawelin", zeszli do budowli, położonej pod trawnikiem na Alei Zygmunta Krasińskiego. Schron powstał w 1944-ym roku, według archiwalnych dokumentów ma numer 42. W latach 60-tych, podobnie jak większość tego typu budowli w Krakowie, został zasypany, obłożony warstwą ziemi, obsiany trawą i stał się częścią pasa zieleni między ruchliwymi jezdniami.

W Krakowie takich schronów jest dużo. Zwłaszcza w Krowodrzy, gdzie w czasie II wojny światowej rządzący miastem Niemcy zaczęli budować dla siebie dzielnicę mieszkaniową. Niektóre schrony można zwiedzać podczas Nocy Muzeów - właśnie za sprawą Stowarzyszenia Rawelin. A akcję otwierania schronu śledziła Daniela Motak.
 

Słuchaj z Rawelinem: audio2

 

                                                                                                                                                    (Dziennik Polski 28.03.2011)

 

Odkryli niezwykły schron pod Alejami. Dostać się do niego wcale nie było łatwo. Po zdjęciu warstwy ziemi zapaleńcy ze stowarzyszenia "Rawelin" zobaczyli dużą betonową płytę zakrywającą wejście do schronu. - W innych schronach była dwa razy mniejsza. Chyba nie da się jej odsunąć bez ciężkiego sprzętu - niepokoił się Dariusz Krzyształowski, szef Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin".

Fot. Kamila ZarembskaDo odsuwania płyty zabrało się osiem osób. Przynieśli łopaty i kilofy. W końcu, centymetr po centymetrze udało się przesunąć betonową pokrywę na bok. Przy wejściu do schronu leżały kawałki mniejszej płyty wymieszanej z ziemią. - Pewne stara uległa zniszczeniu i dlatego została przykryta drugą, dużo większą - przypuszczał szef "Rawelina". Szybko odgruzowali wejście i z latarkami, aparatami fotograficznymi weszli do ciemnego korytarza. - To niezwykły schron - stwierdził Dariusz Krzyształowski. Zazwyczaj tego typu budowle zbudowane są z korytarza w kształcie litery Z. Schron znajdujący się pod zielonym pasem w al. Krasińskiego ma korytarze wiele razy załamane, jest w kształcie węża. Taki podział na kilka odcinków zwiększał prawdopodobieństwo przeżycia ludzi: jeśli odłamek wpadłby do jednego korytarza to była szansa, aby uratowali się ukrywający w innym. Schron pod alejami ma także specjalny wjazd przeznaczony dla matek z wózkami i inwalidów. - Schron jest świetnie zachowany, zachowały się malowane przez Niemców białą farbą oznaczenia, gdzie znajdują się otwory wentylacyjne - mówił Dariusz Krzyształowski. Podziemny korytarz ma dwa wyjścia ewakuacyjne, miejsca na dwie toalety. Jego długość to ok. 60 metrów, a wysokość 2 m. Ławek w środku już nie ma, nie zachowały się. Do tego schronu nie schodził nikt od lat 60. - Z relacji świadków wiemy, że po wojnie było to miejsce, gdzie bawiły się dzieci, lumpy piły alkohol. Schrony traktowane były także jako śmietnik, dlatego można w nich znaleźć wiele rzeczy codziennego użytku - mówi Dariusz Krzyształowski. W odkrytej w sobotę budowli było jednak nadzwyczaj czysto. Nie było śmieci, ziemi, ani gruzu. Tylko butelki po szampanie i wódce wrzucone tu przez otwory wentylacyjne. Wybudowali go Niemcy w 1944 roku. Nosił numer 42. - To był schron dla ludzi, których nalot zastał w parku i na ulicy. Nie chronił przed uderzeniem bomby, tylko raczej przed podmuchem i gruzem z kamienic - mówi Dariusz Krzyształowski. Dla znawców tematu obecność schronu w tym miejscu zdradza metalowy słupek służący do wentylacji i dziwne ukształtowanie terenu. Na pasie zielonej trawy widoczny jest jakby pagórek. Schron nie został całkiem wbudowany w ziemię i trochę wystaje, dlatego został zamaskowany ziemią.

Działacze Stowarzyszenia "Rawelin" zrobili zdjęcia i pomierzyli korytarze. Potem schron został zmów zamknięty i zasypany ziemią. Prawdopodobnie nigdy nie zostanie udostępniony zwiedzającym, ponieważ znajduje się w pasie ruchu. Teraz zapaleńcy z "Rawelina" opracują dokumentację, a informację o swoim odkryciu zamieszczą na swojej stronie internetowej. I już zaczynają myśleć o następnych schronach. W Krakowie według niemieckich planów miało być zbudowanych ok. 50 - 60 schronów, ostatecznie powstało kilkanaście. - Próbujemy odkrywać drobne tajemnice tego miasta i zachować je dla przyszłych pokoleń - mówi Dariusz Krzyształowski. (AM)

 

(Radio Kraków 26.03.2011)

 

 

Nie było łatwo - ale się udało. Miłośnicy historii z małopolskiego stowarzyszenia "Rawelin" zeszli do poniemieckiego schronu przeciwlotniczego, położonego pod trawnikiem na Alei Zygmunta Krasińskiego w Krakowie.

Ostatni raz ludzie byli wewnątrz tej budowli blisko pięćdziesiąt lat temu. Schron powstał w 1944 roku, według archiwalnych dokumentów ma numer 42. W latach 60, podobnie jak większość tego typu budowli w Krakowie, schron został zasypany, obłożony warstwą ziemi, obsiany trawą i stał się częścią pasa zieleni między ruchliwymi jezdniami. Schron numer 42 przykryto też ciężkimi betonowymi płytami.

Stowarzyszenie "Rawelin" dostało od krakowskiego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu zgodę tylko na jednorazowe wejście do budowli. Zdjęcia trafią do internetu, a budowla zostanie na nowo przykryta ziemią i trawnikiem. W Krakowie takich schronów jest dużo. Zwłaszcza w okolicach Krowodrzy, gdzie w czasie II wojny światowej rządzący miastem Niemcy zbudowali dla siebie dzielnicę mieszkaniową. Niektóre schrony można zwiedzać podczas Nocy Muzeów - właśnie za sprawą Stowarzyszenia Rawelin.

Słuchaj z Rawelinem: audio

 

(Dziennik Polski 26.03.2011)

 

Czy dojdzie do odkrycia niemieckiego schronu z czasów wojny? Grupa zapaleńców zamierza dziś dostać się do wnętrza poniemieckiego schronu w pasie między jezdniami al. Krasińskiego. To akcja członków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Istnieje ono od 2004 r., skupia niespełna 30 osób, interesujących się militariami, fortyfikacjami, wojskowością. - Obok fortów w Krakowie ciekawe są schrony budowane przez Niemców w okresie okupacji. Wpadliśmy na pomysł, żeby je inwentaryzować, fotografować, oczyszczać oraz udostępniać zwiedzającym - mówi szef Stowarzyszenia, Dariusz Krzyształowski. Do zwiedzania jest zawsze bardzo wielu chętnych - ludzi przyciąga mrok i tajemnica podziemnych budowli.

W Krakowie według niemieckich planów miało być zbudowanych ok. 50 - 60 schronów, ostatecznie powstało kilkanaście. - Najwięcej w Krowodrzy, bo tu była dzielnica niemiecka. Schrony budowano dla niemieckich obywateli, żeby ich chronić - opowiada prezes "Rawelina". Inne schrony powstały np. przy dworcu w Płaszowie lub w ogrodach krakowskich kościołów. Budowano je pod terenami zielonymi, pasami zieleni, bo trawnik je maskował. - Były plany, by powstały pod Plantami - przypomina Dariusz Krzyształowski. Schrony podczas okupacji pozostawały otwarte, by można było w razie bombardowania wejść tam i przeczekać nalot. Korytarze wysokie na dwa metry, o długości 60 m, z miejscem na toaletę, ławeczkami przymocowanymi wzdłuż ścian - mogły pomieścić ok. 60 - 70 osób. Po wojnie nadal podziemne budowle stały otwarte, powoli zapełniając się śmieciami, wyrzucanym tam popiołem z pieców, ponadto stanowiły dogodne miejsce alkoholowych libacji. "Rawelin" od 2006 roku oczyścił już i okazjonalnie, przynajmniej dwa razy w roku (m.in. podczas Nocy Muzeów) udostępnia zwiedzającym cztery takie schrony przeciwlotnicze: w parku Krakowskim, przy placu Inwalidów, przy ul. Królewskiej i przy Lea.

Na dzisiaj miłośnicy historii z "Rawelina" zaplanowali akcję eksploracji (wejście, pomiary, zdjęcia) kolejnego schronu przeciwlotniczego - pod trawnikiem między jezdniami al. Krasińskiego, na wysokości siedziby Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Przyjdą z kilofami, łopatami, latarkami oraz aparatami fotograficznymi. - Teren jest w gestii Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, posiadamy od niego stosowne zezwolenie na jednorazowe wejście - zaznaczają.
Mało kto wie o istnieniu takiego obiektu w tym miejscu - od pewnego czasu wiedzą jednak o nim członkowie stowarzyszenia. Znają też relacje świadków z lat 50. i 60., którzy tam się w dzieciństwie bawili, chowali w wówczas otwartym schronie. Na niemieckich planach schron w alejach ma nr 42, został zbudowany w 1944 roku. Budową zajmowała się firma polskich inżynierów. Z niemieckich zapisków wynika, że użyto do jego budowy wiele betonu i że jest porównywalny ze schronem z parku Krakowskiego (tamten ma 60 m długości). Jak inne schrony, ma kształt litery "z" (dwa długie korytarze biegnące równolegle, połączone korytarzem poprzecznym), dwa wejścia i jedno wyjście ewakuacyjne. Wejście - po schodach. Wejścia są przysłonięte trawnikiem, prawdopodobnie mają betonowe przykrycia. - Zobaczymy, czy da się wejść do środka. Nawet jeśli będzie możliwe tylko wczołganie się, postaramy się dostać do schronu. Pomierzymy go, zrobimy dokumentację fotograficzną - mówi Dariusz Krzyształowski. Wspomina, że wejścia do schronu w parku Krakowskim, który oczyszczał "Rawelin", były zasypane ziemią na kilka metrów, jednak dalsza część schronu okazała się wtedy dostępna. Jeżeli schron w alejach cały będzie zasypany ziemią - akcja zostanie zakończona. Miłośnicy schronów nie zamierzają starać się o umowę użyczenia ani udostępniać zwiedzającym tego akurat obiektu. - Znajduje się w pasie ruchu, byłby trudny do udostępniania - wyjaśnia szef "Rawelina". (MM)

 
2010r.

(Dziennik Polski 16.10.2010)

 

Ziemia i śmieci skryły ślady okupanta. Rudawa. Miłośnicy historii odnawiają niemieckie fortyfikacje. Piętrowe łóżka, sięgają pod sufit. Na jednym z nich odpoczywa żołnierz w białej koszuli, ciemno-zielonych spodniach i oficerkach po kolana. Nad nim wiszą dwa karabiny. Obok na stole hełmy i maszyna do pisania. Przysiadł przy niej drugi mieszkaniec izby, coś pisze i sięga do wielkiego aparatu telefonicznego. Wstaje podkręca knot lampy naftowej. Ciasna izba musi pomieścić dziewięć osób. Prowadzą tu pancerne drzwi. Okien nie ma, bo to podziemny schron niemieckich żołnierzy, którzy w czasie wojny osiedlili się w Rudawie. Teraz to tylko inscenizacja, przypominająca czasy II wojny światowej.

fot. Barbara CirytWnętrze schronu w Rudawie odrestaurowali członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". A żołnierzami, którzy ostatnio tu urzędowali są przebrani w niemieckie mundury członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39". Współpracujące organizacje zorganizowały piknik forteczny, żeby pokazać jak wyglądały niemieckie fortyfikacje w Rudwie, Młynce, Nielepicach. - Niemcy osiedlili się tutaj latem w 1944 r. Umocnienia w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej budowali w pośpiechu do stycznia 1945 r. - mówi Dariusz Krzyształowski, prezes stowarzyszenia "Rawelin". - Chcieli powstrzymać nacierającą Armię Czerwoną, ale to się nie udało. Nam pozostały forteczne budowle, które chcemy utrzymywać, żeby przybliżyć historię mieszkańcom i turystom - dodaje. Stowarzyszenie z pomocą gminy Zabierzów wydało broszurę o fortyfikacjach. Opisuje istniejące tu punkty oporu, stanowiska bojowe, garaż na armatę, w którym obecnie jeden z gospodarzy trzyma ciągnik i izbę ze stanowiskiem karabinu maszynowego.

Mieszkańcy gminy Zabierzów mogą te schrony oglądać od wiosny do jesieni, w każda drugą sobotę miesiąca. - Ludzie najpierw nieśmiało tu podchodzili. Przez długie lata żyli w sąsiedztwie schronów. Ale dla nich to niechciana historia. Dlatego tuż po wojnie zacierali te ślady działalności okupanta. Niektóre betonowe elementy rozbierali, zasypywali ziemią i warstwą śmieci - mówi Szymon Kalicki z "Rawelinu", który opracował broszurę o fortyfikacjach. Opowiada, że teraz przychodzą ludzie i odpowiadają wojenne historie. - Jedna z kobiet wskazała nam ogródek z kolejnym schronem, do którego przez 60 lat nikt nie zaglądał - mówi Kalicki. Jan Rusocki przyjechał z Katowic, żeby oglądnąć schrony. - Pochodzę z tych stron, tu w sąsiednich Nielepicach mieszkali moi rodzice. W dzieciństwie chodziliśmy z kolegami po tych stanowiskach bojowych. Potem ludzie zrobili w nich wysypiska śmieci - wspomina pan Jan.

Piknik militarny w Rudawie jest żywą lekcją historii. Przedstawiają ją ludzie przebrani w mundury polskich i niemieckich żołnierzy. - Odwiedzenie tego miejsca lepiej pokazuje działania wojenne niż szkolny wykład z jednym zdjęciem i fragmentem tekstu - mówi Wiesław Łobaj z Zabierzowa, który przyjechał na piknik z córeczką Zosią. Żołnierz z sekcji stowarzyszenia "Wrzesień 39" pokazywali polski karabin pancerny UR. - Ładowało się do niego podwójny ładunek prochu i bez trudu przebijał pancerz niemieckich czołgów. Przed wojną istnienie tych karabinów było tajemnicą, przechowywano go w skrzyniach jako sprzęt optyczny na eksport do Urygwaju. Dlatego dostał nazwę karabin pancerny nazwa UR - opowiada. (Barbara Ciryt)

 

(www.zabierzow.org.pl 14.10.2010)

 

 

 

II Piknik Forteczny - Rudawa 2010. W drugą sobotę października Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", przy wsparciu finansowym gminy Zabierzów zorganizowało w Rudawie, obok schronu Regelbau 668 przy ul. Dunajewskiego II Piknik Forteczny.

Impreza, adresowana przede wszystkim do mieszkańców gminy, po raz kolejny udowodniła, że fortyfikacje drugowojenne, odpowiednio zaadaptowane dla potrzeb zwiedzających, mogą stanowić atrakcję turystyczną. Zanim piknik się rozpoczął, członkowie Stowarzyszenia "Rawelinu" złożyli kwiaty i zapalili znicze w dwóch Miejscach Pamięci z tamtych czasów - pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic oraz na mogile polskich żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku. Przy ich grobie wartę honorową wystawili członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień '39", ubrani w polskie mundury z epoki.

Rekonstrukcja historyczna była zasadniczym elementem pikniku. Obok żołnierzy z Sekcji Polskiej, uczestniczyli w nim członkowie Sekcji Niemieckiej SRH "Wrzesień '39", którzy "zasiedlili" wnętrze schronu. Dzięki temu izba żołnierska, w której "Rawelin" przygotował ekspozycję i częściowo odtworzył wyposażenie, wyglądała jak przeniesiona w czasie do roku 1944, gdy na tym terenie zaczęły wyrastać niemieckie umocnienia. Ich przebieg i konstrukcję można było prześledzić na dioramach. Na zewnątrz zaprezentowano polskie i niemieckie uzbrojenie. Obok stanął kompletnie wyposażony szwedzki posterunek graniczny, zrekonstruowany przez jednego z członków MSMH "Rawelin". W odróżnieniu od ekspozycji muzealnych, każdy przedmiot zarówno z wystawy w schronie jak i przywieziony przez rekonstruktorów, można było obejrzeć z bliska i zrobić sobie z nim zdjęcie. Ogromnym powodzeniem cieszyły się maski przeciwgazowe, karabiny, hełmy i oryginalny telefon forteczny. Przy samym wejściu na forteczną działkę stanęła kuchnia polowa ze wspaniałą, wojskową grochówką, a na drugim końcu łąki rozpalono ognisko. Oprócz tego atrakcją pikniku było stoisko z publikacjami na temat fortyfikacji, m.in. najnowszym przewodnikiem "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy", przygotowanym przez Stowarzyszenie "Rawelin" w ramach projektu zgłoszonego do Konkursu Ofert na Realizację Zadań Publicznych ogłaszanego przez wójta gminy Zabierzów. Dostępne były również materiały informacyjne i promocyjne gminy i stowarzyszenia, pamiątkowe koszulki i gadżety militarne. W imprezie uczestniczyło w sumie ponad sto osób, głównie mieszkańców okolicznych miejscowości. Wielu z nich wspominało dzieciństwo obok niemieckich umocnień. Niektóre z nich przestały istnieć tuż po wojnie, położenie zachowanych do dzisiaj obiektów ilustruje mapa załączona do przewodnika. Publikacja będzie dostępna w Urzędzie Gminy oraz bezpośrednio u wydawcy. Mamy nadzieję, że będzie okazja, by spotkać się na podobnym pikniku w przyszłym roku.(Joanna Dolna)

 

(Dziennik Polski 11.10.2010)

 

Nietypowa lekcja historii. Punkty oporu, stanowiska bojowe, garaż na armatę i izba, w której pracowali i wypoczywali żołnierze niemieccy - to pozostałości po fortyfikacjach zrobionych w 1944 r.

fot. Barbara CirytW sobotę niemieckie schrony można było oglądać w Rudawie na pikniku militarnym. Wokół kręcili się ludzie przebrani za żołnierzy; polscy - ustawiali groźny dla wroga karabin pancerny, a "niemieccy" oprowadzali po schronie. Starszym osobom aż skóra cierpła, kiedy słyszeli niemieckie komendy, wspominali czasy, gdy faszyści byli w ich wiosce. Budowle z czasów II wojny udostępnia dla zwiedzających Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin". Mieszkańcy gminy Zabierzów najpierw nieśmiało podchodzili do odnowionych przez Rawelin schronów. Przez długie lata żyli w ich sąsiedztwie. Tuż po wojnie zacierali te ślady działalności okupanta. - Rozbierali betonowe części, zasypywali ziemią i warstwą śmieci. Dla nich to niechciana historia - mówi Szymon Kalicki z Rawelinu, który opracował broszurę o tych fortyfikacjach. Prezes stowarzyszenia Dariusz Krzyształowski zaznacza, że piknik forteczny ma na celu przybliżenie historii tych ziem mieszkańcom i turystom. Wielu okolicznych mieszkańców przychodzi tu z dziećmi. - Mają żywą lekcję historii. Odwiedzenie tego miejsca lepiej pokazuje działania wojenne niż szkolny wykład z jednym zdjęciem i fragmentem tekstu - mówią mieszkańcy. Schrony są otwierane w każdą drugą sobotę miesiąca od wiosny do jesieni. (BCA)

 

                              (Gazeta, Super Nowa, Głos Krzeszowicki 5.10.2010)

II Piknik Forteczny - Rudawa 2010. W sobotę, 9 października 2010 Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii Rawelin zaprasza na kolejne spotkanie z niemieckimi fortyfikacjami z okresu II wojny światowej, położonymi na terenie Gminy Zabierzów. II Piknik Forteczny odbędzie się obok schronu Regelbau 668 przy ul Dunajewskiego w Rudawie (15 km od Krakowa), w godzinach od 11 do 16. Wcześniej, o godz. 10.30 na cmentarzu parafialnym w Rudawie, na mogile żołnierzy polskich poległych 5 września 1939 roku i pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic zostaną złożone kwiaty oraz zapalone znicze. Wartę honorową wystawią członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39". W programie Pikniku Fortecznego: zwiedzanie schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym typu Ringstand 58c, w którym udało się częściowo odtworzyć wyposażenie obiektu, wystawa militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej oraz dioram niemieckich umocnień polowych. Ponadto członkowie SRH "Wrzesień 39" zaprezentują polskie i niemieckie umundurowanie, uzbrojenie i wyposażenie. Podczas pikniku odbędzie się też promocja książki o architekturze militarnej i działaniach wojennych na terenie Gminy Zabierzów pt. "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy". Będzie można także odwiedzić stoiska z materiałami informacyjnymi oraz pamiątkowymi na temat pikniku oraz atrakcji turystycznych gminy. Obok schronu stanie też kuchnia polowa, a na zakończenie pikniku zaplanowano ognisko. Organizatorem imprezy jest Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa, które od kilku lat opiekuje się schronem Regelbau 668 w Rudawie i drugim, tego samego typu, w Młynce. Zorganizowanie pikniku i wydanie przewodnika było możliwe dzięki wsparciu finansowemu Gminy Zabierzów.

Serdecznie zapraszamy!
MSMH "Rawelin"



Program Pikniku Fortecznego:
 
Godz 10.30
Cmentarz w Rudawie - oddanie hołdu, złożenie wiązanki kwiatów oraz zapalenie zniczy: mogiła żołnierzy polskich poległych 5 września 1939 roku i pomnik Ofiar Pacyfikacji Radwanowic. Wartę honorową wystawią członkowie SRH "Wrzesień 39"
 
Godz 11.00 - 16.00
II Piknik Forteczny - Rudawa 2010
- zwiedzanie schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym typu Ringstand 58c
- wystawa militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej
- wystawa dioram niemieckich umocnień polowych
- prezentacja mundurów, uzbrojenie i wyposażenie - grupy rekonstrukcji historycznej
- promocja książki "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy"
- stoiska z materiałami informacyjnymi oraz pamiątkowymi z Imprezy, materiałami promocyjnymi Gminy Zabierzów, jak też sprzętem wojskowym i turystycznym
- ognisko
- kuchnia polowa

ZAPRASZAMY

 

(MMKRAKOW.pl  26.07.12010)

 

 

 

Historia miasta ukryta tuż pod stopami. Kraków słynie głównie z wielu zabytków i miejsc historycznych, powstałych na przestrzeni wielowiekowej historii. Większość z nich to znane obiekty i budowle historyczne, udostępnione od lat dla szerokiej rzeszy zwiedzających.

Kraków to również wiele innych, nie mniej interesujących i fascynujących miejsc, mało lub wręcz wcale nieznanych, obok których codziennie przechodzimy nie zwracając na nie uwagi. Jedne są związane z pobytem, bądź życiem wielu znamienitych postaci, inne z głośnymi wydarzeniami. Kolejne związane są z mało znanymi, a często sensacyjnymi zdarzeniami i faktami, które miały miejsce w Krakowie. O jednym, a właściwie kilku takich miejscach rozsianych w promieniu kilkuset metrów chciałbym dziś opowiedzieć.

Pierwsze schrony przeciwlotnicze w Krakowie. W miejscu niezwykle ruchliwym - skrzyżowaniu al. Trzech Wieszczów i ul. Królewskiej, w okolicach przystanku tramwajowego i autobusowego przy Placu Inwalidów - codziennie przechodzą wielotysięczne tłumy, mijając miejsca i obiekty oddalone o kilka metrów, o których istnieniu nie mają pojęcia. Co więcej, do niedawna mieszkańcy sąsiednich kamienic nie zdawali sobie sprawy z ich istnienia. Co kryją te miejsca wyglądem przypominające wystające z ziemi bloki i płyty betonowe? Nikt z przechodniów nie ma ochoty ani czasu zastanawiać się nad tym. A szkoda, bo kryją bardzo ciekawe obiekty podziemne powstałe podczas okupacji - pierwsze schrony przeciwlotnicze w Krakowie.

Na terenie Krowodrzy znajduje się około dziesięć takich schronów, a właściwie podziemnych szczelin przeciwlotniczych powstałych na początku 1944 r. Budowały je firmy krakowskie (m.in. firma Mariana Plebańczyka) na zlecenie władz niemieckich. Każda z nich to korytarz żelbetonowy o długości ok. 50 m i szerokości 1,2-1,5 m, posiadający na swych końcach wejścia oraz pośrodku ich długości wyjście awaryjne. Nie posiadały szczelnych zabezpieczeń ani systemu wentylacji spotykanych w konstrukcjach bunkrów. Dotychczas krakowskiemu Stowarzyszeniu Miłośników Historii "Rewelin", dzięki społecznej pracy i zapałowi jego członków, udało się odgruzować i udostępnić szerszej publiczności trzy spośród nich.

Atrakcja dla miłośników fortyfikacji i obiektów militarnych. Już w 2006 r. w ramach Nocy Muzeów udostępniono pierwszy z nich przy ul. Królewskiej noszący nazwę LS-Deckungsgraben nr 2. Był jednym z pierwszych publicznych ukryć przeciwlotniczych w Krakowie. W 2008 r. udostępniono kolejne dwa usytuowane na terenie Parku Krakowskiego i w okolicy Placu Inwalidów. Są to schrony przeciwlotnicze LS-Deckungsgraben nr. 7 i 8. Pozostałe rozpoznane lokalizacje schronów to ul. Królewska i Lea. Wszystkie one obok rozsianych po terenie i obrzeżach Krakowa fragmentach kompleksu obwarowań Twierdzy Kraków, stanowią niemałą atrakcję dla miłośników fortyfikacji i obiektów militarnych. Miejmy nadzieję, że uda się odgruzować i udostępnić zwiedzającym pozostałe obiekty.

Powstała inicjatywa utworzenia na wzór innych miast ścieżki historycznej prowadzącej po kilku tych obiektach wcześniej odgruzowanych, wyremontowanych i udostępnionych dla zwiedzających. Będzie to niewątpliwie wielka atrakcja dla miłośników tego typu obiektów i kolejne ciekawe miejsce do zwiedzania dla nas krakowian jak i dla turystów. (August)

 

(Wiadomości Lokalne Dz.V kwiecień (cz.1), czerwiec (cz.2) 2010)

 

Plac Inwalidów – miejsce warte odkrycia. Ten punkt przesiadkowy w drodze do pracy czy na uczelnię ma naprawdę niezwykłą historię. Wystarczy spojrzeć w górę i przyjrzeć się kamienicom, albo… schylić głowę i wejść do schronu przeciwlotniczego – przekonują autorzy przewodnika „Wokół placu Inwalidów”.

fot.Dariusz KrzyształowskiAnna Marszałek, na co dzień związana z Oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa w Fabryce Schindlera przy ul. Lipowej jest historykiem. Mariusz Bembenek z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”, pracuje na AGH, natomiast od lat pasjonuje się zgłębianiem historii naszego miasta, szczególnie w latach okupacji niemieckiej. Autorzy przewodnika postanowili zainteresować mieszkańców Krakowa i turystów miejscem, które, chociaż nie znajdziemy go w folderach opisujących zabytki, zasługuje na uwagę. 21 stycznia w Oddziale MHK przy ul. Pomorskiej odbyła się promocja książki. Skąd pomysł na tak oryginalny przewodnik? W 2007 roku z okazji Nocy Muzeów, przez kilka dni na pl. Inwaidów prezentowana była wystawa plenerowa autorstwa Mariusza Bembenka, którą zrealizował z pomocą Moniki Bednarek i Barbary Zbroi. Wystawa „Plac Inwalidów – historia miejsca” spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Należy dodać, że zarówno ją jak i wydanie przewodnika współfinansowała Rada Dzielnicy V Krowodrza. - Krakowianie, a w szczególności mieszkańcy dzielnicy pytali o foldery czy jakieś wydawnictwo towarzyszące tej wystawie, wtedy jednak nic takiego nie było. Dlatego zrodziła się idea, by przewodnik powstał – wyjaśnia Anna Marszałek.

Latarnia umarłych i ogród dla stolicy. Zanim zaczęła poznawać historię placu, traktowała go jako zwykły punkt przesiadkowy w drodze do pracy (wtedy jeszcze Oddział MHK przy ul. Pomorskiej) czy do kina „Mikro”.Z biegiem czasu pisanie przewodnika stało się dla niej wielką przygodą. - Korzystałam z biografii, wspomnień różnych osób, artykułów prasowych i innych archiwaliów. Szczególnie wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat czy nawet z XIX wieku opisujące to miejsce pozwoliły mi w inny sposób spojrzeć na plac, na kamienice – mówi autorka. (…) Zafascynowała ją historia kapliczki znajdującej się w parku Krakowskim. Okazało się, że jest o wiele starsza niż podawano w informacjach, do których początkowo dotarła. – To przykład tzw. latarni umarłych. Były to swego rodzaju znaki, które stawiano w okolicach cmentarzy lub szpitali zakaźnych. Bywało, że po prostu oznaczały drogę do jakiegoś miejsca. I właśnie ta kapliczka znaczyła drogę do Łobzowa, a pod koniec XIX wieku została przeniesiona na teren parku – wyjaśnia Anna Marszałek.

Podziemne lekcje historii. O tym, że mieszkańców Krakowa fascynują schrony przeciwlotnicze,można się przekonać co najmniej dwa razy do roku – w listopadzie, podczas Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich i w maju, w czasie Nocy Muzeów. Do podziemnych obiektów z 1944 roku, udostępnianych przez Stowarzyszenie „Rawelin” ustawiają się wtedy długie kolejki. Nic dziwnego – w Polsce wciąż jest mało tego typu budowli, które można bezpiecznie zwiedzić. Drugi z autorów przewodnika – Mariusz Bembenek od początku, czyli od czterech lat uczestniczy w udostępnianiu schronów zwiedzającym. - Kiedyś w stowarzyszeniu pasjonowaliśmy się Twierdzą Kraków, którą zwiedziliśmy wzdłuż i wszerz. Nagle ktoś przypomniał sobie, że są takie podziemia w centrum miasta. Gdy już, po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń weszliśmy do schronów, trzeba było się dowiedzieć, czym w ogóle były i jak powstały. Stąd badania archiwalne, które przeprowadziłem. Część materiałów na temat schronów była już pokazywana na wystawie w 2007 roku, niektóre dopiero teraz, dzięki przewodnikowi ujrzały światło dzienne - mówi. W przewodniku znajdziemy dokładne plany i dane techniczne, nazwiska właścicieli firm, które budowały obiekty oraz zdjęcia wnętrz i m.in. oznaczeń ukryć zlokalizowanych w piwnicach kamienic. Dotychczas stowarzyszenie uporządkowało i oczyściło z ziemi i śmieci trzy schrony: nr 2 przy ul. Królewskiej, nr 7 w parku Krakowskim i nr 8 przy pl. Inwalidów. Organizowano w nich wystawy m. in. plakatów z okresu II wojny światowej, na te- mat budowy i lokalizacji schronów oraz historii placu Inwalidów. Oprócz tego członkowie „Rawelinu” prezentują swoje prywatne zbiory poświęcone obronie przeciwlotniczej. Każdy zwiedzający może wziąć eksponaty do ręki i zrobić sobie w beto-nowych korytarzach pamiątkowe zdjęcie np. w hełmie Luftschutzu. Stowarzyszenie współpracuje też ze szkołami, udostępniając schrony w ramach lekcji historii.

fot.M.Bembenek„Armia Radziecka z tobą od dziecka”. 23 lutego 1989 Mariusz Bembenek był świadkiem ważnego epizodu z najnowszej historii placu Inwalidów. „Uzbrojony” w aparat fotograficzny, uczestniczył w tzw. wydarzeniach krakowskich –manifestacjach studentów i młodzieży szkolnej przeciwko obecności wojsk sowieckich w Polsce. – Początkiem manifestacji był 17 lutego – ósma rocznica rejestracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów. 21 lutego krakowscy studenci domagali się uwolnienia Vaclava Havla, natomiast 23 lutego zorganizowali happening „Armia Radziecka z tobą od dziecka”. Data była nieprzypadkowa – 23 lutego to był dzień Armii Radzieckiej obchodzony w ZSSR bardzo hucznie – wyjaśnia Mariusz Bembenek. Happening rozpoczął się o godz. 15. Przed Collegium Novum zaczęły się zbierać tłumy młodzieży w przebraniach przypominających radzieckie mundury. Były charakterystyczne czapki, czerwone gwiazdy, pojawiły się „pojazdy pancerne”, niesiono też portret Gorbaczowa z umieszczoną na czole tarczą strzelecka. Sprzed uczelni tłum ruszył Plantami i ulicą Szewską do Rynku. Pod pomnikiem Mickiewicza nie mogło się obyć bez przemówień generałów i wręczania orderów „za szybki i sprawny odwrót w 1920 roku”. Z Rynku grupa, mijając autobus z milicjantami, którzy nie interweniowali, skierowała się w stronę placu Inwalidów (wówczas Wolności), pod pomnik. - W stronę pomnika rzucano jogurty, zakupione w delikatesach, które istnieją przy pl. Inwalidów do dziś. Nastąpiło też „rozbrojenie” armii. Czołgi poszły na złom, odśpiewano międzynarodówkę. Ktoś zaintonował „Płonie ognisko w lesie” i z wojennych rekwizytów rzeczywiście powstało ognisko – wspomina Bembenek. Prasa podziemna opisała całe zda-rzenie w sposób humorystyczny, natomiast w kolejnych dniach „oficjalne” media rozpoczęły nagonkę na uczestników happeningu. – Dostało się wszystkim – młodzieży, uniwersytetowi. Dostało się rektorowi, za to, że życzył studentom wesołej zabawy. Agencja TASS podała natomiast, że studenci zbezcześcili groby żołnierzy radzieckich i właśnie taka informacja poszła w świat – dodaje Mariusz Bembenek.

Drzwi do systemu. W Muzeum Historycznym na Pomorskiej (dawna siedziba Gestapo), gdzie mieści się wystawa poświęcona prześladowaniom Polaków w latach 1939 - 56, w najbliższych tygodniach rozpocznie się gruntowna przebudowa ekspozycji. – Nowa wystawa „Między Gestapo a NKWD”, będzie prezentować przede wszystkim losy osób poszkodowanych przez systemy totalitarne. Historie prześladowanych poznamy dzięki dokumentom, relacjom i nagraniom – mówi Grzegorz Jeżowski z MHK. Ze względu na tragiczną historię tego miejsca, wątek terroru niemieckiego wobec krakowian obejmie największą część wystawy. Dwa inne tematy, to środowisko związane z budową Domu Śląskiego i jego fundatorzy – Towarzystwo Obrony Kresów Zachodnich oraz okres po 1945 roku. – Po wojnie w najbliższym sąsiedztwie budynku, w Domu Profesorów mieściła się siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa, stąd temat prześladowań przez UB – wyjaśnia Jeżowski. Właśnie drzwi Urzędu Bezpieczeństwa będą stanowiły na wystawie symboliczne przejście między jednym a drugim systemem totalitarnym. – Ważnym elementem ekspozycji będzie pokój przesłuchań. Będą tu przedstawione sylwetki osób, które były przesłuchiwane, katowane, materiały dokumentujące ich losy od momentu aresztowania, poprzez śledztwo i pobyt w obozach koncentracyjnych. Pokażemy również portrety tych, którzy byli odpowiedzialni za te zbrodnie. Wystawa będzie dwujęzyczna, bo jeśli chodzi o turystów indywidualnych, coraz większą grupę stanowią obcokrajowcy – dodaje Grzegorz Jeżowski. Tak samo jak teraz, oprócz ekspozycji muzealnej zwiedzający będą mogli zobaczyć trzy cele Gestapo, nad którymi MHK od wielu lat sprawuje opiekę. Miejsce to ma status Miejsca Pamięci Narodowej. Muzeum wciąż prowadzi także akcję zbierania pamiątek i dokumentów związanych z więźniami. Otwarcie nowej wystawy zaplanowano na listopad.

Co dalej z placem? Latem 1991, dwa lata po obaleniu komunizmu, z placu Inwalidów zniknął pomnik, który miał wyrażać „wdzięczność” za wyzwolenie Krakowa przez Armię Czerwoną. W miejscu monumentu umieszczono tablicę informującą o planach wybudowania Pomnika Orła Białego, który będzie wyrazem hołdu dla wszystkich walczących o wolność Polski w latach 1939-89. W 2008 roku rozstrzygnięto konkurs na projekt pomnika wraz z zagospodarowaniem jego otoczenia, który wciąż czeka na realizację. Wcześniej pojawiały się, co prawda, pomysły na zagospodarowanie placu, ale nie należały one do najbardziej udanych. – Prawie trzy lata temu Urząd Miasta Krakowa wystąpił z pro-pozycją budowy na placu Inwalidów parkingu podziemnego na prawie 300 samochodów. Sam projekt był źle przygotowany, zakładał m. in. wyburzenie schronu przeciwlotniczgo znajdującego się pod placem – podkreśla Piotr Klimowicz, przewodniczący Rady Dzielnicy V Krowodrza. Podczas Nocy Muzeów Muzeów i udostępniania schronów, zebrano kilka tysięcy podpisów przeciwko budowie parkingu. – Był to naoczny dowód tego, że krakowianie są zainteresowani historią – dodaje Klimowicz. W wyniku protestów rozpisano nowy konkurs architektoniczny. – Zaczęliśmy dużo baczniej przyglądać się temu, co powinno znajdować się na placu. Przede wszystkim chodziło o zachowanie schronu, źródła wody artezyjskiej i parku Krakowskiego, który jest parkiem zabytkowym, tak, aby prace, które będą prowadzone mu nie zagroziły. Wszystko po to, aby to miejsce było miejscem znaczącym i pięknym. Mam nadzieję, że dzięki konsultacjom projektantów z radą dzielnicy, znajdziemy dobre rozwiązanie – mówi Piotr Klimowicz. Chociaż wszystko wskazuje na to,
że schron przy placu Inwalidów pozostanie atrakcją turystyczną Krowodrzy, kolejny tego typu obiekt przy ul. Lea może zostać wyburzony. Jeśli miejscy urzędnicy wyrażą na to zgodę, na jego miejscu stanie apartamentowiec. Przeciwko budowie stanowczo protestują radni Dzielnicy V Krowodrza i członkowie Stowarzyszenia „Rawelin”, które podpisało z miastem umowę użyczenia obiektu i planuje, po przeprowadzeniu niezbędnych prac, również udostępnić go zwiedzającym.

Radni dzielnicy podjęli już dwie uchwały - pierwsza negatywnie opiniuje decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (WZ), druga – wnosi o wpisanie schronów przeciwlotniczych na terenie dzielnicy do rejestru zabytków. Z takim samym wnioskiem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wystąpi w najbliższym czasie „Rawelin”.(Joanna Dolna)

„Wokół placu Inwalidów”; Anna Marszałek, Mariusz Bembenek; Muzeum Historyczne Miasta Krakowa; Kraków 2009; stron 56; okładka miękka; format 20 x 25,5 cm. Przewodnik można kupić w oddziale Muzeum Historycznego Miasta
Krakowa przy ul. Pomorskiej 2 oraz w sklepie muzealnym przy Rynku Głównym 35. Cena 18 zł.

 

(Gazeta Krakowska 26.05.2010)

 

W Krakowie Francuzi tropią Polańskiego. Jest rok 1948. Młody Roman Polański, zafascynowany kolarstwem, chce kupić rower. W tamtych czasach nie było to jednak łatwe. Poznaje niejakiego Dziubę, który twierdzi, że posiada odpowiedni bicykl. Polański umawia się z nim na transakcję przy ówczesnym placu Wolności, dziś placu Inwalidów. Razem schodzą do schronu. Wczoraj ekipa francuskiej telewizji zeszła do miejsca, gdzie 14-letni wówczas przyszły reżyser omal nie stracił życia, koniecznie chcąc zostać właścicielem roweru. Ta i podobne historie staną się kanwą 17-godzinnej serii filmów dokumentalnych poświęconych polskiemu twórcy.

Możliwe, że w tym schronie Roman Polański o mały włos nie został zabity. Teraz francuska ekipa uwiecznia to miejsce. Fot. Andrzej BanaśRoman na spotkanie idzie z kumplem Marianem. - Dziubie nie podobało się, że Marian jest ze mną. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że rower jest kradziony. Zaczęło mnie nękać poczucie winy - pisze Polański w swojej autobiografii, na podstawie której napisano scenariusz do filmu. Dziuba wabi Polańskiego do pobliskiego poniemieckiego schronu. Tłumaczy to środkami ostrożności. Marian zostaje na zewnątrz. Idą ciemnym korytarzem. Nagle Roman pada powalony ciosem w głowę. Dziuba uderza go kamieniem owiniętym w gazetę. - Przewrócił mnie na bok i wyciągnął z kieszeni portfel. Zerwał mi z ręki zegarek, prezent od ojca, który hołubiłem jak skarb - wspomina Polański. Dziuba rzuca się do ucieczki. Polański z trudem wygrzebuje się z tunelu wyjściem ewakuacyjnym. Jest cały we krwi. Nagle przed nim zatrzymuje się śmieciarka. Na jej dachu siedzi Marian, a obok kierowcy... złapany Dziuba. Złoczyńca trafił na milicję, a Polański do szpitala. Ku swojemu zdziwieniu dowie się później, że Dziuba zostanie powieszony. Okazał się on bowiem seryjnym mordercą, który na koncie miał już trzy ofiary!

Wczoraj do schronu wpuścili Francuzów członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". - W okolicy placu Inwalidów jest kilka poniemieckich schronów. Nie jesteśmy pewni, czy to ten, ale opis z biografii pasuje - mówi Dariusz Krzyształowski, prezes stowarzyszenia. - Ten posiada wyjście ewakuacyjne, z którego Polański mógł wyjść po usypanej ziemi. Blisko jest też była siedziba UB, wspomniana w opisie - dodaje Mariusz Bembenek. Sęk w tym, iż Polański w biografii pisze, że schron znajdował się w parku, a nie poza jego obrzeżami, pod placem. - Wiedzielibyśmy dokładnie, gdybyśmy mieli etiudę Polańskiego "Rower" - dodaje z uśmiechem Krzyształowski. Jedyna kopia tego dzieła jednak zaginęła. - To nie było tam - mówi Leopold Nowak, przyjaciel Polańskiego. - Ten schron znajduje się zaraz obok dawnego rzędu Bezpieczeństwa. Tam nie było wstępu! To było w innym schronie. Miłośnicy Historii z "Rawelinu" poinformowali Francuzów o swoich wątpliwościach, ale tym wysokie prawdopodobieństwo zdarzenia wystarczyło. Nagrali krótki materiał w tunelu.

Francuzi tropią od kilku dni ślady reżysera. - Byliśmy już na ulicy Komorowskiego, gdzie rodzina Polańskich zatrzymała się po przyjeździe z Paryża. Również w Podgórzu, w okolicach getta. Pojawiamy się w miejscach, które naznaczyły Polańskiego - mówi Oscar Hedemann tłumacz francuskiej ekipy.(Piotr Rąpalski)

 
 

(Dziennik Polski 3.02.2010)

 

Architektura III Rzeszy - do rejestru zabytków? Jest wniosek, by objąć ochroną schrony przeciwlotnicze z okresu II wojny. Radni Dzielnicy V Krowodrza chcą wpisania do rejestru zabytków sześciu poniemieckich schronów: przy ul. Lea 15, Królewskiej 26-48 (pod boiskiem w rejonie ul. Konarskiego), Królewskiej 60-76 (naprzeciwko poczty), przy pl. Inwalidów i dwóch w parku Krakowskim. - Impulsem było dla nas pojawienie się wniosku o warunki zabudowy gminnej działki przy ul. Lea 15, gdzie pod skwerem jest poniemiecki schron - mówi Piotr Klimowicz, przewodniczący "piątki". - Ale mieliśmy zamiar starać się o wpis do rejestru zabytków już wcześniej, od czasu, kiedy chciano budować parking podziemny pod placem Inwalidów i zburzyć tamtejszy schron. Przewodniczący dodaje, że tamto niebezpieczeństwo zostało zażegnane, obecnie w przygotowywanym projekcie przewiduje się zachowanie schronu. Dzielnica chciałaby, żeby schrony stały się atrakcją turystyczną - tak dzieje się już z trzema z nich, które są oczyszczone i można je zwiedzać okazjonalnie, np. podczas Nocy Muzeów.

Mariusz Bembenek przy schronie przy pl. Inwalidów Fot. Anna KaczmarzRównież Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wystąpi o uznanie schronów za zabytki. Właśnie to stowarzyszenie od 2006 r. opiekuje się schronami w tej części Krakowa, inwentaryzuje je, oczyszcza wnętrza budowli i udostępnia do zwiedzania. Mariusz Bembenek z "Rawelinu" przypomina, że schrony zostały wybudowane przez władze okupacyjne w ramach organizacji obrony przeciwlotniczej w latach 40. - Schrony są wyjątkowe, w stanie niezmienionym zachowało się do dzisiaj tylko kilka takich obiektów w Krakowie - podkreśla.

Przewodniczący "piątki" Piotr Klimowicz uważa też, że do rozważenia jest ewentualny wniosek, by do rejestru zabytków wpisać również niemiecką dzielnicę mieszkaniową, która powstała w 1941 r. przy części obecnej ul. Królewskiej (po obu stronach jezdni, od ul. Józefitów do Nowowiejskiej). - Może należałoby wpisać do rejestru sam tutejszy układ urbanistyczny - zwłaszcza patrząc na to, jak się teraz zabudowuje każde wolne miejsce - mówi Klimowcz.

W Krakowie mamy jeszcze kilkadziesiąt budynków mieszkalnych na terenie Śródmieścia, które powstały między istniejącymi kamienicami, m.in. przy ul. Szymanowskiego, Karłowicza, św. Marka przy Plantach. - Ale one nie są szczególnie interesujące z punktu widzenia wartości architektonicznych, zastosowanych materiałów, ani specjalnie piękne - mówi Barbara Zbroja, historyk sztuki, członek zarządu Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. - To dość trudny temat, wzbudzający emocje, bo mówimy o obiektach wybudowanych z inicjatywy niemieckich władz w czasie II wojny światowej. Ale jest to element historii miasta i cały czas korzystamy z tego, co wówczas zostało zbudowane. Barbara Zbroja wskazuje, że wizytówką architektury III Rzeszy w Krakowie jest Schloss Wartenberg - zameczek w Przegorzałach przy ul. Jodłowej, na terenie przedwojennej rezydencji Adolfa Szyszko-Bohusza. Budowla powstała w latach 1941-42 i została zaplanowana na podmiejską rezydencję Otto von Wachtera, starosty dystryktu krakowskiego. - Wyróżnia się monumentalnym charakterem, formą. W ukształtowaniu nawiązuje do zamków nadreńskich - mówi historyk sztuki. Uważa, że Schloss Wartenberg nadawałby się do wpisu do rejestru zabytków. Jeśli natomiast chodzi o osiedle przy ul. Królewskiej, Barbara Zbroja zwraca uwagę, że powstało na podstawie podobnych projektów, które od połowy lat 30. XX w. były realizowane w Niemczech. - Budynki w dużym procencie zachowały się w autentycznym kształcie, zachował się też układ urbanistyczny, a to ciekawe założenie - uważa. Z innych pamiątek po tamtych czasach mamy w Krakowie podcienia arkadowe przy Grodzkiej i na Kazimierzu przy Krakowskiej, a także przebudowę "Feniksa" przy Rynku - ale te obiekty są już wśród chronionych zabytków.

Wojewódzki konserwator zabytków Jan Janczykowski przypomina, że zabytek musi stanowić świadectwo minionej epoki lub zdarzenia, powinien mieć wartości historyczne, naukowe lub artystyczne. - Co do schronów, muszę mieć opinię specjalisty z listy rzeczoznawców ministra kultury. Jeśli to obiekty unikatowe można się zastanowić nad wpisaniem do rejestru zabytków - sumuje. Również rozważyłby wpisanie do rejestru zameczku Schloss Wartenberg. Jeśli natomiast chodzi o osiedle przy Królewskiej, konserwator ma wątpliwości: - Prędzej zastanowiłbym się nad tamtejszym układem urbanistycznym niż budynkami, które jednak są dość przekształcone, pozbawione oryginalnych okien, stolarki drzwi. (MM)

 

(Dziennik Polski 18.01.2010)

 

Apartamentowiec zamiast skweru i schronu? Miasto chce sprzedać działkę przy ulicy Lea - już z "wuzetką". Miłośnicy historii ze stowarzyszenia "Rawelin" oraz radni Dzielnicy V Krowodrza są zaskoczeni i protestują przeciwko ewentualnym planom zabudowy gminnej działki przy ul. Lea 15. Teraz jest tam skwer, a pod nim schron z czasu wojny.

Pięciokondygnacyjny budynek mieszkalny przy ul. Lea 15 (tuż obok skrzyżowania z ul. Konarskiego, pomiędzy budynkami przy Lea 11 i 15a) miałby na parterze garaż na cztery auta, a wyżej cztery apartamenty, po jednym na każdym piętrze i na poddaszu. Wysokość budynku - 17 m, szerokość elewacji frontowej - 18 metrów. W Urzędzie Miasta toczy się postępowanie w sprawie wydania decyzji o warunkach zabudowy dla takiego obiektu, na wniosek właściciela działki, czyli gminy. - W głębi tej działki jest willa z początku XX wieku, z mansardowym dachem, cofnięta w stosunku do ul. Lea, bo była budowana wcześniej niż wszystko dookoła. Ta planowana plomba na skwerze byłaby wyższa, zasłoni ten budynek - wskazuje oburzony pomysłem takiej inwestycji przewodniczący Dzielnicy V Piotr Klimowicz. Wylicza też, że w projektowanym budynku mieszkania miałyby po powyżej 100 m kw. każde. - Po co one gminie? - pyta. Przewodniczący wytyka też, że przewiduje się za małą liczbę dla samochodów dla tego budynku. By postawić plombę przy Lea, trzeba by tam zlikwidować część zieleńca, a także podziemny schron poniemiecki. Skwer jest wprawdzie zaniedbany. - I właśnie trzeba o niego zadbać, zagospodarować piękną zielenią. Chcielibyśmy to zrobić z tym i kilkoma innymi skwerami - ripostuje Piotr Klimowicz.

Jak zwracają uwagę znawcy pamiątek z czasów II wojny, mieszczący się na działce podziemny schron przeciwlotniczy jest jednym z nielicznych zachowanych takich obiektów w Krakowie. - Został wybudowany w 1944 roku przez władze okupacyjne w ramach organizacji obrony przeciwlotniczej miasta. Takich obiektów do dzisiaj zachowało się tylko siedem - podaje Mariusz Bembenek z Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Stowarzyszenie to od 2006 r. opiekuje się schronami w tej części Krakowa, inwentaryzuje je, oczyszcza wnętrze, po czym okazjonalnie udostępnia do zwiedzania (jak dotąd trzy z pięciu w tym rejonie, m.in. pod pl. Inwalidów), podczas akcji prowadzonych wspólnie z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. - Również w innych stronach Polski i w Europie panuje tendencja do zachowywania, renowacji i udostępniania wszelkich obiektów architektury militarnej z czasów II wojny światowej - podkreśla przedstawiciel stowarzyszenia, który jest pewien, ze schrony mogą być kolejną atrakcją turystyczną Krakowa. Co do schronu przy ul. Lea podkreśla, że wyróżnia się on na tle innych zachowanych: to jedyny obiekt składający się z jednego prostego korytarza, o dwóch wejściach, od północy i południa. Do naszych czasów przetrwał w oryginalnej formie. Jesienią 2008 r. ten schron został przekazany przez gminę stowarzyszeniu "Rawelin" w użyczenie. "Rawelin" zapowiada, że wystąpi do wojewódzkiego konserwatora zabytków z wnioskiem o wpisanie wszystkich zachowanych schronów do rejestru zabytków.

- Nie planujemy jako miasto żadnej inwestycji przy ul. Lea 15 - informuje tymczasem Filip Szatanik, kierownik Biura Prasowego Urzędu Miasta. Wyjaśnia, że działka przy Lea w przyszłości miałaby zostać sprzedana, a dzięki temu, że będzie już miała decyzję o warunkach zabudowy - jej wartość się podnosi. Przewodniczącego "piątki" Piotra Klimowicza nie pociesza informacja, że miasto tylko stara się o wuzetkę, a nie zamierza budować plomby na skwerze. - Jeśli miasto chce działkę sprzedać, to tym gorzej. Bo tym mniej będziemy mieć do powiedzenia na temat tego miejsca - na prezydenta możemy starać się wpłynąć, ale już nie na prywatnego inwestora - mówi Klimowicz. (MM)

 
2009r.

(Głos Krzeszowicki 11.2009)

 

 

Fortyfikacje niemieckie w okolicach Rudawy. Rajd śladami II wojny światowej. W bieżącym roku minęła 70 rocznica wybuchu II wojny światowej. Wojny która w latach 1939-1945 odcisnęła swoje piętno również w miejscowościach na terenie gminy Zabierzów.

Poza mogiłami ofiar które możemy spotkać w wielu miejscowościach naszej okolicy, widocznymi jej śladami są pozostałości niemieckiej linii obronnej OKH Stellung b-1. Jeszcze do niedawna obiekty tej linii istniały jedynie w świadomości mieszkańców którzy obok nich żyli. Od roku 2007 zmienia się to głównie za sprawą członków Stowarzyszenia Rawelin. W 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej, by uczcić pamięć poległych mieszkańców oraz wysiłek wielu bezimiennych osób zmuszanych do pracy na rzecz okupanta, Stowarzyszenie Rawelin zorganizowało w sobotę 3 października 2009 roku rajd pieszy pt.: „Śladami II wojny światowej”. W imprezie wzięło udział ponad 100 osób w tym około 50 osób w części pieszej. Bazą i punktem startowym rajdu był schron Regelbau 668 znajdujący się w Rudawie przy ul. Dunajewskiego. Przy schronie tym od roku 2007 trwają prace rewitalizacyjne prowadzone przez Stowarzyszenie Rawelin. W czasie rajdu uczestnicy mogli zapoznać się z postępem prac przy obiekcie.

Sobotnia pogoda dopisała i przy błękitnym niebie, o godzinie 10.30, miałem przyjemność wyruszyć z grupą uczestników na ośmiokilometrowy szlak prowadzący przez miejsca związane z II wojną światową. Wędrówka rozpoczynała się na cmentarzu parafialnym w Rudawie, na którym pochowano nieznanych żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku oraz ofiary pacyfikacji Radwanowic z 1943 roku. Przy grobach poległych członkowie Stowarzyszenia oraz przedstawiciele władz gminy złożyli wiązankę kwiatów oraz zapalili znicze. Wartę honorową przy grobie wystawili członkowie zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39”. Dalsza trasa wędrówki biegła do stacji kolejowej w Rudawie gdzie znajdowały się główne składy materiałów budowlanych używanych do wznoszenia umocnień. Następnie, poruszając się śladami dawnej kolejki, używanej do transportu materiałów na place budowy schronów, uczestnicy rajdu dotarli kolejno grupy schronów w Werbowni, Młynce i w Nielepicach. Przy kolejnym obiekcie będącym pod opieką Stowarzyszenia Rawelin, tym razem w Młynce, na uczestników czekała niespodzianka w postaci pełnej, bojowej, obsługi schronu w mundurach niemieckich. Byli to członkowie sekcji niemieckiej Stowarzyszenia „Wrzesień 39”. Omawiając poszczególne punkty oporu, uczestnicy rajdu dotarli na wzgórze w Nielepicach gdzie znajduje się malowniczo położona grupa obiektów linii b-1. Ze szczytu wzgórza o wysokości 280 m n.p.m., dzięki pogodnej, jesiennej aurze można było podziwiać rozległą panoramę Rowu Krzeszowickiego i lokalizację głównych punktów linii b-1 w okolicach Rudawy. Ze wzgórza trasa wędrówki prowadziła już z powrotem do schronu w Rudawie. Rajd zakończył się rozdaniem certyfikatów uczestnictwa i wspólnym ogniskiem przy schronie. W Rudawie członkowie SRH „Wrzesień 39” zaprezentowali drugowojenne mundury, ekwipunek i uzbrojenie żołnierzy polskich i niemieckich. Można było także obejrzeć wystawę zdjęć, dokumentów i wyposażenia przygotowaną we wnętrzu zrekonstruowanego schronu, zaopatrzyć się w literaturę oraz zdobyć materiały promocyjne gminy Zabierzów. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również elementy wyposażenia wojskowego, np. menażki, saperki czy pałatki oferowane na stoisku handlowym oraz strzelnica sportowa ASG przygotowana przez kolegów z Krzeszowic.

Impreza udowodniła, że obiekty fortyfikacyjne są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć! Prace nad dokumentacją i rewitalizacją tych śladów naszej historii trwają i w przyszłości przewidywane są kolejne imprezy mające na celu ten osobisty kontakt z historią. Więcej informacji na www.rawelin.org. (Jacek Stefański)

 

(Gazeta Krakowska 6.11.2009r

 

Kto zdobędzie Twierdzę Kraków? Burzenie fortyfikacji rozpoczęto od najwspanialszej budowli twierdzy – fortu Kościuszko. Solidne austriackie cegły miały posłużyć do odbudowy Warszawy. Podobno pierwszy symbolicznie w mur uderzył młotem sam Michał Rola-Żymierski, marszałek Polski z radzieckiego nadania. Zniszczono jedną z najwspanialszych fortyfikacji ówczesnej Europy, której potęgę dziś możemy oglądać tylko na starych zdjęciach – pisze Marek Lubaś-Harny.

Nie znamy Krakowa. Zapatrzeni w Wawel, Rynek i Kazimierz, tracimy z oczu zabytek wyjątkowy, który wyróżnia nasze miasto w skali całej Europy. Renesansowych rysunków jest zatrzęsienie, zwłaszcza we Włoszech. Gotyckie kościoły we Francji spotykamy w byle wiosce. Zamki królewskie rozsiane są po całym kontynencie. Twierdza Kraków jest jedna. Jeżeli już coś z niej dostrzegamy, to raczej poszczególne forty, czyli zaledwie pojedyncze fragmenty gigantycznej budowli, która miała bronić Krakowa. I kiedy zaszła taka potrzeba, obroniła. Co jakiś czas ktoś się budzi i przypomina sobie, że coś z tą twierdzą trzeba zrobić. Niedawno magistrat wystąpił z ofertą wydzierżawienia 18 fortów Twierdzy Kraków prywatnym inwestorom. Czy to jednak wystarczy, by uratować ją dla przyszłych pokoleń?

Szklany nocnik? Nie! - To nie będzie łatwe. Już niejeden inwestor przekonał się, że sensowna adaptacja fortu na cele użytkowe nie jest wcale prosta – mówi dr Krzysztof Wielgus z Instytutu Architektury Krajobrazu Politechniki Krakowskiej. – Są to przecież budowle zaprojektowane w zupełnie innych celach. Możliwości wykorzystania ich jako hoteli czy restauracji są ograniczone. W pierwszej chwili może się to wydać doskonałym pomysłem, ale kiedy przeanalizuje się wszystko z ołówkiem w ręku, okaże się, że takie przedsięwzięcie nie będzie opłacalne dla nastawionego na zysk właściciela. Trzeba więc myśleć o całości, a nie fragmentach. Najlepszym potwierdzeniem słów architekta są losy fortu Kościuszko, który wydaje się najbardziej nadawać na luksusowy obiekt hotelowy. Pewna stacja radiowa w swoim czasie obiecywała, co to ona zrobi z zabytkową budowlą przy kopcu Kościuszki. Na obietnicach się skończyło. Istniejący tam hotel Pod Kopcem, wbrew temu, co dziś może się komuś wydawać, powstał jeszcze za towarzysza Gierka. W czasach najnowszych za bardzo pouczający przykład posłużyć może fort Benedykta, oddany w dzierżawę Instytutowi Sztuki, który miał w nim urządzić centrum koncertowe. Okazało się, że aby cel osiągnąć, należałoby na istniejącej budowli… zbudować drugą. Miała być ze szkła i symbolizować nowoczesne podejście do ratowania zabytków. Przeciwko kopule, szybko ochrzczonej mianem „szklanego nocnika”, zaprotestowali solidarnie mieszkańcy Podgórza i miłośnicy Twierdzy Kraków. Targi trwały niemal dziesięć lat, a tymczasem w forcie nic się nie działo, poza tym że założone zabezpieczenia od czasu do czasu forsowali złomiarze i zwykli wandale. Na wewnętrznym dziedzińcu okoliczni pijaczkowie palili ogniska i urządzali libacje. Łupem zbieraczy surowców wtórnych padł m.in. ostatni zachowany most zwodzony na rolkach. Wreszcie w ostatnich miesiącach miasto Kraków zaczęło się dogadywać z Instytutem Sztuki w sprawie rozwiązania umowy dzierżawnej. Po dziesięciu latach sprawa ratowania fortu Benedykta wróciła więc do punktu wyjścia. - Proponowany przez miasto czynsz za dzierżawę oferowanych fort ow jest tylko pozornie atrakcyjny – mówi Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”. – Sześć groszy za metr kwadratowy gruntu i piętnaście groszy za metr kwadratowy obiektu wydają się kwotami niewielkimi. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jeden fort to średnio trzy hektary ziemi, a do tego często ogromna kubatura budynków, koszary, bunkry, wielkie pomieszczenia na składy amunicji. Po wyliczeniu okaże się, że ewentualny dzierżawca musi mieć bardzo dużo pieniędzy na czynsz i jeszcze więcej, żeby coś ze swoim nabytkiem zrobić. Kosztowne będzie samo zabezpieczenie, żeby ktoś nie wszedł i nie zrobił sobie krzywdy, bo jak jest dzierżawca, to za wszystko odpowiada. A co dopiero mówić o kosztach adaptacji.

Historia obrony
W listopadzie i grudniu 1914 roku Twierdza Kraków powstrzymała rosyjskie natarcie na zachód, właściwie nie walcząc. Rosjanie czuli przed nią taki respekt, że w listopadzie zwlekali z atakiem od północy, co dało Austriakom czas na wyprowadzenie przeciwnatarcia. Na początku grudnia korpus generała Radko Dimitriewa próbował wbić się pod Kraków klinem od wschodu, wzdłuż traktu lwowskiego. Austriacy byli jednak pewni swojej twierdzy. W mieście została tylko jego załoga, resztę oddziałów zaś pospiesznie przerzucono na południe. Rosjanie doszli aż do austriackiej linii obrony na wzgórzu Kaim w Bieżanowie. Bieżanowie jego szczytu Kraków musiał się wydawać na wyciągniecie ręki. Jednak, mimo przewagi w ludziach, nie zdołali już ani posunąć się dalej, ani podjąć oblężenia. Tak morderczy był ogień, jakim przywitały ich forty Kosocice, Rajsko i Borek, wspierane przez ciężkie haubice 305mm strzelające spod kopca Kościuszki. Po zaledwie kilku godzinach walk o utrzymanie wzgórza oddziały Dimitriewa rozpoczęły odwrót. Równocześnie na południu Austriacy przypuścili kontrnatarcie pod Limanową. Od tego momentu wojska rosyjskie już tylko cofały się na wschód. W ten sposób niewielka w skali całego konfliktu Bitwa Krakowska, dziś niemal zapomniana, odwróciła losy jednego z głównych frontów tej wojny. Niektórzy wzruszają ramionami, że nie ma się nad czym rozczulać, bo przecież Austriacy tez byli zaborcami. A resztki Twierdzy Kraków to tylko pamiątki po trwającej 150 lat okupacji, której raczej wstydzić się trzeba, niż nimi przechwalać. – Tak właśnie myślenie zaczęło obowiązywać po II wojnie światowej – mówi dr Wielgus. – Postanowiono, że Twierdze Kraków trzeba zniszczyć, jako niechlubny i niepotrzebny relikt. Burzenie fortyfikacji rozpoczęto od najwspanialszej budowli twierdzy – fortu Kościuszko. Solidne austriackie cegły miały posłużyć do odbudowy Warszawy. Podobno pierwszy symbolicznie w mur uderzył młotem sam Michał Rola-Żymierski, marszałek Polski z radzieckiego nadania. Zniszczono jedną z najwspanialszych fortyfikacji ówczesnej Europy, której potęgę dziś możemy oglądać tylko na starych zdjęciach. Na szczęście, zniszczenia nie doprowadzono do końca. Okazało się, że austriackie cegły z rozbiórki są droższe niż nowe. Dzięki temu zachowała się północna część cytadeli, mieszcząca dziś hotel i siedzibę RMF. Ten sam powód uratował większość pozostałych fortów – po prostu nie opłacało się ich burzyć.

Na pastwę złomiarzy
Kilka z nich mimo to zniknęło z mapy Krakowa. Pierwszą ofiarą padł bastion Lubicz, którego resztki możemy dziś ogladać na dolnym poziomie ronda Mogilskiego. Jego los podzielił wkrótce fort Pszorna, przez którego środek puszczono główną trasę łaczącą Kraków z Nową Hutą, czyli aleję Planu 6-letniego, dziś Jana Pawła II. Kolejne lata przyniosły zagładę jedynego oprócz Benedykta fortu wieżowego Krzemionki, na miejscu którego znacznie później stanęły budynki Telewizji Kraków. Zupełnie bez żadnego sensu wyburzono natomiast piękny cytadelowy fort Krakus, którego mury do lat 50. ubiegłego wieku otaczały prehistoryczny kopiec. – Szczytem świętokradztwa było zniszczenie części fortu Krzesławice – ubolewa dr Wielgus. – Przecież to miejsce kaźni Polaków podczas II wojny światowej. Fosy, w których hitlerowcy rozstrzeliwali zakładników, zasypano i na ich miejscu urządzono ogródki działkowe. Na szczęście pozostała część fortu Krzesławice, czyli dawne koszary, bardzo udanie zaadaptowano na Młodzieżowy Dom Kultury. Podobne szczęście w nieszczęściu miał fort Zielonki, odrestaurowany i zamieniony na hotel Twierdza. Niestety, wcześniej wyszabrowano z niego wszystkie elementy nadające się na złom. Stosunkowo najlepszy los w ciągu minionego półwiecza spotkał bastion Kleparz, zwany fortem Kleparskim. - Bezmyślnemu burzeniu przeciwstawili się pod koniec lat 50. dwaj krakowscy profesorowie, Karol Estreicher i Janusz Bogdanowski. Z ich inspiracji alarm podniosła krakowska prasa i stosunek władz do fortów też zaczął się powoli zmieniać – opowiada dr Wielgus. - Pierwszy został ułaskawiony fort Kleparski. Znaleziono dla niego sensowną funkcje i gospodarza – Centralne Piwnice Win Importowanych. Dzięki temu, po przemianach własnościowych w latach 90, nowi właściciele otrzymali obiekt stosunkowo dobrze zachowany, choć mocno zdewastowany i bez możliwości użytkowania turystycznego. Z tego, co wiadomo, starają się przywrócić bastion do świetności, a część udostępnić do zwiedzania. Niestety, w niektórych fortach gospodarze pozostawili po sobie jedynie ruiny. Tak było np. z fortem Lasówka, zdewastowanym przez spółdzielnie chemiczną Barwa, czy fortem Jugowice (Łapianka), pozostawionym w opłakanym stanie przez wytwórnie win. Paradoksalnie, jeśli nie liczyć okresu tuz po wojnie, największe zniszczenia w obiektach Twierdzy Kraków dokonały się w ciągu ostatnich 20 lat, głównie za sprawą złomiarzy, ale także zwykłych wandali. – Kiedy z Lasówki wyprowadziła się Barwa, złomiarze zaczęli wszystko rozkradać – opowiada Dariusz Krzyształowski. – Wycieli kilka ton stali, nawet listwy ze schodów. W forcie Prokocim ważący kilkanaście ton sponson pancerny konserwator obudował cegłami. Nie pomogło. Ścianę zburzono, sponson zniknął w środku osiedla. Lecz po fortach grasują też rabusie bardziej wyrafinowani. Z fortu Rajsko na przykład wycięto jedyne zachowane w Europie tarcze pancerne, zamykające osłonę armaty. Raczej nie trafiły na złom, tylko do jakiegoś kolekcjonera, być może za granicę. Społeczne stowarzyszenia, takie jak nasze, nie są nikomu zbytnio na rękę, bo nagłośniają sprawę, a po co.

Nie przegapić szansy
Są też gospodarze, których działania budzą uczucia mieszane. – Sąsiadujące ze sobą forty Węgrzce i łysa Góra zostały wyremontowane, można powiedzieć wzorowo – mówi Krzyształowski. – Jednak są niedostępne dla zwiedzających. Fort łysa Góra został otoczony zamkniętymi osiedlami domków i zamienił się w gruncie rzeczy w osiedlowy teren rekreacyjny. Kiedy miasto wydzierżawi resztę fortów, może się okazać, że będzie Szlak Twierdzy Kraków, ale nie będzie na nim czego zwiedzać. Być może właściwy kierunek wskazuje Fundacja Janus, która obecnie dzierżawi fort Tonie, a miastu proponuje strategię twierdzy otwartej, przyjaznej dla zwiedzających. Pozostaje jednak brutalne pytanie, kto miałby za to zapłacić. – Na turystyce kulturowej można zarabiać, choć najpierw trzeba zainwestować – uważa dr Wielgus. – Trzeba jedynie zrozumieć, że twierdza to całość, nie tylko poszczególne forty, ale także ukształtowanie terenu i zieleń maskująca. Nie można powiedzieć, że nie ma świadomości tego faktu. Jeszcze w latach 50. powstał plan Wandy Ptaszyckiej i Janusza Bogdanowskiego, by zewnętrzny pierścień fortyfikacji zmienić w liczące 100 kilometrów długości drugie Planty. Szczątki tego projektu próbowano ocalić w roku 2003, proponując osiem fortecznych parków kulturowych. Wciąż jednak wszystko pozostaje w sferze idei. Czy to się zmieni? - W Krakowie jest taka pazerność na tereny budowlane, że trudno być optymistą – mówi Krzysztof Wielgus. – To, co się ostatnio działo wokół działki wojskowej przy kopcu Kościuszki, pokazuje, że deweloperzy łatwo nie odpuszczą. Na razie jakieś działania podejmują głównie pasjonaci, których nikt nie traktuje poważnie.

Pozostało niecałe 5 lat do 100. rocznicy wybuchu I wojny światowej. To musi zaowocować masowym zainteresowaniem pozostałymi po niej pamiątkami. Czy może się tak zdarzyć, że turyści z całej Europy w Krakowie nie będą już mieli czego oglądać? – Nie możemy sobie strzelić takiego gola! – apeluje dr Wielgus.

 

(www.zabierzow.org.pl 10.10.2009)

 

 

 

Wojenne ślady w Gminie Zabierzów. W bieżącym roku mija 70 rocznica wybuchu II wojny światowej. Wojny która odcisnęła swoje piętno również na terenie gminy Zabierzów. Poza mogiłami ofiar znajdują się tu również żelbetowe obiekty, potocznie zwane bunkrami, wybudowane przez Niemców w 1944 roku w ramach linii obronnej, tzn. OKH Stellung b-1. Obiekty które również są pomnikiem osób zmuszanych do pracy przy nich oraz osób które straciły życie przy ich budowie! Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”, zajmujące się odkrywaniem i utrwalaniem tych śladów przeszłości, zorganizowało rajd, który udowodnił, że obiekty tego typu są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć!3 października w imprezie pod nazwą „Rajd śladami II wojny światowej” wzięło udział ponad 100 osób zainteresowanych historią i fortyfikacjami. W 8 – kilometrową trasę rajdu wyruszyła grupa ponad 50 osób. Szlak wędrówki prowadził od schronu Regelbau 668, którym opiekuje się Stowarzyszenie, przy ul. Dunajewskiego w Rudawie, przez cmentarz parafialny, na którym pochowano nieznanych żołnierzy polskich, poległych we wrześniu 1939 roku oraz ofiary pacyfikacji Radwanowic z 1943 roku, do stacji kolejowej w Rudawie, gdzie miała swój początek kolejka wąskotorowa dowożąca materiały do budowy umocnień. Następnie uczestnicy rajdu zwiedzili kolejno grupy schronów w Werbowni, Młynce (tu znajduje się kolejny obiekt wyremontowany przez „Rawelin”) i w Nielepicach (wzgórze 280), nad którymi prace rozpoczyna Stowarzyszenie Nasze Nielepice. Rajd zakończył się rozdaniem certyfikatów i wspólnym ogniskiem przy schronie w Rudawie. Tutaj i wcześniej – w Młynce, członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” zaprezentowali mundury i ekwipunek żołnierzy polskich i niemieckich. Można było także obejrzeć wystawę zdjęć, dokumentów i wyposażenia przygotowaną przez „Rawelin” we wnętrzu schronu, zaopatrzyć się w literaturę i zdobyć materiały promocyjne gminy Zabierzów. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również elementy wyposażenia wojskowego, np. menażki, saperki czy pałatki.

Niestety większość betonowych, zaniedbanych przez lata obiektów znajduje się na terenach prywatnych i jest w nienajlepszym stanie, również dostęp do nich jest utrudniony. Wszelkie prace, które udało się do tej pory przeprowadzić były możliwe dzięki zaangażowaniu i pracy członków stowarzyszenia oraz pomocy gminy Zabierzów. Prace nad dokumentacją i rewitalizacją tych śladów przeszłości trwają i w przyszłości przewidywane są dalsze imprezy mające na celu ten osobisty kontakt z historią.(JD,JS)

 

(Dziennik Polski 9.10.2009)

 

Regelbau 668 ożył dzięki staraniom pasjonatów. Rozszabrowany po wojnie niemiecki schron był przez lata... śmietnikiem. Rzadko zaglądają tu turyści; tak naprawdę o umocnieniach z II wojny światowej w dolinie Rudawy mało kto słyszał. Chyba że prawdziwi pasjonaci. To część niemieckiego punktu oporu piechoty, tzw. Stützpunkt Rudawa; miał strzec strategicznych traktów - kołowego i kolejowego - z Krakowa na Śląsk i dalej, w głąb Trzeciej Rzeszy.

Jesień 1944 r. Sowieci są coraz bliżej Krakowa. Zbudowane wtedy w okolicach Rudawy, Młynki i Nielepic umocnienia: schrony piechoty, stanowiska ciężkich karabinów maszynowych, to część tzw. linii umocnień b-1, która przecina Polskę od Morza Bałtyckiego po Karpaty. Takich schronów, jak ten w Rudawie - typu Regelbau 668, powstały w Europie, na wschód od Odry, niezliczone ilości. - Niemcy cofali się wraz z przemieszczaniem się frontu, przygotowując umocnienia dla jednostek frontowych. To nie tylko były schrony, budowano także linie okopów, transzei, rowów przeciwpancernych - mówi Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa. Żelbetowe umocnienia stawiane były przez członków Organizacji Todt, utworzonej przez nazistów w 1938 r., odpowiedzialnej za budowę obiektów wojskowych. Prace ziemne wykonywała miejscowa ludność; nie mieli nic do gadania - brano zakładników. Za zniszczenie umocnień groziła kara śmierci: zginęli za to ludzie w Nowej Górze, Filipowicach i Czernej.

W czerwcu 2007 r. schronem Regelbau 668 w Rudawie, położonym tuż obok domów i ujęcia wody - przy drodze na Kobylany, postanowili zaopiekować się członkowie MSMH "Rawelin" z Krakowa. Nie mogli obojętnie patrzeć na zniszczony schron. Po wojnie bowiem nie miał on szczęścia, jak wiele obiektów o podobnej proweniencji: rozszabrowano go, zapewne zanim jeszcze trafił do ewidencji Wojska Polskiego (stosowne napisy na ścianach zachowały się do teraz), potem zamieniony został w śmietnik. Regelbau 668 to schron mieszkalny, nie bojowy; mogło spać tu nawet 9 żołnierzy. Pomieszczenie dla nich (ok. 13 m kw.), śluza przeciwgazowa, przedsionek - tędy wybiegali na stanowiska, kiedy zbliżał się wróg. A właściwie wybiegaliby, gdyby schron w Rudawie został przez Niemców obsadzony - ale uczynić tego prawdopodobnie nie zdążyli. Po ponad 60 latach od zakończenia wojny nie robił najlepszego wrażenia. - Wchodziło się przez szyb ewakuacyjny, potem trzeba się było przeczołgać przez błoto i wskoczyć w stertę śmieci. Wszystko, co było zbędne w pobliskich gospodarstwach, trafiało właśnie tu - od butelek po zgniłe ziemniaki. Zresztą, przeważnie do tego służyły ludziom wszystkie schrony w okolicy - tłumaczy wiceprezes stowarzyszenia Grzegorz Wierzbicki. Należało ostro wziąć się do pracy: wydobyć ze schronu stosy śmieci i gruzu, osuszyć go, bo wciąż napływała woda, pomalować wewnątrz. Nieraz bywali tu kilka razy w tygodniu; godzinami przerzucali wciąż te same odpady: z pomieszczenia mieszkalnego do śluzy, ze śluzy do przedsionka, wreszcie z przedsionka na zewnątrz. Wszystko za własne pieniądze, kosztem rodziny. Nieraz kończyło się to awanturami w domu...

Pierwszy raz oczyszczonym schronem mogli pochwalić się w październiku 2007 r. - podczas pikniku militarnego. Potem w 2008 r., kiedy przebiegała tędy trasa Rajdu Twierdzy Kraków. Każdy chętny mógł wtedy zwiedzić schron bierny piechoty. A obok niego schron typu Ringstand 58c, czyli okrężne stanowisko dla ciężkiego karabinu maszynowego (można też było prowadzić stąd obserwację terenu). - Wewnątrz schronu piechoty znajdował się stół, taborety, prycze; był też piec, przy którym żołnierze mogli się ogrzać albo ugotować coś. Był ręczny wentylator oraz wyjście ewakuacyjne, zasuwane stalowymi szynami - z szybem i drabinką. Była też łączność telefoniczna - opowiada Dariusz Krzyształowski. Piechotę chroniły m.in. kilkusetkilogramowe pancerne drzwi; przez dach pokryty ziemią na zewnątrz wysuwały się anteny radiostacji. Niektóre ze schronów - choć akurat nie ten - miały zamontowany również peryskop. Z oryginalnego wyposażenia schronu w Rudawie pozostało niewiele, wszak w trudnych powojennych czasach każdy kawałek metalu był na wagę złota. Teraz od czasu do czasu - tak, jak ostatnio na początku października - wewnątrz schronu członkowie stowarzyszenia urządzają ekspozycję pamiątek wojennych. Są tu więc wtedy elementy wyposażenia żołnierzy Wehrmachtu, repliki broni, stare mapy i dokumenty, instrukcje wojskowe, radiostacje, telefony polowe, fotografie, nawet bomby betonowe, produkowane pod koniec II wojny światowej - wszystko z ich prywatnych zbiorów. Takich schronów pozostało w okolicy ok. ćwierć setki; nie wszystkie miały tyle szczęścia, co ten w Rudawie i drugi - w Młynce, odnowiony i otwarty na co dzień dla zwiedzających, którym również opiekują się członkowie MSMH "Rawelin". Niektóre wciąż są zasypane ziemią i śmieciami, po innych zostały ledwie ślady. I jeszcze te wszystkie opowieści, które krążą po okolicy: że połączone były siecią podziemnych tuneli; że niektóre z nich miały kilka kilometrów długości; że wychodziło się z nich daleko poza Rudawą, Nielepicami czy Młynką. Grzegorz Wierzbicki tłumaczy: - Kiedyś wchodziło się tu przecież z lampą naftową lub świeczką; płomień był nikły, więc naprawdę małe pomieszczenie wydawało się nie mieć końca...

Szczegółowe informacje dotyczące Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" znaleźć można na stronie internetowej: www.rawelin.org (PIOTR SUBIK )

 

(Dziennik Polski 5.10.2009)

 

Rajd do schronu Regelbau 668. Kilkadziesiąt osób wzięło udział w rajdzie "Śladami II wojny światowej", który w sobotę rozpoczął się i zakończył w sąsiedztwie poniemieckiego schronu biernego piechoty Regelbau 668 w Rudawie (gm. Zabierzów). Na początek na cmentarzu w Rudawie uczestnicy rajdu zapalili znicze i złożyli kwiaty na grobie nieznanych żołnierzy, poległych tu we wrześniu 1939 r. oraz pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Radwanowic przez Niemców w lipcu 1943 r. Potem - na czele z Jackiem Stefańskim, komandorem rajdu - ruszyli na trasę, by przez kilka godzin zwiedzać pozostałości poniemieckich umocnień z jesieni 1944 r. także w Werbowni, Młynce i Nielepicach. Największą atrakcją była jednak ekspozycja pamiątek wojennych, którą w odnowionym niedawno poniemieckim schronie typu Regelbau 668 przygotowali organizatorzy rajdu - członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" z Krakowa. - Młodym ludziom wciąż trzeba przypominać przeszłość, bo w epoce internetu, gier komputerowych, zapominają o niej. Chcieliśmy pokazać, że są wokół nas ślady historii, których na co dzień nie zauważamy, o których często nie wiedzą nawet miejscowi - tłumaczył jego prezes Dariusz Krzyształowski.

Stowarzyszenie "Rawelin" w 2007 r. wydzierżawiło schron od gminy, uporządkowało go oraz osuszyło - własnymi siłami i za pieniądze członków. Teraz okazjonalnie otwiera schron dla turystów, więc to nie pierwsza tu tak duża impreza, m.in. w ubiegłym roku schron zwiedzali uczestnicy XIII Rajdu Twierdzy Kraków. Tym razem z historią spotkało się w Rudawie ponad 50 osób: zarówno młodzież szkolna, jak i emeryci. Każdy mógł zobaczyć m.in., jak podczas kampanii polskiej wyglądało stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego, które odtworzyli członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień '39", także z Krakowa. - Rajd to doskonały sposób na popularyzację pamiątek z czasów II wojny światowej, które są dookoła Krakowa. Mówimy o fortyfikacjach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, o Wale Pomorskim, o Normandii, a mało kto wie, że tu mamy ich miniatury, elementy umocnień, które Niemcy budowali w całej Europie - mówi Dariusz Gładysz, wiceprezes SRH "Wrzesień '39.

Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" tworzy kilkunastu zapaleńców, przede wszystkim z Krakowa. Za cel stawia sobie m.in. opiekę nad zdewastowanymi obiektami fortyfikacyjnymi. Prócz schronu w Rudawie wzięło pod opiekę również podobny schron w Młynce, a także schrony przeciwlotnicze przy placu Inwalidów i w parku Krakowskim w Krakowie. (SUB)

 

(Radio Kraków 1.10.2009)

 

 

Rawelin w Radiu Kraków. 1 października od godz. 11 „Rawelin” gościł na antenie Radia Kraków w programie „Przed hejnałem”. Czteroosobowa ekipa: Jacek Stefański, Mariusz Bembenek, Szymek Kalicki i Asia Dolna rozmawiała z redaktor Magdą Wadowską o dotychczasowych dokonaniach Stowarzyszenia, naszych pasjach, a przede wszystkim o najbliższej imprezie, czyli sobotnim rajdzie w Rudawie - Śladami II wojny światowej. Dla odpowiedniej ilustracji do rozmowy, do studia przynieśliśmy kilka rekwizytów z rawelinowych zbiorów – puszkę z maską przeciwgazową, hełm Luftschutzu i klapkę wodociągową z napisem Wasserwerk Krakau, uratowaną przed trafieniem na złom. Zorganizowaliśmy też konkurs z nagrodą książkową – słuchacze mieli odpowiedzieć na pytanie, co oznacza nazwa rawelin. Oczywiście na zasadzie – kto pierwszy, ten lepszy. Dla miłośników fortyfikacji konkurs nie był trudny i udało się go rozwiązać niemal błyskawicznie.

Dzięki udziałowi w programie, który był dla nas nowym, ale bardzo sympatycznym doświadczeniem, mogliśmy zareklamować Stowarzyszenie i dotrzeć z informacją o tym, czym się zajmujemy do jeszcze większego grona osób.

Słuchaj z Rawelinem: audio1, audio2, audio3, audio4.

 

                               (Gazeta, Super Nowa, Głos Krzeszowicki 1.10.2009)

Rajd "Śladami II wojny światowej". Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” jest organizatorem rajdu „Śladami II Wojny Światowej”. Termin – 3 października 2009 roku (sobota), Rudawa, godz.10.00-16.00.

Cel rajdu:
Upamiętnienie 70. rocznicy wybuchu II. wojny światowej. Zwiedzanie miejsc związanych z II wojną światową na terenie miejscowości Rudawa, Młynka, Nielepice. Rozwój aktywnej turystyki pieszej w połączeniu z aspektami historyczno poznawczymi. Wzbogacenie wiedzy o materialnych pozostałościach, architekturze militarnej, działaniach wojennych na terenie Gminy Zabierzów. Zbudowanie w społeczeństwie pozytywnego nastawienia do dziedzictwa kulturowego. Promocja walorów turystycznych Gminy Zabierzów dla mieszkańców oraz zaproszonych gości. Promowanie zespołu budowli militarnych na terenie Gminy Zabierzów jako ciekawej atrakcji turystycznej.

Warunki uczestnictwa:
Impreza ma charakter rodzinny, jest bezpłatna i
odbędzie się bez względu na pogodę. W rajdzie uczestniczyć mogą wszyscy chętni, którzy do dnia 2 października zgłoszą chęć uczestnictwa poprzez e-mail: rawelin@rawelin.org z dopiskiem „Rajd” lub bezpośrednio przed rajdem, od godziny 9:45 do 10:15 w miejscu zbiórki przy niemieckim schronie Regelbau 668 – Rudawa, ul. Dunajewskiego (przy zbiorniku wodnym). Zakwaterowanie, wyżywienie i ubezpieczenie uczestników we własnym zakresie. Osoby uczestniczą w imprezie na własną odpowiedzialność. Organizatorzy proszą uczestników o dostosowanie ubioru i obuwia do warunków pogodowych oraz przygotowanie dzieci i młodzieży do wędrówki.

Organizatorzy zapewniają:
Grupowe zwiedzanie z przewodnikiem miejsc związanych z II. wojną światową i fortyfikacji niemieckich na terenie Gminy Zabierzów. Certyfikat udziału w Rajdzie „Szlakiem II. wojny światowej. Rudawa – Młynka – Nielepice 2009”. Pieczęć okolicznościową. Znaczek pamiątkowy i poczęstunek dla 30 pierwszych zapisanych uczestników Rajdu. Materiały informacyjne i promocyjne. Wspólne ognisko.

PROGRAM RAJDU:
3 października 2009 roku /sobota/
Godz. 10.00 Początek Imprezy. Oczekiwanie na zaproszonych gości i zapisy uczestników Rajdu,
Godz. 10.15 Odprawa organizacyjna. Omówienie trasy i ogólny opis grup zachowanych obiektów – prelekcja na temat początku wojny i Kampanii Wrześniowej na terenie Gminy Zabierzów,
Godz. 10.30 Wymarsz grupy na zaplanowaną trasę wycieczki pieszej. Przed wyruszeniem w trasę każdy z uczestników wycieczki otrzyma broszurę z dokładnym przebiegiem trasy, zdjęciami oraz krótkim streszczeniem prezentowanych po drodze prelekcji,
Godz. 10.45 Cmentarz parafialny w Rudawie - złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogile żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku i pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic,
Godz. 11.00 – 14.00 Przemarsz trasą Rajdu: Werbownia, Młynka, Nielepice, Rudawa - zwiedzanie niemieckich fortyfikacji oraz miejsc związanych z II wojną światową na terenie Gminy Zabierzów,
Godz. 14.00 – 16.00 Zwiedzanie niemieckiego schronu Regelbau 668 ze stanowiskiem ogniowym Ringstand 58c w Rudawie (ul. Dunajewskiego). Prezentacja Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39”. Wystawa militariów, fotografii i dokumentów z okresu II wojny światowej. Wystawa dioram niemieckich umocnień polowych. Stoiska z materiałami informacyjnymi i pamiątkami. Zabawy dla dzieci i młodzieży „Środki łączności w wojsku”. Strzelnica ASG. Zakończenie – rozdanie imiennych certyfikatów uczestnictwa w Rajdzie – wspólne ognisko.

Podczas rajdu przewidziany jest Konkurs Fotograficzny „Budowle militarne na terenie Gminy Zabierzów”. Zdjęcia w formie elektronicznej należy przesyłać do 12 października 2009 roku na adres e-mail Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”: rawelin@rawelin.org Zwycięzcy zostaną zaproszeni na rozdanie nagród, a ich zdjęcia zamieszczone na stronie www.rawelin.org

 

(Interia.pl. 13.07.2009)

 

Brama Franciszka Józefa. Austro - węgierska brama forteczna została uratowana przed zbieraczami złomu przez miłośników zabytków militarnych na terenie opuszczonej jednostki wojskowej w Węgrzcach koło Krakowa. Metalową bramę, unikalną w skali całej Twierdzy Kraków, odkryło w okolicy fortów Węgrzce i Łysa Góra Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" Nie wiadomo, w którym forcie była pierwotnie zamontowana i jak trafiła na dzisiejsze miejsce - w zwykłym ogrodzeniu z siatki, okalającym zlikwidowaną jednostkę wojskową w Węgrzcach.

Za zgodą konserwatora zabytków, 11 lipca członkowie stowarzyszenia rozpoczęli rozbiórkę bramy. Jej "skrzydła" udało się wymontować od razu, problemem okazały się metalowe słupy, na których brama była osadzona. Zostały wkopane głęboko w ziemię i za czasów jednostki zalane grubą warstwą betonu, którą trzeba było rozkuwać. Po kilku godzinach pracy było jasne, że nie uda się ich "ruszyć" podręcznymi narzędziami. Dlatego w najbliższych dniach metalowe słupy będą usuwane przy pomocy ciężkiego sprzętu. Zabytek został przewieziony do fortu Tonie, gdzie - po remoncie - będzie można go zobaczyć w ramach planowanego Muzeum Twierdzy Kraków Fundacji "Janus".(JD)

 

(Gazeta Krakowska 13.07.2009r

 

Stowarzyszenie Rawelin uratowało brame. Działacze ze stowarzyszenia miłośników fortyfikacji "Rawelin" zapewniają, że odnaleziona przez nich brama na terenie byłej jednostki wojskowej w Węgrzcach to absolutny unikat, niespotykany na terenie całej Twierdzy Kraków.

Ponieważ opuszczone koszary są dewastowane, również zabytkowa brama mogła paść łupem złomiarzy. Miłośnicy fortyfikacji postanowili ich uprzedzić. Zdemontowali bramę i przewieźli ja do fortu Tonie. - Dostaliśmy zgodę Konserwatora Zabytków na demontaż - zastrzega Joanna Dolna z organizacji. - W nowym miejscu brama będzie poddana renowacji i wyeksponowana w planowanym Muzeum Twierdzy Kraków. Sobotnia akcja ratunkowa zakończyła się połowicznym sukcesem. - Udało się wymontować "skrzydła" bramy, ale pojawiły się problemy ze słupami, na których były osadzone - relacjonuje Dolna. - Za czasów jednostki wojskowej, ktoś zalał je betonem. Janusz Leśniewicz z fundacji "Janus" opiekujący się fortem Tonie obiecał, że w najbliższym dniach zajmie się organizacją ciężkiego sprzętu, którym wymontowane zostaną bramne słupy.(Anna Agaciak)

 

(www.zabierzow.org.pl 20.05.2009)

 

 

 

Konferencja pt. „Fortyfikacje II wojny światowej – od zapomnienia do zagospodarowania”. W sobotę 16 maja 2009 roku z Zabierzowie odbyła się konferencja pt. „Fortyfikacje II wojny światowej – od zapomnienia do zagospodarowania”. Organizatorami konferencji byli: Stowarzyszenie na rzecz ochrony fortyfikacji „FORTISO” oraz Gmina Zabierzów. Impreza odbyła się w salach gimnazjum im. Jana Matejki w Zabierzowie, dzięki uprzejmości Pani Dyrektor Beaty Kęder. W konferencji uczestniczyło kilkadziesiąt osób z całej Polski. Poza zaproszonymi prelegentami, członkami Stowarzyszenia Fortiso, przedstawicielami władz gminy Zabierzów, uczestniczyły w niej również osoby zainteresowane tematyką historyczno-fortyfikacyjną, w tym przedstawiciele i członkowie stowarzyszeń takich jak: Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji oraz liczna grupa kolegów z małopolskiego Stowarzyszenia „Rawelin”. Konferencję uświetnili swoją obecnością członkowie zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39”, którzy wystąpili w mundurach wojsk polskich i niemieckich z okresu II wojny światowej. Na początku spotkania, po powitaniu, zebrani goście obejrzeli prezentację pt. „Partyzancki oddział Błyskawica” przygotowaną przez uczniów gimnazjum w Zabierzowie. Pokaz multimedialny, wykonany na wysokim poziomie, z dbałością o szczegóły, przybliżył zebranym losy związanego z Zabierzowem oddziału partyzanckiego Błyskawica – sylwetki młodych ludzi walczących z okupantem w czasie II wojny światowej. Zasadniczą częścią konferencji były bloki referatów wygłoszone przez zaproszonych prelegentów. Tematyka związana była głównie z okresem II wojny światowej. Referaty przedstawiały obecny stan badań nad wybranymi zagadnieniami oraz elementami założeń obronnych na terenie Polski oraz przykłady zagospodarowania obiektów fortyfikacyjnych (Hel-Jastarnia, Śląsk-Chorzów). „Odskocznią” od tematów drugowojennych były dwie prezentacje: pierwsza przygotowana przez Pana Przemysława Jaskółowskiego, na podstawie oryginalnych pamiętników żołnierza I wojny światowej stacjonującego w Krakowie, przedstawiała losy pododdziału artylerii fortecznej, w którym służył oraz druga, również związana z Twierdzą Kraków, prezentowała współczesny projekt zagospodarowania Fortu Prokocim na potrzeby Muzeum Przyrodniczego. Prezentację tą przygotował i prowadził prof. Wiesław Krzemiński z Muzeum Przyrodniczego PAN. Organizatorzy przygotowali również publikację dla uczestników konferencji zawierającą artykuły związane z tematami wygłaszanych prelekcji. Publikacja ta, wydana przez Wydawnictwo INFORT, w formie dość obszernej książki, zawiera również opracowania, które ze względów czasowych nie mogły zostać wygłoszone podczas spotkania, nie mniej jednak zawierają ciekawy, niekiedy unikatowy na polskim rynku wydawniczym, materiał. Przykładem jest, artykuł poświęcony niemieckim stacjom radarowym zainstalowanym na terenie Polski w czasie II wojny światowej, ilustrujący stan wieloletnich badań i wypraw terenowych autora. W czasie przerw pomiędzy blokami referatów uczestnicy konferencji mogli zapoznać się z materiałami promocyjnymi i informacyjnymi przygotowanymi przez Gminę Zabierzów oraz nabyć książki o tematyce historycznej i militarno – fortecznej. Dodatkową atrakcją, cieszącą się dużym zainteresowaniem, była wystawa modeli kolegi Henryka Trynki z Krakowa. Modelarz przedstawił swoje prace związane z tematem konferencji, a mianowicie modele – dioramy obiektów fortecznych wykonane, z dbałością o szczegóły, w skali 1:72. W imieniu organizatorów chciałbym serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom konferencji oraz osobom, które przyczyniły się do jej wsparcia. (Jacek Stefański)

 

(TVP3 Kronika Krakowska 09.03.2009)

 

Twierdza Kraków - co dalej z fortami?

 

 

(TVP3 Kronika Krakowska 20.01.2009)

 

Podziemny Kraków.

 

(Gazeta Krakowska 13.01.2009)

 

Odkryli nieznany tunel na Kazimierzu. Korytarz nie był zaznaczony na mapach. Znalezisko posłuży Muzeum Inżynierii Miejskiej. Tunel wiedzie pod zajezdnią tramwajową i nieistniejącą już elektrownią przy ul. św. Wawrzyńca. Nie wspominały o nim stare mapy z czasów zaborów. Dyrekcja muzeum ma już pomysł na wykorzystanie znaleziska. Stanie się ono alternatywną drogą do nowej części ekspozycji, która będzie pokazywać, co kryje przemysłowe miasto pod swoimi ulicami. Tunel, który ma prawie 30 metrów długości, łączył komin elektrowni z silosem, gdzie składowano żużel. - To stary kanał technologiczny. Jedno wejście znajduje się tuż przy naszej ekspozycji dotyczącej motoryzacji, a drugie na dziedzińcu - mówi dyrektor Muzeum Inżynierii Miejskiej Stanisław Pochwała. - Pokażemy w nim inżynierię miejską, sieci wodociągowe, gazowe i elektryczne z XX wieku. Nie będą to eksponaty w gablotach, ale przekroje rzeczywiście biegnących w ścianach urządzeń - tłumaczy dyrektor.

Dziś w głównej hali zajezdni na tysiącu metrów kwadratowych stoją stare "syrenki", motory i tramwaje. Dzięki nowej inwestycji, w podziemiach zostanie stworzona wystawa o powierzchni 800 mkw. - Musimy pogłębić to miejsce, tak aby zrównało się z tunelem oraz wyburzyć część betonowych filarów. Jesteśmy już po wstępnych rozmowach z wojewódzkim konserwatorem zabytków - dodaje dyrektor Pochwała. Cała inwestycja ma pochłonąć 10 mln zł. Początek prac nastąpi jeszcze w tym roku. - I tak musimy przeprowadzić drogie roboty konserwacyjne dla zabezpieczenia zajezdni. Dokładając trochę pieniędzy, znacznie powiększymy naszą ekspozycję - podkreśla Pochwała.

Najpierw jednak odkryty tunel musi zostać dokładnie zbadany. Prawdopodobieństwo, że korytarz ma ukryte odnogi jest niewielkie, ale nie można tego jeszcze całkowicie wykluczyć. Specjaliści twierdzą, że to odosobnione znalezisko. - Raczej wykluczam istnienie komunikacyjnych korytarzy pod Kazimierzem - mówi Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". - Możliwe, że istnieją jakieś nie odkryte tunele kanalizacyjne. Ale nic z bardziej zamierzchłych czasów - dodaje Krzyształowski.(Piotr Rąpalski)

 
2008r.

(Gazeta Krakowska 05.12.2008)

 

Krakowskie podziemia. Oprócz pojedynczych schronów, których najwięcej jest w Śródmieściu i w Krowodrzy, istnieje ich też cały system. Te najnowsze powstały w latach 50. Wśród nich są przeciw atomowe. Do niektórych można wjechać ciężarówką - pisze Marek Lubaś-Harny.

Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" w schronie pod parkiem Krakowskim (© Andrzej Banaś)Jeszcze dwa lata temu mało kto w Krakowie słyszał o poniemieckich schronach. Niektórzy krakowianie od lat codziennie przemierzali Królewską, plac Inwalidów i park Krakowski w drodze do pracy czy na uczelnię i nie mieli pojęcia, co mają pod stopami. Niewielu jest już takich, którzy pamiętają, jak Niemcy kopali przeciwlotnicze bunkry w pobliżu ówczesnej siedziby gestapo. Więcej można znaleźć dzisiejszych czterdziestolatków, którzy przypominają sobie, że w dzieciństwie urządzali sobie zabawy w podziemnych korytarzach. Wieczorami miejsca te w razie niepogody służyły za schronienie dla pijaczków i różnych podejrzanych typów. Nie podobało się to socjalistycznej władzy i jakieś 30 lat temu betonowe płyty przykryły wejścia do dawnych schronów. Dopiero od jakiegoś czasu zapomniane podziemia budzą zainteresowanie jako pamiątki niedawnych dziejów Krakowa. Stało się to za sprawą garstki zapaleńców, których pasją jest historia. Nie wystarcza im lektura książek i dokumentów, kuszą własne odkrycia. Nawet jeśli przy tej okazji trzeba się niemało namęczyć.

Na wypadek nalotu. Schrony zostały odkryte na nowo głównie dzięki staraniom członków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którzy własnoręcznie odgruzowali, oczyścili i zabezpieczyli kilka podziemnych korytarzy, przygotowując je do udostępnienia. Przystąpili do tego dzieła niewiele ponad dwa lata temu. - Zachowały się niemieckie plany, z których wynika, że takich ukryć miało w Krakowie powstać około 60 - opowiada ówczesny prezes Rawelinu Dariusz Pstuś. - Do końca wojny Niemcy zdążyli zbudować ok. 30. Większość schronów ówcześni okupanci zlokalizowali pod budynkami, a najlepiej zabezpieczone zostały te, które należały do hitlerowskich urzędów, np. pod magistratem czy budynkiem PKO przy Wielopolu. Z tych zbudowanych na otwartej przestrzeni do tej pory udało się spenetrować osiem. Niektóre ze schronów już nie istnieją, jak np. obiekt przy Dworcu Głównym, w miejscu, które znalazło się pod Galerią Krakowską. Inne są niedostępne, a ich położenie można ustalić tylko w przybliżeniu. Z dokumentów wiadomo, że są zlokalizowane np. pod Plantami, od strony ul. św. Gertrudy. Aby je odszukać, trzeba by zrywać asfalt z alejek i przekopywać trawniki, a na to nikt się nie zgodzi. Rawelin robi więc to, co możliwe. Jeden ze zbadanych schronów znajduje się pod boiskiem między ulicami Urzędniczą i Konarskiego. Właśnie on stał się pierwszym celem krakowskich historyków amatorów. Zbudowany prawdopodobnie w marcu 1944 roku, składa się z dwóch korytarzy o długości 17 i 26 metrów, wysokich na ponad 2 metry. Drugi podobny obiekt znajduje się w pobliżu niedalekich kamienic. W przypadku nalotu lub ostrzału artyleryjskiego miały służyć za kryjówkę mieszkańcom ówczesnej dzielnicy niemieckiej. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zostały w tym celu użyte. Kraków, jak wiadomo, nie został zbombardowany, a i ostrzału artyleryjskiego uniknął dzięki temu, że Niemcy nie bronili miasta przed Armią Czerwoną. Dopiero długo po wojnie wejścia do schronów zostały dla bezpieczeństwa przykryte ciężkimi płytami z betonu. Zresztą zapuszczać się do nich nie bardzo było już po co. Jeśli Niemcy zostawili pod ziemią cokolwiek cennego, na pewno padło to łupem albo radzieckich żołnierzy, albo późniejszych poszukiwaczy skarbów.

Jesienią 2006 roku członkowie Rawelinu postarali się o zgodę gospodarzy terenu, odwalili betonowe płyty i weszli do środka. - To jeden z tak zwanych schronów publicznych, których w tej okolicy zbudowano osiem - tłumaczy Dariusz Krzyształowski, obecny prezes stowarzyszenia. - Miały one służyć osobom, które podczas nalotu znalazły się akurat w pobliżu. Mieszkańcy okolicznych kamienic mieli schrony pod budynkami, w piwnicach. Do dziś gdzieniegdzie na murach zachowały się z tamtych czasów strzałki, których znaczenie jest dziś zrozumiałe dla mało kogo. A miały one po prostu po nalocie informować ratowników: "Tu kopać". Pierwsze udostępnienie schronu nr 2 zwiedzającym w ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy Pomorskiej w listopadzie 2006 roku spotkało się z wielkim zainteresowaniem krakowian. A to był zaledwie początek.

Tłumy głodne historii. Choć te budowle to tylko, zdawałoby się, obetonowane dziury w ziemi, od tamtego czasu zainteresowanie nie malało, ale rosło. Kolejne "szczeliny przeciwlotnicze" zagospodarowane przez entuzjastów z Rawelinu to schrony oznaczone przez ich budowniczych numerami 7 i 8, mieszczące się pod placem Inwalidów i parkiem Krakowskim. Stały się dość głośne na początku zeszłego roku, kiedy pojawił się projekt zbudowania pod placem Inwalidów podziemnego parkingu, co dla jednego z tych schronów musiałoby oznaczać zagładę. W maju 2007 wieść o możliwości zwiedzenia schronów w ramach kolejnych dni otwartych ściągnęła do parku Krakowskiego istne tłumy. - Byliśmy trochę przerażeni, spodziewaliśmy się może kilkuset zwiedzających, a przyszły tysiące - opowiada inny członek Rawelinu Mariusz Bembenek. - Utworzyła się ogromna kolejka, ciągnąca się przez pół parku. Organizatorzy zadbali zresztą, aby goście nie oglądali wyłącznie szarych betonowych ścian. W schronie nr 7 urządzili skromną, lecz bardzo Spenetrować wszystkie podziemia Krakowa to marzenie pasjonatów z Rawelinu (© Andrzej Banaś)pouczającą ekspozycję. Z wyposażenia schronów nie zachowało się prawie nic. Jednak w zamian Mariusz Bembenek na kilkunastu planszach przedstawił historię placu Inwalidów, dla wielu krakowian zapewne zaskakująco bogatą. Reszty dopełniła wyobraźnia. Mało kto również wiedział, że schron nr 8 już przed kilkudziesięciu laty trafił do filmu, a to za sprawą Romana Polańskiego i jego studenckiej etiudy pt. "Rower". Fabuła oparta była na przygodzie, jaka w dzieciństwie przytrafiła się reżyserowi właśnie w tym miejscu. Krótko po wojnie mały Romek Polański umówił się w schronie z człowiekiem, który miał mu rzekomo sprzedać rower. Jednak zamiast wymarzonego dwukołowca przyszły zdobywca Oscara dostał tylko czymś twardym w głowę, a kiedy się ocknął, nie było ani kupca, ani roweru, ani pieniędzy. - I pomyśleć, że wydarzyło się to tuż pod oknami UB - uśmiecha się Bembenek. - Jeszcze jeden dowód na to, że funkcjonariusze tego urzędu bezpieczeństwo rozumieli po swojemu. Kryjówkę pod placem Inwalidów odwiedziło tego dnia 3 tysiące ludzi, a sąsiedni obiekt w parku Krakowskim ponad 2 tysiące. Nawet jeśli częściowo były to te same osoby, liczba robi imponujące wrażenie. Z okazji skorzystali radni Dzielnicy V, zbierając wśród zwiedzających podpisy przeciwko lokalizacji w tym miejscu parkingu. Mieszkańcy Krowodrzy byli temu pomysłowi przeciwni od dawna, dowodząc, że budowa musiałaby doprowadzić do dewastacji przynajmniej części parku. Tego dnia pod protestem podpisało się ponad 2 tysiące krakowian. Schrony były tu także ważnym argumentem.

Odkopane ze śmieci. - Nie wszyscy uważają, że te obiekty są godne zachowania - przyznaje Dariusz Krzyształowski. - Są i tacy, którzy mówią: "Po co nam dziś w Krakowie hitlerowskie pamiątki? Najlepiej byłoby je z powrotem zasypać". Odpowiadam im, że w takim razie należałoby zburzyć także wszystkie krakowskie forty, zbudowane przecież przez zaborcę, nie mówiąc o murach obronnych Wawelu i części zabudowy samego wzgórza. Uważam, że to wszystko są świadectwa historii naszego miasta. Nie zawsze układała się ona dla nas pomyślnie, ale z pamięci nie powinniśmy wymazywać niczego. Doprowadzenie schronów do obecnego stanu to efekt wielu godzin pracy członków stowarzyszenia. - Musieliśmy przyjąć na siebie rolę śmieciarzy - mówi Mariusz Bembenek. - Chwała miastu, że użyczyło swego sprzętu, by wywieźć te śmieci na wysypisko, lecz spod ziemi musieliśmy je wygrzebać własnymi rękami. A było tych śmieci kilka ton. Przez trzydzieści lat, zanim ktoś zdecydował, że trzeba zamknąć wejściowe otwory, dawne schrony służyły okolicznym mieszkańcom jako dzikie, ale bardzo wygodne śmietniki. Tym wygodniejsze, że z zewnątrz nic nie było widać. Wiele też zachowało się w głębi nich śladów libacji z dawnych lat. - Czasem miało się dość tej roboty - przyznaje Krzyształowski. Jednak co zaczęli, to skończyli. Schodząc do schronu nr 7, można się o tym przekonać podczas nielicznych w roku okazji, bo na co dzień wejście jest solidnie zabezpieczone. W przeciwnym razie podziemny korytarz z powrotem zmieniłby się w melinę i publiczny szalet. Przechodnie dziwią się tylko, co to za tajemnicza betonowa konstrukcja pojawiła się kilkadziesiąt metrów od przystanku na rogu placu Inwalidów i alei Mickiewicza. Pamiętają, że do niedawna była to część niewielkiej górki, z której w zimie maluchy zjeżdżają na sankach. - Niektórzy są trochę zawiedzeni, wydawało im się, że zobaczą podziemne sale i kilometry korytarzy - opowiada Bembenek. - Są i tacy, którzy się zarzekają, że bawili się tu w dzieciństwie i pamiętają lochy o wiele dłuższe, z przejściem sięgającym dawnej siedziby gestapo. Na pewno byłoby to bardzo ciekawe, jednak nic podobnego nigdy nie istniało. Niestety, to tylko oni byli mniejsi, za to z bujną wyobraźnią. Mimo wszystko miejsce robi wrażenie, jest w nim jakaś magia. Łatwo wczuć się w sytuację kogoś, kto musiałby znaleźć się tu z prawdziwej konieczności. Na marginesie łatwo zauważyć, że projektanci tych schronów nie ograniczyli się do betonowego pancerza, zadbali też o elementarne wygody ewentualnych użytkowników. Świadczą o tym zachowane uchwyty do ławek i całkiem obszerne pomieszczenie wydzielone na toaletę.

Jedna z kawern Twierdzy Kraków (Dariusz Krzyształowski)Budowali też inni. Historycy amatorzy z Rawelinu na poniemieckie schrony trafili niejako przy okazji. Ich pasje są o wiele rozleglejsze, dla niektórych dość egzotyczne. - Jedni po pracy łowią ryby, a my penetrujemy dawne budowle wojskowe - uśmiecha się Krzyształowski. Obecny prezes jest twórcą witryny internetowej poświęconej militariom, zawierającej bardzo obszerny dział dotyczący Twierdzy Kraków. Właśnie krakowskimi fortami od bardzo dawna interesują się członkowie stowarzyszenia Rawelin. - Forty są krakowianom dość dobrze znane, jednak mało kto wie, że one też maja swoje podziemia - Mówi Dariusz Pstuś. Stosunkowo łatwo dostępne są kawerny, czyli wykute w skałach przez Austriaków sztuczne groty przy forcie Bodzów, pomiędzy ul. Tyniecką i brzegiem Wisły. O wiele trudniejszy do penetracji jest system podziemnych umocnień fortu Winnica, po drugiej stronie Tynieckiej. Kawerny i korytarze tego bastionu są bowiem w większości zalane wodą. - Trzy lata temu nurkowaliśmy w tych podziemiach, a nasze obserwacje były bardzo ciekawe - mówi Pstuś. - Dokładne zbadanie całego systemu wymagałoby znacznych nakładów.  Na razie nie widać chętnego, który chciałby je ponieść. Z okazji 750-lecia lokacji Krakowa zgłoszono nawet projekt utworzenia podziemnego szlaku Twierdzy Kraków. Niestety, został odrzucony przez miasto.

Dodajmy na zakończenie, że koniec II wojny światowej bynajmniej nie zakończył dziejów budowy krakowskich podziemi. Pod osiedlami starej części Nowej Huty, a także pod budynkami użyteczności publicznej tej dzielnicy (jak np. dawne kino "Światowid") istnieje cały system powstałych w latach 50. obszernych schronów przeciw atomowych. Do niektórych można nawet wjechać ciężarówką. One także czekają na turystyczne zagospodarowanie. To już jednak temat na inną historię. (Marek Lubaś-Harny).

 

(Magiczny Kraków 23.11.2008)

 

Otwarte drzwi krakowskich muzeów. Były wykłady, tańce, eksponaty wyciągnięte z magazynów i miejsca o których do tej pory tylko się „słyszało”. Muzea krakowskie otworzyły swoje drzwi szerzej niż zwykle i za darmo. Krakowianie to docenili i chętnie odwiedzali wszystkie: od Muzeum Narodowego po Schrony Przeciwlotnicze w Parku Krakowskim -  FILM. (Imperia Film)

 

(TVP3 Kronika Krakowska 23.11.2008)

 

Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich (LS-Deckungsgraben No.7 Park Krakowski).

 

(Interia.pl. 20.11.2008)

 

Niedziela z historią. 23 listopada będzie można zwiedzić bez biletu krakowskie muzea. Dla miłośników historii przygotowano sporo atrakcji. W tym roku Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich zaplanowano na najbliższą niedzielę. Większość placówek proponuje z tej okazji specjalny program. Osoby zainteresowane historią, szczególnie druga wojna światową, powinny odwiedzić dwa miejsca.

  W parku krakowskim w godz. 11-16 będzie można obejrzeć niemiecki schron przeciwlotniczy. Wewnątrz przygotowano wystawę "Plac Inwalidów - historia miejsca" i ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej. Schron udostępni Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników "Rawelin", które ma pod swoją opieką kilka podobnych obiektów w mieście. W Muzeum Historycznym Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej od godz. 10 do 11.30 przewodnik będzie oprowadzał po wystawie stałej Kraków w latach 1939-1956 oraz byłych celach gestapo. O 11.30 rozpocznie się pokaz filmów dokumentalnych dotyczący historii Krakowa w czasie okupacji, a o 13 - spacer po najciekawszych miejscach dzielnicy Krowodrza. Na 14.30 zaplanowano wykład Grzegorza Jeżowskiego z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa pt. "Okoliczności uratowania wiaduktu grzegórzeckiego - w poszukiwaniu prawdy", a na 16 - warsztaty "Los Polaków - więźniów Montelupich i Pomorskiej".

 

(Wiadomości Lokalne Dz.V czerwiec 2008)

 

Muzealne kapcie kontra… niemiecki beton. Czy betonowy korytarz może konkurować z salami pełnymi dzieł sztuki? Podczas ostatniej Nocy Muzeów we Krakowie, po raz kolejny okazało się, że tak. W nocy z 16 na 17 maja, za symboliczną złotówkę można było zajrzeć do większości placówek muzealnych w Krakowie. Schron przeciwlotniczy w parku krakowskim w ciągu kilku godzin odwiedziło ponad tysiąc osób. Wystawę wewnątrz schronu pt. „Plac Inwalidów – historia miejsca” i ekspozycję poświęconą obronie przeciwlotniczej zorganizowało Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” i Oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej. Gdyby impreza trwała dłużej, na pewno nie zabrakłoby chętnych. Tym bardziej, że nawet „rdzenni” krakowianie nie kryli zaskoczenia, że kilkudziesięciometrowy korytarz kryje się tuż pod parkowym trawnikiem. Długa kolejka przed wejściem nie odstraszyła najwytrwalszych. A w środku? Zamiast tradycyjnego „nie dotykania eksponatów” można było przymierzyć maski przeciwgazowe, hełm Luftschutzu, zajrzeć do schronowej apteczki, czy porozmawiać z „granatowym” policjantem o sytuacji na froncie. Wystawa połączona z elementami rekonstrukcji historycznej okazała się strzałem w dziesiątkę. Zresztą „Rawelin” sprawdził pomysł już w ubiegłym roku. Wtedy w czasie Nocy Muzeów, przez dwa udostępnione zwiedzającym schrony przewinęło się kilka tysięcy osób.

Obiekt w Parku Krakowskim typu LS - Deckungsgräben powstał w 1944 na terenie ówczesnej niemieckiej dzielnicy miasta. Podobnych schronów zachowało się w okolicy kilka, m.in. przy ul. Lea i Królewskiej. W całym Krakowie zaplanowano budowę sześćdziesięciu tego typu schronień, jednak ostatecznie udało się zrealizować tylko połowę. Miały pełnić rolę tymczasowej kryjówki przed nalotem. Betonowe, prefabrykowane elementy konstrukcji chroniły jedynie przed odłamkami i nie wytrzymałyby uderzenia bomby lotniczej. Schron nie posiadał urządzeń filtracyjnych, dlatego też na wyposażeniu niezbędne były maski przeciwgazowe. Wzdłuż ścian umieszczone były drewniane ławeczki, a przy wejściach, oprócz schodów znajdowały się pochylnie dla wózków dziecięcych i inwalidzkich. Na końcu korytarza, w małym pomieszczeniu, była prowizoryczna toaleta i wyjście ewakuacyjne.

Stowarzyszenie „Rawelin” ma pod swoją opieką cztery takie obiekty w mieście. Od 2006 roku prowadzi w nich prace porządkowe, aby przystosować je do ruchu turystycznego. Oprócz tego zajmuje się również dwoma schronami biernymi piechoty (Regelbau 668) położonymi na terenie gminy Zabierzów (Rudawa i Nielepice). Obecnie nie ma określonych terminów zwiedzania, a wszystkie schrony otwierane są w zależności od zapotrzebowania. Być może zmieni się to jednak, gdy zostaną one włączone do istniejących lub planowanych tras turystycznych. Noc Muzeów to jeszcze jeden dowód na to, że warto, aby tak się stało.(JD)

 

Noc Muzeów Krakowskich 2008 „LS-Deckungsgraben No. 7"

 
 

(Gazeta.pl 20.05.2008)

 

Takie rzeczy to tylko w tę noc. W tym roku kolejki podczas V Nocy Muzeów w Krakowie ustawiały się nie tylko pod Wawelem. Taki widok można zobaczyć w naszym mieście tylko raz w roku - pustki w barach, a tłumy młodych ludzi w muzeach. Tysiące studentów, licealistów, turystów i rodzin uzbrojonych w złotówki, za które można było kupić monetę upoważniającą do wstępu, ruszyły na zwiedzanie. Furorę zrobił w tym roku park Krakowski. - Schron przeciwlotniczy jest rewelacyjny. Tyle lat mieszkam w tej okolicy i nie miałem pojęcia, że coś tak niezwykłego może być pod trawnikiem - zachwycał się Marek Kracki.

Swoje trzeba było odstać wszędzie. Żeby wejść do Barbakanu - około pół godziny, do Muzeum Farmacji - podobnie. Tylko w Narodowym około północy kolejek przed wejściem nie było, wszyscy bowiem chronili się przed deszczem w hallu. Tu hitem były prace Wyspiańskiego i Kantora. Sztuka współczesna wywoływała jednak mieszane uczucia. - Żeby z połamanego parasola zrobić arcydzieło? - powątpiewała para studentów. W Muzeum Inżynierii Miejskiej zachwycały autobusy ogórki, syrenki i piękne junaki. - Mój dziadek kiedyś jeździł takim motocyklem - wzdychał jeden z odwiedzających.

W V Nocy Muzeów uczestniczyło 25 instytucji. Hasłem tegorocznej edycji byłą 90. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, nie zabrakło więc wątków patriotycznych. Muzeum UJ przygotowało recital utworów Fryderyka Chopina. Zagrał je Marek Szlezer na oryginalnym fortepianie należącym do Chopina. Co prawda kilkunastominutowa ulewa przegoniła na chwilę zwiedzających z dziedzińca Collegium Maius, ale gdy tylko ustał deszcz, najstarszy budynek UJ zapełnił się ponownie. - Skoro jest taka kolejka, na pewno warto tu przyjść, zwłaszcza że to moja pierwsza Noc Muzeów - żartował Michał, student prawa na UJ. - Będzie można się przez chwilę poczuć jak Kopernik zaglądający w te mury. Warto wymienić pokaz multimedialny na elewacji Wieży Ratuszowej "Mistrzowie naszych Mistrzów" przygotowany przez Fundację Conspero, a także koncert moskiewskich solistów w Auli Collegium Novum UJ. - Mam nadzieję, że za rok muzea będą otwarte przynajmniej do trzeciej - powiedziała nam Ania, uczennica III LO w Krakowie. - Nie trzeba będzie tyle biegać, żeby jak najwięcej zobaczyć, a naprawdę jest co oglądać i chętnych z pewnością nie zabraknie.(Aneta Zadroga)

 

(Forty Kraków 17.03.2008)

 

XIII Rajd Szlakiem twierdzy Kraków - Rudawa. Niemieckie umocnienia w Gminie Zabierzów to - wciąż nie odkryta atrakcja turystyczna gminy. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat betonowe obiekty - fragment tzw. linii umocnień b-1, przebiegającej południkowo przez obszar Polski od Bałtyku do Karpat, zupełnie zapomniane, porośnięte trawą i krzakami służyły jedynie jako dzikie wysypiska śmieci dla "wygodnych" i mało frasobliwych mieszkańców gminy. Chociaż wybudowano je w II połowie 1944 roku, dotychczas nikt nie postrzegał ich w kategorii budowli zasługujących w przyszłości na miano zabytków i ciekawostek.

W ubiegłym roku Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", przy wsparciu Urzędu Gminy Zabierzów, odkopało i wyremontowało dwa zdewastowane schrony - w Rudawie i w Młynce, a Stowarzyszenie "Nasze Nielepice" zaopiekowało się równie zniszczonym schronem na Wzgórzu 280 w Nielepicach i pozostałymi obiektami w jego pobliżu, wykonując wstępne prace porządkowe. Dzięki temu, w przedświąteczną niedzielę 16 marca umocnienia mogły znaleźć się na trasie XIII Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków, który zorganizował Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. W przeddzień wizyty w Rudawie i Nielepicach, uczestnicy rajdu zwiedzali wybrane krakowskie forty, schron przeciwlotniczy, Muzeum Armii Krajowej i Oddział Muzeum Historycznego przy ul. Pomorskiej.

Ze względu na fakt, że impreza zgromadziła ponad 130 miłośników militariów (nie tylko z Krakowa i okolic, ale nawet z tak odległych miast jak Lublin, Warszawa, czy Przemyśl), po przybyciu na miejsce, część zwiedzających pozostała przy schronie w Rudawie, natomiast druga grupa udała się autokarem do Nielepic. Na wzgórzu 280 mieli możliwość obejrzenia czterech schronów. Na szczycie znajduje się najwyżej położony w Dolinie Rudawy obiekt fortyfikacji niemieckich z 1944 roku - schron bierny piechoty Regelbau 668. Z uwagi na swoje położenie, został wyposażony w pancerz, w którym miał być umieszczony wysuwany peryskop umożliwiający obserwację przedpola całej pozycji obronnej. Podczas Rajdu pogoda dopisała – był piękny, słoneczny, wiosenny dzień – ze szczytu wzgórza roztaczał się widok na całą okolicę. Umożliwiło to zapoznanie uczestników wycieczki z topografią terenu – Dolina Rudawy, czy też właściwie: Rów Krzeszowicki, ma w tym miejscu prawie 5 km szerokości i jest od południa ograniczony pasmem Garbu Tęczyńskiego na północy zaś pasmem Dolinek Jurajskich. Z wysokości wzgórza 280 doskonale czytelne są podstawowe założenia obronne dla całej linii  obiektów oraz pozycji polowych, zależności pomiędzy poszczególnymi grupami schronów oraz ich zadaniami w grupie. Ze wzgórza w Nielepicach uczestnicy rajdu, pieszo, udali się do kolejnej grupy obiektów w Rudawie. Dzięki uprzejmości obecnego dzierżawcy terenu, firmie „K&J Paintball ATV”, możliwe było zwiedzenie trzech obiektów: schronu biernego Regelbau 668, schronu do ognia okrężnego Ringstand R58C oraz schronu biernego - garażu dla armaty -Regelbau 701. To jedyny zachowany w takim stanie i tak dostępny schron w całej Dolinie Rudawy. Grupę obiektów wybudowano nieprzypadkowo w miejscu strategicznym, przy drodze na Śląsk, z doskonałym widokiem na linię kolejową. Po drugiej stronie drogi, znajdowała się analogiczna grupa schronów, wzmacniająca obronę tej pozycji. Właśnie tam, po obejrzeniu umocnień w Rudawie-Młynce, udała się grupa uczestników rajdu, kończąc tym samym spacer po wybranych punktach niemieckiej linii "b1" w Dolinie Rudawy. W punkcie oporu, w miejscowości Młynka, znajduje się udostępniony do zwiedzania i dzięki pracy członków Stowarzyszenia „Rawelin”, dostępny również wewnątrz – kolejny schron bierny Regelbau 668 w wersji z dobudowanym stanowiskiem typu Ringstand 58c. Schron ten, staraniem Stowarzyszenia „Rawelin” przy współudziale Gminy Zabierzów, został w roku 2007 odkopany, wysprzątany, zabezpieczony i udostępniony do zwiedzania dla wszystkich miłośników historii i fortyfikacji. Spod schronu w Młynce autokarem powrócili do Rudawy, a do Nielepic przybyła druga grupa, która pokonała tą samą trasę.

Uczestnicy rajdu, którzy rozpoczęli wycieczkę w Rudawie również nie narzekali na brak wrażeń. Zanim weszli do wnętrza schronu, mieli okazję przejść przez "zaminowany" teren. O "niebezpieczeństwie" informowały tabliczki z napisem "achtung minen!". Ci, którym udało się szczęśliwe przejść przez pole minowe, mieli okazję obejrzeć makietę terenu, na której umieszczono wszystkie okoliczne obiekty linii b-1, używane w 1944 roku uzbrojenie i figurki żołnierzy niemieckich. Wewnątrz schronu Stowarzyszenie "Rawelin" urządziło ekspozycję militariów i częściowo zrekonstruowało elementy. Schron w Rudawie (typu Regelbau 668 przeznaczone był dla załogi złożonej z dziewięciu żołnierzy piechoty) składał się z dużego pomieszczenia o powierzchni ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych przedsionków) w których zamontowano drzwi pancerne. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5 metra. W sytuacji zagrożenia, żołnierze mogli skorzystać z wyjścia ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami, prowadząca na powierzchnię. Do obiektu dobudowano stanowisko typu Ringstand do obserwacji lub ostrzału z karabinu maszynowego. Dzięki temu, że schron nie został uszkodzony podczas działań wojennych, zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie, doskonale zachowane elementy. Przy ognisku i wojskowej grochówce wszyscy uczestnicy rajdu odebrali certyfikaty, a ci, którzy brali udział w największej ilości Rajdów Twierdzy Kraków - pamiątkowe odznaki PTTK. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" jako współorganizator imprezy zostało odznaczone przez  Zarząd PTTK Oddział Wojskowy w Krakowie Brązową Odznaką "Twierdza Kraków" za popularyzacje zachowanych budowli obronnych.Na zakończenie rajdu miłośnicy fortyfikacji zwiedzili niemieckie schrony z okresu II wojny światowej w Czułówku.

Członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" zwracają uwagę, że rajd na pewno nie mógłby się odbyć bez pomocy strażaków z OSP Rudawa , którzy pomogli w przygotowaniu obiektu. Jednocześnie  podkreślają, że to na pewno nie ostatnia militarna impreza na terenie Gminy Zabierzów. Zresztą w październiku 2007 sporym zainteresowaniem mieszkańców i turystów cieszył się zorganizowany przez "Rawelin" Piknik Militarny w Rudawie. Podobne plany ma również Stowarzyszenie "Nasze Nielepice", które między innymi stawia sobie za cel dalsze zabezpieczanie niemieckich budowli, oczyszczenie ich i przygotowanie dla zwiedzających. Jego członkowie obiecują, że w miarę możliwości, prace będą kontynuowane. Może więc, z czasem na terenie gminy powstanie nowy szlak turystyczny... Na dobry początek, obok schronu w Rudawie w zeszłym roku stanęła tablica informacyjna na temat obiektów. Podobne tablice staraniem sołtysa stanęły również w Nielepicach.

 

(Forty Kraków 16.03.2008)

 

XIII Rajd Szlakiem twierdzy Kraków. XIII rajd szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 15 - 16 marca 2008 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie, Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" i współpracy Muzeum AK i Oddziału Muzeum Historycznego na ul.Pomorskiej. Celem rajdu było przybliżenie wiedzy z zakresu historii ruchu oporu w Krakowie, Zaprezentowanie zachowanych niemieckich umocnień i schronów bojowych  z okresu II wojny światowej, przejście po wybranych obiektach fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej.

Trasa rajdu rozpoczęła się w Muzeum Armii Krajowej, gdzie uczestnicy rajdu zapoznali się z działalnością Armii Krajowej w Krakowie w czasie okupacji, zwiedzili ekspozycje, jak też z zainteresowaniem obejrzeli podziemia budynku Muzeum, który wybudowany został jako główny element zespołu dowódczo - aprowizacyjnego Twierdzy Kraków. Następnie trasa wycieczki prowadziła wzdłuż nie istniejącego pierwszego wału fortecznego, gdzie uczestnicy mogli zobaczyć kompleks byłych koszar Arcyksięcia Rudolfa, koszar artylerii, budynek sądu i aresztu garnizonowego, jak też Bastion III "Kleparz". W Oddziale Muzeum Historycznym przy ul. Pomorskiej 2, którego podstawowym zadaniem jest opieka nad historycznym miejscem kaźni wielu tysięcy Polaków w czasie II wojny światowej - celami byłego aresztu Gestapo w Krakowie. Uczestnicy zapoznali się z tym świadectwem tragicznych dni okupacji niemieckiej lat 1939 -1945, jak też z prezentowana wystawą "Kraków w latach 1939 - 1956". Na zakończenie pierwszego dnia XIII Rajdu Twierdzy Kraków Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" udostępniło do zwiedzania niemiecki schron przeciwlotniczy wzniesiony w 1944 roku w Parku Krakowskim (Luftshutzdeckugsgraben Nr7). Wewnątrz zaprezentowano wystawę pt. "Plac Inwalidów - historia miejsca" autorstwa Mariusza Bembenka. Uczestnicy rajdu zeszli pod ziemię, aby w ponurych, podziemnych korytarzach oświetlonych światłem elektrycznym podziwiać wystawę prezentującą historię placu Inwalidów i rolę, jaką odgrywało to miejsce w czasie wojny.

 

(Gazeta.pl 17.01.2008)

 

Poniemieckie schrony dostępne do zwiedzania. Przez lata traktowane jak osiedlowe śmietniki, teraz poniemieckie schrony przeciwlotnicze w krakowskiej Krowodrzy mają być regularnie udostępniane do zwiedzania. Miasto ma już gotowe umowy użyczenia tych obiektów stowarzyszeniu miłośników historii. - Te schrony to właściwie szczeliny, długie na 50 metrów korytarze o szerokości 1,2-1,5 metra. Powstały w pierwszej połowie 1944 roku. Dotychczas udało nam się już oczyścić trzy z nich. W sumie ręcznie wyciągnęliśmy około dziesięciu ton śmieci. W jednym z korytarzy zachowały się resztki skromnego wyposażenia, np. ławki do siedzenia - mówi Dariusz Pstuś, (były) prezes Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", które zajmuje się ratowaniem niszczejących zabytków.

Podziemne labirynty rozbudzają wyobraźnie nie tylko grupki zapaleńców. Gdy w maju ubiegłego roku w ramach Nocy Muzeów udostępniono do zwiedzania dwa schrony znajdujące się w okolicach pl. Inwalidów, przyszło pięć tysięcy ludzi. - Przy okazji tej imprezy udało się w jednym ze schronów zamontować prowizoryczną instalację elektryczną, a także zapewnić mu porządne zamknięcie - dodaje Dariusz Pstuś. Wcześniej członkowie stowarzyszenia odkopali też schron przy ulicy Królewskiej - teraz myślą o odczyszczeniu kolejnego - przy ulicy Lea. Przewodniczący dzielnicy V Piotr Klimowicz ma plan, by w Krowodrzy utworzyć ścieżkę historyczną, w ramach której schrony byłyby udostępniane krakowianom na przykład w jeden weekend w miesiącu. - Na razie nie da się ich zwiedzać ot tak, bo wejścia przyłożone są betonowymi płytami. Trzeba siły dwóch mężczyzn, by je podnieśli. W sumie na terenie Krowodrzy jest około dziesięciu takich szczelin - informuje Klimowicz. W ubiegłym roku stowarzyszenie Rawelin wystąpiło do prezydenta Krakowa o użyczenie czterech niemieckich schronów. Dwa z nich znajdują się w zarządzie Zarządu Budynków Komunalnych, dwa w dyspozycji Krakowskiego Zarządu Komunalnego.Obie instytucje przygotowały umowy. Nikt nie myśli oczywiście o komercyjnym wykorzystaniu tych miejsc. Chodzi o to, by uchronić je przed zniszczeniem. Członkowie stowarzyszenia planują w przyszłości urządzać tu wystawy o tematyce historycznej - tłumaczy Klimowicz. - Ze schronami jest sporo roboty. Trzeba je izolować przed wilgocią i wodą, a także zadbać o zabezpieczenie przez chuliganami - dodaje Dariusz Pstuś. Zapewnia, że ilekroć jakaś grupa jest zainteresowana oglądnięciem schronów, członkowie stowarzyszenia otwierają je. Liczy, że w najbliższej przyszłości schrony będą udostępniane do zwiedzania regularnie co najmniej trzy razy do roku.(Magdalena Kurska)

 

(Zagłębie info 12.01.2008)

 

Schron odkopany! Nie minął miesiąc od momentu kiedy podczas zebrania Stowarzyszenia Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego Dariusz Jurek - wiceprezes sosnowickiego oddziału Stowarzyszenia - poinformował przybyłego na spotkanie Przemysława Trzeciaka ze Stowarzyszenia Pro Fortalicium o schronie przeciwlotniczym - właściwie szczelinie przeciwlotniczej (fachowa nazwa) przy ulicy Staszica w Sosnowcu - a już słowa przerodziły się w czyn. Już od godziny 9.00 członkowie obu Stowarzyszeń wspomagani przez nieformalną sosnowiecką grupę miłośników historii „Forty, Schrony, Umocnienia – Grupa Sosnowiec” uzbrojeni w kilofy, szpadle i łopaty stawili się na miejscu by odkopać poniemiecki schron z czasów II WŚ, który najprawdopodobniej służył kadrze inżynierskiej oraz pracownikom pobliskiej Huty Buczka (wówczas Huty Katarzyna) gdzie miała miejsce produkcja zbrojeniowa. Akcja odkrywania schronu była ze wszech miar profesjonalnie przygotowana, Przemysław Trzeciak zadbał o pozwolenie administratora terenu czyli Spółdzielni Mieszkaniowej „Nasza”, której prezes Pan mgr inż. Tadeusz Rybak wykazał się dobrą wolą i w ciągu tygodnia od oficjalnego pisma wydał zgodę na odkopanie schronu. Były też taśmy odgradzające oraz identyfikatory dla osób uczestniczących w pracach. Rzecz jasna pace przyciągnęły uwagę wielu sosnowiczan zmierzających do pobliskiej Plejady oraz okolicznych mieszkańców. Niektórzy z nich pamiętają czasy kiedy do schronu można było wejść. – Jako dziecko wchodziłem do tego schronu, było to jeszcze podczas wojny w 1944 r., miałem wówczas 6 lat. Tuż po wojnie wojsko zamknęło schron. Jestem ciekawy czy te pomieszczenia przetrwały – zastawiał się sosnowiczanin mieszkający kiedyś na Starej Środuli, Pan Ryszard Stępień. Kiedy udało się okopać schron i wejść do środka oczom miłośników lokalnej historii ukazał się dobrze zachowany obiekt i kilka przedmiotów, które posłużą później jako rekwizyty. Wśród nich na pewno nie zabraknie oryginalnej niemieckiej apteczki, którą Przemysław Trzeciak zakupił na targu staroci.  Żelbeton, którego grubość szacowana jest na ok. 50 cm jest w stanie idealnym. – Kiedy weszliśmy do schronu na stropie było pełno zacieków wodnych, wystarczyło jednak kilka godzin wietrzenia obiektu, by woda w dużej części odparowała – mówi Rafał Siciński ze Stowarzyszenia FdZD, który jako jeden z pierwszych dostał się z latarką do schronu. Mam już wizję tego miejsca i zastanawiam się nad kupnem munduru z czasów II WŚ, dla mnie to przede wszystkim dobra zabawa – dodaje oprowadzający dziennikarzy po wnętrzu schronu Siciński.

Ok. godz. 14 na miejsce dotarli członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii Rawelin z Krakowa. Będziemy służyć głównie pomocą merytoryczną dotyczącą historii tego typu obiektów oraz radą praktyczną związaną z procesem przywracania świetności i użyteczności tego typu obiektom – mówi Dariusz Pstuś, który dzielił się z uczestnikami teoretyczną i praktyczną wiedzą. Właściwie to powinniśmy nazywać ten obiekt szczeliną przeciwlotniczą gdyż LSR czyli Luftschutzraum, bo to nazwa ogólna dla niemieckich schronów z tego okresu – wyjaśniał miłośnik historii z Krakowa.

Chcę nazwać nazwę tej inicjatywie i najlepiej jakby to było związane z tym miejscem, proponuję więc nazwać je „Luftschutzraum Katarzyna”. Pomysłów jest dużo ale głównie są one związane z pokazaniem historii tego miejsca. Członków Stowarzyszeń chcieliby wyposażyć schron w rekwizyty z tamtego okresu oraz oprowadzać mieszkańców i turystów w mundurach wojskowych. Na pewno na początek można zrobić galerię reprodukcji starych zdjęć i pocztówek związanych z dzielnicą Katarzyna – z tym nie będzie problemu bowiem są one w posiadaniu FdZD. Nie wykluczone, że w schronie wykorzystane zostaną efekty dźwiękowe które przybliża zwiedzających do klimatów z tamtych czasów. Chcemy również aby z zewnątrz schron prezentował się ciekawie w związku z czym odpowiednio odtworzymy i pomalujemy wejścia i wyjścia ze schronu. Planujemy również powieszenie baneru reklamującego miejsce na jednej z kamienic osiedla przy ul. Staszica, który będzie widoczny od strony ul. Staszica. Schron/szczelina przeciwlotnicza jest stosunkowo szeroki, wspomniany Dariusz Pstuś twierdzi, że krakowskie obiekty są węższe i trudniej je zaadoptować. Po dokonaniu fachowych pomiarów przez Marcina Wilka okazuje się że korytarz ma rozpiętość 1,6 m, wysokość 1,9 m, a długość wynosi 56 m.

Portal regionalny zaglebie.info gratuluje uczestnikom akcji zaangażowania i pomysłowości. Zapewniamy, iż dołożymy wszelkich starań by tę inicjatywę promować i wspierać. Dobra robota Panowie i …(Piotr Krawczyk)

 
2007r.

(INTERIA.PL 26.11.2007)

 

Tajemnice podziemnego Krakowa. - Pamiętam z dzieciństwa, że zjeżdżałem na sankach z tej dziwnej "górki" i... nagle coś się zapadło - wspominał jeden ze zwiedzających schron w parku Krakowskim. W Krakowie ponad dwieście osób zwiedziło w niedzielę niemiecki schron przeciwlotniczy z 1944 roku. Taką atrakcję, nie po raz pierwszy, w ramach Dnia Otwartych Drzwi Krakowskich Muzeów zorganizowało Stowarzyszenie "Rawelin". Rok wcześniej można było wejść do wnętrza schronu przy ulicy Królewskiej, w samym sercu dawnej niemieckiej dzielnicy Krakowa. Rekordowa ilość osób - ponad 5 tysiące odwiedziła natomiast dwa udostępnione obiekty - w parku Krakowskim i przy pl. Inwalidów podczas ostatniej Nocy Muzeów. Teraz frekwencja była mniejsza, ponieważ zimowa pogoda nie zachęcała do zwiedzania, ale zachwyt i zaskoczenie - takie same, jak poprzednio. - Chociaż mieszkam w tej okolicy od urodzenia, nie miałam pojęcia o schronach - nie kryła starsza kobieta, po przejściu dwóch betonowych korytarzy i obejrzeniu wystawy "Plac Inwalidów - historia miejsca" - świadectwa tragicznej przeszłości. Obiekt doskonale za to znał jej syn. - Jako dziecko wchodziliśmy do różnych "dziur" i tak tu trafiliśmy - wspominał trzydziestokilkulatek. Niektórzy zwiedzający spodziewali się wewnątrz dużych pomieszczeń, przystosowanych do długiego zamieszkiwania. Tymczasem schron służył jedynie jako tymczasowe schronienie dla ludności, która znalazła się w jego pobliżu podczas nalotu. W trakcie pokonywania podziemnej trasy wiele osób pytało o to, czy schron jest na co dzień udostępniony turystom. Chociaż są takie plany, na razie można do niego wejść po wcześniejszym uzgodnieniu terminu ze Stowarzyszeniem "Rawelin". - Ważne, aby schrony trafiły do rejestru zabytków, wówczas będą podlegać prawnej ochronie - podkreślają władze Stowarzyszenia.

Podobne obiekty są turystyczną atrakcją w wielu polskich miastach: Rzeszów ma swoją trasę turystyczną po miejskich piwnicach, Szczecin - trasę po schronach z okresu II wojny światowej i zimnej wojny... Bez statusu zabytku, schrony mogłyby nie wytrzymać z nowymi - kilka miesięcy temu, z powodu planów budowy podziemnych parkingów, groziło im wyburzenie. Teraz, gdy z planów zrezygnowano, znowu jest szansa na to, by stały się w Krakowie turystycznym przebojem, tym bardziej, że pozwala na to ich dobry stan techniczny. Czy z tej szansy skorzysta miasto? Czas pokaże...

 

(Gazeta Krakowska 27.11.2007)

 

Zeszli do schronu. To był pomysł na świetną niedzielę. Zamiast siedzieć przed telewizorem, krakowianie tłumnie poszli do muzeów. Mogli wybierać: cenne dzieła Wyspiańskiego, Stara Synagoga, a może wspinaczka na szczyt wieży ratuszowej. Największą atrakcją okazał się jednak na co dzień niedostępny, ponury przeciwlotniczy schron z czasów II wojny światowej.

Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich to szansa obejrzenia niesamowitych eksponatów zupełnie za friko. Krakowianie i turyści skorzystali z okazji skwapliwie i mimo fatalnej pogody tłumnie odwiedzali krakowskie instytucje. Małgorzata Pawlikowska z Muzeum Wyspiańskiego nie ukrywała zadowolenia. - Od samego rana przychodzą do nas zarówno całe grupy, jak i indywidualni zwiedzający - mówiła. - Widać także bardzo duże zainteresowanie wśród obcokrajowców. Większość ludzi urządziła sobie maraton. - Przed chwilą zwiedziłam Wawel, teraz idę do Muzeum Wyspiańskiego, a potem jeśli starczy czasu, jeszcze do Starej Synagogi - wyliczała Sara Brudny, studentka historii sztuki. - Zamiast jednego dnia, muzea powinny otworzyć drzwi na cały weekend, a wtedy byłby czas na zwiedzenie wszystkiego, co może być interesujące.

Największą atrakcją okazał się udostępniony specjalnie na wczorajszą okazje schron przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej w Parku Krakowskim. Dorośli przychodzili razem z dziećmi, aby w ponurych, podziemnych korytarzach podziwiać wystawę prezentującą historię placu Inwalidów i rolę, jaką odgrywało to miejsce w czasie wojny. - Myślę, że to doskonały sposób, żeby zainteresować historią także młodzież - mówił pan Antoni, który przyszedł z wnukiem. - Wycieczka do schronu czy muzeum jest w stanie zainteresować młodych ludzi znacznie bardziej niż nudny podręcznik.(Robert Siemiński)

 

(www.zabierzow.org.pl 16.10.2007)

 

 

 

Śladami historii w Nielepicach. W sobotę 6 października 2007 roku goście odwiedzający Piknik Forteczny, organizowany na remontowanych przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" dwóch poniemieckich schronach bojowych, mogli również poznać pozostałe obiekty należące do grupy schronów blokujących dostęp od wschodu ważnego szlaku w kierunku Śląska. Przebiegająca Doliną Rudawy droga oraz linia kolejowa była ważnym strategicznie połączeniem z przemysłowym obszarem Górnego Śląska oraz otwierała przejście w głąb terytorium Trzeciej Rzeszy.

Powyższa pozycja obronna składała się z grup schronów znajdujących się: - na północy, w m. Rudawa - pozycja broniąca Doliny Rudawy od strony pasma Dolinek Jurajskich - wśród tych obiektów znajduje się jeden ze schronów remontowanych przez "Rawelin" - główna - "centralna" - pozycja blokująca drogę "śląską" w m. Młynka-Werbownia - dwie "podgrupy" schronów po prawej i lewej stronie drogi. Schrony po Prawej strony znajdują się na terenie prywatnym, natomiast wśród obiektów po lewej stronie drogi na Śląsk znajduje się drugi schron rewitalizowany przez Stowarzyszenie Rawelin. - na południu Doliny Rudawy, na wysokim wzgórzu górującym nad okolicą, w m. Nielepice znajdowała się kolejna grupa zabezpieczająca tym razem pozycję od strony Garbu Tenczyńskiego. Z racji na swe położenie mogła ona stanowić doskonały punkt obserwacyjny oraz stanowisko dowodzenia całą okoliczną grupą schronów. O fakcie tym, poza samym położeniem świadczyć może wyposażenie jednego ze schronów w wysuwany peryskop do obserwacji przedpola. Ze wzgórza rozpościera się wspaniały widok na pasmo Dolinek Jurajskich, doskonale jest widoczna broniona przez te schrony Dolina Rudawy z drogą i linią kolejową. Jest z niego głęboki wgląd na przedpole pozycji w kierunku Krakowa oraz na zapole w kierunku Krzeszowic. Przy dobrej pogodzie widok zapiera dech w piersiach ! Właśnie ta ostatnia, trzecia grupa schronów - poza schronami "Rawelinu" - była również odwiedzana przez gości przybyłych na Piknik Forteczny do Rudawy. Grupa ta składała się z kilku obiektów - schronów biernych Regelbau 668 oraz stanowisk strzeleckich typu Ringstand 58. W chwili obecnej na schronach tych rozpoczęło prace, zawiązujące się właśnie, Stowarzyszenie Przyjaciół Nielepic, pod przewodnictwem i przy aktywnym wsparciu miejscowego sołtysa p. Stanisława Dama. Prace, na schronie biernym Regelbau 668 - wyróżniającym się posiadanym kiedyś stanowiskiem peryskopu - oraz na dwóch pobliskich schronach bojowych Ringstand 58 prowadzą mieszkańcy Nielepic - m.in. bardzo aktywnie wspiera je mieszkająca "po sąsiedzku" rodzina Państwa Zając oraz inni mieszkańcy w terenu Gminy Zabierzów. Poza tym, swoją chęć pomocy, zadeklarowało kilka osób odwiedzających schrony w czasie Pikniku, co jest dobrym sygnałem, że zainteresowanie tą tematyką wzrasta. W tej chwili, poza pracami organizacyjnymi, mającymi na celu sformalizowanie i zarejestrowanie Stowarzyszenia, współpracą z Gminą Zabierzów w kwestii uzyskania odpowiednich pozwoleń oraz wsparcia przy planowanych pracach (wycinka drzewek, usunięcie śmieci) prowadzone są prace mające na celu zabezpieczenie obiektów przed wodami opadowymi oraz przygotowaniem ich do osuszenia i dalszych prac. Przygotowywane są również tablice informacyjne oraz oznakowanie i przygotowanie szlaku spacerowego na wzgórze. Niestety ząb czasu odcisnął swoje piętno na tych ciekawych obiektach; struktura betonu została naruszona przez wilgoć i zalegające wewnątrz śmieci, elementy pancerne i ewentualne wyposażenie "gdzieś" się zapodziały, a okolica schronu zarosła krzewami i samosiewkami. Zaniknęły też okopy, rowy dobiegowe i polowe stanowiska strzeleckie. Wszystkie te elementy, wchodzące kiedyś w skład tego polowego stanowiska obrony, być może uda się odtworzyć i przywrócić im właściwy wygląd. Nie mniej jednak, jak mawia, pełen energii, Sołtys Nielepic: "Zrobimy wszystko jak należy !". Słowa te popiera czynem. Sam w wolnych chwilach pracując przy porządkowaniu działki daje przykład innym. Zresztą "inni" mogą już naocznie przekonać się o efektach prac w Nielepicach: nowe ławki, tablice informacyjne, boiska i plac zabaw dla dzieci, remont świetlicy to tylko niektóre przykłady ! Dobrze rokuje to w kwestii prac przy schronach na wzgórzu. Za jakiś czas, myślę, stanie się ono jednym z ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców Gminy Zabierzów. Serdecznie zapraszamy do współpracy przy zagospodarowaniu tego pięknego zakątka wszystkich chętnych! Każda pomoc jest potrzebna - zarówno przy pracach fizycznych jak i przy sprawach organizacyjnych. O kwestiach finansowych już nie wspomnę, choć nie ukrywam, że bardzo liczymy na wsparcie miejscowych przedsiębiorców i firmy które chcą mieć swoją "cząstkę" tam na wzgórzu, a jednocześnie chcą zrobić coś dla ludzi i swojej Gminy. Bardzo liczymy również na dalszą pomoc ze strony Gminy Zabierzów która do tej pory bardzo chętnie i skutecznie pomagała we wszystkich przedsięwzięciach. Jeżeli są jeszcze na terenie Gminy mieszkańcy którzy pamiętają czasy wojny lub bezpośrednio po niej, pamiętają budowę lub jakieś szczegóły dotyczące schronów na terenie Gminy Zabierzów, będziemy bardzo wdzięczni za jakikolwiek kontakt. Być może u kogoś zachowały się stare fotografie lub jakieś elementy wyposażenia schronów również chętnie je obejrzymy - poza pracami fizycznymi przy obiektach prowadzone będą również prace badawcze nad dokumentacją ich budowy, historii i powojennej przeszłości. Zachowajmy dla przyszłych pokoleń tą wiedzę i informacje które pozwolą im poznać swoją historię.(Jacek Stefański)

 

(Pro Fortalicium 15.10.2007)

 

I Piknik forteczny - Stowarzyszenie Rawelin. W sobotę, 6 października 2007 roku, Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” z Krakowa zorganizowało swój I Piknik Forteczny. Impreza odbyła się na dwóch odkrytych niemieckich obiektach w gminie Zabierzów (jeden obiekt w Rudawce – czasowa izba muzealna, drugi w Młynce). Obiekty dotąd znajdowały się w takim stanie, jak to bywa z większością tego typu zabytków w naszym kraju. Zapomniane, zarośnięte, zaśmiecone i zdewastowane. Tylko dzięki zaangażowaniu członków Stowarzyszenia schrony odzyskują dawną świetność. Oczywiście „Rawelinowi” marzy się renowacja kolejnych obiektów, ale wiąże się to z dużymi kosztami. Tak też sama impreza polegała głównie na zaprezentowaniu dotychczasowych osiągnięć. Stąd też fotografie dokumentujące kolejne etapy remontu i pracę członków Stowarzyszenia. Jednocześnie na fotografiach przedstawiono inne tego typu obiekty w Europie, by pokazać, jak dobrze może funkcjonować „militarna turystyka”. Co ciekawe, z tego typu prac zazwyczaj cieszy się okoliczna ludność, gdyż dla nich odnowione obiekty są ciekawostką, a jednocześnie często powodem do dumy. Oprócz tego wystawiano różne ciekawe militarne gadżety z epoki. W najbliższej okolicy znajduje się 24 obiekty. Jest to pozostałość po niemieckiej linii umocnień budowanej w drugiej połowie 1944 roku. Miała zabezpieczyć rejon Krakowa przed zbliżającą się ofensywa Sowietów. Niestety wiele z tych obiektów jest już niedostępnych bądź bezpowrotnie utraconych. Część z nich pochłonęły już rozrastające się osiedla i budynki. Tak też działania „Rawelina” przypominają naszą walkę o schrony pochłaniane przez rozrastające się śląskie aglomeracje.

Na I Pikniku Fortecznym pojawiła się delegacja naszego Stowarzyszenia w osobach wiceprezesa Przemysława Trzeciaka, a także członków Waldemara Sykosza, Szymona Hrebendy i Dawida Szydziaka. Wymieniono się doświadczeniami, nawiązano kontakty i rozmawiano na temat przyszłości. Życzymy naszym kolegom zrozumienia w ich pracy, wytrwałości i siły, która tak bardzo jest potrzebna. Wierzymy, że przy wsparciu lokalnych władz uda im się wiele dokonać. Jednocześnie liczymy na współpracę i oferujemy swoją pomoc. Tym bardziej, że przecież mamy do siebie blisko. Cieszy fakt, iż inni zajmują się tym, czym my, i odnoszą swoje sukcesy. W jedności siła.... do zobaczenia na II Pikniku Fortecznym. Być może na drugim obiekcie?

 

(Dziennik Polski 13.10.2007)

 

Niedocenione świadectwo historii. Historycy zazwyczaj interesują się obiektami zabytkowymi, wiekowymi, o walorach artystycznych. Jakiś czas temu zaczęto jednak zajmować się także poaustriackimi budowlami fortecznymi - ale bunkry, pochodzące z czasów II wojny światowej, nie są w sferze zainteresowań liczniejszej rzeszy badaczy. Na szczęście to się zmienia. Najbardziej znanym w Polsce schronem z II wojny jest kwatera główna Adolfa Hitlera "Wilczy szaniec", zbudowana w latach 1940-44 w Gierłoży w pobliżu Kętrzyna. Po wojnie utworzono w jej ruinach muzeum, bardzo często odwiedzane przez turystów.

Podobne mini muzeum tydzień temu powstało w Rudawie, gdzie zachowały się niemieckie schrony z okresu II wojny światowej.  Dwoma - w Rudawie i Młynce - zajęło się Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" w Krakowie, zrzeszające ponad 20 osób. Jego członkowie podjęli się bardzo żmudnej pracy: niemieckie bunkry są z reguły przysypane ziemią, porośnięte trawą i chaszczami; na dodatek wiele znajduje się na prywatnych posesjach. W Krakowie Stowarzyszenie opiekuje się kilkoma schronami przeciwlotniczymi, m.in. przy ul. Królewskiej, Lea, w parku Krakowskim i na pl. Inwalidów.

Duże doświadczenie w takiej działalności mają też działacze powstałego 10 lat temu Stowarzyszenia na rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium" w Piekarach Śląskich, którzy wyremontowali schrony bojowe w Dobieszowicach, Wyrwach-Gostyniu, Chorzowie i Piekarach Śląskich. Teraz odnawiają podobne obiekty w Rybniku i Rudzie Śląskiej. Na otwarcie schronów w Młynce i Rudawie przyjechała liczna grupa członków tej organizacji. Wiceprezes Piotr Trzeciak uważa, że wszyscy mężczyźni lubią się bawić w żołnierzy - a skoro już wyrośli z gry w małych żołnierzyków, to przyszła pora na poważniejsze zajęcie... Członkowie "Pro Fortalicium" zaprezentowali szeregowego żołnierza piechoty Wehrmachtu w kompletnym umundurowaniu. W rolę tę wcielił się Dawid Szydziak ze Zbrosławic koło Tarnowskich Gór. Wiele elementów umundurowania jest z konieczności replikami, bo albo nie udało się znaleźć oryginalnych, albo te, które zgromadzono, nie nadają się do użytku. Taki mundur nie jest tani: kosztuje ponad dwa tysiące zł; za samą bluzę trzeba zapłacić 450 zł. W śląskim stowarzyszeniu najpierw stworzono sekcję polską, zajmującą się umundurowaniem głownie z 1939 r., potem powołano niemiecką. - Różnica pomiędzy 1939 a 1944 rokiem była bardzo duża, praktycznie w każdym elemencie wyposażenia, kroju oraz kolorze munduru. Całkowicie zmieniło się też obuwie. Najpierw noszono wysokie saperki, potem pojawiły się niższe trzewiki z brezentowymi opinaczami - tłumaczy "żołnierz", fascynat wojennej historii, znawcy umundurowania i ekwipunku wszystkich rodzajów wojsk.

W rejonie Krakowa Niemcy zamierzali zbudować dla siebie 60 schronów przeciwlotniczych. Zdążyli stworzyć 24 takie miejsca. - Zamiast zmieniać pilotem kanały telewizora czy spędzać czas przed komputerem, wolimy odkrywać naszą historię - mówią zapaleńcy z "Rawelinu". Przy odkopywaniu i porządkowaniu schronów pracowali od czerwca. Łopatami, a także przy użyciu koparki, odkopywali schrony. - Nie było łatwo, ale warto było poświęcić ten czas - mówi wiceprezes Dariusz Kryształowski. Wraz z prezesem Dariuszem Pstusiem zapewnia, że choć chcieliby zrewitalizować wszystkie schrony, to nie jest to możliwe ze względu na brak pieniędzy. Odkrycie jednego obiektu kosztuje około 25 tys. zł. Cieszą się, że gmina wsparła ich 3 tysiącami, jednak bez uzyskania większej pomocy nie widzą możliwości odnowienia pozostałych obiektów. Będą starali się je dokładnie zinwentaryzować i ewentualnie wykorzystać niektóre elementy wyposażenia. W grę wchodzą budowle umiejscowione na terenie komunalnym - wstęp na prywatne posesje zależy od dobrej woli właścicieli. Bunkier w Rudawie nie było tak mocno zniszczony technicznie jak ten w Młynce (w pobliżu drogi krajowej), gdzie odkrywcy zastali wodę, sięgającą poziomu kilkudziesięciu centymetrów. W Rudawie odnowili ściany i dorobili nowe drzwi, bo oryginalne były mocno zardzewiałe. Otworzyli tam małe muzeum - będzie dostępne raz w miesiącu, w jeden weekendowy dzień od wiosny do jesieni. Eksponaty przechowują w swojej siedzibie: zgromadzili ich sporo, m.in. prycze, fragment taśmy amunicyjnej, apteczkę, maski przeciwgazowe. Prezes "Rawelinu" bardzo chwali lokalną społeczność. Od rozpoczęcia prac w żadnym schronie nikt nie poczynił żadnej szkody, nie było aktów wandalizmu. To dobrze rokuje na przyszłość: że młodzież uszanuje te miejsca, ze nie pojawią się w nich żadne graffiti. Młodzi mieszkańcy Rudawy, mieszkający w blokach, cieszą się z uporządkowania tego miejsca. Pamiętają, że królowało tam błoto, śmieci i kamienie. Niektórzy bawili się tam w wojnę. - Strugaliśmy z drzewa pistolety. Oczywiście, zawsze zwyciężali Polacy, a Niemców braliśmy do niewoli – wspomina Michał Całek. - Wchodzenie do schronu było aktem odwagi, nie każdy potrafił pokonać strach. Bohaterem był ten, kto wszedł głównym wejściem, a wyszedł ewakuacyjnym. Najpierw trzeba było się ze schronu przeczołgać przez niewielki otwór, a potem tunelem dostać do wyjścia o niewielkim przekroju i wydostać na powierzchnię po metalowych klamrach.

Obiekty wchodziły w skład linii umocnień budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944 r. W Polsce jest bardzo dużo podobnych. - Zazwyczaj są zasypane, zaśmiecone i właściwie niczyje. Nie są jednak nieznane nauce. Historycy i miłośnicy fortyfikacji dostrzegali je od dawna. O pozycji w Rudawie pisał już  zmarły cztery lata temu profesor Janusz Bogdanowski, badacz i znawca architektury militarnej w Polsce. Schrony zostały uwzględnione podczas akcji inwentaryzacji fortyfikacji polowych, prowadzonej w Małopolsce przez Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji. Jednak są to wciąż zabytki niedostrzegane w szerszej skali. Ba! Wielu ma wątpliwości, czy są to faktycznie zabytki, bo nie ma urzędowych form ich ochrony. Nie dostrzega ich wojewódzki konserwator zabytków, a jeśli już - to marginalnie. Dlatego wspaniale się dzieje, że Stowarzyszenie nimi się zajęło - mówi dyrektor Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Krakowie Andrzej Siwek. On nie ma wątpliwości, że schrony są zabytkami: mają metrykę, dokumentują wydarzenia historyczne, są świadectwem pewnego, zamkniętego etapu rozwoju sztuki fortyfikacyjnej, techniki i myśli inżynierskiej. Mają też znaczenie dla lokalnej społeczności i dla historii regionalnej, są dokumentami zdarzeń, które rozgrywały się w tym miejscu, dotykając poprzednich pokoleń mieszkańców Rudawy czy Młynki. Potwierdza to mieszkający obecnie w Chrzanowie Stanisław Zając, który przyjechał do rodzinnej wsi, aby zobaczyć schron. Gdy go budowano, miał cztery lata, ale dobrze pamięta, jak Niemcy nakazali ewakuację ludności cywilnej, bo miał przechodzić tędy front. - Mama piekła wtedy chleb, a Niemcy wyganiali nas z domu. Mama przedłużała opuszczanie domu, bo chciała, żeby chleb upiekł się dobrze. Owinęła go potem ręcznikami i udaliśmy się do naszej rodziny do Radwanowic. Po drodze byliśmy ostrzeliwani. Pamiętam, jak świstały nam nad głowami kule... Na drugi dzień wróciliśmy do Rudawy, do naszego domu, a raczej piwnicy, bo dom spalił się na początku wojny - wspomina pan Stanisław. - Wydobywanie z niepamięci takich obiektów przyczynia się również do poszerzania pojęcia "zabytek", utrwala przekonanie - popularne już w krajach Zachodu - że to atrakcyjne i ważne świadectwa historii, obiekty wymagające dostrzeżenia i troski konserwatorskiej. Można powiedzieć, że entuzjaści aktywność "Rawelinu" wyprzedzają aktywność służby konserwatorskiej i torują drogę nowej kategorii zabytków - dodaje dyrektor Siwek.(Ewa Tyrpa)

 

(Gazeta Krakowska 11.10.2007)

 

CBA szuka w Krakowie siedziby. Proponujemy "Szkieletora". Centralne Biuro Antykorupcyjne ma do końca roku otworzyć swoją siedzibę w Krakowie. Do tej pory nie wiadomo jednak nic na temat lokalizacji, wymogów, liczby ludzi, którzy będą tam pracować. W tej sprawie wszystko jest trzymane w tak ścisłej tajemnicy, że nawet rzecznik CBA nie jest w stanie określić zapotrzebowań biura w naszym mieście. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że biuro wybrało już budynek w Krakowie, należący do Skarbu Państwa. To może być jednak dopiero początek kłopotów. Terenowe siedziby CBA, które powstały już w kilku miastach, rodziły się w bólach i konfliktach.

Awantura o zwierzęta. Najwięcej zamieszania było we Wrocławiu, gdzie najemcy z ul. Januszewickiej dowiedzieli się, że CBA ma chrapkę na ich budynek. Od dawna w pięknej poniemieckiej willi w spokojnej okolicy mieściła się jednostka weterynaryjna. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, wybuchła awantura. CBA zadowoliło się skromnymi trzema pokoikami wynajmowanymi od weterynarzy, teraz już zupełnie się stamtąd wyniosło.

Jak sprawa będzie wyglądała w Krakowie? Rzecznik CBA na wszystkie pytania dotyczące choćby wymagań lokalowych (wiadomo nieoficjalnie, że biuro potrzebuje powierzchni kilkuset metrów kw.), a tym bardziej personalnych, ma jedną formułkę: - Siedziba jest w trakcie organizacji - powtarza Temistokles Brodowski. Obiecał jednak, że wszystko będzie jasne, gdy oddział już powstanie. Nie jest to jednak takie pewne. W Lublinie, gdzie CBA zorganizowało się tymczasowo w biurowcu przy ul. Okopowej i wywiesiło nawet swój szyld, nic nie jest wiadome. Ściśle tajna jest wysokość czynszu, liczba pracujących tam osób, nazwisko szefa. - Mogę powiedzieć tylko tyle, że wojewoda zwrócił się do nas z prośbą o lokalizację budynku dla jednostki administracji państwowej - mówi Monika Chylaszek-Jarosz z biura prasowego Urzędu Miasta.

Na szkieletorze? Jeśli jednak okaże się, że tajemniczy budynek nie spełni ściśle tajnych wymogów CBA, biuro może poszukać lokalu na rynku komercyjnym. Zaproponowaliśmy dla CBA ostatnie piętro szkieletora, z którego będzie się rozciągać widok na całe miasto. Jak dowiedzieliśmy się w firmie Veriti Development zarządzającej budynkiem, negocjacje... nie są wykluczone. - Technicznie jest to możliwe, choć sufit będzie niski, więc chyba dla agentów niewygodny - żartuje Katarzyna Unold. Tłumaczy, że z powodu okablowania wysokość pomieszczeń będzie miała 2,5 metra. Gdyby wziąć pod uwagę kable niezbędne do pracy operacyjnej agentów CBA, sufit trzeba by było obniżyć o następne pół metra i funkcjonariusze ryzykowaliby szuranie głową po suficie. Plusem takiego rozwiązania byłby obszerny widok z góry i możliwość inwigilacji przez potężną antenę na szczycie. Inną lokalizacją mogłyby być schrony przeciwlotnicze w parku Krakowskim. - Właz jest pomalowany w maskujące kolory. Znajdujący się w nim ludzie są chronieni m.in. przed odłamkami ładunków wybuchowych - objaśnia Dariusz Krzyształowski ze stowarzyszenia Rawelin opiekującego się schronami. Mankamentem mógłby jednak być brak wody i prądu w bunkrze. Wygodniejszym punktem mógłby być hotel "Forum", stojący od kilku lat odłogiem. Nie wiemy jednak. czy jego właściciel wynająłby pokoje agentom CBA - nie udało nam się wczoraj do niego dodzwonić.(Marta Paluch)

 

(www.zabierzow.org.pl 8.10.2007)

 

 

 

Gmina Zabierzów nie zapomina o tragicznej historii. Gmina Zabierzów nie zapomina o tragicznej historii - w Młynce i Rudawie odkryto i uporządkowano niemieckie schrony bierne piechoty typu Regalbau 668 z 1944r. W dniu 6.10.2007 r. zastępca wójta Gminy Zabierzów Wojciech Burmistrz wraz z Przewodniczącą Rady Gminy Zabierzów uczestniczyli w otwarciu schronów w Rudawie i Młynce odrestaurowanych przez Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", przy wsparciu finansowym gminy Zabierzów. Dwa uporządkowane schrony w Młynce i Rudawie to jedne z 24 różnych obiektów z czasów wojny, które wchodziły w skład linii umocnień, budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944 r. Wszystkie renowacyjne prace wykonali członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" z Krakowa. Bunkry były zasypane ziemią i zarośnięte trawą. Eksponaty zgromadzone w schronach będą przywożone raz w miesiącu w okresie poza zimowym. Zachęcamy mieszkańców i turystów do odwiedzenia tych obiektów oraz nauczycieli do organizacji lekcji historii w terenie. Wszelkie informacje na stronie www.rawelin.org (A.K)

 

(Gazeta Krakowska 8.10.2007)

 

Tu czekali na wroga. Dwa schrony Regelbau 668 z 1944 r. zostały otwarte w sobotę w Rudawie i w Młynce. Dla pokazania atmosfery tamtych czasów pojawił się człowiek w stroju niemieckiego żołnierza. Hitlerowiec wszedł do ciasnego pomieszczenia, zdjął hełm, usiadł przy piecyku, otworzył niemiecka gazetę i zaczął czytać. Nagle rozległ się głuchy dźwięk. To telefon. Żołnierz wyjął słuchawkę z małej drewnianej skrzyneczki. – Ja, bitte – powiedział głośno. Wówczas starsze osoby spojrzały z przerażeniem, niektórzy cofnęli się o krok. Tylko dzieci z zainteresowaniem podeszły do stołu. Taką scenkę można było oglądać w jednym z odremontowanych schronów.

Poniemieckie obiekty z 1944r. odremontowało Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”. Ostatnio podobne schrony prezentowali w Krakowie podczas Nocy Muzeów. Teraz przyszedł czas na kolejne. - Pracowaliśmy przy odrestaurowaniu tych schronów od czerwca – mówi Joanna Dolna ze Stowarzyszenia Rawelin. – To były prawdziwe roboty budowlane, ale najpierw musieliśmy wywieść śmieci, których były tu sterty, potem zdjąć warstwę ziemi, żeby zaizolować obiekty. Na koniec malowaliśmy wszystko. Prezes Rawelinu Dariusz Pstuś zaznacza, że przez kilka miesięcy pracowało tu 20 jego ludzi. Wyremontowali dwa schrony. Gdyby policzył prace i materiały jakie zużyto, koszt remontu jednego obiektu wyniósłby 25 tys.zł. Stowarzyszenie wsparła finansowo gmina Zabierzów – przeznaczając 3 tys.zł. - Tu w okolicy Rudawy i Młynki znajduje się 24 rożne obiekty z czasów wojny – szacuje Dariusz Krzyształowski, wiceprezes Rawelinu. – Niektóre to tylko stanowiska na karabin maszynowy – Ringstand, inne Panzerstellung 67 czyli miejsca, gdzie Niemcy montowali wieże od czołgów i ostrzeliwali pobliska drogę. Były tez punkty dla dział - Regelbau 701. Największe spośród tych ukrytych w ziemi budowli to schrony Regelbau 668. W tych pomieszczeniach o powierzchni 13 mkw. było miejsce dla dziewięciu żołnierzy. Spali na trzypiętrowych pryczach, mieli stolik, krzesła, piecyk do grzania się zimą, wentylator, telefon, radiostacje i zestaw narzędzi. – Niemcy mieli wszystko przemyślane – mówi Dariusz Pstuś, prezes Stowarzyszenia Rawelin. – Załogę chroniły drzwi pancerne. Jedne lekkie gazoszczelne, drugie ciężkie ważące 640 kg. Ściany i strop miały 1,5 metra grubości. Było tez zasypane piaskiem wyjście ewakuacyjne, no i oczywiście peryskop czyli urządzenie do obserwacji terenu. Schrony w Rudawie budowano od sierpnia 1944r. Późną jesienią wprowadzili się tu żołnierze. Mimo, że przygotowywali się do dłuższego pobytu, w styczniu 1945 roku obiekty musieli opuścić. Zdobyła je armia radziecka. – Wykopy robili Polacy, tutejsza ludność zmuszana do pracy, ale budową zajęli się już sami Niemcy – zaznaczają przedstawiciele Rawelinu.

Niektórzy mieszkańcy okolicznych miejscowości pytani o schrony nie mieli pojęcia o ich istnieniu. Inni dobrze je znają. – Tutaj przychodziliśmy w dzieciństwie. Biegaliśmy dookoła – mówią Katarzyna Kowalska i Ewa Ćwiklińska. – Dziś przyprowadziliśmy swoje dzieci, żeby zobaczyły jak to wyglądało za czasów wojny. – Widziałem tam naboje – oznajmił mały Patryk. – A ja żołnierza – szepce Weronika.

W ostatnich latach ktoś zrobił tu śmietnik. Woda stała w pancernych pomieszczeniach na wysokość pól metra. Rdza zniszczyła drzwi gazoszczelne. Wszystko było zasypane i zarośnięte trawą. Ale jeszcze kilka lat temu chłopcy bawili się tu w wojnę. Wczoraj przyszli i przypominali sobie jak strugali karabiny z drewna. Biegali wówczas po schronie. – Przychodziliśmy z tych bloków, które były tam za drogą. Kto odważniejszy wchodził głównym wejściem i wdrapywał się wyjściem ewakuacyjnym – mówili młodzi mieszkańcy Rudawy. - Teraz sobie tylko oglądamy, ale dreszcze przechodzą mi po plecach kiedy widzę żołnierza w niemieckim mundurze. Wyobrażam sobie, że tu kiedyś stacjonowali prawdziwi hitlerowcy i w każdej chwili mogli strzelać – mówi Teresa Kowalska. Przykre wspomnienia z czasów wojny ma tez Stanisław Zając, który przyjechał w sobotę z Chrzanowa, ale w dzieciństwie mieszkał niedaleko stąd. Wspominał jak uciekał z mamą i rodzeństwem do Radwanowic. Miał wówczas cztery lata. Opowiadał też, ze jego mama musiała gotować dla żołnierzy, a on z siostrą podchodzili do kuchni polowej z rondelkiem. Wówczas mama kradła chochla zupę i dawała głodnym dzieciom. – Pamiętam ten krupnik. Był ciepły i bardzo dobry – zadumał się pan Stanisław.

W sobotę miłośnicy historii zorganizowali w schronach piknik forteczny. Kilkadziesiąt osób chciało zobaczyć w jakich warunkach żołnierz hitlerowscy czekali na wroga.(Barbara Ciryt)

 

(Dziennik Polski 8.10.2007)

 

Schrony w Młynce i Rudawie. By nie zapominać o tragicznej historii. Dwa odkryte schrony w gminie Zabierzów - w Rudawie i Młynce można było zwiedzać w sobotę, w ramach I Pikniku Fortecznego.  Poniemieckie obiekty odkryło i uporządkowało Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" w Krakowie. Prezes Dariusz Pstuś marzy, aby wszystkie schrony doprowadzone były do takiego stanu jak te, ale wie, że nie jest to możliwe ze względu na brak pieniędzy. Uporządkowanie jednego obiektu kosztuje około 25 tys. zł. Praktycznie wszystkie prace wykonali członkowie stowarzyszenia. Schrony były przysypane ziemią, zarośnięte i w fatalnym stanie, np. ten w Młynce zalany był wodą. Na ścianie przy wejściu na fotografiach udokumentowano prace miłośników historii w czasie renowacji schronów. Obok umieszczono zdjęcia takich obiektów w innych krajach, np. we Francji, gdzie stanowią one swoiste muzea. Na razie takie jednodniowe muzeum czynne było w Rudawie. Eksponaty zgromadzone w nim będą tu przywożone raz w miesiącu w okresie pozazimowym.

Z uporządkowania schronów cieszą się młodzi mieszkańcy Rudawy. - Pamiętam, jak kiedyś bawiliśmy się tu w dzieciństwie w wojnę. Oczywiście zawsze zwyciężali Polacy - wspomina Michał Całek. Jego młodsi koledzy, uczniowie i studenci: Tomasz Całek, Sebastian Ćwierz, Adam Miazga - nie spędzali tu czasu na zabawach, ale są zadowoleni, że schron został uporządkowany. Będą zachęcać swoich rówieśników do odwiedzania tego miejsca, by nie zapominać o tragicznej historii ich dziadków.

W tym rejonie są 24 takie schrony. Obiekty te wchodziły w skład linii umocnień, budowanej przez Niemców w drugiej połowie 1944r. Większość znajduje się na prywatnych posesjach. Na niektórych stoją domy i garaże. Są też pod blokami mieszkalnymi. Dwa uporządkowane są na komunalnych działkach i gmina na prace przy nich - w ramach konkursowego grantu - przekazała 3 tys. zł. - Będziemy wspierać takie działania, bo schrony są elementem ważnej dla Polski historii. Stanowią też atrakcję turystyczną - powiedział wicewójt gminy Wojciech Burmistrz.(EKT)

 

(INTERIA.PL 2.10.2007)

 

Zaproszenie - I Piknik Forteczny-Rudawa 2007. W sobotę 6 października, w podkrakowskiej miejscowości, szykuje się prawdziwa podróż w czasie. Ponad 60 lat temu Niemcy wybudowali tu betonowe schrony. Dwa z nich udało się odremontować i ocalić od zapomnienia. W czasie I Pikniku Fortecznego opuszczone obiekty "ożyją" na nowo...

Schrony bierne piechoty typu Regelbau 668 przeznaczone były dla dziewięciu żołnierzy. Obiekt zbudowany na planie kwadratu o bokach 7,65 m składał się z dużego pomieszczenia piechoty o powierzchni ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych, w których zamontowano drzwi pancerne: lekkie gazoszczelne oraz ciężkie dwu połówkowe o wadze 640 kilogramów. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5 metra. Obiekty wchodziły w skład linii umocnień b-1, budowanej w drugiej połowie 1944 roku i przebiegającej południkowo przez obszar Polski - od Bałtyku aż do Karpat. Wyposażenie składało się z dziewięciu prycz, radiostacji, piecyka, stołu i krzeseł, ręcznego wentylatora wraz z pochłaniaczem, zestawu narzędzi oraz telefonu fortecznego. W sytuacji zaklinowania bądź uszkodzenia drzwi wejściowych załoga mogła skorzystać z wyjścia ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami prowadząca na powierzchnię. Do schronu dobudowane zostało stanowisko typu Ringstand, przeznaczone do obserwacji lub prowadzenia ognia z karabinu maszynowego.

Już w najbliższą sobotę, 6 października w okolicach Krakowa będzie można zwiedzić dwa schrony, które w ostatnich miesiącach przeszły gruntowną renowację. O godz. 10 w Rudawie rozpocznie się I Piknik Forteczny. Organizatorem imprezy jest Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin". W pierwszym z obiektów - zlokalizowanym w Rudawie przy ul. Ks. kard. A. Dunajewskiego - zaplanowano wystawę zdjęć i dokumentów związanych z funkcjonowaniem schronu i jego wyposażeniem. W drugim, położonym w pobliskiej Młynce (przy trasie Kraków - Chrzanów), będzie można poznać działalność Stowarzyszenia i organizacji współpracujących. Będzie też wystawa fotograficzna prezentująca schrony w trakcie prac renowacyjnych, które członkowie "Rawelinu" prowadzili od czerwca, przy wsparciu Urzędu Gminy Zabierzów. Na czas imprezy w schronach funkcjonować będzie oświetlenie elektryczne. Dodatkową atrakcją będą członkowie grup rekonstrukcji historycznej w umundurowaniu z epoki. - Celem pikniku jest zwrócenie uwagi na problem ochrony fortyfikacji nowożytnych i pokazanie, w jaki sposób adaptować podobne obiekty dla celów turystycznych. Na terenie Małopolski znajduje się jeszcze około 50 schronów tego typu, które pozbawione są jakiejkolwiek opieki - mówi Dariusz Pstuś, prezes stowarzyszenia.

"Rawelin" jest organizacją non-profit, która prowadzi badania historyczne, współpracuje z wieloma instytucjami na terenie Krakowa i Polski oraz działa na rzecz ochrony zabytków kultury i architektury, w tym, także fortyfikacji. W maju we współpracy z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, w ramach krakowskiej "Nocy Muzeów" stowarzyszenie udostępniło do zwiedzania dwa podziemne schrony przeciwlotnicze z czasów okupacji niemieckiej.(Joanna Dolna)

 

(Gazeta Krakowska 21.05.2007)

 

W obronie schronów i parku. Podczas kolejnej edycji Krakowskiej Nocy Muzeów, Stowarzyszenie "Rawelin" udostępniło po raz pierwszy zwiedzającym dwa poniemieckie schrony przeciwlotnicze: na pl. Inwalidów (w 1944 roku oznaczony przez budowniczych numerem 8) i w parku Krakowskim (numer 7). Liczba zainteresowanych, którzy chcieli zobaczyć podziemne korytarze, przerosła najśmielsze oczekiwania organizatorów. W ciągu kilku godzin, pierwszy ze schronów, przy świetle naftowych lamp obejrzało ponad 3 tys. osób, drugi, w którym urządzono wystawę reprodukcji plakatów wojennych i niemieckich planów - ponad 2 tysiące. Przed wejściem do schronów, trzeba było cierpliwie czekać w długich kolejkach. Niektórzy krakowianie nie mieli pojęcia o istnieniu podziemnych budowli w centrum miasta, inni pamiętali z dzieciństwa, że 30 - 40 lat temu można było do nich wejść. Ci, którzy widzieli je po raz pierwszy, zastanawiali się, w którym miejscu parku wyjdą na powierzchnię. - Codziennie przechodzę tędy w drodze na uczelnię i tak naprawdę, do dzisiaj, nie wiedziałem, co kryje się pod parkiem Krakowskim. Te obiekty powinny być częściej udostępniane - mówił Jacek Tomczyk. - Super atrakcja turystyczna - zachwycał się Maciek.

Udostępnienie schronów stało się okazją do wyrażenia sprzeciwu wobec planów budowy parkingu pod placem Inwalidów. Radni Dzielnicy V, wspólnie z mieszkańcami Krowodrzy, zbierali podpisy pod petycją do władz miasta. Rezultat to ponad 2 tysiące głosów przeciw burzeniu schronów i niszczeniu zieleni w ponadstuletnim parku, obok dawnej siedziby Gestapo, a następnie Urzędu Bezpieczeństwa. Na temat dziejów parku i przyległych do niego ulic, Rada Dzielnicy V i Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Oddział Pomorska, przygotowali wystawę plenerową pt. Plac Inwalidów - historia miejsca. - Park Krakowski i tak jest już w opłakanym stanie. Nie przypominam sobie od dłuższego czasu, aby sadzono tu jakieś drzewa. Absolutnie nie zgadzamy się na zabetonowanie tego terenu - podkreślali Wanda i Marek Łata. - Mamy nadzieję, że protest przyniesie skutek. Otrzymaliśmy także pismo od emerytowanych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy mają swój dom obok parku. Być może miasto odstąpi od tego złego pomysłu. Proponujemy alternatywne rozwiązanie - parking podziemny obok Biprostalu - wyjaśniał przewodniczący Dzielnicy V, Piotr Klimowicz. Dzisiaj o godz. 17 w magistracie odbędzie się debata, z udziałem mieszkańców Krakowa, na temat propozycji lokalizacji parkingów podziemnych.(JD)

 

(Dziennik Polski 03.04.2007)

 

Ekspozycja w schronie. Ekspozycja dotycząca historii placu Inwalidów ma zostać umieszczona na nim oraz w schronie pod placem - z okazji majowej Nocy Muzeów. Jednym z celów planowanej wystawy jest ochrona placu przed budową pod nim podziemnego parkingu. - Przeciwlotniczy schron pod placem będzie można zwiedzać w trakcie zaplanowanej na 18 maja Nocy Muzeów. Natomiast ekspozycja na placu będzie dostępna przez kilka dni. Nad organizacja przedsięwzięcia czuwa Muzeum Historyczne Miasta Krakowa oraz Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin". Chcemy pokazać, że plac Inwalidów to miejsce przeznaczone na działania kulturalne i artystyczne, a nie lokalizacja parkingu. Przeciwko inwestycji proponowanej przez miasto licznie protestują mieszkańcy naszej dzielnicy oraz wiele środowisk związanych z kulturą i nauką. Uważam, że budowa parkingu w tym miejscu byłaby aktem barbarzyństwa - mówi Piotr Klimowicz, przewodniczący Rady Dzielnicy V. (...)

- Rada Dzielnicy poparła inicjatywę, aby schron pod placem Inwalidów włączyć do trasy ścieżki edukacyjnej wiodącej między schronami na terenie Krowodrzy. Zabiegamy również o odnowę placu Inwalidów i parku Krakowskiego. To bardzo ważne miejsca w naszej dzielnicy, które powinny ożyć. Do parku Krakowskiego można byłoby przenieść część imprez organizowanych w parku Jordana. Proponujemy też, aby park Krakowski oddzielić ekranami akustycznymi od hałaśliwej al. Mickiewicza - informuje przewodniczący Klimowicz.

 

(Dziennik Polski 28.02.2007)

 

Muzeum w schronie. Poniemiecki schron pod placem Inwalidów być może zostanie przeznaczony do zwiedzania. Schron został wybudowany w 1944 roku przez Niemców. Wczoraj weszli do niego ludzie po raz pierwszy od kilkunastu lat. Przedstawiciele Urzędu Miasta i IPN odbyli w nim wizję lokalną.

Po odkopaniu warstwy ziemi odsunięto betonową płytę zabezpieczającą wejście. Schron w środku to kręty, wąski i niski korytarz. Po obu jego stronach były zainstalowane drewniane ławki. Pozostały tylko z nich jednak fragmenty, na ścianach widoczne są także metalowe elementy, które je podtrzymywały. W środku jest sucho i ciepło. Do schronu prowadziły dwa włazy: od strony parku Krakowskiego i od ul.Królewskiej (właz od tej strony to także miejsce, w którym rozgrywała się etiuda Romana Polańskiego "Rower", oparta na autentycznych wydarzeniach z dzieciństwa reżysera. Jako dziecko został tam ogłuszony przez przestępcę, który skradł mu rower). Na ścianach zachowały się ślady, że ktoś tam jednak bywał i to długo po wojnie. - To typowy schron poniemiecki, wybudowany dość płytko. Służył za schronienie tym, którzy znajdowali się w czasie alarmu bombowego na ulicy. Należałoby zbadać georadarem, co znajduje się pod podłogą - mówił Maciej Korkuć z IPN.

Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wpadło na pomysł, aby schron pod pl.Inwalidów został udostępniony do zwiedzania. - Najpierw trzeba jednak przeprowadzić inwentaryzacje, a potem przygotować koncepcje zagospodarowania. Ważne jest także, aby sprawdzić, czy schron znajduje się w takim stanie, że nie zagraża bezpieczeństwu - mówił Marek Hareńczyk, kierownik działu zarządzania obiektami Krakowskiego Zarządu Komunalnego. W Krakowie znajduje się ponad 80 schronów, niektóre z nich zostały wybudowane w okresie międzywojennym. Schron na pl.Inwalidów to Luftschutzdeckungsgraben nr8 czyli "kryty betonem rów przeciwlotniczy". Niemcy planowali wybudowanie w Krakowie prawie 50 obiektów tego typu. Inne schrony w okolicy, to budowle w parku Krakowskim, przy ul.Królewskiej, Lea. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" planuje przeprowadzenie inwentaryzacji niemieckich schronów oraz udostępnienie ich do zwiedzania we współpracy z Muzeum Historycznym.(AM)
 

(TVP3 Kronika Krakowska 27.02.2007)

 

Inwentaryzacja schronu (LS-Deckungsgraben No.8) na pl. Inwalidów w Krakowie.

 
2006r.

(Gazeta Krakowska 22.11.2006)

 

Wystawa w niemieckim schronie przy ul. Królewskiej. Chociaż to nie jedyny taki obiekt w mieście, wyjątkowo można było zobaczyć go z bliska. Dzięki pracy członków Stowarzyszenia "Rawelin", do dwóch betonowych korytarzy po raz pierwszy mogli wejść krakowianie. - Z zachowanych niemieckich planów wynika, że wolno stojących schronów, takich jak ten, miało powstać w Krakowie około 60. Udało się zbudować około 30, między innymi obok Parku Krakowskiego i na Plantach - mówi Dariusz Pstuś, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Schrony wznoszono również na terenach wojskowych, należących do kolei i zakładów przemysłowych. Powstawały też w przebudowanych piwnicach. Najlepiej zabezpieczone były te należące do niemieckich urzędów - np. w magistracie czy budynku PKO przy ul. Wielopole. W wielu pozostały do dziś pancerne okienka piwniczne.

Na wystawie można było obejrzeć zdjęcia takich budynków i oznaczeń wejść do schronów, które można jeszcze znaleźć na murach m.in. przy ul.Szymanowskiego i Józefitów oraz niemieckie plany udostępnione przez Archiwum Państwowe. - Nie ma dowodów na to, że schron był wykorzystywany. Przed przystąpieniem do budowy Niemcy organizowali przetargi. Z zachowanych kosztorysów wynika, że wybudowała go polska firma "Tombiński", a budowle zaprojektował inż. Gołąb. Na ścianie znaleźliśmy oryginalny napis, który pozostawili budowniczowie: 4 IV 944. Wiemy, że budowa trwała od lutego do czerwca 1944 - wyjaśnia Dariusz Pstuś. (JD)

 

(Forty Kraków 22.11.2006)

 

Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich - schron przeciwlotniczy. W ramach Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich MSMH "Rawelin" w dniu 19 listopada 2006 udostępniło do zwiedzania niemiecki schron przeciwlotniczy wzniesiony pomiędzy budynkami przy ul. Królewskiej. Jest to obiekt typu LS-Deckungsgraben z roku 1944, którego konstrukcja wykonana została z elementów prefabrykowanych przykrytych warstwą ziemi. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, schron ten został wybudowany jako jedno z pierwszych publicznych ukryć przeciwlotniczych w Krakowie i figuruje w dokumentach archiwalnych pod numerem 2. Zwiedzanie schronu i  przygotowana przez członków MSMH "Rawelin" wystawa planów i fotografii związanych z działalnością okupanta niemieckiego oraz tematyką schronów przeciwlotniczych na terenie Krakowa w latach 1939/44 cieszyła się dużym zainteresowaniem mieszkańców naszego miasta. Przychodziły całe rodziny, ciekawe co też kryje się pod boiskiem piłkarskim. Od godziny 11.15 do godziny 16.00 schron zwiedziło 237 osób. W przygotowaniu do udostępnienia schronu uczestniczyli: Dariusz Krzyształowski, Dariusz Pstuś, Mariusz Bembenek, Mateusz Woźniak, Grzegorz Ząbek, Dawid Golik, Szymon Kalicki, Grzegorz Wierzbicki, Wojciech Opyrchał, Bartosz Brzuzan oraz Michał Banaś.

Małopolskie Stowarzyszenie Miłosników Historii „Rawelin” pragnie podziękować Muzeum Historycznemu Miasta Krakowa Oddział Pomorska 2 oraz Zarządowi Budynków Komunalnych za pomoc w zorganizowaniu wystawy.

 

Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich - "LS-Deckungsgraben No.2"

 
 
 
 

(Gazeta Krakowska 6.11.2006)

 

Kryjówka pod boiskiem. Między ulicami Urzędniczą, a Konarskiego, w dzielnicy, którą zamieszkiwały w czasie wojny rodziny niemieckich urzędników, znajduje się dziś trawnik z ogrodzonym boiskiem. Tuż pod jego powierzchnią kryje się betonowy schron, wybudowany prawdopodobnie w marcu 1944 roku. Budowla składa się z dwóch korytarzy o półkolistych sklepieniach, długości 17 i 26 metrów, wysokości ponad 2 metrów. Bliźniaczy obiekt znajduje się obok sąsiednich kamienic. Są to najstarsze niemieckie schrony w Krakowie. W sobotę prezes Stowarzyszenia "Rawelin", Dariusz Pstuś i wiceprezes Dariusz Krzyształowski, za zgodą Zarządu Budynków Komunalnych, odkopali wejście i rozpoczęli porządkowanie wnętrza.

- Schrony miały po dwa wejścia dwustronne ze schodami i podjazdem dla wózków dziecięcych i inwalidzkich. Po wojnie zabezpieczono je betonowymi płytami. Numery wejść pozostały do tej pory. Wzdłuż ścian umieszczono drewniane ławeczki. Drewniane były także drzwi. Było to schronienie nie tyle antybombowe, ile antyodłamkowe, bo na pewno nie wytrzymałoby wybuchu bomby. To tzw. schron publiczny, służący przede wszystkim osobom, które w czasie nalotu znalazły się w pobliżu kryjówki - wyjaśnia Dariusz Krzyształowski. - Szacujemy, że w okolicy znajduje się ok. 7-8 takich budowli. Mieszkańcy domów mieli swoje schrony w piwnicach. Oznaczano je w różny sposób - za pomocą strzałek na murach, widocznych do dziś i tzw. transparentów, czyli wiszących na słupach podświetlanych skrzynek ze strzałką, widocznych także po zmroku. Budowla przy Królewskiej była najprostszym schronem, zwanym "szczeliną przeciwlotniczą" - mówi Dariusz Pstuś. Temperatura w środku jest dużo wyższa niż na powierzchni. W korytarzach, śladem po drewnianych ławeczkach są resztki metalowych okuć i numery miejsc, napisane prawdopodobnie pomarańczową farbą, albo kawałkiem cegłówki. - Wnętrze oświetlano lampami naftowymi. Na ścianach pozostały jeszcze haczyki od lamp i kwadraty białej farby, odbijające światło - wyjaśnia Krzyształowski. Tam, gdzie łączą się dwa korytarze przygotowano miejsce na drzwi pancerne. W razie zagrożenia miały oddzielać jedną część schronu od drugiej. Nigdy ich jednak nie zamontowano. Członkowie Stowarzyszenia nie liczą na to, że we wnętrzu odnajdą jakieś przedmioty. - Po wojnie schrony były dokładnie przeszukiwane - tłumaczy Dariusz Krzyształowski. - W ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy ul. Pomorskiej, 19 listopada mamy zamiar udostępnić do zwiedzania wnętrze schronu. Zaprezentujemy w nim wystawę zdjęć i planów z okresu okupacji - obiecuje. (Joanna Dolna)

 

(Forty Kraków 11.09.2006)

 

Akcja porządkowania austro - węgierskich cmentarzy wojennych z I wojny światowej. W dniach 8-10 września 2006 roku Stowarzyszenie Aktywnej Ochrony Cmentarzy z I Wojny Światowej wraz z członkami Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" przeprowadziło akcję porządkową sprzątania cmentarzy z okresu I wojny światowej. Do prac porządkowych zakwalifikowane zostały obiekty nr 155 w Lichwinie i nr 149 w Chojniku.

Cmentarz w Lichwinie do roku 2005 był najbardziej zaniedbanym obiektem tego typu w Okręgu Tarnowskim, pochowanych jest na nim 17 żołnierzy austro – węgierskich  i 131 rosyjskich. Cały teren pola grobowego porośnięty był samosiejkami, krzewami i ostrężynami. Ogrodzenie cmentarza nie istniało, znaczna część nagrobków była przewrócona. Ten stan cmentarza zadecydował o podjęciu się zadania jego oczyszczenia i uporządkowania. Cmentarz nr 149 w Chojniku przedstawiał się niezbyt dobrze, ale zachowało się dużo oryginalnych elementów wystroju. Pierwotnie elementem pomnikowym była kapliczka słupowa, z której dziś pozostał tylko trzon. Niegdyś zwieńczony był półokrągło przesklepioną wnęką w której znajdowała się płaskorzeźba autorstwa Heinricha Scholza. Kiedy warunki atmosferyczne doprowadziły do zniszczenia zwieńczenia kapliczki władze gminy Gromnik zabezpieczyły cenną płaskorzeźbę w swojej siedzibie, zaś sam postument tymczasowo zwieńczono małym metalowym krzyżykiem. Reszta wystroju obiektu to typowe żeliwne krzyże nagrobne kilku rodzajów. Na postumentach krzyży zachowało się wiele czytelnych tabliczek nagrobnych z których można dowiedzieć się że pochowano tu żołnierzy rosyjskich z 175 baturyńskiego pułku piechoty, zaś pochowani tu żołnierze austro – węgierscy służyli  w 30 lwowskim pułku piechoty, 48 pułku piechoty, w którym Węgrzy stanowili w 1914 r. 82 %, 65 mukaczewskim pułku piechoty, 9 „koszyckim” i 22 tirgumureskim pułkach piechoty honwedu, 6 batalionie strzelców polowych mającym pierwotnie w swoim składzie 69% Czechów i 30 batalionie strzelców polowych złożonym w 70% z Ukraińców i Rusinów. Tak więc na pewno spoczywają na tym niewielkim cmentarzyku: Rosjanie, Polacy, Czesi, Słowacy, Austriacy, Rusini, Ukraińcy, Rumuni i Węgrzy. W czasie prac porządkowych odnaleziono poza terenem cmentarza nagrobek ze złamanym krzyżem i tabliczką imienną, który powrócił na swoje pierwotne miejsce.

 

(Dziennik Polski 14.05.2005)

 

Schroń się sam. Wystarczy podnieść stalową klapę, by wejść do schronu przeciwlotniczego. Wybudowano go w czasie II wojny światowej, a znajduje się przy ul. Królewskiej. Nie jest w żaden sposób zabezpieczony. Schodzimy po niewielkiej drabinie. Pod butami trzeszczą potłuczone butelki i sterty śmieci. - To niebezpieczne miejsce. Odradzamy jego zwiedzanie bez odpowiedniego przygotowania i sprzętu - zaznacza Dariusz Krzyształowski, wiceprezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Skupia ono pasjonatów historii, a w szczególności okresu II wojny światowej. Przedstawiciele "Rawelinu" badają krakowskie fortyfikacje, schrony przeciwlotnicze oraz zabytki inżynierii miejskiej.

W wyprawie do schronu przy ul. Królewskiej uczestniczą także Mariusz Bembenek, Grzegorz Wierzbicki oraz Bartosz Brzuzan. "Rawelinowcy" wyposażeni są w latarki, bez nich trudno przeżyć w plątaninie podziemnych korytarzy. - W czasie wojny na Krowodrzy istniała niemiecka dzielnica. Podczas bombardowań jej mieszkańcy ukrywali się głównie w piwnicach budynków. Były one dużo bezpieczniejsze od tego typu ukrycia, w którym jesteśmy, przykrytego tylko warstwą ziemi porośniętej trawą. Służyły bardziej jako miejsca schronienia przed odłamkami. Istnieje też taka możliwość, że były przeznaczone dla osób z ulicy, które nie zdążą dobiec do domów - opowiada Mariusz Bembenek, wskazując w korytarzu na miejsce, w którym znajdowały się ławki. Dodaje, że każdy tego typu schron był również wyposażony m.in. w toaletę. - Skarbów w takich miejscach się nie znajdzie. Tego typu ukrycia zostały dokładnie przeszukane wiele lat temu - przekonują uczestnicy wyprawy. O tym, że w schronie przed laty ktoś mieszkał albo nawet funkcjonował podziemny klub kibica świadczą - wiszące na ścianie- plakaty z lat 70 i 80. Na jednym z nich Kazimierz Deyna na innym drużyna Realu Madryt.

Za najdłuższy z poniemieckich schronów na Krowodrzy specjaliści z "Rawelinu" uważają obiekt usytuowany na placu Inwalidów. Można go rozpoznać po betonowych wybrzuszeniach, które ochraniają wejścia do kryjówki. - O tym schronie w autobiografii wspomina Roman Polański - informuje Mariusz Bembenek. Opisana w książce historia opowiada o tym, jak przyszły reżyser zaraz po okupacji umówił się w schronie z handlarzem, który miał mu sprzedać rower. Okazał się on jednak oszustem, który korzystając z ciemności, pobił 15-letniego Polańskiego i zabrał mu pieniądze. Po pościgu bandyta trafił w ręce milicji. Jako lokalizację kolejnych - niedostępnych - schronów przedstawiciele "Rawelinu" wskazują również teren parku Krakowskiego, miejsce przy kiosku na ul. Lea oraz boisko sportowe przy ul. Królewskiej. Mówią, że prawdopodobnie jeszcze jeden schron znajduje się na tyłach alei Słowackiego, w pobliżu Radia Kraków. - W poniemieckich schronach można zorganizować trasę turystyczną z ekspozycją zdjęć i zabytkowych przedmiotów z okresu II wojny światowej. Tym tematem zainteresowaliśmy już Dyrekcje Muzeum Historycznego Miasta Krakowa - mówi Mariusz Bembenek, ubrany w koszulkę z nadrukiem KGB. Pod spodem, mniejszymi literami, wyjaśnienie skrótu: "Krakowska Grupa Bunkrowa". - Nie ma takiej organizacji. Tak przewrotnie z kolegami nazwaliśmy naszą grupę, która zwiedza podziemne obiekty - wyjaśnia. Podczas spaceru po Krowodrzy pokazuje też budynki ostemplowane nieznanym kodem. Członkowie "Rawelinu" namalowane na ścianach strzałki i literki rozszyfrowują jednak bez problemu. Napis "NA" (Notausgang) oznacza wyjście ewakuacyjne, a "LSR Hof" (Luftschutzraum Hof) - schron przeciwlotniczy. Takie oznakowania można spotkać na wielu budynkach w okolicy ul. Królewskiej.

Przedstawiciele 'Rawelinu" przyznają, że zwiedzają tez podziemne kawerny, czyli ukrycia wykute w głębi skały w formie korytarza lub groty. Tworzyły one system ochronny dla fortyfikacji Twierdzy Kraków, wybudowane przez Austriaków na przełomie XIX i XXw. Temat kawern nie został jeszcze zamknięty, nie do końca wiadomo ile ich jest i ile miało być. Nie pozostała żadna dokumentacja zawierająca plany ich budowy, a po I wojnie światowej Wojsko Polskie, podczas sporządzania planów Twierdzy Kraków, temat ten zupełnie pominęło. Wśród największych wymieniają kawernę Wielkanoc we wzgórzu Wielkanoc, składającą się z trzech korytarzy i znajdujących się miedzy nimi komór. Łączna długość korytarzy wynosi w niej około 300 metrów.

Odrębna tematyka to schrony i ukrycia, które powstały po II wojnie światowej. Przedstawiciele "Rawelinu" byli w wielu z nich. Twierdzą, że jest ich coraz mniej, coraz częściej zmieniają też swoje przeznaczenie. Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Krakowa sprawuje nadzór nad 500 budowlami ochronnymi dla ludności. W razie zagrożenia można do nich ewakuować około 67 tys. osób. Budowle ochronne dzieli się na schrony i ukrycia. Podział zależy od odporności konstrukcji na obciążenia, wyposażenie w urządzenia filtrowentylacyjne, ujecie wody, urządzenia sanitarne. Różnica jest taka, że w schronie na osobę odpoczywającą przypada 3 m², a w ukryciu - 0,6-0,8 m². Wszystkie budowle ochronne muszą mieć drugie wyjście, znajdujące się poza terenem ewentualnego zagrożenia. Krakowskie schrony i ukrycia powstały głównie w podpiwniczeniach budynków. Są więc zazwyczaj ukryte pod zakładami pracy, przedsiębiorstwami, szkołami, blokami mieszkalnymi, żłobkami i na terenach prywatnych. Najwięcej powstało ich na terenach Nowej Huty. Tego typu obiekty w Polsce budowane były w czasie tzw. zimnej wojny. Najwięcej wykonano ich w latach 1954 - 1862. W tym okresie w Krakowie powstało ponad 500 budowli ochronnych. Od 1963 do 1984 roku dobudowano jeszcze 27 ukryć. Obecnie przepisy nie regulują jednoznacznie, kto ma odpowiadać za utrzymanie podziemnych obiektów ochronnych. Ze względu na wyburzenia budynków i zmianę przeznaczenia terenu, ich ilość systematycznie maleje. Istniejące schrony i ukrycia są także w coraz gorszym stanie technicznym i często nie nadają się do użytku. Nie ma na to wpływu miasto, które formalnie sprawuje nadzór nad obiektami obronnymi, a szefem Obrony Cywilnej jest prezydent Krakowa. - Gmina nie jest właścicielem nieruchomości, w których znajdują się budowle ochronne. Nie ma więc podstaw prawnych do wydzielania środków finansowych z budżetu miasta na ich konserwację i odnowę - wyjaśnia Maciej Stryjek, kierownik referatu Obrony Cywilnej i Spraw Obronnych w Wydziale Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Krakowa. Dodaje, że obecny nadzór miasta nad budowlami ochronnymi polega głównie na kontroli, zmierzającej do zabezpieczenia przed dalszą degradacją. Możemy jedynie zachęcać właścicieli i administratorów budynków, by dbali o schrony i ich nie niszczyli. Większość osób daje się do tego przekonać - mówi kierownik Stryjek.  Zaznacza, że właściciele budynków, w których znajdują się budowle ochronne zagospodarowują je głównie na piwnice, ale tak, by w razie potrzeby można było przywrócić ich pierwotna funkcję. W obiektach będących własnością Skarbu Państwa budowle ochronne najczęściej wykorzystywane są na archiwa i magazyny. Jak informuje biuro prasowe krakowskiego magistratu, ze względu na znaczne zużycie urządzeń filtrowentylacyjnych i wyposażenia wewnętrznego krakowskie schrony mogą być obecnie wykorzystywane jedynie do zabezpieczenia przed opadem promieniotwórczym. Doprowadzenie ich do stanu umożliwiającego ochronę ludności przed skażeniem wymaga znacznych nakładów finansowych, jak również uregulowań przepisów prawnych odpowiedzialności za utrzymanie budowli ochronnych.

O istnieniu krakowskich schronów wiedzą nieliczni. Trudno je zlokalizować, ponieważ nie mają żadnego oznakowania. - Nie ma obowiązku oznakowania schronów. Są one jedynie potrzebne na wypadek wojny. W razie takiego zagrożenia ich przystosowanie, polegające m.in. na uporządkowaniu, oznakowaniu, sprawdzeniu instalacji filtrowentylacyjnej, powinno zająć około miesiąca - wyjaśnia Mirosław Sroka z Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Zaprzecza też, ze brak oznakowania schronów jest spowodowany tym, iż ich ilość pozwala na ochronę tylko niewielkiej części mieszkańców. - Osoby, które chcą się dowiedzieć, gdzie znajdują się schrony położone najbliżej miejsca ich zamieszkania, bez problemu uzyskają taka informację w Wydziale Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim albo w Urzędzie Miasta.  Nigdzie jednak nie ma tak, by schrony i ukrycia mogły służyć wszystkim mieszkańcom. Wyjątkiem jest chyba tylko Szwajcaria, gdzie ukrycie może znaleźć ponad 90 procent ludności - tłumaczy. Przyznaje jednak, ze w innych krajach obrona cywilna ma dużo większe możliwości. Przykład Szwajcarii podaje również kierownik Stryjek. Tam każdego roku powstaje około 300 tysięcy miejsc w schronach. Za ich budowę odpowiedzialni są obywatele, a państwo pokrywa część kosztów tego typu inwestycji. Natomiast w naszym kraju, przy okazji stawiania budynków, nie ma obowiązku budowy schronów. Nie ma też potrzeby informowania o budowie schronów pod obiektami prywatnymi. Nie wiadomo więc ile ich jest. - Warto jednak zaznaczyć, że inwestorzy zachodni budujący w Krakowie pamiętają o budowlach ochronnych i często jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji uzgadniają z Obroną Cywilną ich rozmieszczenie - podkreśla kierownik Stryjek. Ma nadzieję, że w Polsce zasady związane z utrzymaniem obiektów ochronnych ureguluje przygotowywana ustawa o bezpieczeństwie obywatelskim. Trwają właśnie prace nad jego projektem.

Specjaliści od obiektów obronnych podpowiadają, że na razie w wypadku zagrożenia najlepiej skorzystać z metody "schroń się sam", czyli na własną rękę budować albo szukać kryjówek. (Piotr Tymczak)

 

(Wiadomości Lokalne Dz.V marzec 2006)

 

Krowodrza podziemna. Nie każdy zwróci na nie uwagę. Wystające spod ziemi betonowe fragmenty, nienaturalne wybrzuszenia terenu czy namalowane na ścianach budynków strzałki i litery „NA” (Not Ausgang – wyjście ewakuacyjne) lub „LSR Hof” (Luftschutzraum Hof – schron przeciwlotniczy w podwórzu) stanowił swoisty kod dla zorientowanych. Schrony przeciwlotnicze, wybudowane głównie z myślą o ludności cywilnej, latem 1944 r.  kiedy nasiliły się naloty aliantów na niemieckie miasta, stanowią o charakterze tego rejonu Krakowa, będącego w czasie okupacji hitlerowskiej dzielnicą niemiecką. Wolnostojących jest w dzielnicy kilka.

Najdłuższy – usytuowany na placu Inwalidów, w bezpośrednim sąsiedztwie budynku, w którym po wojnie mieścił się Urząd Bezpieczeństwa. Jest zdecydowanie inny niż reszta schronów – wyjaśnia Dariusz Pstuś, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin”. Świetnie dostosowany do terenu. Z relacji okolicznych mieszkańców wynika, że w sierpniu 1939 r. była tu szczelina przeciwlotnicza. Dopiero potem Niemcy przy użyciu prefabrykatów zbudowali schron i przysypali go ziemią. Wejścia chronione są betonem, który w razie wybuchu bomby zapobiegał zasypaniu schronu. Przyjęło się, że na 10 metrów szerokości schronu przypada jeden betonowy korytarz. Idzie on delikatnym łukiem, a mniej więcej w połowie widoczne jest zapadlisko, być może było tu wyjście ewakuacyjne. Schron ów wspomina reżyser Roman Polański w autobiograficznej książce „Roman”. Przytoczona przez niego opowieść ma posmak handlowo-kryminalny. Niedługo po okupacji 15-letni wówczas Polański umówił się z niejakim Dziubą na placu Wolności obok gmachu Urzędu Bezpieczeństwa w celu nabycia roweru.

„Znałem dobrze to miejsce, choć nigdy nie byłem w środku. W czasie wojny, w parku po drugiej stronie jezdni, Niemcy zbudowali bunkier, który służył jako schron przeciwlotniczy. Na zewnątrz widać było tylko porośnięte trawą wybrzuszenie, mniej więcej stumetrowej długości. Betonowe wejście często służyło przechodniom za toaletę. Panowała tam ciemność, wilgoć i smród”. Wątek sensacyjny tej historii rozwinął się tak, że nieuczciwy kontrahent, mający sprzedać rower Polańskiemu, korzystając z ciemności panującej w schronie skatował przyszłego reżysera, zabrał mu przygotowane do transakcji pieniądze i uciekł. Skuteczny pościg i dzielna postawa przypadkowego kierowcy sprawiły, że w ciągu kilku minut ofiara i napastnik znaleźli się pod opiekuńczymi skrzydłami Milicji Obywatelskiej.

Nieopodal, w parku Krakowskim znajduje się inny schron. Zdaniem Dariusza Pstusia wykonany jest solidniej, w sposób bardziej przemyślany. Ani przechodnie w parku, ani oczekujący na przystanku autobusowym zdają się nic nie wiedzieć o jego istnieniu. Informacje o schronach rozchodziły się zazwyczaj za pomocą przekazu ustnego. Ktoś pamiętał, że bawił się tu jako dziecko, ktoś inny powtarzał zasłyszane legendy. Wobec braku literatury fachowej badacze i historycy są zdani na siebie, będąc jednocześnie pionierami tematu. Najwięcej kontrowersji budzi schron na skwerze w rejonie ulic Karłowicza, Symfonicznej,  Czarnowiejskiej i Szymanowskiego. Jeśli ten schron istnieje, to można przypuszczać, że jego konstrukcja jest podobna do innych – wysuwa hipotezę Mariusz Bembenek, członek Stowarzyszenia „Rawelin”. Dariusz Pstuś, mimo że nie był nigdy w środku, na podstawie oględzin zewnętrznych określa przypuszczalny plan wnętrza: wejście, pierwsze drzwi, przedsionek, drugie drzwi, korytarz, pomieszczenie, gdzie znajdują się dwie przenośne toalety i wyjście ewakuacyjne, drzwi, korytarz, drzwi, przedsionek, drzwi. Jednak inwestor chcący budować na skwerze oraz kierownictwo spółdzielni mieszkaniowej zaprzeczają istnieniu schronu w tym miejscu tłumacząc, że podwyższenie terenu w formie nasypu powstało wyłącznie pod budowę baraków dla robotników niemieckich, powołując się na fakt, iż już po wojnie miejsce to nazywano powszechnie „barakami”. W odpowiedzi członkowie Komitetu Obrony Skweru cytują fragment wydanej przez Zarząd ZSB-M „Piast” „Informacji w sprawie wykonywanych prac na terenie ZSB-M Piast w zakresie wycinki i pielęgnacji drzew i krzewów w obszarze ulic Karłowicza, Szymanowskiego i Czarnowiejska” z 1 marca 2000roku, w którym czytamy m.in. „Zgodnie z Planem Przestrzennego Zagospodarowania Miasta Krakowa wyżej określony teren przeznaczony jest pod budownictwo mieszkaniowe, jednakże podjęcie na nim działań inwestycyjnych nie było w minionych latach możliwe z powodu starego podziemnego schronu. Aktualnie schron ten, z uwagi na jego zły stan techniczny, został wyłączony z ewidencji Terytorialnej Obrony Kraju.” Przygotowanie zadania inwestycyjnego w rejonie ulic Karłowicza-Szymanowskiego-Czarnowiejska z 12 maja 2000 r. zakłada ponadto „inwentaryzację schronu z robotami – odkrywki” na kwotę 8500 zł. Zaprzeczanie istnienia schronu kłóci się również ze wspomnieniami naocznych świadków. Podobno, przy budowie jednego z domów – „plomby na skwerze” koparka wbiła się w ziemię i odsłoniła fragment korytarza. Ustny przekaz podaje również, że w latach 60 wejście do schronu znalazła grupa dzieci... Szybko zjawił się oddział Służby Bezpieczeństwa, zapakowano na ciężarówkę resztę wydobytego sprzętu, a rodzice dzieciaków mieli przez jakiś czas nieprzyjemności. Jeżeli zatem nie wiedziano o zawartości schronu, jak wytłumaczyć tezę o rzekomym wcześniejszym wykorzystywaniu jego wnętrza przez UB?

W lutym br. inwestor – aby jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć relacjom świadków – zlecił prace na skwerze, polegające na sondowaniu geodezyjnym i badaniach georadarowych. Sondowania nie przyniosły wymiernych efektów, co jednak nie znaczy, że w tym miejscu nie ma schronu. Nie znamy też pełnego wyniku badań georadarowych. Jeżeli aura pozwoli, Stowarzyszenie zamierza wykonać własne badania polegające na sfotografowaniu terenu w podczerwieni za pomocą kamery termowizyjnej – mówi Mariusz Bembenek. Również powtórne badania nie stwierdziły istnienia schronu w tym miejscu. Ponieważ jednak nie ma 100-procentowej pewności co do jego istnienia, w prasie („Gazeta Krakowska”) rozpętała się gorąca polemika. Takimi właśnie zagadkami zajmuje się MSMH „Rawelin”, powstałe w 2001 r. Działalność Stowarzyszenia przedstawia w skrócie jego prezes: skupiamy pasjonatów historii szczególnie okresu II wojny światowej. Badamy fortyfikacje niemieckie wokół Krakowa, schrony przeciwlotnicze, zabytki inżynierii miejskiej. Efekty naszej pracy są ważne dla autorów książek historycznych. Wzbogacamy zbiory muzealne. Dzielnica V, właśnie ze względu na istnienie poniemieckich schronów jest idealnym miejscem do prowadzenia badań. Najmniejszy schron, za kioskiem „Ruchu” na ul. Lea ma dwa wejścia, wyjście ewakuacyjne, przyłożone betonowymi płytami. Mieści dwa 5-metrowe korytarze bez przedsionków. Różni się znacznie od dwóch bliźniaczych schronów przy ul. Królewskiej, będących względem siebie lustrzanym odbiciem. Oba schrony mają łamany kształt. Przy wejściach: z jednej strony pochylnia dla wózków, z drugiej schody. W środku wszystko spełnia normy: jest toaleta (Abortraum), kanały wentylacyjne, drzwi gazoszczelne, śluza gazowa (Gasschleuse) – kontynuuje Dariusz Pstuś. Jeszcze jeden schron znajduje się prawdopodobnie w podwórzu na tyłach alei Słowackiego, w pobliżu gmachu Radia Kraków i alejek Grottgera. Trudno jednak cokolwiek bliżej o nim powiedzieć, choć relacje świadków potwierdzają jego istnienie, a nawet widać zasypane wejście. Imponująca wiedza i dociekliwość członków „Rawelinu” dają nadzieję, że w przyszłości odkryją oni jeszcze niejedną historyczną zagadkę, także w Dzielnicy V.

Pan Marian Machowski jest znany głównie kibicom piłki nożnej. W latach 50. i 60. grał na prawym skrzydle w krakowskiej Wiśle, występował w reprezentacji Polski oraz w polonijnym klubie Eagles Chicago. Emerytowany pracownik AGH w stopniu doktora jest wysokiej klasy specjalista od budownictwa podziemnego. W trakcie swojej kariery zawodowej jeździł po całym kraju prowadząc badania i prace m.in. w kopalniach Wieliczki, Lubina, Lubelszczyzny. Odwiedził też wiele krajów Europy. Nic dziwnego, że w okresie tzw. zimnej wojny był z ramienia uczelni konsultantem w zakresie budowy schronów przeciw atomowych. Tak wspomina tamten czas: Często zdarzało się, że wysokiej rangi wojskowi nie mieli pojęcia o konieczności stosowania obowiązujących norm. Np. nie zachowywano odpowiedniej odległości między budynkiem, a schronem wolnostojącym, co jest podstawą bezpieczeństwa. Przypominam też sobie, że byłem w latach 70 w schronie przy ul. Królewskiej (wtedy 18 Stycznia). Spełniał wszelkie normy. Działały sanitariaty, był dostęp do wody. Myślę, że najlepiej zbudowany był ten przy placu Inwalidów. Tam nas – cywilów – nie wpuszczano. Wyłączność miały wojsko i MSW. Marian Machowski jest zdania, że istniejące na terenie naszej dzielnicy schrony można odrestaurować i przeznaczyć do użytku publicznego. Mogłyby powstać tam kawiarnie, kluby dla młodzieży. Być może temat zainteresowałby harcerzy. Na Zachodzie często adaptuje się takie miejsca. Np. w Szwecji istniało wiele schronów wykutych w granitowej skale, co stanowiło ich specyfikę. Dziś mieszczą się tam biura, sklepy, lokale gastronomiczne. Adaptacja wynika z faktu, że schrony nie spełniają już od dawna swego zadania. Zdalnie sterowane pociski rakietowe są po prostu zbyt inteligentne. Pozostaje więc tylko aspekt historyczny.

Świadomi tego, a także poszerzenia w przyszłości bazy turystycznej Krakowa, w tym Krowodrzy, radni Dzielnicy V podjęli uchwałę „w sprawie zbadania poniemieckiego schronu przeciwlotniczego u zbiegu ulic Karłowicza i Symfonicznej w Krakowie.” W uzasadnieniu napisano: „Radni Dzielnicy V uważają, że należy podjąć kroki mające na celu zachowanie tego rzadkiego zabytku techniki wojennej. Obiekt ten wpisany jest w krajobraz zabudowy poniemieckiej z okresu II wojny światowej i wraz z zachowanymi oznaczeniami schronów przeciwlotniczych na elewacjach kamienic przy ul. Szymanowskiego i Karłowicza stanowi niepowtarzalny ślad historii dawnej »dzielnicy niemieckiej« – niespotykany już praktycznie w innych miastach w Polsce.” W podziemnych korytarzach można by zorganizować trasę turystyczną z ekspozycją zdjęć i zabytkowych przedmiotów z okresu II wojny światowej - roztacza przyszłościową wizję Mariusz Bembenek. Nasze Stowarzyszenie będzie prowadziło na ten temat rozmowy z dyrekcją Muzeum Historycznego m. Krakowa. Być może istnieje szansa poszerzenia ekspozycji Oddziału przy ul. Pomorskiej 2.

Cieszy również zainteresowanie krowoderskimi schronami, które ostatnio wykazuje Krakowski Oddział IPN. Być może znajdzie się ktoś, kto zechce odrestaurować zabytkowe wnętrza przy uwzględnieniu ich pierwotnego przeznaczenia. Czy tak się stanie, pokaże czas...(Janusz Mika)

 

(Gazeta.pl 12.01.2006)

 

Inwestycja na niemieckim schronie przeciwlotniczym. Służba ochrony zabytków sprawdzi, czy skwer u zbiegu ulic Karłowicza i Symfonicznej w Krakowie leży na poniemieckim schronie przeciwlotniczym. Od ustaleń konserwatorów zależy los historycznej budowli, której zagraża mieszkaniowa inwestycja. Trzy czteropiętrowe bloki z podziemnymi garażami zamierza postawić na skwerze spółdzielnia mieszkaniowa Piast. Mimo protestów mieszkańców z Komitetu Obrony Skweru inwestor uzyskał już pozwolenie na budowę i na wiosnę planuje rozpoczęcie robót. Nieoczekiwanie w sukurs mieszkańcom (sprzeciwiających się nadmiernemu zagęszczeniu domów) przyszło stowarzyszenie Rawelin. Miłośnicy dawnych fortyfikacji twierdzą, że teren projektowanej budowy zajmuje schron przeciwlotniczy, który Niemcy wybudowali podczas II wojny światowej. Podobnych obiektów w rejonie ul. Królewskiej i Czarnowiejskiej, gdzie za okupacji zamieszkiwali urzędnicy III Rzeszy, jest podobno co najmniej kilkanaście. Ten pod skwerem ma być największy: 35 na 45 m. - Można przypuszczać, że schron składa się z trzech równoległych korytarzy betonowych o łącznej długości około 120 metrów - mówi prezes stowarzyszenia Dariusz Pstuś. - Wpisany w krajobraz zabudowy niemieckiej z II wojny światowej wraz z zachowanymi oznaczeniami na elewacjach kamienic, stanowi niepowtarzalny ślad historii dawnej "dzielnicy niemieckiej", niespotykany w innych miastach w Polsce.

 
2005r.

(Dziennik Polski 13.12.2005)

Schron pod skwerem. O zachowanie schronu przeciwlotniczego pod skwerem, położonym między ul.: Karłowicza, Symfoniczną i Czarnowiejską, apeluje komitet mieszkańców, broniących ten teren przed zabudową. Przedstawiciele Komitetu Obrony Skweru protestują przeciwko planom budowy na skwerze bloków mieszkalnych, wycinki drzew w tym rejonie, a także - od niedawna - zniszczeniu schronu przeciwlotniczego. - Na podstawie przeprowadzonych badań oraz relacji świadków można stwierdzić, że w skwerze znajduje się niemiecki schron przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej. Wejście do niego zostało zasypane. Na okolicznych budynkach pozostały jednak tajemnicze strzałki oraz napisy "NA", które są skrótem od "Notausgang" czyli "wyjście awaryjne". Uwagę zwraca również nienaturalne podwyższenie terenu w obrębie skweru, które zapewne stanowi ziemną warstwę zabezpieczającą betonowe korytarze - mówi Dariusz Pstuś, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którego przedstawiciele również apelują o zachowanie schronu. Według relacji świadków schron miał dwa wejścia: jedno od strony ul. Szymanowskiego i drugie w pobliżu bloku w północnej części skweru. - Wszelkie wątpliwości odnośnie tego obiektu może rozwiązać odkopanie zasypanych wejść i inwentaryzacja zachowanych podziemi. W przyszłości można byłoby je zaadaptować np. na galerie sztuki - proponuje Dariusz Pstuś.

Komitet Obrony Skweru o poparcie w sprawie zachowania schronu zwrócił się do Rady Dzielnicy V. W najbliższym czasie ma się ona wypowiedzieć w tej sprawie. - Schrony z czasu II wojny światowej nie są objęte ochrona konserwatorską. jeżeli jednak tego typu podziemny obiekt miałby być zniszczony z powodu powstania na jego miejscu budowli, to wcześniej powinna być sporządzona pełna dokumentacja - podkreśla Jan Janczykowski, małopolski wojewódzki konserwator zabytków.(TYM)

 

(Gazeta Krakowska 19.11.2005)

 

Zostało po obcych. Pod względem urbanistycznym Kraków jest jednym z nielicznych polskich miast, które za czasów okupacji zyskały, a nie straciły. Bynajmniej nie z powodu sympatii okupantów do krakowian. Przeciwnie. Niemcy inwestowali tu, bowiem Kraków miał być miastem czysto niemieckim, zaś ludność polska miała być - według początkowych planów - przesiedlona do Podgórza i na Kazimierz. Z planów tych nic nie wyszło, ale zdążyli wybudować spora dzielnicę niemiecką. Obejmowała ona obszar na zachód od Alei Trzech Wieszczów, zwane za czasów okupacjo Aussenring, łącznie z Oleandrami i Cichym Kącikiem. Park Jordana i park Krakowski były strzeżone jako "nur Fur Deutsche". Główną jego arterią była dzisiejsza ul. Królewska (wcześniej zwana Wybickiego, w czasie okupacji - Reichstrasse). Jej rozbudowa pozwoliła na zmianę trasy linii tramwajowej: przed wojna biegła ona ul. Karmelicką, po czym skręcała poprzez ul. Pomorską w ul. Kazimierza Wielkiego i dopiero na wysokości obecnej stacji benzynowej skręcała w Wybickiego i stamtąd do pętli bronowickiej. Powstanie Reichstrasse pozwoliło na poprowadzenie linii tramwajowej wprost przez dzisiejszą Królewską. W rejonie Reichstrasse Niemcy postawili ok. 65 budynków mieszkalnych, zaś w ogóle w dzielnicy niemieckiej powstało około 100.

Czy po 60 latach przetrwały jeszcze jakieś ślady obecności Niemców na tym terenie? Wbrew pozorom tak, choć z roku na rok jest ich coraz mniej. Ich badaniem i inwentaryzacją zajmuje się Stowarzyszenie "Rawelin", skupiające ludzi zafascynowanych dziejami militarnymi ziem polskich.

Każdy budynek Przeznaczony dla Niemców był budowany ze wzmocnionymi stropami, głównie zaś z piwnicami o wzmocnionej konstrukcji, pełniącymi funkcje schronów przeciwlotniczych. Do dziś zachowały się jednak także schrony zewnętrzne, wznoszone pod ziemią, poza obrysem budynków. "Rawelin" zidentyfikował ich dotąd siedem. Zdaniem Dariusz Pstusia, z pewnością jest ich więcej, co najmniej 20-25. Z cała pewnością są jakieś schrony w obszarze AGH, której budynki w czasie wojny zajmował rząd Generalnej Guberni. Obszar AGH, odpowiadający niemieckiej koncepcji urbanistycznej "Licht unf Luft" (światło i powietrze) idealnie nadawały się do budowy rozległych schronów. Dwa z nich znajdują się przy ul. Królewskiej, jeden w parku Krakowskim, kolejny na skwerze miedzy parkiem Krakowskim a przystankiem tramwajowym przy pl. Inwalidów (prawdopodobnie miał służyć funkcjonariuszom gestapo z ul. Pomorskiej). Niewielki schron znajdziemy przy ul. Lea, kolejny - w pasie zieleni na alejach miedzy kinem Kijów, a DH "Jublilat", inny na podwórku przy ul. Grottgera. I największy - przy ul. Karłowicza, na zapleczu ul. Szymanowskiego. Do każdego prowadziły dwa wejścia, przy czym miały one pochylnie dla niepełnosprawnych i kobiet z dziećmi w wózkach. Wejścia były numerowane i każdy mieszkaniec wiedział, którym ma wejść do schronu. Do tego dochodziło jedno wyjście awaryjne. Każdy zaopatrzony był w system wentylacyjny. Schron składał się z kilku korytarzy, wzdłuż ich ścian były ławki, z których dziś zostały resztki stelaży. Zwraca uwagę "jajowaty" przekrój poprzeczny korytarzy. Taka konstrukcja ścian daje największą wytrzymałość. Dlaczego korytarze, a nie duże hale? Dlatego, iż nawet w przypadku trafienia bombom ginęli tylko ludzie znajdujący się w danym korytarzu. Pozostali mieli szansę przeżycia, bowiem połączenia miedzy korytarzami prowadzone były pod katem prostym. Nieźle zachowany jest system wentylacyjny, którego wewnętrzne otwory oznaczone są widocznymi do dziś obramowaniami z białej farby. Można je było dostrzec nawet w świetle zapałki. Obecnie względnie dostępny jest tylko jeden ze schronów przy ul. Królewskiej. Schron przy ul. Karłowicza został zasypany. Według niepewnej legendy, w latach 60 do jego wnętrza udało się wejść grupie dzieci. Znalazły tam m.in. pozostałości niemieckiego uzbrojenia. A także - kilka niezidentyfikowanych zwłok. Czyżby był wykorzystywany dla własnych celów przez rezydujący w pobliżu Urząd Bezpieczeństwa PRL?

Tu i ówdzie można znaleźć wymalowane na ścianach znaki "V". W dniach największych tryumfów wojennych Niemcy malowali je gdzie popadnie. Do dziś zachowały się m.in. na skrzyżowaniu ul. Józefitów i ul. Lea i przy ul. Szymanowskiego 14. Budynek ten ma jeszcze jedna ciekawa pozostałość po czasach wojny - autentyczne drzwi pancerne zamykające wejście do schronu pod budynkiem. Takie drzwi znajdowały się niegdyś w innych okolicznych domach. Dziś zniknęły, a wejścia zostały zamurowane, albo zabite deskami. Histeryczna reakcja jednego ze współwłaścicieli budynku przy ul. Szymanowskiego 14 (łącznie z groźbą użycia przemocy) wobec dziennikarza, który prosił o pozwolenie sfotografowania owych drzwi, musi budzić niepokój, czy i one nie podziela losu pancernych drzwi w okolicznych budynkach. Wszak złom dziś w cenie... Na wielu okolicznych budynkach zachowały się tajemnicze strzałki, czasem ze skrótem "NA". Oznaczają one awaryjne wyjścia ze schronów pod budynkami. Być może także umożliwiały wejście osobom, które znalazły się przypadkowo w pobliżu. "NA" - to skrót od Notausgang - wyjście awaryjne. Napisy takie wraz ze strzałkami znajdziemy m.in. przy ul. Józefitów czy na budynku Akademii Pedagogicznej przy ul. Sienkiewicza. Szczególnie interesujące jest oznaczenie przy ul. Józefitów, które prawdopodobnie było namalowane farbą fluorescencyjną. Takie i podobne oznaczenia wskazywały wejścia do schronów dla Niemców, których alarm lotniczy zastał w pobliżu.

W połowie października jeden ze schronów zwiedzali - wespół z ludźmi z "Rawelinu" - przedstawiciele władz dzielnicy i kierownictwa muzeum przy ul. Pomorskiej. Na razie jednak nikt nie ma pomysłu na wykorzystanie podziemi już zidentyfikowanych schronów. A szkoda, aby tak spore przestrzenie, mogące np. służyć celom ekspozycyjnym, stały niewykorzystane. Dobrze zachowane, mające łatwy do odbudowania system wentylacyjny, pomieszczenia idealnie nadają się np. na galerie sztuki. Być może uda się wreszcie uruchomić trasę turystyczną "podziemny Kraków". Natomiast pozostałości napisów i znaków na ścianach nieuchronnie skazane są na znikniecie. I dobrze, że ludzie z "Rawelinu" je dokumentują. Bo to także kawałek historii naszego miasta.(Jerzy Pałosz)

 

(Forty Kraków 18.09.2005)

 

Bodzów 2005 - Pożegnanie lata. W dniu 17 września 2005 roku w Bodzowie miało miejsce spotkanie członków i sympatyków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Tradycyjnie naszemu plenerowemu spotkaniu towarzyszyło ognisko i pieczenie kiełbasek. Z powodu niekorzystnej aury musieliśmy przenieść imprezę pod ziemię do przylegającej do fortu kawerny. Podczas podziemnego grillowania, nasz kolega Michał zaznajomił nas z technikami podziemnego fotografowania. Po zakończeniu kursu przeszliśmy do części nieoficjalnej, podczas której licznie zgromadzeni archeolodzy, speleolodzy i miłośnicy fortyfikacji prowadzili rozmowy na temat minionego sezonu oraz planów na zimę i rok następny...

Całość imprezy uatrakcyjniło opowiadanie fortecznych dowcipów i śpiewanie wojskowych piosenek. Po zakończeniu konsumpcji wspaniałych grillowych przysmaków udaliśmy się do kolejnych kawern, tak licznie tu występujących, w celu ich zwiedzenia. W największej krakowskiej kawernie, w jednej z komór odbyliśmy towarzyski mecz podziemnej piłki nożnej. Niestety z powodu ciemności nie ustalono wyniku. Po ukończeniu meczu i części oficjalnej, uczestnicy jednogłośnie wznieśli okrzyki: Niech żyją organizatorzy, Niech żyją Prezesi Rawelinu!!! Liczba osób, które pojawiły się podczas imprezy w Bodzowie przekroczyła najśmielsze oczekiwania organizatorów spotkania. - Chciałbym podziękować wszystkim obecnym za przybycie i dobrą zabawę, organizatorom za wzorowe przygotowania "Pożegnania lata 2005". Zapraszamy za rok. (Darek P. "Korbol")

 

(Dziennik Polski 15.09.2005)

 

Pozostałości Twierdzy Kraków - Ocalili słupek. Granitowy słupek, który wyznaczał przebieg XIX-wiecznej drogi fortecznej, wykopali członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". Słupek z napisem KuKF odnaleźli na skwerze przy rondzie Mogilskim, pod krzakiem. - Zanim powstało, znajdował się tu potężny Bastion V Mogilski, który osłaniał wjazd do miasta. Wokół biegła droga, wyznaczona granitowymi słupkami - opowiada Dariusz Krzyształowski, wiceprezes Stowarzyszenia Rawelin. Podobnie znakowane były również inne austriackie drogi, ale do dziś słupków zachowało się niewiele: jednym z nielicznych miejsc, gdzie można je jeszcze spotkać jest Las Wolski. - Dlatego zdecydowaliśmy się wykopać i przechować ten z ronda Mogilskiego. Obawiamy się, że w ferworze przebudowy może zostać zniszczony - dodaje Dariusz Krzyształowski.

Wczoraj członkowie stowarzyszenia, zaopatrzeni w łopaty i zezwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków, przystąpili do wydobywania słupka. Najpierw dokładnie określili jego pozycję za pomocą systemu GPS. - Szacujemy, że może być wkopany 70-80 cm. Może znajdziemy coś ciekawego pod spodem? Żołnierze austriaccy czasem umieszczali w wykopach pamiątki: znaczki, listy albo dokumenty - snuli przypuszczenia. Ostatecznie okazało się, że słupek tkwi nieco płyciej, ma wymiary 30 na 20 cm i 83 cm wysokości. Żadnych skarbów pod nim nie było. - Dla nas jest cenny sam w sobie. Może mieć ok.150 lat. Przechowamy go, a kiedy sytuacja na rondzie wróci do normy, spróbujemy znaleźć mu tu nowe miejsce i wkopać go z powrotem - mówi Dariusz Krzyształowski. (KK)

 

(Gazeta Krakowska 9.02.2005)

 

Złomiarze rabują fort Kosocice. - W ostatnim okresie zniknęły drzwi pancerne, okiennica strzelnicy, dwie z pięciu zachowanych podstaw pod karabiny maszynowe. Jeden z najciekawszych obiektów obronnych Twierdzy Kraków narażony jest na okradanie przez złomiarzy - mówi Dariusz Pstuś, szef Stowarzyszenia Rawelin, zajmującego się m.in. historią fortów krakowskich. Względnie bezpieczna jest górna część fortu, używana przez Urząd Miasta. Dolna część, zwłaszcza tzw. kaponiera (fragment fortu ze strzelnicami, w tym przypadku - broniącymi fosy - przyp.red) kiedyś była otoczona siatką i doglądana przez mieszkającą w pobliżu osobę. Dziś nikt jej nie pilnuje, ogrodzenie zostało poprzecinane, a kaponiera stała się źródłem dochodu złomiarzy. - Na naszych oczach rabowane są resztki jeszcze zachowanych akcesoriów obronnych, zaś w lecie pojawi się "element", a w raz z nim - pseudograffiti i wulgarne rysunki - mówi Dariusz Pstuś.

Stowarzyszenie Rawelin podejmuje w tej sprawie interwencję w radzie dzielnicy, w urzędzie miasta i u konserwatora zabytków. Chce wystąpić o interwencję do prezydenta Jacka Majchrowskiego, w końcu to nie tylko prawnika, lecz także - historyka. (JP)

 

 

 

Eksploracja kawerny Winnica. 4/12 grudzień 2004r.

 

(Gazeta Krakowska 10.01.2005)

 

Stowarzyszenie "Rawelin" odkrywa podziemia austriackich fortyfikacji - Tajemnice Winnicy. Forty austriackiej Twierdzy Kraków są dość dobrze rozpoznane i opisane. Dotyczy to wszakże tylko ich konstrukcji naziemnych. Słabo natomiast znamy system podziemnych przejść i kawern. Wiadomo, że podziemne korytarze i kawerny wykuto w forcie Bodzów (w połowie drogi między Krakowem i Tyńcem). Za najdłuższe znane podziemia uchodziły dotąd korytarze w kawernie "Wielkanoc", na zachód od Bodzowa. Jednak odkrycia dokonane pod koniec ub. roku przez członków Stowarzyszenia "Rawelin" podważają tą opinię.

Zatopione korytarze: Jadąc do Tyńca warto skręcić w ulicę Winnicką. Wzgórze po prawej stronie, zakrywające fort "winnica", przypomina twierdzę. Do dziś widoczne są okopy, miejscami wykute w litej skale. Nie na tym jednak polega największa tajemnica "Winnicy". Skomplikowany system okopów był połączony równie skomplikowanym systemem podziemnych przejść i kawern, które zapewniały łatwą i bezpieczną łączność między fortem a jego przedpolem. Odtworzenie systemu podziemi "Winnicy" natrafia jednak na istotą przeszkodę. Są one prawie całkiem zatopione. Znamy podziemia bliżej fortu, ponieważ woda opada tu na tyle nisko, iż możliwe jest ich penetrowanie. To system składający się z długiego korytarza i pięciu wyjść. Zasługą "Rawelinu" było odkrycie drugiego systemu, złożonego z co najmniej pięciu komór połączonych korytarzami.

Podwodne badania: Na początku grudnia dwóch płetwonurków "Rawelinu" zeszło pod wodę. Po przepłynięciu 20-metrowego korytarza natrafili na inny, biegnący prostopadle. Rozpoczęli badania części znajdującej się po prawej stronie. Odkryli trzy komory, z których ostatnia kończyła się zasypanym korytarzem, prawdopodobnie prowadzącym na powierzchnię. Próbowali także spenetrować lewą stronę korytarza, lecz w butlach zaczęło brakować powietrza. Niedawno nurkowie zeszli pod wodę po raz drugi. W trzeciej komorze znaleźli niespodziewanie tabliczkę informującą, iż komorę odkryto w roku 1983, a pierwsze badania podwodne przeprowadzono 1987. Podpisał ja Krzysztof Wielgus, znany badacz fortyfikacji. Ludziom z "Rawelinu" udało się ustalić, gdzie prawdopodobnie wychodzą wyjścia z podziemnych komór. Niestety, są one na razie niedostępne. Ciekawych odkryć dostarczyła lewa strona korytarza, której badania nurkowie musieli zaprzestać tydzień wcześniej. Odkryli szyb windy o wysokości 7-8 metrów, zamknięty drewnianą klapą. Znaleźli też zasypany korytarz, który prawdopodobnie prowadził do fortu.

Niewykorzystana szansa: Fortyfikacje, w tym także podziemne, maja w Europie wielotysięczną grupę wielbicieli. W Polsce kultowym wręcz miejscem jest Międzyrzecki Rejon Umocniony, który corocznie zwiedzają tysiące turystów. Gdyby znalazł się ktoś z pieniędzmi oraz pomysłem i odtworzył naziemną, a także podziemną  część "Winnicy", Kraków zyskałby jeszcze jedną atrakcje turystyczną. Gdyby połączyć zwiedzanie "Winnicy" z pobliskim "Bodzowem" i "Wielkanocą", ewentualnie z innymi fortami krakowskimi, byłaby to atrakcja na miarę europejską. (Jerzy Pałosz)

 
    Aktualności
    Stowarzyszenie
    Statut
    Działalność
    Schrony
    Imprezy
    Media o nas
    Byliśmy...
    Partnerzy
    Sponsorzy
    Forum
    Linki
    Kontakt
 

 

Copyright © 2008 Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin"
Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved