XI Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków i Twierdzy Przemyśl

XI rajd szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniu 17 marca 2007 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego i Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem było poznanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy Kraków i Przemyśl na przestrzeni dziejów. Zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy Kraków i zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji. Pierwszy część rajdu miała miejsce w Kasynie Oficerskim na ul.Zyblikiewicza 1, gdzie organizatorzy przygotowali wiele atrakcji związanych z tematem spotkania. W holu kasyna prezentowana była wystawa prac wykonanych przez dzieci pt. "W starym forcie", jak też wystawa fotografii Grzegorza Dobrowolskiego przedstawiająca krakowskie forty i Dariusza Krzyształowskiego (Rawelin) fotograficzne spojrzenie na uczestników biorących udział w rajdach po Twierdzy Kraków. Prezentowane były także zbiory monet i pamiątek z I wojny światowej. Dużym zainteresowaniem przybyłych gości cieszyła się makieta fragmentu umocnień polowych wojsk austro-węgierskich wykonana przez Henryka Trynke (Rawelin). W sali Klubu 2KZ zebrani wysłuchali ciekawe referaty min. na temat I wojny światowej w Galicji ze szczególnym uwzględnieniem bitwy o Przemyśl i Kraków jaki wygłosił znawca tematu Marcin Mikulski. Następnie Janusz Węgrzynowski przedstawił w kilku zdaniach historie powstania Twierdzy Przemyśl i zaprezentował film dokumentalny. W czasie trwania pierwszego dnia tej cyklicznej imprezy nie zabrakło żołnierskiego poczęstunku, jakim była gorąca grochówka.

W dniach 23-25 marca 2007 roku odbyła się druga część XI Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków i Szlakiem Twierdzy Przemyśl. Uczestnicy w czasie rajdu zapoznali się z historią budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy Przemyśl na przestrzeni jej dziejów, zwiedzili Muzeum w Klubie Garnizonowym w Przemyślu, w którym zgromadzono pamiątki dotyczące twierdzy. Drugiego dnia dwie grupy udały się na trasy: "prawobrzeżną" i "lewobrzeżną". W czasie długiej wędrówki pierwsza grupa zwiedzała forty: XV Borek, I Salis Soglio, IIa Cyków, II Jaksmanice, III Łuczyce, IIIa Hermanowice, IV Optyń. Druga XII San Rideau, XII Werner, XI Duńkowiczki, Xa Pruchnicka Droga, X Orzechowce, Xb Zagrodnia, IXb Przy Krzyżu, IX Bruner, VIIIa Leśniczówka Łetownia.  Długi marsz zewnętrznym pierścieniem Twierdzy zakończył się w forcie VIII "Łętownia", gdzie w koszarach szyjowych znajduje się forteczna ekspozycja. Gospodarze przygotowali ognisko i ciepły poczęstunek. Kolejny dzień Rajdu to zwiedzanie fortów "Grupy Siedliskiej". znajdujących się na terenie Ukrainy. Zmęczeni i zadowoleni szczęśliwie powróciliśmy w godzinach wieczornych do Krakowa. Szczegółową relacje z XI Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków i Szlakiem Twierdzy Przemyśl napisał nasz kolega Hadrian Jakóbczak.

 

"Szlakiem Twierdzy Przemyśl – fortecznego rajdu wersja wzbogacona". W dniach 23-25 marca 2007 roku odbyła się druga część XI Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków, tym razem gościnnie w Twierdzy Przemyśl. Niestety znaczna część owej imprezy upłynęła pod znakiem konfrontacji interesów grupy krakowskich miłośników fortyfikacji (którzy chcieli zobaczyć jak najwięcej fortów) i przewodników z przemyskiego PTTK (którzy – jak podejrzewamy – chcieli jak najszybciej zakończyć rajd), co sprawia, że niniejsza relacja będzie jedynie subiektywnym przedstawieniem wydarzeń z punktu widzenia tych pierwszych. Pierwsze wątpliwości co do charakteru rajdu pojawiły się już w czasie drogi. Jak zapewne wiemy, w miastach i miasteczkach położonych wzdłuż drogi łączącej Kraków z Przemyślem nie brakuje obiektów obronnych. Wystarczy wymienić choćby tylko Wieliczkę, okolice Bochni, Tarnów, Rzeszów, Łańcut czy Jarosław. Być może interesującą rzeczą byłoby przedstawienie mijanych terenów z tego właśnie punktu widzenia… Tymczasem musieliśmy słuchać o… pacjentach szpitala w Prokocimu i pełnych zwierza borach Puszczy Niepołomickiej.

Powitanie uczestników w przemyskim klubie garnizonowym przebiegło właściwie bez zakłóceń. Warta zobaczenia jest niewątpliwie makieta przemyskiej twierdzy i zbiory muzealne zgromadzone w podziemiach klubu (dla krakusów smakowitym kąskiem były zwłaszcza rzadko występujące płyty pancerne). Uwagę wszystkich wzbudziły również przemyskie znaczki rajdowe w kształcie poszczególnych fortów (1 rajd = 1 fort). Z kolei na placu obok klubu, mimo panujących dookoła ciemności, wzrok przyciąga znajoma zaokrąglona sylwetka pancernej wieży obserwacyjnej. Rzecz jasna padło pytanie, czy wieżyczkę można obejrzeć z bliska. I tu pierwsza konsternacja – nie ma czasu! Kolejne pytanie – to proszę nam powiedzieć przynajmniej jaka jest sygnatura wieży ;) „Niestety nie wiem…” Przecież nie po to przejechaliśmy 250 kilometrów, żeby nie móc dotknąć sobie ani kawałka pancerza, prawda.  Płotek na szczęście nie był wysoki, więc po krótkiej chwili pięć czarnych sylwetek biegło w kierunku środka placyku ;) błyski fleszy, bieg z powrotem, skok przez płot i znów jesteśmy na ulicy schodząc w kierunku campingu przy hotelu Gromada. Tutaj kolejny zgrzyt – jeśli kiedykolwiek traficie do Przemyśla nie nocujcie na tym campingu! Większość spotykanych w polskich górach chatek studenckich prezentuje wyższy standard oferując przy tym dwukrotnie niższą cenę. Ale wróćmy do fortyfikacji: Zniechęceni campingowymi warunkami wyruszamy, rzecz jasna poza oficjalnym programem rajdu, na poszukiwanie tradytora artyleryjskiego na Kruhelu, jednego z bardziej interesujących elementów przemyskiego fragmentu Linii Mołotowa. Po drodze jeszcze sesja zdjęciowa przy Bramie Sanockiej Dolnej, mijamy wyciąg (krzesełkowy) i mrugając czołówkami pniemy się w górę po skarpie. Wysuszona, spłowiała trawa i kolczaste krzaki pokrywają stok wzgórza omiatany światłem latarek, ale gdzie jest tradytor??? Chwilka zastanowienia. Okazuje się, że ni mniej ni więcej, tylko dokładnie pod nami. Z ciemności, spod głębokich okapów spoglądają na nas obramowane charakterystycznymi pancerzami oczodoły strzelnic działowych, przed nimi głęboka czeluść rowu diamentowego, we wnętrzu resztki wyposażenia i jak zwykle sporo śmieci. Nocny spacer przez park zamkowy i Bramę Sanocką Górną kończy pierwszy dzień zwiedzania.

Sobotni poranek rozpoczyna nieoficjalny mikroplener przy schronie bojowym koło hotelu Gromada. Chyba nigdy jeszcze nikt w tak krótkim czasie nie zrobił tu tylu zdjęć ;) Niestety trzeba się spieszyć, gdyż na siódmą zaplanowano śniadanie, a zaraz potem wyjazd na forty. Na forcie Borek pierwsza miła niespodzianka. Ci, co pamiętają nieprzebytą dżunglę zarośli będą mile rozczarowani. Wycięcie krzewów i oczyszczenie terenu uczytelniło układ elementów fortu i umożliwiło jego dokładne zwiedzanie. Ciekawe, wbrew komentarzom prowadzących przewodników, okazało się też, że doskonale zachowane są stanowiska pobliskiej przydrożnej baterii artyleryjskiej. Nic dziwnego, że w zaistniałej sytuacji od wycieczki natychmiast odłączyła się mała grupa zainteresowanych (znane z wcześniejszego toku opowieści sześć czarnych sylwetek + dodany dla opieki nad gośćmi przemyski przewodnik). Teraz w ramach kary za niesubordynację czekał nas szybki marsz w pościgu za główną grupą w efekcie czego na fort Salis Soglio dotarliśmy wcześniej, na tyle wcześniej, żeby dokładnie sfotografować wszystkie trzy dziedzińce z każdej możliwej strony. Na szczęście rajdowcy przyszli tu dopiero w chwili, kiedy przenieśliśmy się na wały, więc nadal mogliśmy robić zdjęcia bez większych przeszkód, tym bardziej, że bardzo szybko poszli sobie dalej… generalnie wcale im się nie dziwię, no, bo co tu oglądać…? trochę betonu, cegieł i tyle, prawda? Cóż było robić, wydobywszy się z obrośniętej kwitnącymi przylaszczkami, pierwiosnkami i pierwszymi zawilcami fosy ruszyliśmy za nimi, doganiając grupę koło fortu IIb Cyków, a potem po raz kolejny na podejściu do Jaksmanic (bardzo ładna droga forteczna, polecam wszystkim!). Chwilę później krótki rzut oka na fort II i dalszy marsz w kierunku wsi Łuczyce, najpierw w dół wspomnianą drogą forteczną, a potem asfaltem, przy czym tu tempo marszu zaczęło drastycznie spadać z powodu pojawiających się tu i ówdzie schronów Linii Mołotowa i lokalnego sklepiku z żywnością i trunkami. Ostatni schron, na razie, zobaczyliśmy u podnóża wzgórza z fortem III (tradytor artyleryjski, ale eee… bez pancerzy, znaczy się można iść dalej). Zakosami drogi dojazdowej wspinamy się na fort Łuczyce, ale cel wart jest wysiłku – odkrzaczony i częściowo wyremontowany fort prezentuje nam się w całej okazałości. Po wielu latach światło dzienne ujrzały znowu charakterystyczne przydługawe koszary, jak również tajemnicza kaponieropodobna budowla w fosie ;) Oczyszczenie terenu odsłoniło również odsłaniającą się z fortecznego wzgórza wspaniałą panoramę na dolinę Wiaru i łagodne wzniesienia Pogórza Przemyskiego. Widać stąd przy okazji pozostałych rajdowców, wtapiających się powoli w zabudowania u podnóża góry. Ciekawe skądinąd, kiedy zdołali nas znowu wyprzedzić… Swoją drogą nie mamy bynajmniej zamiaru ich gonić. Przeciwnie, rozsypujemy się tyralierą po stoku, wypatrując ukrytego gdzieś w zaroślach kolejnego Mołotowa. Obok odnalezionego schronu następny, nieukończony tradytor artyleryjski – na zwiedzanie obu obiektów sugerujemy przeznaczenie co najmniej godziny czasu, gdyż rzeczywiście jest co oglądać! Szybka przeprawa po wiszącym moście przez Wiar i po nieco mniej sympatycznym mostku przez jeden z bocznych potoków i już jesteśmy w połowie płaskiej doliny, a chwilę później rozpoczynamy podejście na wzgórze z fortem Optyń. Godny uwagi jest z pewnością las wokół fortu, gdzie dobrze zachowały się ślady fortyfikacji polowych. Sam fort natomiast jest znacznie zniszczony i niestety nie został jeszcze do tej pory uporządkowany – ciężko przedrzeć się do resztek tradytorów i baterii pancernych, w nieco lepszym stanie są schrony na wałach od czoła fortu, strach pomyśleć, jak to musi wyglądać w środku lata! Parę minut później zaczynamy kolejną fazę pościgu za główną grupą, maszerując wygodną, opadającą lekko w dół drogą forteczną. Nasze szanse były właściwie całkiem spore, gdyby koło drogi nie zaczęły się pojawiać znaczne ilości słupków fortecznych. Jak się zapewne domyślacie, każdy taki słupek wymagał skrupulatnego sfotografowania ;) Resztki ambitnych planów całkowicie zniweczył słynny przemyski słup telegraficzny (rzecz jasna z czasów świetności twierdzy) wskutek czego przy autobusie czekała nas kolejna reprymenda od organizatorów, ale moim skromnym zdaniem warto było tu i tam zostać nieco dłużej ;) Sobotni odcinek rajdu kończy zwiedzanie fortu Łętownia i zorganizowanego na forcie muzeum pamiątek z pierwszej wojny światowej oraz ognisko z kiełbaskami na placu przed koszarami. Generalnie było miło i smacznie, choć z przykrością stwierdzamy, że niektórzy z przemyskich przewodników nadużyli ogniska do tego stopnia, że nie byli w stanie towarzyszyć nam w kolejnym dniu rajdu ;(

A niedziela pod Przemyślem zapowiadała się słonecznie. Na przejściu granicznym w Medyce jedynymi czarnymi (dla nas) chmurami były zapowiedzi o rychłej wizycie w sklepach po stronie ukraińskiej (czyżby w naszym kraju działo się gorzej niż na Ukrainie?) i ciągłe trajkotanie o kursach walut. Niestety o fortach nie mówiono prawe wcale, a jeśli już to tylko to, że zobaczymy ich mniej niż pierwotnie planowano, bo mogłoby nie wystarczyć czasu na wizytę w sklepie bezcłowym. W tym momencie zredukowana do czterech osób grupa fortowa postawiła sobie twardy cel – zobaczymy tyle fortów ile było w programie i ani o jeden mniej! Na razie jednak nie zdradzaliśmy się ze swoimi planami grzecznie podążając za grupą w kierunku fortu I/6 Dziewięczyce. Jak można się było spodziewać stopień zniszczenia obiektu nie odbiega zasadniczo od przemyskich standardów po polskiej stronie granicy, znaczy się, zniszczenia są znaczne. Dla odmiany, położona tuż obok fortu bateria zachowała się całkiem nieźle. Schronom w poprzecznicach brakuje tylko osłaniających wejścia przelotni. Co ciekawe, w przeciwieństwie do analogicznych schronów w bateriach krakowskich zbudowane są nie z cegły ale z betonu i rzecz jasna taka ciekawostka wzbudziła nasze żywe zainteresowanie. W tak zwanym międzyczasie grupa zdążyła już oddalić się w stronę kolejnego obiektu, my natomiast stwierdziliśmy zbliżanie się dwóch panów w mundurach, z tryzubami na futrzanych czapach, żywo zainteresowanych naszą obecnością w strefie przygranicznej… i, hm, wyglądało na to, że w najlepszym przypadku skończy się to doprowadzeniem nas pod przymusem do reszty grupy a w przypadku gorszym doprowadzeniem w jakieś inne, być może daleko mniej przyjemne miejsce. Na razie jednak pogranicznicy bez słowa dołączyli do naszej grupki i od tej chwili mieliśmy towarzystwo w postaci dwóch milczących cieni. Cisza jednak nie trwała długo, stopniowo milczenie udało się przełamać, aż wreszcie w trakcie nawiązanej rozmowy, na tematy między innymi forteczne, pogranicznicy stwierdzili: „Wiecie: my wam to wszystko pokażemy!” I pokazali nam dziwaczny, niezwyczajnie wysoki schron amunicyjny przy drodze wiodącej do fortu Salis Soglio, plątaninę okopów na międzypolach fortów, zaprowadzili nas do fortu I/4 (zniszczony takoż) i na koniec do I/5, gdzie spotkaliśmy, a jakże, naszą grupę, w trakcie spoczynku. Niestety, jak się później okazało, był to już ostatni fort na trasie. Formą podobny do Bibic i Pękowic, obecnie składa się właściwie tylko z ziemnych wałów, z części murowanych pozostała jedynie ściana plecowa koszar i mur oporowy przy bramie ze śladami broniącego wjazdu sponsonu. Ze wzgórz nad wsią Popowice wzrok nieodparcie wędrował dalej na północ, gdzie rozłożyła się druga, silniejsza część fortyfikacji grupy siedliskiej, ale z powodu rzekomego braku czasu, a bardziej chyba braku zainteresowania organizatorów, nie dane nam było tam dotrzeć. Dużo czasu natomiast spędziliśmy na granicy… w sklepach. Można było odnieść wrażenie, że zakupy w ukraińskich przygranicznych sklepach z alkoholem to ulubione zajęcie Przemyślan (to pewnie echo pradawnych korzeni miasta położonego rzecz jasna na przecięciu ważnych traktów handlowych). Handel handlem, ale oficjalna wręcz propozycja przewiezienia nadliczbowych kartonów z papierosami wysunięta przez jedną z pań z przemyskiego PTTK graniczyła z bezczelnością (a może to jest Przemyśl od przemyt? Brzmi, zgodzicie się, prawie tak samo…) Dużo bardziej interesująca wydała nam się, rysująca się na horyzoncie, możliwość obejrzenia wnętrza schronu koło Gromady – Przemyślan wysuwających takie propozycje bardzo cenimy ;) niestety znów okazało się, że nie ma czasu… No, powiedzmy, że została maleńka chwilka, którą skrupulatnie wykorzystaliśmy aby obejrzeć i sfotografować ustawioną pod muzeum na rynku lufę armaty 8 cm. Przyznajemy, że nie spieszyliśmy się zbytnio… Bądź co bądź, skoro my musieliśmy czekać, aż inni kupią sobie wódkę i papierosy, to owi inni też mogli na nas chwilę poczekać… Tak dobiegł końca rajd po fortach Twierdzy Przemyśl. Mimo kiepskiej organizacji na pewno było, co oglądać i czasu tu spędzonego w żadnym wypadku nie należy uważać za stracony. Ale kiedy będziecie chcieli pojechać do Przemyśla to chyba lepiej zrobicie, jeśli zwiedzicie to piękne miasto na własną rękę…

 
    Aktualności
    Stowarzyszenie
    Statut
    Działalność
    Schrony
    Imprezy
    Media o nas
    Byliśmy...
    Partnerzy
    Sponsorzy
    Forum
    Linki
    Kontakt
 

 

 

 

Copyright © 2008 Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin"
Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved