Aktualności Stowarzyszenie Statut Działalność Schrony Imprezy Media o nas Byliśmy... Partnerzy Sponsorzy Forum Linki Kontakt

                                   

 Archiwum

W niedziele 25 listopada 2012 roku w Rudawie pojawiła się spora kolumna samochodów terenowych, które uczestniczyły w pierwszej imprezie rozpoczynającej cykl "Off Roadowych spotkań z historią". Tematem przewodnim była II wojna światowa i jej przebieg w okolicach Krakowa. Przejazd odbył się w kolumnie prowadzonej przez przewodnika, a w trakcie jazdy przez CB-radio uruchomiona została "historyczna rozgłośnia radiowa" prowadzona przez miłośnika historii - Dominika "Lulka".

Uczestnicy off roadu nie mogli na swojej trasie pominąć naszego Regelbau 668, który jest jednym ze schronów zbudowanych przez niemców w ramach linii b-1. Linia umocnień przebiegała od Oravskiej Polhory przez tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a następnie wzdłuż Warty do Bałtyku. Do budowy umocnień na terenie Rowu Krzeszowickiego w rejonie miejscowości Rudawa przystąpiono latem 1944 roku. Całością prac budowlanych, które trwały aż do stycznia 1945 roku kierowała niemiecka Organizacja Todt.

Grupa ponad trzydziestu uczestników "Off Roadowych spotkań z historią" wysłuchała krótkiego wykładu o fortyfikacjach linii OKH Stellung b-1 oraz zwiedziła nasz obiekt. Przed wyruszeniem w dalszą trasę uczestnicy posilili się kiełbaskami upieczonymi przy ognisku. Organizatorem imprezy był portal ODJAZDY4x4.PL. (więcej)

 

W niedzielę 18 listopada ponad dwadzieścia placówek muzealnych wzięło udział w Dniu Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich. Wstęp do wszystkich muzeów był bezpłatny, większość z nich była otwarta od godz.10.00 do godz. 17.00. Miłośnicy sztuki i muzealnych ekspozycji mogli obejrzeć dziesiątki wystaw stałych i czasowych oraz wziąć udział w warsztatach dla dzieci, młodzieży i dorosłych, wykładach i projekcjach filmów. Wydarzenie już po raz ósmy organizuje Urząd Miasta Krakowa oraz Stała Konferencja Dyrektorów Muzeów Krakowskich.

Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" tradycyjnie, bierze udział w tej cyklicznej imprezie  pod patronatem i dzięki pomocy Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Oddział Pomorska. W tegorocznej edycji imprezy, w której braliśmy udział już po raz szósty, udostępniliśmy schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben nr 7 w parku Krakowskim. W zeszłym roku w listopadzie z tej samej okazji otwieraliśmy „dwójkę” przy Królewskiej, jeden z pierwszych tego typu obiektów w mieście. Tak jak większość muzeów w Krakowie, tak samo nasz schron z 1944 roku można było zwiedzać bezpłatnie od godziny 10 do 15. Wewnątrz schronu zaprezentowaliśmy wystawę ''Alarm powietrzny. Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956''.

Dla nas Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich rozpoczął się już w sobotę. W samo południe gościliśmy grupę młodzieży, która z zainteresowaniem zwiedziła ciemne "podziemia" parku Krakowskiego.

W niedziele oświetlony schron jak zwykle cieszył się dużym zainteresowaniem zwiedzających. Frekwencja nie była taka jak podczas Nocy Muzeów, ale za to można było bez kolejki, spokojnie obejrzeć wystawę udostępnioną przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa Oddział Pomorska, jak też porozmawiać z członkami Stowarzyszenia na wiele ciekawych tematów związanych z historią. (więcej)

 

18 października 2012 roku gościliśmy w naszym schronie młodzież ze szkoły podstawowej nr 117 z Krakowa. Szóstoklasiści w czasie wyprawy w rejon Garbu Tenczyńskiego zwiedzili wiele ciekawych i urokliwych miejsc. Nie mogli pominąć takiej atrakcji turystycznej jakim jest niemiecki schron bierny Regelbau 668. Dzieciaki z przebiegu i organizacji zwiedzania schronu były bardzo zadowolone. Jak zwykle wielkim powodzeniem cieszył się wentylator HES 1,2, a zwłaszcza możliwość pokręcenia korbą.

Dla grup zorganizowanych udostępniamy schron w Rudawie lub schrony przeciwlotnicze w Krakowie po wcześniejszym uzgodnieniu terminu. Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt emailowy lub telefoniczny. (więcej)

 

Dzięki pomocy osoby poznanej podczas III Pikniku Fortecznego pozyskaliśmy zamkniecie wyjścia awaryjnego stalowego schronu biernego OT-Stahlunterstand typ Z. Drzwi pochodzą najprawdopodobniej z jednego z dwóch tego typu schronów umiejscowionych między Rudawą, a Brzezinką. Schrony te niestety nie doczekały naszych czasów - zostały pocięte i wywiezione do huty. Jak widać można jeszcze trafić na ich pozostałości w okolicznych gospodarstwach.

OT-Stahlunterstand typ Z ma kształt rury stalowej zamkniętej dwoma pokrywami: tylną mieszczącą wejście i czołową, w której wykonano wyjście awaryjne i wylot przewodu kominowego. Wewnątrz pierwsze pomieszczenie to przedsionek, oddzielony od sąsiedniego pomieszczenia drzwiami stalowymi ze strzelnicą. Drugie pomieszczenie to sień łącząca funkcje pomieszczenia technicznego i podręcznego składziku. Pomieszczenie mieszkalne było oddzielone od sieni drzwiami przesuwnymi. Mieściło najprawdopodobniej sześć pryczy i piecyk lub ławki i stolik. Zwykle schrony tego typu lokowano bezpośrednio przy linii okopów i jak zauważyliśmy w okolicach Rudawy przy komorach kablowych.

To nie wszystkie "pozostałości" po tym schronie. Namierzyliśmy również górną połowę drzwi wewnętrznych z tego obiektu (ze śladem po zawiasie i otworem na klamkę) ale raczej nie uda się tego elementu odzyskać. Aby rozwiązać wszelkie wątpliwości w kwestii "drzwi" wyjścia awaryjnego zamieszczamy rysunek pochodzący z artykułu "Niemiecki stalowy schron bierny - OT-Stahlunterstand typ Z" Macieja Śledzińskiego - INFORT 21 (1/2004) z zaznaczonym na czerwono elementem, który pozyskaliśmy.

Chcielibyśmy podziękować Panu, który zadał sobie trud i przekazał nam informację o tych drzwiach. Ileż to różnych ciekawych i nierzadko cennych historycznie przedmiotów zostało bezpowrotnie utraconych w wyniku braku zainteresowania i pójścia "na skróty". Wyrzucić na śmieci, oddać na złom to często niestety najprostsze rozwiązania dla osób, którym tego typu przedmioty "zawadzają". Jeszcze raz dziękujemy i zachęcamy - informujcie nas o takich przypadkach, będziemy się starali znaleźć dla nich odpowiednie miejsce, gdzie zostaną zabezpieczone przed zapomnieniem i zniszczeniem. (więcej)

 

Organizowany już po raz szósty Dzień Pamięci Ofiar Gestapo miał przypominać o historii domu przy ul. Pomorskiej 2 w Krakowie, gdzie od początku niemieckiej okupacji do stycznia 1945 roku mieściła się siedziba Gestapo i areszt. Patronem Dnia Pamięci Ofiar Gestapo był Zdzisław Korczyński (1927-1989). W czerwcu 1942 roku, w wieku 15 lat, został zatrzymany przez Gestapo w ulicznej łapance pod kinem Wanda w Krakowie i przewieziony do więzienia na ul. Montelupich. Potem w grupie dwudziestu więźniów został wysłany do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie oznaczono go jako więźnia politycznego. W 1944 roku Korczyński trafił do podobozu KL Flossenburg w Litomierzycach. Tam doczekał wyzwolenia przez Armię Czerwoną. Po wojnie mieszkał w Krakowie.

W piątek, 14 września obchody Dnia Pamięci Ofiar Gestapo rozpoczęto poranną mszą świętą w kościele pw. św. Szczepana, przy ul. H. Sienkiewicza. Następnie przed budynkiem muzeum odbył się uroczysty apel ku czci ofiar. Przedstawiciele władz Krakowa i Małopolski, kombatanci, harcerze oraz żołnierze Wojska Polskiego złożyli kwiaty pod tablicą pamiątkową przy ul. Pomorskiej 2. W programie znalazło się oprowadzanie po niedawno otwartej wystawie stałej MHK, Krakowianie wobec terroru 1939–1945–1956. Po apelu rozpoczęła się gra terenowa "Dziś - jutro - pojutrze" poświęcona krakowskim Szarym Szeregom przygotowana przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa i Instytut Pamięci Narodowej w Krakowie. Schron LS-Deckungsgraben No. 7 w Parku Krakowskim był jednym z punktów gry, która adresowana była zarówno do szkół, jak i uczestników indywidualnych. Sześcioosobowe zespoły wcieliły się w rolę harcerzy zaangażowanych w działalność podziemną. W grze miejskiej „Dziś - jutro - pojutrze” zwyciężyła drużyna Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Zespole Szkół w Rudawie.

W ramach obchodów Dnia Pamięci Ofiar Gestapo Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" udostępniło do zwiedzania schron w Parku Krakowskim, wewnątrz schronu zaprezentowaliśmy wystawę ''Alarm powietrzny. Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956''.

Wieczorem odbył się mapping fasady Domu Śląskiego czyli widowisko światło i dźwięk. W prezentacji wykorzystano archiwalne materiały ze zbiorów MHK, które przetworzone przez grafików i wyreżyserowane stworzyły wizualno - emocjonalną opowieść o historii tego miejsca. Obchodom towarzyszyła sesja "Lekcje o totalitaryzmie. Jak i po co?" i  "Czemu ich to spotkało?", podczas której można było usłyszeć m.in. o najmłodszych więźniach KL Auschwitz - Birkenau i o pomocy dzieciom w okupowanym Krakowie. Wojnę wspominali także świadkowie historii, którzy mieli wówczas po kilkanaście lat.

Tegoroczne obchody Dnia Pamięci Ofiar Gestapo odbyły się pod patronatem sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Kunerta i wojewody małopolskiego Jerzego Millera, przy wsparciu finansowym Rady Dzielnicy V Krowodrza. (więcej)

 

Dzięki uprzejmości osoby remontującej piwnicę w jednej z kamienic z okresu wojny na ul. Królewskiej  pozyskaliśmy betonowe drzwi ze schronu przeciwlotniczego, który znajdował się w piwnicy. Budynek ul. Królewska 33 to obiekt wzniesiony przez niemców w ramach niemieckiej dzielnicy. Przebudowany po wojnie - zlikwidowano dwuspadowy dach i dobudowano piętro. Piwnica budynku to jeden wielki schron z łukowo sklepionym stropem. Było zagrożenie, że drzwi zostaną pokruszone i trafią na wysypisko.

W czwartek 30 sierpnia przeprowadziliśmy niełatwą akcję przeniesienia ich do schronu w Parku Krakowskim, gdzie po odczyszczeniu będą eksponowane. Drzwi odlane są ze zbrojonego betonu o wymiarach 200 x 100 cm, posiadają podwójne klamki ryglujące. Możliwe, że pochodzą z powojennej modernizacji schronów przeciwlotniczych. Osoba, która przekazała drzwi, nie orientowała się z jakiego okresu one pochodzą. Najbliższa okazja, aby oglądnąć nasz nowy nabytek to 14 września, prezentowane będą w schronie LS-Deckungsgraben No. 7 w Parku Krakowskim. W godzinach od 17.30 do 21.00 schron będzie udostępniony do zwiedzenia z okazji Dnia Pamięci Ofiar Gestapo.

Chcielibyśmy podziękować Panu, który zadał sobie trud i przekazał nam informację o tych drzwiach. Ileż to różnych ciekawych i nierzadko cennych historycznie przedmiotów zostało bezpowrotnie utraconych w wyniku braku zainteresowania i pójścia "na skróty". Wyrzucić na śmieci, oddać na złom to często niestety najprostsze rozwiązania dla osób, którym tego typu przedmioty "zawadzają". Jeszcze raz dziękujemy i zachęcamy - informujcie nas o takich przypadkach, będziemy się starali znaleźć dla nich odpowiednie miejsce, gdzie zostaną zabezpieczone przed zapomnieniem i zniszczeniem. (więcej)

 

W czwartek 14 czerwca 2012 roku, z Krakowa i Wrocławia wyruszyła wyprawa członków MSMH Rawelin na Dolny Śląsk. Plany mieliśmy bogate - Twierdza Nysa, Kłodzko, Srebrna Góra, podziemia Kamiennej Góry, czechosłowackie umocnienia w rejonie Nachodu oraz jeszcze parę innych militarnych i historycznych atrakcji. Niestety nie udało się zrealizować wszystkich planów, ale zobaczyliśmy naprawdę wiele ciekawych miejsc. Dzień pierwszy: Kamienna Góra - projekt Arado, Wałbrzych - mauzoleum, Jedlina Zdrój - dworzec kolejowy, Wambierzyce - skansen. Dzień drugi: umocnienia czechosłowackie: min. twierdza Dobrosov, twierdza Hanicka. Dzień trzeci: Srebrna Góra oraz niemieckie umocnienia w Otmuchowie.

Pierwszy punkt naszego wyjazdu - Kamienna Góra. Niewielkie miasteczko z dużym i dotąd słabo wykorzystywanym potencjałem turystycznym. Miejscowość ma doskonałe położenie geograficzne: blisko do Jeleniej Góry, zamku w Książu, zaledwie 20 minut drogi od Karpacza. Kamienna Góra kryje wiele tajemnic, jedną z nich są podziemne kompleksy wybudowane podczas II wojny światowej. Do dnia dzisiejszego zostało odkrytych 10 podziemnych obiektów mieszczących się w różnych częściach miasta. Naszym celem była niedawno otwarta podziemna trasa turystyczna w kompleksie sztolni, które najprawdopodobniej miały służyć jako schrony przeciwlotnicze. "Projekt Arado - zaginione laboratorium Hitlera" jest jak sami gospodarze twierdzą najnowocześniejszym podziemnym kompleksem w Polsce. Na turystów czekają tu: nowatorska iluminacja świetlna, efekty audio i przewodnik, który wciela się w rolę agenta polskiego wywiadu i prowadzi grupę by zdobyć niemieckie tajemnice. Trasa, eksponaty, makiety i sposób oprowadzania bardzo ciekawy. Tego miejsca nie polecimy zwolennikom rekonstrukcji idealnie odtwarzającej wygląd historyczny, ale na pewno można tam fajnie spędzić czas (np. jako weekendowy wypad z rodzinną) i przy okazji "liznąć" trochę wiedzy o historii Kamiennej Góry i okolic w okresie II wojny światowej. Podsumowując bardzo nam się podobało. (więcej)

 

W piątek krakowianie nie kładli się spać, ale tłumnie wyruszyli na wielkie zwiedzanie. Większość krakowskich muzeów w nocy otworzyło swoje drzwi dla zwiedzających.

Tegoroczna Noc Muzeów odbyła się w Krakowie w nocy z 18 na 19 maja 2012 r. Towarzyszyły jej liczne koncerty, wystawy, wykłady, gry terenowe i wiele innych atrakcji.  W wydarzeniu wzięło udział, aż 27 instytucji zlokalizowanych w Krakowie. Krakowska Noc Muzeów była dziewiątą imprezą tego typu organizowaną przez miasto. Po raz pierwszy została zorganizowana w Krakowie w 2004 roku, na wzór berlińskiej „Lange Nacht der Museen”. Polega na udostępnianiu pomieszczeń muzealnych w wybraną noc maja – tradycją stało się organizowanie Nocy Muzeów w połowie miesiąca, z piątku na sobotę.

Inauguracja Nocy Muzeów 2012 odbyła się o godz. 19:00 w MOCAKU (ul. Lipowa 4). Pamiątką po nocnym zwiedzaniu, podobnie jak w poprzednich latach była wybita specjalnie na tę okazję moneta, jak też pamiątkowe bilety.

Dla Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin” była to szósta edycja Nocy Muzeów, w której braliśmy udział. W tym roku po raz kolejny udostępniliśmy schron w Parku Krakowskim. LS - Deckungsgräben nr 7 powstał w 1944 roku na terenie ówczesnej niemieckiej dzielnicy miasta. Podobnych schronów zachowało się w okolicy kilka, m.in. przy ul. Lea i Królewskiej. W całym Krakowie zaplanowano budowę sześćdziesięciu tego typu obiektów, jednak ostatecznie udało się zrealizować tylko połowę. Miały pełnić rolę tymczasowego schronienia przed nalotem. Betonowe, prefabrykowane elementy konstrukcji chroniły jedynie przed odłamkami i nie wytrzymałyby uderzenia bomby lotniczej. Schron nie posiadał urządzeń filtracyjnych, dlatego też na wyposażeniu niezbędne były maski przeciwgazowe. Wzdłuż ścian umieszczone były drewniane ławeczki, a przy wejściach, oprócz schodów znajdowały się pochylnie dla wózków dziecięcych i inwalidzkich. Na końcu korytarza, w małym pomieszczeniu, była prowizoryczna toaleta i wyjście ewakuacyjne.

Liczna publiczność ustawiała się przed wejściem do schronu już godzinę przed otwarciem. Każdy cierpliwie czekał na swoją kolej, wszyscy podkreślali, że to niepowtarzalna okazja zobaczyć, co kryje się pod trawnikiem w Parku. Pamiątkowe monety, które rozprowadzaliśmy przy wejściu do schronu, rozeszły się praktycznie od razu, na pocieszenie zostały tylko bilety uprawniające do bezpłatnych wieczornych i nocnych przejazdów komunikacją miejską. Przez pięć godzin schron zwiedziło 1066 osób! Wewnątrz schronu zaprezentowaliśmy wystawę ''Alarm powietrzny. Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956'' oraz ekspozycję poświeconą obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej. W czasie zwiedzania można było posłuchać polskich i niemieckich utworów z epoki, jak też syreny ostrzegającej przed nalotem. Ekspozycja cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, że w korytarzach, co chwilę tworzył się „korek”. Tradycyjnie też, umieściliśmy zdjęcia z prac prowadzonych w naszych schronach, przed udostępnieniem ich do zwiedzania. Dodatkową atrakcją dla zwiedzających byli rekonstruktorzy w umundurowaniu i wyposażeniu, prezentujący sylwetki żołnierzy z okresu II wojny światowej – Shiman, Mephisto (Luftwaffe), Ewa (armia rosyjska), Grzesław (armia fińska) z MSMH Rawelin, a także koledzy z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Ostheer”, w mundurach Wehrmachtu.

Dziękujemy wszystkim osobom, które odwiedziły schron LS-Deckungsgraben nr 7 w Parku Krakowskim udostępniony do zwiedzania przez Rawelin w ramach Nocy Muzeów. Dziękujemy za pomoc w organizacji i wsparcie Muzeum Historycznemu Krakowa O/Pomorska i Grupie Rekonstrukcji Historycznej „Ostheer”. (więcej)

 

W dniu 14 kwietnia 2012 roku członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" wzięli udział w II Rajdzie szlakiem OKH Stellung a2 jaki został zorganizowany przez GRH "OSTHEER". Rajd miał na celu popularyzacje turystyki pieszej, aktywnego wypoczynku połączonego z poznaniem historii II wojny światowej na terenie powiatu proszowickiego, a w szczególności dawnych linii niemieckich fortyfikacji zwanych Stellung a2.

W związku z dużym zainteresowaniem pasjonatów II wojny światowej, szczególnie tą tematyką postanowiono spotkać się już po raz drugi i wspólnie przebyć trasę po zachowanych umocnieniach. Rajd rozpoczął się w Domu Strażaka w Hebdowie, gdzie  uczestnicy zapoznali się z historią regionu związaną z okresem II wojny światowej i przebiegiem trasy rajdu. Trasa została zaplanowana wzdłuż dawnych linii fortyfikacji niemieckich, budowanych na przełomie 1944/45 roku. Przebiegała w większości bezdrożami, miedzami oraz terenami położonymi wzdłuż Wisły. Podczas długiej, 12 km wędrówki  uczestnicy mogli zwiedzić kilka niemieckich schronów bojowych i biernych. Cześć uczestników miała na sobie mundury oraz wyposażenie z epoki, byli to członkowie grup rekonstrukcji historycznej: GRH 314 Radziecka Dywizja Piechoty, GRH 4th Infantry DivisionUS, GRH Południe i GRH Ostheer. Atrakcją rajdu była bez wątpienia przeprawa przez Wisłę łodzią i przygotowana przez grupy rekonstrukcyjne krótka potyczka z wykorzystaniem broni hukowej oraz efektów pirotechnicznych. Niemcy, mimo że w znacznej przewadze dostali "planowe baty", a patrol żołnierzy rosyjskich wzbogacił się o kilka zegarków.

Wspólne ognisko z pieczeniem kiełbasy nad brzegiem Wisły zakończyło tegoroczną edycję rajdu. Pogoda zwłaszcza pod koniec trochę nie dopisała, ale i tak była to bardzo udana impreza. (więcej)

 

22 marca 2012 o godz. 17 w sali Ośrodka Kultury im. C.K. Norwida miała miejsce prezentacja nowej publikacji MSMH „Rawelin” autorstwa: Grzegorza Gawła i Szymona Kalickiego "Fortyfikacje Linii Mołotowa odcinek Radymno - Sieniawa - Oleszyce". Swoją  książkę przedstawił  również  Rafał Podsiadło (GRH Ostheer) "Fortyfikacje niemieckie na linii A2  Proszowice - Hebdów -Świniary - Krzyżanowice". Autorzy opisują historię powstania i budowę fragmentów fortyfikacji niemieckich i radzieckich na ziemiach polskich. Na podstawie wspomnień świadków przedstawiają rzeczywistość lat okupacji.

Pierwszy prezentacje rozpoczął Grzegorz Gaweł (MSMH Rawelin), który po krótkim wstępie przeszedł do szczegółowego omówienia tematu na wybranych przykładach. W pierwszej kolejności  przedstawiono  budynki, w których mieściły się placówki sowieckich służb ochrony granicy (Wpogr. NKWD).  Następnie autor omówił przebieg pasa granicznego wraz z rozmieszczeniem schronów  oraz przedstawił ich typologię.  Na koniec zaprezentowano jeden z trzech nie ukończonych punktów oporu w Kobylnicy Ruskiej. Autor odnalazł tam niedawno jedyny na tym terenie schron obserwacyjny.  Całość prezentacji książki miała charakter multimedialny.

Jako drugi zaprezentował swoja książkę Rafał Podsiadło (GRH Ostheer). Omówił on przebieg działań wojennych w rejonie linii OKH Stellung A2, przedstawił liczne dokumenty, często pamiątki rodzinne takie jak: karta kontrolna dla pracowników kopiących okopy, kartki żywnościowe, znaczki i wiele innych. W drugiej części swojego wystąpienia zaprezentował   zdjęcia zachowanych obiektów linii A2, jak tez mapy ich rozmieszczenia w terenie.

Po prezentacji książek była okazja do rozmów i pytań, na które autorzy chętnie odpowiadali. W opinii uczestników jak i pracowników Ośrodka Kultury impreza była bardzo udana. (więcej)

 

Małopolskie Stowarzyszenie Miłosników Historii "Rawelin" wzbogaciło się o kolejny, bardzo cenny eksponat do odtwarzanego wnętrza schronu biernego typu Regelbau 668 znajdującego się na terenie miejscowości Rudawa, gm. Zabierzów. Jest to ręczny wentylator korbowy HES 1,2 (Heeres Einheits Schutzlüfter) wyprodukowany w roku 1940 przez firmę J.A. JOHN A.G. / ERFURT. Po wojnie zdemontowany z niemieckiego schronu trafił do kuźni, gdzie pełnił rolę nadmuchu paleniska. Urządzenie jest w doskonałym stanie, posiada stalową konsole mocowania do ściany i korbę. Po ponad 70 latach znowu będzie pełnił swoją pierwotną funkcję w schronie. Zastąpi wentylator, jaki był zamontowany w naszym Regelbau 668, a którego relikty znaleźliśmy w czasie prac porządkowych w roku 2007.

Oczyszczanie powietrza w obiekcie odbywało się poprzez zastosowanie ręcznego wentylatora, który zasysał z zewnątrz powietrze, a następnie po przefiltrowaniu rozprowadzał je po pomieszczeniu. Gazoszczelność pomieszczenia powodowała podczas pracy wentylatora niewielkie nadciśnienie, które przeciwdziałało przedostawaniu się przez nieszczelności szkodliwych gazów do wnętrza i wypierało przez rury odprowadzające zużyte powietrze na zewnątrz.  Do zapewnienia odpowiedniej ilości przefiltrowanego powietrza służył ręczny wentylator korbowy, którego wydajność uzależniona była od ilości i kubatury pomieszczeń oraz od liczby załogi. Obliczono, że zapotrzebowanie powietrza na jednego członka załogi wynosi 1m3/h. Do wentylatora można było zainstalować silnik elektryczny zasilany z generatora prądotwórczego lub tez z przenośnych agregatów. (więcej)

 

20 listopada, wspólnie z Oddziałem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej 2 wzięliśmy udział w Dniu Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich. Na Pomorskiej można było obejrzeć wystawę stałą „Krakowianie wobec terroru 1939-1945-1956”, posłuchać wykładu Dawida Golika (MSMH „Rawelin”, IPN) „Żołnierze wyklęci. Tragiczna historia oddziału partyzanckiego Wiarusyi obejrzeć filmy dokumentalne na temat  m.in. działalności legendarnego dowódcy partyzanckiego, Józefa Kurasia „Ognia”. Naszym zadaniem było udostępnienie schronu przeciwlotniczego. Tym razem wybraliśmy Lufschutzdeckungsgraben Nr 2 przy ul. Królewskiej, położony pod boiskiem, między budynkami nr 26 i 48. Obiekt ten nie był otwierany od 2006 roku, dlatego po tak długiej przerwie wymagał odpowiedniego przygotowania. Uprzątnęliśmy zalegające przy wejściu butelki, ziemię i inne śmieci, poprawiliśmy także wentylację schronu poprzez zamontowanie komina-wywietrznika od strony ul. Królewskiej. Wnętrze zostało oświetlone reflektorami zasilanymi z agregatu.

Obok schronu umieściliśmy wystawę plenerową „Alarm powietrzny. Cywilna obrona przeciwlotnicza w Krakowie w latach 1918-1956”, przygotowaną dzięki współpracy MHK i MSMH „Rawelin”. Jej autorami są Mariusz Bembenek (MSMH „Rawelin) i Tomasz Stachów (MHK), a ekspozycja była prezentowana we wrześniu na placu Inwalidów. Docelowo chcemy ją zamontować w schronie nr 7 w parku Krakowskim.

Pierwsi zwiedzający pojawili się już o dziesiątej. Krótko po otwarciu schronu i wystawy gościliśmy ekipę Telewizji Kraków, która przygotowała relację z wydarzenia. Co charakterystyczne dla Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich, zwiedzający pojawiali się „falami”, nie było kolejek jak podczas Nocy Muzeów, dzięki czemu wszystko można było bez pośpiechu obejrzeć i sfotografować. Frekwencja była jednak spora – doliczyliśmy się 310 osób. Niektórzy nie poprzestawali na jednorazowej wizycie w schronie, ale wracali, przyprowadzając rodzinę i znajomych. Jak zwykle – były wspomnienia z dzieciństwa związane z tym i sąsiednimi obiektami, a także schronami urządzanymi w piwnicach kamienic. Rozmawialiśmy m.in. z osobami, które wprowadziły się do budynków przy ul. Królewskiej jeszcze w 1945 roku i przez długi czas nie zdawały sobie sprawy, co pozostawili po sobie poprzedni mieszkańcy „niemieckiej” dzielnicy. Nie brakowało pytań o możliwość odwiedzenia schronów poza imprezami muzealnymi. Nasi goście podkreślali, że regularne otwieranie schronów byłoby doskonałym pomysłem i bardzo chwalili efekty naszej kilkuletniej działalności. Udany Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich sprawił, że myślimy o tym, by częściej prezentować schron nr 2, tym bardziej, że – podobnie jak sąsiedni schron nr 1, należy on do pierwszych obiektów obrony przeciwlotniczej wybudowanych przez Niemców w 1944 roku w naszym mieście. (więcej)

 

Korzystając z pięknej, jesiennej pogody w sobotę 5 listopada 2011 r. postanowiliśmy ruszyć w Polskę w poszukiwaniu betonu i stali. Celem naszej wyprawy były fortyfikacje Obszaru Warownego Śląsk, a dokładnie północny odcinek rozciągający się od miejscowości Przeczyce do Dobieszowic.

Historia śląskich fortyfikacji sięga początku lat 30-tych XX wieku. Rozpoczęło ją wytyczenie i przygotowanie pozycji do obrony obszaru przemysłowego. W 1931 roku obsadzono ją żołnierzami 23 Dywizji Piechoty z jej ówczesnym dowódcą gen. bryg. dr. Józefem Zającem. To on przygotował plan budowy na tych terenach fortyfikacji stałych, który został przyjęty przez Sztab Generalny. Pierwsze obiekty zostały wybudowane w sierpniu 1933 roku w celu zamknięcia drogi Bytom - Czeladź tworząc punkt oporu „Dąbrówka Wielka” położony na wzgórzu 304,7. Następne dzieła forteczne wybudowano rok później na zachód od Kochłowic i nazwano je punktem oporu „Szyb Artura”. Przez następne lata budowę fortyfikacji kontynuowano. Tak powstały fortyfikacje znajdujące się dziś w Bobrownikach, Maciejkowicach, Bytomiu, Rudzie Śląskiej, Chorzowie, Kochłowicach, Niezdarze, w rejonie Mikołowa i wiele innych. Razem tworzyły szereg punktów oporu dobrze zaplanowanego i rozmieszczonego Obszaru Warownego „Śląsk” ciągnącego się od miejscowości Niezdara na północy do miejscowości Wyry na południu. Rozbudowy OW „Śląsk” nie zakończono według planu, przerwał ją wybuch wojny. Dziś stanowi wyjątkowy w skali kraju zabytek polskiej myśli fortyfikacyjnej z okresu międzywojennego.

Zwiedzanie północnego odcinaka fortyfikacji Obszaru Warownego Śląsk rozpoczęliśmy od polowego punkt oporu "Nowa Wieś". Umocnienia polowe w Nowej Wsi miały najprawdopodobniej docelowo połączyć dwa duże punkty oporu w Niezdarze i Przeczycach, tworząc tym samym ciągłą linię fortyfikacji na północnym skrzydle Obszaru Warownego Śląsk. Do wybuchu II wojny światowej powstało jedynie pięć obiektów: schron do ognia jednobocznego, schron do ognia czołowego i trzy schrony do ognia dwubocznego. W kampanii wrześniowej, nowowiejskie schrony nie wzięły udziału, jednakże ich umiejscowienie oraz walory bojowe docenili Niemcy. W 1944 włączyli oni polowe schrony piechoty do własnej linii umocnień b-2. W efekcie wzięły one udział w walkach z Armią Czerwoną w styczniu 1945 roku. (więcej)

 

1 października zaprosiliśmy do Rudawy wszystkich, którzy interesują się historią II wojny światowej. Chęć udziału w rajdzie zgłosiło około 80 osób w różnym wieku, sporą grupę stanowili uczniowie szkół z Gmin Zabierzów i Krzeszowice oraz z Krakowa, razem z nauczycielami.

Rajd wystartował przy schronie Regelbau 668, który był jednocześnie rajdową bazą. Grupa z Komandorem wyruszyła na cmentarz parafialny, żeby zapalić znicze na mogile nieznanych żołnierzy polskich, którzy zginęli w okolicach Młynki 5 września 1939 roku. Wartę wystawili tu harcerze z 5 Krakowskiej Drużyny Wędrowników „Orkan” (Szczep 5 KDH „Wichry” ZHR), a pamięć poległych uczczono minutą ciszy. Hołd oddano także ofiarom pacyfikacji Radwanowic – na cmentarzu postawiono pomnik poświęcony zamordowanym przez hitlerowców mieszkańcom tej miejscowości. Komandor rajdu przedstawił tło historyczne wydarzeń tuż przed wybuchem wojny i sytuację w kraju już po wkroczeniu wojsk niemieckich. Następnie, wzdłuż pól kukurydzy grupa ruszyła w kierunku Radwanowic. Kolejnym przystankiem na trasie rajdu było właśnie miejsce pacyfikacji – w 1943 roku, w czasie przesłuchań i masowej egzekucji zginęło tu trzydziestu mieszkańców. Ofiary pochowane na miejscu egzekucji, zostały zaraz po zakończeniu wojny ekshumowane i przeniesione na cmentarz parafialny w Rudawie, gdzie 14 marca 1945 roku odbył się uroczysty pogrzeb. Obecnie w Radwanowicach znajduje się obelisk z listą nazwisk, z której wynika, że wymordowano tu całe rodziny. Uczestnicy rajdu zapoznali się z informacjami i zdjęciami dotyczącymi wydarzeń w 1943 i 1945 roku, umieszczonymi na tablicach obok obelisku i udali się w stronę wiat turystycznych. Wybudowano je w ramach unijnego projektu „Jurajski Raj”. Tutaj można było odpocząć i dowiedzieć się dlaczego i w jaki sposób Niemcy budowali umocnienia linii b-1.

Na Łączkach Kobylańskich uczestnicy rajdu gościli w obozowisku żołnierza fińskiego (w tej roli wystąpił wiceprezes MSMH „Rawelin”), który objaśniał, do czego służą poszczególne elementy wyposażenia. Najmłodszych z trudem udało się namówić do dalszej wędrówki – w obozowisku odbywał się „handel wymienny”, batoniki za wojskowe suchary. Ale dalej czekały następne atrakcje. Członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Ostheer” przygotowali inscenizację zwycięskiej potyczki polskich partyzantów z Niemcami, którzy zostali zaskoczeni podczas odpoczynku na skraju lasu. Po rozbrojeniu przeciwnika, znów można było wszystkiego dotknąć, obejrzeć i zrobić pamiątkowe zdjęcia. (więcej)

 

13 września 1939 policja niemiecka przejęła Dom Śląski, tworząc w nim swoją główną siedzibę. Odtąd było to miejsce kojarzone z hitlerowskim bestialstwem i terrorem wobec Polaków. Cztery lata temu, w rocznicę tych zajść, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa oddział Ulica Pomorska po raz pierwszy zorganizowało obchody Dnia Pamięci Ofiar Gestapo. Celem uroczystości, które odbywają się od tamtej pory co roku we wrześniu,  jest zachowanie w pamięci krakowian i Małopolan tragicznej historii domu przy ul. Pomorskiej 2.

W tym roku Dzień Pamięci, obchodzony 9 i 10 września, był poświęcony Irenie Włodek z domu Kosteckiej (1914–1997), aresztowanej z mężem Romanem, rodzicami, siostrą, szwagrem i znajomymi i przesłuchiwanej przy ul. Pomorskiej 2 (na ścianach aresztu pozostał wykonany przez nią napis). W 1944 r. z więzienia przy ul. Montelupich trafiła do KL Ravensbrück, a następnie do KL Buchenwald. Irenie Włodek udało się przeżyć okupację - po wojnie mieszkała we Wrocławiu.

W piątek, 9 września obchody rozpoczęto poranną mszą świętą w kościele pw. św. Szczepana, przy ul. H. Sienkiewicza. Następnie przed budynkiem muzeum odbył się uroczysty apel ku czci ofiar gestapo. Przedstawiciele władz Krakowa i Małopolski, kombatanci, harcerze oraz żołnierze Wojska Polskiego złożyli kwiaty pod tablicą pamiątkową przy ul. Pomorskiej 2. W programie znalazło się oprowadzanie po niedawno otwartej wystawie stałej MHK, Krakowianie wobec terroru 1939–1945–1956. (więcej)

 

W dniach 10–12 czerwca 2011 r. odbyła się trzecia edycja Rajdu Szlakami Żołnierzy 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, zorganizowana wspólnie przez: Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, Małopolską Chorągiew Harcerzy ZHR oraz Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”. Inicjatywę wsparły również następujące instytucje: Starostwo Powiatowe w Gorlicach, Gmina Sękowa, Biuro Poselskie Barbary Bartuś w Gorlicach, Zespół Szkół nr 1 im. Ignacego Łukasiewicza w Gorlicach, Oddział PTH w Nowym Sączu oraz GRH „Gorlice 1915”. Honorowy patronat nad rajdem objęła Pani Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Barbara Bartuś.

Tegoroczna edycja rajdu odbyła się w Beskidzie Niskim i w Gorlicach, gdzie w czasie II wojny światowej działały struktury Obwodu AK Gorlice oraz na potrzeby akcji „Burza” odtwarzany był III batalion 1. psp AK pod dowództwem kpt. Mieczysława Przybylskiego „Michała”. Poprzednio uczestnicy rajdu przemierzali szlaki Gorców (2009 r.) i Beskidu Sądeckiego (2010 r.). W tegorocznym rajdzie uczestniczyła młodzież z trzech szkół z terenu Małopolski. Tradycyjnie udział w rajdzie wzięli uczniowie z IV Liceum Ogólnokształcącego w Olkuszu (w tym grupa tegorocznych absolwentów) oraz Gimnazjum z Zespołu Szkół w Rudawie. Po raz pierwszy w rajdzie uczestniczyła młodzież z Zespołu Szkół nr 1 w Gorlicach. W myśl regulaminu wyznaczoną trasę przemierzali w patrolach, których nazwy nawiązywały do pseudonimów żołnierzy AK. Młodzież gimnazjalna z Zespołu Szkół w Rudawie, zgrupowana w jednym patrolu, wybrała na swojego patrona por. Juliana Zubka „Tatara” (dowódcę 9. kompanii III batalionu 1. psp AK). Z kolei młodzież z IV LO w Olkuszu utworzyła trzy patrole, przyjmując dla nich nazwy: „Jastrząb” (pseudonim konspiracyjny ppor. Jana Benisza, kwatermistrza Obwodu AK Gorlice), „Kruk” (ps. kpt. Juliana Krzewickiego, komendanta Obwodu AK Gorlice) i „Kmicic” (ps. por. Franciszka Paszka, dowódcy Oddziału Partyzanckiego AK „Żbik”). Uczniowie z Zespołu Szkół nr 1 w Gorlicach za swojego patrona obrali gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” – Komendanta Głównego AK.

Pierwszym etapem, który musieli pokonać rajdowicze (w piątek 10 czerwca) była ponad dziesięciokilometrowa trasa z Sękowej przez masyw Magury Małastowskiej (gdzie miała miejsce koncentracja oddziałów AK przed akcją „Burza”) do Przełęczy Magurskiej. W czasie przejścia należało wykazać się znajomością alfabetu Morse’a, topografii i orientacją w terenie, jak również wiedzą z historii regionu. Uczestnicy mieli także okazję obejrzeć relikty umocnień polowych z okresu I wojny światowej oraz zachowane cmentarze wojenne z tego samego okresu. Po powrocie na kwatery i obiadokolacji, nocny wypoczynek poprzedziły rozgrywki w grze edukacyjno-historycznej „Kolejka”. (więcej)

 

2 czerwca 2011 roku o godzinie 20:30 miało miejsce otwarcie nowej wystawy stałej przy ulicy Pomorskiej 2, poświęconej czasom okupacji Krakowa podczas II wojny światowej i kilkanaście lat po jej zakończeniu. „Krakowianie wobec terroru 1939-1945-1956” to przejmująca historia ukazująca życie ludzi podczas nazistowskiego, a później komunistycznego terroru.

Rozpoczęcie wernisażu miało miejsce przed symbolicznym budynkiem na ulicy Pomorskiej, w którym kiedyś znajdowała się siedziba gestapo. Słowo wstępu wygłosił dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Michał Niezabitowski. Następnie głos zabrał przedstawiciel Sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Kunerta. Wśród gości znaleźli się również Konsul Generalny USA  Allen S. Greenberg, dowódca II Korpusu Zmechanizowanego gen. dywizji dr Jerzy Biniewski, szef Sztabu II Korpusu Zmechanizowanego płk Rajmund Andrzejczak, przewodniczący Rady Dzielnicy V Piotr Klimowicz oraz przedstawiciele Związków Kombatantów. Po przemówieniach nastąpił czas na niezwykłą prezentacje typu dźwięki i światło na fasadzie budynku byłego gestapo, opowiadającą jego historię. Ważnym punktem uroczystości było zapalenie symbolicznego znicza pod tablicą upamiętniającą ofiary terroru. Dokonali tego dwaj prawnukowie generała Stanisława Rostworowskiego, komendanta Armii Krajowej Okręgu Kraków: 7 letni Jan Rostworowski i 4 letni Tomasz Rostworowski oraz 8 letni Paweł  Butra, prawnuk Edwarda Heila, komendanta Szarych Szeregów w Krakowie, więzionego przy Pomorskiej. Następnie jako pierwsi weszli oni na dziedziniec, rozpoczynając w ten sposób nocne zwiedzanie ekspozycji i cel. Przez cały czas na jednej ze ścian dziedzińca były prezentowane zdjęcia nawiązujące do wystawy. Ekspozycja dla zwiedzających była czynna do godziny 24. (więcej)

 

W dniu 1 czerwca 2011 roku członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" wzięli udział w uroczystym otwarciu wystawy "Twierdza a miasto Kraków 1846 - 1918". Wystawa częściowo zajęła pomieszczenia na parterze, ale przede wszystkim w podziemiach Fortu nr 2 Kościuszko - pod budynkiem kaponiery w pomieszczeniach cysterny. Podziemne pomieszczenia, które niegdyś służyły do pozyskiwania wody dla fortu w czasie oblężenia (woda, deszczówka zlewała się z dziedzińców do cystern, a tam w kolejnych pomieszczeniach była filtrowana przez piasek i żwir wiślany oraz węgiel drzewny) odczyszczono i zabezpieczono przed grzybami, a by można było tam zejść - wykuto klatkę schodową.

Ekspozycja "Twierdza a miasto Kraków 1846 - 1918" powstała z inicjatywy Komitetu Kopca Kościuszki, we współpracy z prowadzącą działalność pod kopcem firmą Fort. Turyści poznają tu tajniki Twierdzy Kraków - temat pokazany jest w sposób przystępny i ciekawy, zachęcający do szerszego zainteresowania się fortyfikacjami Krakowa. Po ekspozycji "oprowadza" wyświetlany na monitorach przewodnik Na wejściu wita nas Feliks Księżarski, krakowski architekt, jeden z pierwszych polskich projektantów Twierdzy Kraków. Jego woskowa figura siedzi za stołem założonym projektami fortów. Jest także figura inżyniera gen. Emila Gołogórskiego, który brał udział w projektowaniu krakowskich fortyfikacji w okresie późniejszym, pod koniec XIX wieku. Od tych postaci i od  wielkiej, interaktywnej mapy na której zaznaczono obiekty twierdzy rozpoczynamy zwiedzanie. Na wystawie natkniemy się na inne figury woskowe ubrane w mundury z epoki. Zobaczymy wiele ciekawych makiet, modeli i eksponatów np. ogromną makietę bitwy o Kraków z grudnia 1914 r., model fortu nr 52 Borek, w skali 1:200, jak też słynny moździerz 30,5 cm "Chuda Emma". Na zakończenie zwiedzania będziemy mogli wejść do wybudowanego fragmentu okopu z I wojny światowej i poczuć się jak ówczesny żołnierz.

Wystawa robi duże wrażenie i jest pierwszym takim miejscem na mapie atrakcji turystycznych naszego miasta poświeconym Twierdzy Kraków. Polecamy - to warto zobaczyć. (więcej)

 

 

28 maja Muzeum Historyczne Miasta Krakowa oraz krakowska redakcja „Gazety Wyborczej” zorganizowali historyczną grę miejską „Operacja Luty”. Jej fabuła została oparta na autentycznych wydarzeniach rozgrywających się wokół aresztowania 24 marca 1944 r. komendanta krakowskiego obwodu Armii Krajowej, płk. Józefa Spychalskiego, pseudonim Luty. Gracze, podzieleni na patrole, musieli zmierzyć się z szeregiem zadań polegających m.in. na konspiracji, zdobywaniu broni czy odnajdywaniu alianckich zrzutów. Mieli także zaplanować operację odbicia pułkownika z rąk okupantów. Działanie utrudniali skutecznie wszechobecni agenci i patrole gestapo (trudni do rozpoznania, bo nie było w grze elementów rekonstrukcji historycznej), obławy i uliczne łapanki. A oprócz tego –  deszczowa pogoda i niska, jak na koniec maja temperatura. Aby kontynuować grę, należało bezbłędnie rozszyfrować przekazywane wiadomości, zebrać wszystkie przewidziane w danym etapie akcesoria: dokumenty, broń, pieniądze itp. (wszystko oczywiście zostało przedstawione symbolicznie)  i  co najważniejsze –  zameldować się kolejno we wszystkich punktach kontaktowych od Podgórza do Śródmieścia. Punktami były m.in. Kleparz, krakowskie muzea - Apteka pod Orłem, Fabryka Schindlera czy Kamienica Hipolitów, ale ostatnim miejscem, gdzie należało się stawić był nasz schron przeciwlotniczy nr 8 przy placu Inwalidów. Większość patroli dotarła tu dopiero późnym popołudniem. Wręczenie nagród odbyło się na placu Inwalidów, niedaleko schronu. Potem uczestnicy zabawy, w której wzięło udział ok. 200 osób, mogli zwiedzić nasz obiekt, który specjalnie na tę okazję oświetliliśmy reflektorem zasilanym z agregatu. Gra miejska była częścią akcji promującej nową wystawę stałą Oddziału Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej, zatytułowaną „Krakowianie wobec terroru 1939–1945–1956”, która zostanie uroczyście otwarta już 2 czerwca. (więcej)

 

To była piąta edycja Nocy Muzeów, w której braliśmy udział. Dla nas wyjątkowo trudna organizacyjnie, bo z powodu remontu i wymiany ekspozycji w Oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej, z którym zawsze organizowaliśmy zwiedzanie, musieliśmy wszystko samodzielnie dopiąć na ostatni guzik. Także od strony promocji wydarzenia, bo nie uwzględniono nas w żadnych oficjalnych programach. Okazało się, że nasze starania zakończyły się pełnym sukcesem - w czasie zaledwie kilku godzin schron nr 7 w parku Krakowskim odwiedziło ponad 1,5 tys. osób! Chyba po raz pierwszy kolejka chętnych sięgała daleko w parkowe alejki i praktycznie prawie przez całą imprezę pozostawała tej samej długości. Aby wszyscy mogli zwiedzić schron, przedłużyliśmy czas jego otwarcia o godzinę.

Choć czas oczekiwania przed wejściem wynosił nawet 1,5 godz. ci, którzy wytrwali w kolejce, mogli we wnętrzu schronu posłuchać polskich i niemieckich utworów z epoki, a nawet syreny ostrzegającej przed nalotem. Oprócz tego prezentowaliśmy kolekcję masek przeciwgazowych i innych przedmiotów związanych z obroną przeciwlotniczą zgromadzonych przez członków Rawelinu, a także wystawę stałą „Plac Inwalidów - historia miejsca”. Ekspozycja cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, że w korytarzach co chwilę tworzył się „korek”. Tradycyjnie też, umieściliśmy zdjęcia z prac prowadzonych w naszych schronach, przed udostępnieniem ich do zwiedzania. Ale największą atrakcją byli w tym roku rekonstruktorzy w pełnym umundurowaniu i oporządzeniu - Shiman (Luftwaffe), Grzesław (armia fińska) z MSMH Rawelin, a także Koledzy z Grupy Rekonstrukcji Historycznej Ostheer, w mundurach Wehrmachtu. Przez całą imprezę (a szczególnie podczas oczekiwania w kolejce) trwały sesje fotograficzne z ich udziałem.

Zwiedzającym dziękujemy za cierpliwość i wszelkie słowa uznania skierowane pod naszym adresem. Niektórzy podkreślali, że to właśnie wizyta w schronie była dla nich największym przeżyciem podczas Nocy Muzeów albo miłym rozpoczęciem muzealnego wieczoru. Osobne podziękowania, szczególnie za wsparcie logistyczne należą się Firmie Future Solutions, autoryzowanemu dealerowi marki Komandor (www.komandor-krakow.pl), która pomimo napiętych terminów bez wahania włączyła się w przygotowania do imprezy. Dziękujemy również GRH Ostheer (www.ostheer.dobroni.pl), której członkowie dołożyli wszelkich starań, aby uatrakcyjnić zwiedzanie schronu oraz naszemu wieloletniemu partnerowi – Muzeum Historycznemu miasta Krakowa za wszelką pomoc. Mamy nadzieję, że podczas Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich organizowanego w listopadzie uda się nam zainteresować tematem obrony przeciwlotniczej co najmniej tyle samo osób. Już teraz obiecujemy, że przygotujemy z tej okazji specjalne niespodzianki. Informacje o innych imprezach w naszych obiektach w Krakowie i Rudawie w ciągu roku będziemy zamieszczać na bieżąco na naszej stronie oraz na Facebooku (www.facebook.com/rawelin). (więcej)

 

Jak co roku na przełomie kwietnia i maja zorganizowaliśmy kilkudniowy wyjazd na Roztocze Wschodnie.  Jest to wyjątkowa i dzika kraina, gdzie można w otoczeniu przyrody odpocząć z dala od turystycznych szlaków. Roztocze to nie tylko piękne krajobrazy, bezdroża i lasy, ale także to co nas interesuje i pociąga - fortyfikacje "Linii Mołotowa". Na mocy układu Ribbentrop - Mołotow z dnia 23 VIII 1939r, po agresji niemiecko - radzieckiej terytorium II Rzeczpospolitej  zostało podzielone na dwie strefy okupacyjne. Skorygowano ten podział traktatem z 28 IX 1939r, rezultatem czego ustalona została nowa granica. Poprzez przyłączenie wschodnich terenów Polski do ZSRR umocnienia graniczne, tzw. "Linia Stalina" znalazła się na tyłach, przez co przestała pełnić swoje podstawowe zadania. Ze względu na zaistniałą sytuację podjęto decyzję o budowie nowego pasa umocnień, które miały zatrzymać ewentualny atak nieprzyjaciela na czas potrzebny do przeprowadzenia mobilizacji, a także do wsparcia działań zaczepnych własnych wojsk. "Linia Mołotowa" składała się z umocnień stałych rozmieszczonych linearnie, tworząc rejony umocnione.

Na terenie Roztocza znajduje się odcinek Rawsko-Ruskiego Rejonu Umocnionego, który składał się z pozycji wysuniętej - pasa przesłaniania i głównego pasa obrony złożonego z punktów oporu I i II rzutu. Pozycja wysunięta położona bezpośrednio w pobliżu granicy to: zasieki, rowy przeciwczołgowe, umocnienia polowe wzmocnione pojedynczymi, małymi schronami bojowymi. W odległości 10 km od punktów oporu I rzutu zlokalizowano punkty oporu II rzutu, które w chwili agresji niemieckiej były nieukończone. Przy budowie głównego pasa obrony wykorzystano warunki terenowe, lokując punkty oporu na wzniesieniach, dominując nad okolicą i szlakami komunikacyjnymi. Punkty oporu I rzutu powstały w rejonie miejscowości: Mosty Małe, Dęby, Stare i Nowe Brusno oraz wzniesień: Gorajów i Wielkiego Działu. Kierunek na Rawę Ruską i Lwów osłaniała dodatkowa pozycja tyłowa.

Rezygnując z usług PKP rawelinowa ekipa w składzie: Bodzio, Łukasz, Kasia, Adam i Darula wyruszyła bladym świtem do Lubaczowa. Postawiliśmy na samochód Bodzia, do którego z trudem zapakowaliśmy całe wyposażenie i prowiant. Po kilku godzinach jazdy zameldowaliśmy się w Lubaczowie, gdzie zostawiliśmy Kasie. Celem naszej majówki było "zaliczenie" jak największej liczby schronów w okolicach Brusna i Wielkiego Działu. Ale przedtem udaliśmy się do Huty Kryształowej, małej wsi na końcu Świata, gdzie podobno mają znajdować się dwa schrony bojowe pozycji tyłowej. Głównym zadaniem tych schronów było zatrzymanie i zaryglowanie sił nieprzyjaciela, które zdołały przełamać zasadniczą pozycję obrony. Należy jednak zaznaczyć, że w czerwcu 1941 roku prace na tej pozycji dopiero rozpoczynano. Dojazd samochodem ciężki, droga zbudowana z samych dziur, a po asfalcie zostało tylko wspomnienie. Z prędkością żółwia dojechaliśmy na miejsce i ruszyliśmy w teren. Po kilku minutach błądzenia w gęstych krzakach odnaleźliśmy pierwszy obiekt - schron jednoizbowy do ognia czołowego, drugi znajdował się w lesie, po przeciwległej stronie drogi na skraju głębokiego parowu - to także schron jednoizbowy, ale do prowadzenia ognia bocznego. Obiekty nie zostały ukończone, nie zamontowano pancerzy i wyposażenia. (więcej)

 

W dniu 9 kwietnia 2011 roku członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" wzięli udział w Rajdzie szlakiem OKH Stellung a2 jaki został zorganizowany przez GRH "OSTHEER". Rajd miał na celu popularyzacje turystyki pieszej, aktywnego wypoczynku połączonego z poznaniem historii II wojny światowej na terenie powiatu proszowickiego, a w szczególności dawnych linii niemieckich fortyfikacji zwanych Stellung a2. W ostatnim okresie dzięki organizatorom rajdu została przywrócona historia linii Stellung a2 w rejonie Proszowice - Hebdów. W związku z dużym zainteresowaniem pasjonatów II wojny światowej, szczególnie tą tematyką postanowiono spotkać się i wspólnie przebyć trasę po zachowanych umocnieniach. Podczas długiej wędrówki  uczestnicy mogli zwiedzić kilka niemieckich schronów bojowych i biernych, linie zachowanych okopów, jak też miejsca pochówków żołnierzy i osób cywilnych, które zginęły podczas ostatniej wojny. Każdy uczestnik otrzymał broszurkę z ogólnymi danymi o historii regionu i mapę z przebiegiem trasy.

Cześć uczestników w czasie 18 km marszu miała na sobie mundury oraz wyposażenie z epoki, w tej grupie Stowarzyszenie "Rawelin" reprezentowali Grzesław w mundurze żołnierza fińskiego i Shiman jako strzelec baterii przeciwlotniczej Luftwaffe z okresu drugiej połowy 1944 roku. Umundurowanie strzelca LW w tym okresie składało się z bluzy mundurowej (Fliegerbluse M40), spodni (Keilhose M43), trzewików (Schnürschuhe) z opinaczami i czapki M43. Dodatkowym wyposażeniem była kurtka (Tarnjacke) w kamuflażu charakterystycznym dla późnego okresu wojny Sumpftarnmuster 44. Standardowym uzbrojeniem był karabin Mauser 98k wraz z kompletem ładownic oraz bagnetem. Dodatkowo każdy żołnierz posiadał hełm M42, maskę przeciwgazową z przytroczonym do puszki pokrowcem płachty przeciwiperytowej. Rzeczy osobiste oraz racje żywnościowe przenoszone były w chlebaku (Brotbeutel M31), do którego dopinano manierkę (Feldflasche M31) oraz w specjalnym plecaku w kolorze blaugrau przeznaczonym dla jednostek LW.

Atrakcją rajdu były przeprowadzone w terenie krótkie inscenizacje - potyczki patrolu niemieckiego z polskimi partyzantami. Trasa Rajdu zakończyła się w Domu Strażaka w Hebdowie, gdzie na strudzonych uczestników czekał ciepły posiłek. (więcej)

 

Siedzibą władz okupacyjnych Generalnego Gubernatorstwa, na mocy rozporządzenia Hansa Franka z dnia 26 października 1939 roku, został Kraków, językiem urzędowym stał się język niemiecki. W Krakowie mieście wówczas 200 tysięcznym stacjonowały siły okupacyjne w liczbie 50 tys. uzbrojonych Niemców oraz ukraińskich policjantów. Władze okupacyjne przeznaczyły bardziej reprezentacyjne część Krakowa na tereny dla osadnictwa niemieckiego. W tym celu wysiedlano ludność polską z ich domów, leżących na zachód od Alei Trzech Wieszczów by zrobić miejsce dla przybywających Niemców. Na terenie miasta powstały wydzielone niemieckie dzielnice w tym zbudowana od podstaw, zamieszkała przez urzędników Generalnego Gubernatorstwa i oficerów w rejonie ul. Królewskiej – wówczas Reichstrasse.

Wraz z przebiegiem działań wojennych zaistniała potrzeba budowy schronów przeciwlotniczych. Planowano wznieść ponad pięćdziesiąt obiektów typu Luftschutzdeckungsgraben. Miały one służyć za tymczasowe schronienia dla osób, które w czasie nalotu znalazły się w miejscach publicznych. Schrony miały powstać głównie w parkach i na skwerach. Nieliczne zachowały się do dnia dzisiejszego. Jednym z nich jest Luftschutzdeckugsgraben usytuowany w pasie zieleni pomiędzy jezdniami al. Zygmunta Krasińskiego, na wysokości siedziby Polskiego Wydawnictwa Muzycznego i Izby Celnej. Według archiwalnej dokumentacji niemieckiej był to schron nr 42, a jego lokalizację określono jako Aussenring, Heinrich-Fink-Gasse - Aleje, ul. Wygoda. Schron, na zlecenie niemieckich władz okupacyjnych wybudowała w 1944 r. firma inżynierów Adalberta Pogany'ego i Stefana Żeleńskiego. 

Obecnie terenem, na którym położony jest schron zarządza Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu, który na wniosek Stowarzyszenia „Rawelin” wydał zgodę na jednorazowe wejście w celu inwentaryzacji obiektu. Termin akcji ustaliliśmy na sobotę 26 marca. Już o godzinie 9 rano pierwsi członkowie Stowarzyszenia pojawili się przy schronie. Pojawili się także dziennikarze zainteresowani naszą akcją, ciekawi co też kryje się pod trawnikiem pomiędzy najbardziej ruchliwymi ulicami w Krakowie. Prace rozpoczęliśmy od ściągnięcia darni w miejscu, gdzie powinno znajdować się wejście do schronu. W latach 60 wejścia do schronów zabezpieczano betonowymi płytami, a następnie zasypywano je ziemią. Tym razem okazało się, że betonowe płyty są dużo większe i cięższe niż zwykle. W tym momencie pojawiły się wątpliwości, czy zdołamy dostać się do środka. Nie daliśmy za wygraną... centymetr po centymetrze łopatami i kilofami zdołaliśmy przesunąć płytę na bok. Ukazały się schody prowadzące do wnętrza schronu, zawalone błotem i starymi pękniętymi płytami zwykle stosowanymi przy zabezpieczeniu wejść. Z tego możemy wnioskować, że przy remoncie jezdni jakiś ciężki pojazd najechał na płyty i je załamał. Zapadlisko przykryto dużymi płytami, które po latach przyszło nam odsuwać. Pierwszy przez szczelinę do schronu dostał się Lipton, a potem po kolei sprawnie weszliśmy do środka, ciekawi jak wygląda schron. Po wstępnych oględzinach okazało się, ze jest w doskonałym stanie, suchy i czysty. Byliśmy zaskoczeni konstrukcja korytarza, który jest wielokrotnie załamany. W Krakowie z takim typem schronu jeszcze nie spotkaliśmy się. Wśród zgiełku pytań dziennikarzy przystąpiliśmy do akcji pomiarowej, która zakończyła się sukcesem - wykonaliśmy dokumentacje rysunkową i fotograficzną. O godzinie 13 było już po wszystkim... ciężkie, betonowe płyty zostały zasunięte, a schron zamknięty być może na kolejne 50 lat. (więcej)

 

22 marca w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie w ramach cyklu spotkań z historią PRL-u odbyła się promocja dwóch książek naszego Kolegi ze stowarzyszenia, Dawida Golika. Dawid jest historykiem, członkiem Komisji Historii Wojskowości Polskiego Towarzystwa Historycznego. Pracuje w Biurze Edukacji Publicznej krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, jest również związany z Grupą Rekonstrukcji Historycznej "Podhale w ogniu".

Od kilkunastu lat interesuje się działalnością partyzantów w Gorcach, zarówno w czasie II wojny światowej, jak również po jej zakończeniu i wprowadzeniu "władzy ludowej". Wynikiem tej pasji, która zaczęła się jeszcze w liceum, trwała na studiach historycznych, a ostatecznie ugruntowała się podczas pracy w IPN-ie są dwie publikacje, które zaprezentowano podczas spotkania w ŚOK-u.

Pierwsza - album "Z wiarą w zwycięstwo... Oddział partyzancki Wiarusy 1947-1949", trafi niebawem do księgarń. Zawiera unikalny zbiór zdjęć i dokumentów związanych z historią kilkudziesięciu młodych ludzi, którzy przez ponad dwa lata walczyli ze stalinowskim terrorem. W drugiej, dostępnej już książce, zatytułowanej "Obszar opanowany przez leśnych. Działania partyzanckie oraz represje aparatu bezpieczeństwa na terenie Ochotnicy w latach 1945-1956" autor skupił się na powojennej działalności partyzantów w jednej z gorczańskich miejscowości. Podczas kilkuletnich badań to właśnie akcje podziemia niepodległościowego w Ochotnicy pojawiały się szczególnie często w materiałach archiwalnych oraz w rozmowach ze świadkami wydarzeń. Mieszkańcy Ochotnicy współpracowali z Armią Krajową. Uczestniczyli w działaniach partyzantów walczących z okupantem, a po wojnie - z nową władzą. Na ciągłość tych relacji z oddziałami partyzanckimi zwrócił uwagę Dawid. Z Ochotnicą związny był szereg formacji, m.in. IV batalion 1. pułku strzelców podhalańskich AK, Zgrupowanie Partyzanckie "Błyskawica" Józefa Kurasia "Ognia" oraz wspomniany już oddział "Wiarusy". Dzieje ich powstania, akcji zbrojnych, prób rozbicia i represji ze strony Urzędu Bezpieczeństwa, na podstawie dostępnych dokumentów, wspomnień i relacji poznajemy na kartach książki. Obie publikacje są tym bardziej cenne, że w latach komunizmu ukazało się wiele "naukowych" tekstów skutecznie fałszujących prawdę o "leśnych" czy jak ich wówczas nazywano - "bandytach". (więcej)

 

Akcja "Zdobywamy Odznakę Przyjaciela Krakowa" rozpoczęła się w listopadzie 1972 roku, kiedy to na tytułowej stronie "Echa Krakowa" ukazał się tekst zapraszający czytelników do udziału w wycieczkach, regulamin zdobywania odznaki i program spacerów. Na pierwszej zbiórce, pod Wieżą Ratuszową na Rynku, zgromadziło się blisko 700 krakowian. Pierwotnie akcja zaplanowana na jeden sezon, kontynuowana była przez lata następne. Spowodowały to listy uczestników z prośbą o jej przedłużenie oraz olbrzymie zainteresowanie zwiedzających. I tak trwa do dnia dzisiejszego.

Wycieczki odbywają się po specjalnie opracowanych trasach, tak aby uczestnicy - mieszkańcy Krakowa, poznali dokładnie podwawelski gród, jego historię i zabytki. W ciągu sezonu (listopad - marzec) przygotowanych jest około 100 tras wycieczkowych oraz specjalne prelekcje. Organizatorami akcji są: Koło Grodzkie PTTK w Krakowie - główny organizator, Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa - organizator prelekcji na odznakę Złotą z pawim piórem, Urząd Miasta Krakowa - wsparcie finansowe i Polska - Gazeta Krakowska jako organizator medialny.

21 stycznia 2011 roku mieliśmy zaszczyt wziąć udział w akcji "Zdobywamy Odznakę Przyjaciela Krakowa"  udostępniając do zwiedzania schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben nr 7 w parku Krakowskim, wewnątrz odwiedzający  mogli poznać dzieje placu Inwalidów i parku Krakowskiego dzięki wystawie „Plac Inwalidów – historia miejsca”. Lokalizacja schronu w dokumentacji niemieckiej została określona jako "Krakauer Park - Aussenring" (park Krakowski - Aleje Trzech Wieszczów). Na podstawie zachowanych dokumentów wiadomo, że wykonawcą obiektu była firma Haffner. Powstał na planie łamanej litery "S", zbudowany w technologii odlewania betonu w szalunku z desek. Budowla ma dwa wejścia główne ze schodami oraz jedno wyjście ewakuacyjne. Schron rozciąga się na długości ok. 60 metrów, przekrój poprzeczny przypomina odwróconą literę "U", przedsionki i główne korytarze maja  2 metry wysokości i 1,40 szerokości. (więcej)

 

18 stycznia 2011 r. w 66. rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Krakowa,  w oddziale MHK Ulica Pomorska, odbyła się debata panelowa „Wyzwolenie czy zniewolenie”, która była jednym z elementów promocji powstającej w oddziale przy ul. Pomorskiej 2 nowej wystawy stałej "Krakowianie wobec terroru 1939-1945-1956". Tuż po godzinie 18.00 spotkanie rozpoczął wicedyrektor ds. naukowych MHK Jacek Salwiński. Powitał wszystkich zgromadzonych i przedstawił głównych gości: profesorów Andrzeja Kurza i Andrzeja Chwalbę, jak również prowadzącego spotkanie redaktora „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego.  Krótkie wprowadzenie do dyskusji wygłosiła asystent Maria Wąchała, po czym głos zabrali  prof. Andrzej Chwalba i prof. Andrzej Kurz, którzy zastanawiali się, czy wkroczenie Armii Czerwonej do Krakowa w styczniu 1945 r. było faktycznym wyzwoleniem naszego miasta, czy też rozpoczęciem okresu kolejnej, tym razem sowieckiej okupacji. Historycy zgodnie stwierdzili, że odzyskana wolność była jedynie pozorna. Do dyskusji chętnie włączyli się także krakowianie, którzy zaskoczyli organizatorów tak tłumnym przybyciem.

Po zakończeniu panelu kurator Grzegorz Jeżowski przedstawił projekt nowej wystawy MHMK "Krakowianie wobec terroru 1939-1945-1956". Ekspozycja zostanie podzielona na trzy części: Dom Śląski, okupacja niemiecka oraz dział stalinowski. Uroczyste otwarcie wystawy planowane jest na wiosnę 2011 r. Spotkanie zamknął dyrektor Jacek Salwiński dziękując wszystkim za przybycie i udział w dyskusji, jednocześnie zapraszając wszystkich na skromny poczęstunek.

 

W dniu 4 grudnia 2010 roku na forcie 49 1/4 Grębałów rozegrała się inscenizacja jednej z najkrwawszych bitew I wojny światowej – obrony Twierdzy Kraków. Głównym organizatorem wydarzenia było stowarzyszenie Tradycyjny Oddział CK Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2 Barona von Beschi. Na zaproszenie organizatora imprezy dowódcy Festungsartillereregiment Nr 2 Przemysława Jaskółowskiego członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin” licznie stawili się tego dnia w forcie Grębałów, aby obserwować zmagania walczących stron.

W 2010 roku przypada 96. rocznica obrony twierdzy Kraków przed nadciągającymi od wschodu wojskami carskimi, które zostały odparte w dwóch bitwach, pomiędzy 16 a 22 listopada  oraz  6 grudnia 1914 roku. Pierwsza próba ataku Rosjan na Twierdzę Kraków nie powiodła się 22 listopada 1914 r. 18 batalionów i ponad 100 dział artylerii fortecznej odrzuciło Rosjan od północnego - wschodniego VI Obszaru Warownego Twierdzy. Niebezpieczeństwo zagrażające od strony Proszowic i Kocmyrzowa zostało zażegnane. Po dwóch tygodniach wojska rosyjskie znów zbliżyły się do wrót Twierdzy. Tym razem przygotowały się do ataku od strony najmniej ufortyfikowanego skraju VII Obszaru Warownego. 4 grudnia XXI korpus rosyjski III Armii Południowej gen. Dimitriewa zajął Wieliczkę i rozpoczął artyleryjskie przygotowania do szturmu na miasto. Aby przedrzeć się przez zewnętrzną linie umocnień Twierdzy, przejść przez Wisłę i dotrzeć do serca miasta, Rosjanie musieli zdobyć forty. Tymczasem Twierdza Kraków przygotowała się do odparcia ataku wroga. Przed atakiem Rosjan dowództwo Twierdzy Kraków zgromadziło prawie całą załogę Twierdzy w fortach: 50 Prokocim, 50a Lasówka, 50 1/2 W Kosocice i 51 Rajsko. Generał Karl Kuk przerzucił na zagrożony odcinek działa z innych miejsc. 6 grudnia 1914 r. miała miejsce kulminacja tzw. drugiej bitwy o Kraków. Oddziały rosyjskie oblegające miasto od wschodu i południowego - wschodu przystąpiły do generalnego szturmu. Zgromadzona na zagrożonych odcinkach załoga twierdzy mężnie odpierała natarcie. Po zaciętych walkach Rosjanie zostali odparci od bram miasta i wkrótce potem cofnęli się. Bitwa ta ostatecznie zadecydowała o odparciu Rosjan i stanowiła istotny element zwycięstwa odniesionego pod Limanową - Łapanowem.

W zimowej scenerii Fortu Grębałów, przy dźwiękach artylerii można było zobaczyć aż 100 rekonstruktorów wyposażonych w historyczną broń i mundury z epoki. W inscenizacji udział wzięły historyczne oddziały wojskowe z Austrii, Czech, Litwy, Polski, Rosji i Węgier. Realizm walk podkreślały trudne zimowe warunki oraz umundurowanie i sprzęt odzwierciedlający ducha epoki. Po stronie rosyjskiej uwagę zwracali Kozacy ubrani w tradycyjne kubanki. Starcie rozpoczęło się od rosyjskiego ostrzału artyleryjskiego, po którym do ataku na wysunięte pozycje polowe ruszyły rosyjskie oddziały piechoty i kozaków. Po krótkiej wymianie ognia z pozycji polowych wyruszył wypad w kierunku nieprzyjaciela - doszło do starcia wręcz. Bój kilkakrotnie przeważał szalę zwycięstwa na poszczególne strony walczące. Ostateczne natarcie Rosjan zostało zatrzymane na linii zasieków. Kolejny wypad oddziałów załogi twierdzy ostatecznie odparł wojska carskie. (więcej)

 

W niedzielę 28 listopada odbył się już po raz szósty Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich, swoje podwoje otworzyło ponad 20 instytucji muzealnych. W godzinach otwarcia poszczególnych muzeów można było bezpłatnie zwiedzić aktualne wystawy, a także skorzystać ze specjalnie na ten dzień przygotowanych atrakcji. Tym razem tegoroczna edycja Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich przebiegała pod hasłem Dnia Skandynawskiego.

Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" tradycyjnie, od pięciu lat bierze udział w tej cyklicznej imprezie  pod patronatem i dzięki pomocy Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Oddział Pomorska. W tym roku udostępniliśmy nasz najbardziej reprezentacyjny schron przeciwlotniczy LS-Deckungsgraben nr 7 w parku Krakowskim. Tak jak większość muzeów w Krakowie, tak samo nasz schron z 1944 roku można było zwiedzać bezpłatnie od godziny 11 do 15. Odwiedzający mogli poznać dzieje placu Inwalidów i parku Krakowskiego dzięki wystawie stałej „Plac Inwalidów – historia miejsca”, której autorem jest członek naszego stowarzyszenia – Mariusz Bembenek. Pomimo padającego śniegu i przenikliwego zimna liczba zwiedzających mile nas zaskoczyła, w ciągu czterech godzin odwiedziło nas 183 osoby. (więcej)

 

Dzięki pomocy i olbrzymiej życzliwości kolegi Huberta Trzepałki, członka Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium” (Koło Terenowe Przedmościa Warszawa), Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” otrzymało w listopadzie oryginalny i w świetnym stanie zachowany niemiecki zawór bezwładnościowy. Zamontowane były po jednym; w śluzie gazowej oraz izbie załogi schronu Regelbau 668, gdzie odpowiadały za wyrównywanie poziomu ciśnienia pomiędzy poszczególnymi pomieszczeniami. Ich działanie na zasadzie skrzeli można było dodatkowo regulować poprzez śrubę umieszczoną z przodu. Zawory tego typu były powszechnie stosowane w obiektach wznoszonych szczególnie pod koniec wojny. Zawór dołączy do kolekcji innych zachowanych elementów wyposażenia, które można oglądać w każdą drugą sobotę miesiąca od maja do października w miejscowości Rudawa koło Krakowa. Serdecznie zapraszamy. (więcej)

 

13 listopada, na zaproszenie Huberta Trzepałki, członka Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium” (Koło Terenowe Przedmościa Warszawa) wyruszyliśmy do Karczewa, gdzie w Lasach Mazowieckiego Parku Krajobrazowego ukryte są niemieckie schrony Regelbau 120a i Regelbau 514. Są to najlepiej zachowane fortyfikacje niemieckie z 1941 roku Przedmościa Warszawa. W ostatnim okresie schrony zostały odkopane i przygotowane do zwiedzania. Od kilku lat grupa pasjonatów stara się odrestaurować te obiekty. Pierwsze prace remontowe przeprowadzono jeszcze w 2005r. Oczyszczono wnętrza obu schronów z piachu, gruzu i śmieci, odkopano podejścia i równie ogniową strzelnicy flankującej schronu Regelbau 120a, jak też wykonano barierki i szalunki osuwających się skarp. Od roku 2008 prace ruszyły pełna parą, dzierżawcą obiektów na Dąbrowieckiej Górze stało się Stowarzyszenie „Pro Fortalicium”, które chce przywrócić schronom dawny wygląd. Prace remontowe zmierzają do przywrócenia obiektów do stanu z okresu II wojny światowej. W ich ramach oczyszczono ściany i ich elewacje, uszczelniono strop oraz uzupełniono elementy pancerne i wyposażenie o czym mogliśmy się osobiście przekonać.

Zespół schronu bojowego i obserwacyjnego ze wzgórza 116 koło Dąbrówki jest fragmentem niemieckiej linii umocnień praskiego przedmościa Warszawy, z okresu II wojny światowej. Są to jedyne obiekty tego typu na przedmościu, które nie uległy zniszczeniu. Pozostałe obiekty już we wrześniu 1944 roku zostały wysadzone przez radzieckich saperów. Schron obserwatora artylerii z kopułą pancerną i kazamatą flankującą dla jednego karabinu maszynowego Regelbau 120a to jeden z najcięższych elementów wybudowanych przez Niemców na Przedmościu Warszawskim. Grubość jego żelbetowych ścian i stropu wzmocnionego stalowymi belkami wynosiła 2 m. Schron wyposażony był w śluzę gazową, kazamatę flankującą ckm obrony wejścia, pomieszczenia załogi, pomieszczenie map, pomieszczenie gospodarcze oraz pomieszczenie obserwatora artylerii (kopuła z peryskopem). Obiekt posiadał dwie strzelnice osłonięte pancernymi płytami stalowymi. Pierwsza z nich, typu 483P2 zamontowana była w kazamacie flankującej, z której można było ostrzeliwać przedpole. Druga płyta pancerna, typu 57P8 znajdowała się w strzelnicy obrony wejścia. Na stropie schronu umieszczono pancerną kopułę obserwacyjną typu 441P01 o średnicy 1,5 m i grubości pancerza 250 mm, w której znajdowały się cztery otwory na peryskopy boczne oraz górny otwór dla głównego obrotowego peryskopu. Obserwator  w kopule miał bezpośrednią łączność ze znajdującym się obok pomieszczeniem dla map, gdzie znajdowała się centrala kierowania ogniem artylerii. Dodatkowe wyposażenie schronu składało się z piecyka węglowego, filtru powietrza i dziewięciu prycz dla załogi. Pomiędzy pomieszczeniami znajdowały się stalowe, gazoszczelne drzwi, zaś główne wejście zabezpieczała przeciw szturmowa krata typu 491P1. Ponadto, w kazamacie flankującej znajdowało się wyjście ewakuacyjne. (więcej)

 

Po długich przygotowaniach, w drugą sobotę października zaprosiliśmy mieszkańców gminy Zabierzów i wszystkich zainteresowanych fortyfikacjami drugowojennymi do naszego schronu Regelbau 668 w Rudawie. Zaczęliśmy jednak od złożenia kwiatów i zapalenia zniczy na cmentarzu w Rudawie - pod pomnikiem Ofiar Pacyfikacji Radwanowic i na mogile żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku. Wartę honorową przy ich grobie wystawili członkowie Sekcji Polskiej SRH Wrzesień '39.

W tym roku postawiliśmy na rekonstrukcję historyczną - właśnie dzięki chłopakom z Sekcji Polskiej i Sekcji Niemieckiej schron i jego otoczenie na nowo "ożyły". Wnętrze obiektu, w którym zgromadziliśmy i częściowo odtworzyliśmy elementy wyposażenia (w tym nasz nowy nabytek, z którego jesteśmy szczególnie dumni, Festungsfernsprecher KM  - telefon forteczny), zapełniło się żołnierzami. Na łące obok schronu i na jego stropie stanęły obok siebie polskie i niemieckie karabiny i działa. Jedno z nich co jakiś czas głośno dawało o sobie znać - echa wystrzałów niosły się po całej miejscowości. Tymczasem rekonstruktorzy - jak na zapleczu prawdziwego frontu, otwierali wojskowe konserwy i czytali rozrzucone w namiocie wojenne gazety. Hitem pikniku była szwedzka granica, czyli pomysł Grzesława, który nie tylko prezentował kompletne wyposażenie i mundur szwedzkiego żołnierza (od namiotu, lornetki, telefonu polowego, zapałek w ozdobnym pudełku, apteczki, po... oryginalne kalesony), ale też postawił na obrzeżach naszej fortecznej działki żółto-czarny szlaban graniczny. W namiocie z zamaskowanej mp-trójki grała szwedzka muzyka z epoki. Wszystkie eksponaty - zarówno po szwedzkiej, polskiej jak i niemieckiej stronie łąki, a także w naszym schronie można było obejrzeć z bliska i zrobić sobie z nimi zdjęcie. Chętnych nie brakowało - przez cały piknik odwiedziło nas ponad sto osób. Dodatkowym magnesem była kuchnia polowa ze wspaniałą grochówką, ognisko oraz stoisko z gadżetami militarnymi, które sprzedawały się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki, książkami na temat fortyfikacji, w tym - naszym debiutanckim przewodnikiem "Fortyfikacje OKH Stellung b-1 w okolicach Rudawy", koszulkami stowarzyszenia, ulotkami informacyjnymi Rawelinu i gminy Zabierzów. Na pocztówkach wydanych przez Urząd Gminy można było przybić okolicznościową pieczątkę "punktu oporu Rudawa". Obok zaprezentowaliśmy dioramy obiektów linii b-1, które wzbudzały zachwyt zwłaszcza najmłodszych.

Na zakończenie pikniku mieliśmy miłą, sąsiedzką wizytę - odwiedziły nas dwie Panie z domu położonego na działce obok schronu, który przez trzy lata prac w Regelbau 668 praktycznie wyrósł na naszych oczach. Podobnie jak inni mieszkańcy gminy, którzy uczestniczyli w pikniku, opowiadały o dzieciństwie spędzanym obok niemieckich fortyfikacji. Właśnie dzięki takim spotkaniom, a przede wszystkim relacjom osób ze starszego pokolenia, które pamiętają czasy wojny, mamy szansę na uzupełnienie wiedzy o obiektach linii b-1, zwłaszcza tych, które zostały po wojnie usunięte lub których lokalizacja pozostaje do dziś nieznana. Mamy nadzieję, że będzie okazja, by spotkać się za rok na kolejnym pikniku. (więcej)

 

Małopolskie Stowarzyszenie Miłosników Historii "Rawelin" wzbogaciło się o kolejny eksponat do odtwarzanego wnętrza schronu biernego typu Regelbau 668 znajdującego się na terenie miejscowości Rudawa, gm. Zabierzów. Jest to telefon forteczny Festungsfernsprecher KM w rzadkiej wersji produkowanej dla Kriegsmarine. Wyprodukowany w 1943 roku przez znaną niemiecką firmę Siemens & Halske AG nosi numer 173/0750. Pierwotnie zamontowany był zapewne w jednym ze schronów Wału Atlantyckiego. Posiada możliwość podłączenia telefonu polowego FF33 oraz specjalnego mikrofonu do prowadzenie komunikacji w założonej masce przeciwgazowej. Doskonały stan zachowania wewnętrznej instalacji, dzięki żeliwnemu i hermetycznemu korpusowi być może umożliwi w przyszłości jego ponowne uruchomienie. (więcej)

 

19 czerwca wybraliśmy się do Gostyni koło Mikołowa na szóstą edycję Bitwy Wyrskiej. Impreza organizowana jest co roku w maju, przez Stowarzyszenie „Pro Fortalicium” i Urząd Gminy Wyry, na polach gostyńskich obok Pomnika Pamięci Żołnierzy Września. W tym miejscu, w pierwszych dniach września 1939 roku doszło do walk między VIII Śląskim Korpusem Armijnym, a jednostkami Grupy Operacyjnej „Śląsk” należącymi do Armii „Kraków”. Po kilkudniowych starciach, miejscowość Wyry została wreszcie odbita z rąk niemieckich. Niebagatelną rolę w obronie polsko-niemieckiego pogranicza odegrały fortyfikacje Odcinka Umocnionego „Mikołów”, które, pomimo, że dopiero kończono ich budowę, doskonale spełniły swoje zadanie. W okresie szczytowego nasilenia walk po obu stronach brało udział kilkanaście tysięcy żołnierzy. Dlatego śmiało można stwierdzić, że była to największa bitwa, jaka rozegrała się we wrześniu 1939 roku na Górnym Śląsku.

Tegoroczna Bitwa Wyrska, która jest rekonstrukcją tamtych wydarzeń, odbyła się wyjątkowo z miesięcznym opóźnieniem, z powodu majowej powodzi. Być może ze względu na zmianę terminu przyjechało mniej grup rekonstrukcyjnych, mniej było także widzów i militarnych stoisk. Ale organizatorzy zadbali o atrakcje: po stronie polskiej można było zobaczyć m.in. armatę przeciwpancerną 37 mm, wz.1936 i samochód Fiat 508 – furgon, który służył głównie za pojazd transportowy. „Niemcy” przywieźli pod Wyry armatę przeciwpancerną 3,7 cm PaK 36 i lekki czołg Pz. Kpfw. II, który prezentował się bardzo efektownie wśród wybudowanej z drewnianych palet, płonącej wioski. W czasie pikniku militarnego, w okopach i na stanowiskach wybudowanych w lesie obok pola walki, stacjonowały także formacje niezwiązane bezpośrednio z Bitwą Wyrską. Zwiedziliśmy także schron bojowy „Sowiniec”, którym opiekuje się Stowarzyszenie „Pro Fortalicium”. Jednym z najciekawszych, zrekonstruowanych przez Stowarzyszenie elementów schronu jest instalacja filtrowentylacyjna. Zresztą ogrom pracy, jaki włożyło „Pro Fortalicium” w wyposażenie i remont tego obiektu jest naprawdę imponujący. Oprócz bitwy, zwiedzania schronu i pikniku, którego jednym z punktów programu był koncert operowy „Witaj Majowa Jutrzenko” i pieśni żołniersko-patriotyczne, Wojsko Polskie zorganizowało wystawę sprzętu, m.in. Hummerów. Dla zainteresowanych wstąpieniem do armii stanął punkt informacyjno-rekrutacyjny tyskiej WKU.

Mimo, że tegoroczna Bitwa Wyrska miała zdecydowanie mniejszy rozmach niż dotychczas, uważamy, że jest to jedna z ciekawszych imprez rekonstrukcyjnych w kraju. (więcej) 

 

25 maja 2010 roku w schronie przeciwlotniczym LS-Deckungsgraben nr8 na pl.Inwalidów gościliśmy francuską ekipę filmową, która realizuje film poświęcony reżyserowi Romanowi Polańskiemu. Będąc w Krakowie bardzo zależało im na zobaczeniu miejsca, w którym niespełna 14-letni Polański o mało nie stracił życia.

LS-Deckungsgraben nr8 jest zlokalizowany równolegle do dawnej ulicy Ruskiej, obecnie zachodnia część placu Inwalidów. Schron zbudowany został na terenie zielonym w roku 1944 przez krakowska firmę Mariana Plebańczyka. Wykonano go z prefabrykowanych elementów betonowych, ma długość około 60 metrów. Prowadzą do niego dwa wejścia - jedno u wylotu ulicy Pomorskiej, drugie niedaleko ulicy Lea. W środkowej jego części znajduje się wyjście ewakuacyjne, obecnie niedrożne.

Swoją przygodę związaną z tym miejscem opisał w swojej autobiografii Roman Polański. W 1949 roku został zwabiony do bunkra przez bandytę, recydywistę Romana Dziubę pod pozorem zamiaru sprzedaży roweru wyścigowego. Dziuba ogłuszył Polańskiego cegłą zawiniętą w gazetę, a następnie ograbił. Reżyser wspomina: Kilka dni później zgłosiłem się pod wskazany przez niego adres. Tam jednak nikt o Dziubie nie słyszał. Potem natknąłem się na niego przypadkiem na bazarze i zacząłem dopytywać się. o nasza ewentualną transakcję. Zapewniał mnie, że umowa stoi i wyznaczył mi spotkanie w następny czwartek na placu Wolności. Sprzedałem więc dwa koła i 30 czerwca, w przeddzień wakacji, czekałem na niego obok gmachu Urzędu Bezpieczeństwa. Towarzyszył mi Marian, któremu ta cała sprawa wydawała się wątpliwa.
Dziuba spóźnił się. W ręku trzymał jakiś przedmiot zawinięty w gazetę. Odciągnął mnie na bok.
— Kto to? — zapytał niezadowolony — Jak to, kto? Poznałeś go przecież. To kumpel. Dziubie nie podobało się, że Marian jest ze mną. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że rower jest kradziony. Zaczęło mnie nękać poczucie winy, ale było za późno na skrupuły: sprzedałem już koła.
— Gdzie rower? — spytałem.
— W bunkrze — odpowiedział.
Znałem dobrze to miejsce, choć nigdy nie byłem w środku. W czasie wojny, w parku po drugiej stronie jezdni, Niemcy zbudowali bunkier, który służył jako schron przeciwlotniczy. Na zewnątrz widać było tylko porośnięte trawą wybrzuszenie, mniej więcej stumetrowej długości. Betonowe wejście często służyło przechodniom za toaletę. Panowała tam ciemność, wilgoć i smród. Nawet jeśli rower był kradziony, Dziuba chyba przesadzał w ostrożności.
Zaczęło padać. Umundurowany strażnik i jakiś mężczyzna z rowerem stali u wylotu rampy; pogrążeni w rozmowie, nie zważali na niepogodę. Nie mogłem się doczekać, żeby dobić targu, ale Dziuba był niewzruszony. Osłonięci ścianą budynku, po drugiej stronie placu, czekaliśmy, aż odejdą.
„Czekaj tutaj" zwrócił się Dziuba do Mariana, kiedy ruszyliśmy w stronę parku. Zaczęliśmy schodzić wzdłuż rampy. Dziuba szedł pierwszy, starannie omijając nieczystości. „Te świnie wszędzie by nasrały" - rzucił. Zwinął gazetę w trąbkę, zapalił ją i, trzymając nad głową jak pochodnię, ruszył przodem. Tunel wydawał się pusty. „Gdzie rower?' - powtórzyłem.
Powiedział, że za zakrętem. Prowizoryczna pochodnia zamigotała i zgasła. Panowała niemal całkowita ciemność, jedynie z oddalonego otworu w suficie dochodziło nikłe światło. Szedłem po omacku, dotykając ręką ściany, Dziuba znalazł się teraz za mną.
Poczułem straszliwy wstrząs, jakby mnie kopnął prąd — widać dotknąłem nie izolowanego przewodu. Zdałem sobie sprawę, że leżę na betonie i ktoś uderzył mnie w głowę. Myślałem, że napastnik zaczaił się w jakimś zakamarku. Ale nie było zakamarka. Wydało mi się, że Dziuba kuca nade mną i poznałem jego głos; pytał, gdzie mam pieniądze. Jego słowa przypływały i odpływały jak w źle nastawionym radiu. Skłamałem, że są u Mariana.
Przewrócił mnie na bok i wyciągnął z kieszeni portfel. Zerwał mi z ręki zegarek — prezent od ojca, który hołubiłem jak skarb — i rzucił się do ucieczki.
Dowlokłem się do otworu wentylacyjnego. Pod nim uzbierała się kupa ziemi. Wlazłem na nią i stając na palcach chwyciłem się krawędzi. Marian patrzył na mnie z góry osłupiały.
— Jezus Maria! — wykrzyknął. — Ale cię załatwił!
— Zabrał mi forsę — wymamrotałem.
— Czekaj — rzucił Marian i pognał.
Wywindowałem się na rękach przez otwór. Wciąż padało. Na koszuli miałem pełno krwi. Jakaś kobieta w brązowym płaszczu nieprzemakalnym podeszła do mnie, wydając ciche okrzyki przerażenia, niby kwilenie ptaka, ale rozzłościła się. kiedy odpychając ją poplamiłem jej płaszcz.
Poczułem słony smak w ustach, krew spływała mi strużką po twarzy. Ale to było nieważne. myślałem tylko o jednym: jak wytłumaczę się przed ojcem z utraty zegarka?
Kiedy zastanawiałem się nad tym, niedaleko zatrzymała się wielka śmieciarka. Na dachu, wraz z jednym ze śmieciarzy.siedział Marian. „Romek!" — krzyczał. machając ręką jak szalony.
Stojący na stopniach samochodu mężczyzna wciągnął mnie do środka. Znalazłem się na siedzeniu obok Dziuby.
Śmieciarka przejeżdżała akurat w chwili, gdy wyłaziłem z bunkra. Widząc Mariana, który kogoś ścigał, kierowca objechał park i odciął uciekinierowi drogę. Dziuba wpadł prosto na woz. Teraz, z miną człowieka, który nie skrzywdziłby muchy. usiłował wcisnąć mi z powrotem portfel i zegarek. Nie bierz tego. to pójdzie do depozytu - rzucił kierowca.

To zdarzenie Roman Polański przedstawił też w swoim pierwszym filmie krótkometrażowym -  etiudzie "Rower". Film został nakręcony w 1955 roku w Krakowie, dokładnie w tych samych miejscach gdzie rozegrała się dramatyczna scena, reżyser zdecydował się osobiście odegrać rolę napadniętego chłopaka. Niestety jego pierwsza studencka etiuda  nie doczekała premiery. Taśma pojechała do Moskwy z wysłanymi do zmontowania materiałami z Festiwalu Młodzieży i zaginęła.

Do końca nie jesteśmy pewni, czy miejscem tych dramatycznych wydarzeń był schron nr 8, czy też schron nr 7 w parku Krakowskim. Czy nasze wątpliwości dotyczące tego miejsca rozwieje kiedyś Roman Polański? (więcej)

 

Noc Muzeów, czyli zwiedzanie większości placówek muzealnych w mieście za symboliczną złotówkę odbyła się w Krakowie po raz siódmy, z 14 na 15 maja. Każda edycja przebiega pod pewnym hasłem, w tym roku był to „Wielki Kraków 1910 - 2010”. W 1910 roku, z inicjatywy prezydenta Juliusza Lea podjęto decyzję o stopniowym włączaniu w obręb miasta terenów okolicznych gmin, które z czasem, przede wszystkim w latach międzywojennych nabrały miejskiego charakteru. Proces ten zakończył się w 1915 przyłączeniem do Krakowa miasta Podgórza.

„Rawelin” wziął udział w Nocy Muzeów czwarty raz, udostępniając LS-Deckungsgraben nr 7 w parku Krakowskim, nasz najbardziej reprezentacyjny schron przeciwlotniczy, wybudowany w 1944 roku. Zlokalizowany jest w sąsiedztwie Alej Trzech Wieszczów (tereny dawnej kolei obwodowej) i placu Inwalidów, w rejonie, który między I a II wojną światową był intensywnie urbanizowany, zgodnie z ideą „Wielkiego Krakowa”. Odwiedzający schron mogli poznać dzieje placu Inwalidów i parku Krakowskiego, dzięki wystawie stałej „Plac Inwalidów – historia miejsca”, której autorem jest członek naszego stowarzyszenia – Mariusz Bembenek. Jest on także współautorem wydanego niedawno przewodnika „Wokół placu Inwalidów”, który podczas Nocy Muzeów można było kupić w oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej, a potem... przyjść po autograf w jedno z najciekawszych miejsc opisanych w książce.

Pamiątkowe monety, które rozprowadzaliśmy przy wejściu do schronu, rozeszły się praktycznie od razu. Jak zwykle, krakowianie tłumnie przyszli obejrzeć rawelinowe podziemia. W ciągu prawie sześciu godzin naliczyliśmy ponad 1300 osób. Większość z nich wykazała się niezwykłą cierpliwością, oczekując w długiej kolejce i zrozumieniem, gdy tłumaczyliśmy, że ze względu na wąskie korytarze nie jesteśmy w stanie wpuścić więcej osób naraz, żeby nie dopuścić do zakorkowania schronu. Niecierpliwi próbowali jednak dostać się do środka pod prąd. Najbardziej ujęli nas rodzice, którzy znieśli wózek z kilkumiesięcznym „miłośnikiem historii” do schronu, a następnie wytaszczyli go na górę i dziewczyna z nogą w gipsie, która nie zrezygnowała ze zwiedzania, pomimo tego, że trudno jej było zejść po schodach. Oprócz wystawy Mariusza, pokazaliśmy kolekcję eksponatów związanych z obroną przeciwlotniczą, które w odróżnieniu od ekspozycji w innych muzeach, można było wziąć do ręki i sfotografować. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się jeden z najbardziej intrygujących przedmiotów - maska przeciwgazowa dla konia. Większość muzeów działała do 1 w nocy, nasz schron - do dwunastej, dlatego nawet po zamknięciu wystawy cały czas pojawiali się w parku chętni do obejrzenia „siódemki”. Jedynym wyjściem było zaproszenie ich jesienią na Dzień Otwartych Drzwi Muzeów   Krakowskich. (więcej)

 

Na przełomie kwietnia i maja zorganizowaliśmy kilkudniowy wyjazd na Roztocze Wschodnie, gdzie kontynuowaliśmy prace inwentaryzacyjne na terenie Rawsko-Ruskiego Rejonu Umocnionego tzw. „Linii Molotowa”. Tym razem celem naszej wyprawy była jedna z najsłabiej poznanych jego części - punkt oporu Dziewięcierz. Z racji położenia w bezpośredniej bliskości granicy państwa jest on bardzo rzadko odwiedzany przez miłośników fortyfikacji oraz turystów. Schrony tej pozycji ulokowano na stokach wzniesień w dwóch grupach: w rejonie dawnego PGR Dziewięcierz i wsi Moczary. Umożliwiało to ryglowanie kierunku na Rawę Ruską i Lwów oraz niezwykle ważnej w tym regionie linii kolejowej. Do czerwca 1941 r. wzniesiono tylko część z kilkunastu zaplanowanych obiektów, o czym świadczą coraz słabiej widoczne w terenie wykopy. Wybuch wojny zastał te obiekty w trakcie budowy, nie zdołano ich uzbroić, zamontować pancerzy i wyposażenia.

W trakcie wstępnych badań terenowych grupy schronów w rejonie Dziewięcierza udało nam się zlokalizować pięć schronów bojowych i wykopy pod trzy kolejne. Wzniesiono tutaj wyłącznie obiekty o uproszczonej konstrukcji dwóch typów: jednoizbowe do ognia czołowego lub bocznego oraz jednokondygnacyjne schrony obrony ppanc. i broni maszynowej. Z przyczyn od nas niezależnych  musieliśmy zrezygnować z rozpoznania obiektów położonych w okolicach wsi Moczary, a co za tym idzie musimy tu wrócić w przyszłym roku i uzupełnić naszą dokumentacje. (więcej) 

 

XVII Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 13 - 14 marca 2010 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających walkę żołnierzy I wojny światowej.

Pierwszy dzień rajdu prowadził „szlakiem pierwszowojennych bitew i cmentarzy. Na trasie autokarowej wycieczki znalazły się Opatowiec, Ksany, Czarkowy, Nowy Korczyn, Konary, Szczucin , Dąbrowa Tarnowska, Żabno, Niedomice, Biskupice Radłowskie, Radłów, Niwka, Wierzchosławice, Łętowice, Brzesko i Bochnia, Uczestnicy rajdu zwiedzili wiele cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej będących świadectwem zaciętych walk na tych terenach w czasie I wojny światowej. Drugi dzień XVII Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków to zwiedzanie I sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki znajdowały się: Zakrzowiecki Urząd Akcyzowy, ślady wałów rdzenia przyczółka podgórskiego, relikty ziemnego fortu piechoty St III, szaniec Fs 29, relikty okopów i szańca Fs 29 1/2, kawerna Pychowice, kawerny na Górze św.Piotra i fort pancerny 53a "Winnica".

Trasa rajdu zakończyła się w forcie 53a „Winnica". W forcie organizatorzy rajdu przygotowali ognisko, przy którym uczestnicy strudzeni długą wędrówką i intensywnym zwiedzaniem fortyfikacji krakowskiej twierdzy mogli posilić się smażona kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XVII Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. (więcej) 

 

W dniu 21 stycznia w Oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej odbyła się uroczysta promocja książki Anny Marszałek (MHK) i Mariusza Bembenka (MSMH Rawelin) "Wokół placu Inwalidów". Spotkanie prowadził dyrektor ds. naukowych Muzeum Historycznego   Jacek Salwiński.

Pomysł napisania przewodnika pojawił się podczas Nocy Muzeów w 2007 roku, przy okazji wystawy "Plac Inwalidów - historia miejsca", której autorem był Mariusz Bembenek. Zwiedzający, szczególnie mieszkańcy okolic placu pytali o foldery czy wydawnictwa związane z wystawą, ale wtedy nic takiego nie powstało. Dziełem Anny Marszałek jest część przewodnika poświęcona historii i architekturze, natomiast Mariusz zajął się tematem schronów przeciwlotniczych. Zdaniem obydwojga Autorów, plac Inwalidów, miejsce, które wiele osób traktuje jako zwykły przystanek, punkt przesiadkowy w drodze do pracy czy na zajęcia, warte jest odkrycia. Podczas pracy nad książką, Autorzy korzystali z różnego rodzaju archiwaliów, wspomnień, planów, zbiorów własnych oraz MHK i Archiwum Państwowego w Krakowie. Dużą część tych materiałów możemy zobaczyć w przewodniku.  Wielkim atutem wydawnictwa jest właśnie ciekawa ikonografia, szczególnie zdjęcia z okresu XX-lecia międzywojennego i II wojny światowej. Mariusz Bembenek zamieścił w przewodniku dokładne plany i dane techniczne schronów, którymi opiekuje się Stowarzyszenie „Rawelin”, nazwiska właścicieli firm, które budowały obiekty oraz zdjęcia wnętrz. Jak podkreśla, niektóre z materiałów ujrzały światło dzienne dopiero przy okazji wydania książki. Podczas spotkania na Pomorskiej prezentację na temat naszych dotychczasowych dokonań oraz współpracy z MHK w ciągu prawie czteroletniej „przygody” ze schronami przedstawił Szymon Kalicki. Była to okazja, by trochę powspominać trudne początki prac przy schronach, jak też miłe chwile, kiedy Stowarzyszenie udostępniło schrony zwiedzającym.

Dzięki publikacji możemy też poznać najnowsze dzieje placu. W lutym 1989 roku, gdy nosił on jeszcze nazwę plac Wolności, a jego centralnym punktem był charakterystyczny „słup”, czyli Pomnik Wdzięczności, odbyły się tu demonstracje studentów i młodzieży szkolnej przeciwko obecności wojsk radzieckich w Polsce. Demonstranci przebrani w mundury przypominające umundurowanie ZSRR zorganizowali na ulicach Krakowa happening „Armia Radziecka z tobą od dziecka”. Punktem docelowym miał być pomnik na placu. Przebieg wydarzeń udokumentował Mariusz, a zdjęcia z 23 lutego 1989, których małą próbkę znajdziemy w przewodniku, zaprezentował na spotkaniu w muzeum.

Książkę Anny Marszałek i Mariusza Bembenka „Wokół placu Inwalidów” można kupić w siedzibie Muzeum Historycznego Miasta Krakowa przy ul. Pomorskiej 2, w Sklepie Muzealnym (Pałac Krzysztofory, Rynek Główny 35) oraz za pośrednictwem strony www.sklep.mhk.pl

Jeszcze jedna prezentacja, autorstwa Grzegorza Jeżowskiego z MHK przy Pomorskiej (dawna siedziba gestapo), dotyczyła planów związanych z nową ekspozycją muzealną, którą będzie można zobaczyć już w listopadzie. Będzie ukazywać przede wszystkim losy osób poszkodowanych przez systemy totalitarne od czasów okupacji do 1956 roku. Poznamy historie prześladowanych i ich katów – dokumenty, relacje, nagrania, a oprócz tego – pamiątki związane z budową Domu Śląskiego, w którym mieści się muzeum oraz fundatorami - Towarzystwem Obrony Kresów Zachodnich. Grzegorz podkreślał, że MHK Oddział Pomorska zwraca się z prośbą do osób, których krewni byli przetrzymywani czy przesłuchiwani w czasie wojny w Domu Śląskim o udostępnienie zachowanych  dokumentów, wspomnień czy pamiątek związanych z tym miejscem.

Sala wystawy stałej, w której miało miejsce to wydarzenie, wypełniona była po brzegi zaproszonymi gośćmi i osobami zainteresowanymi historią naszego Miasta. Program imprezy, jak i oprawa muzyczna, którą zapewniło trio akordeonowe „acc. to be”, spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem zebranych. Na zakończenie wszyscy zostali zaproszeni na mały poczęstunek, którego sponsorem była Cukiernia Śliwa z Krakowa. (więcej)

 

W 2009 roku przypada 95. rocznica obrony twierdzy Kraków przed nadciągającymi od wschodu wojskami carskimi, które zostały odparte w dwóch bitwach, pomiędzy 16 a 22 listopada  oraz  6 grudnia 1914 roku. 6 grudnia 1914 r. miała miejsce kulminacja tzw. drugiej bitwy o Kraków. Oddziały rosyjskie oblegające miasto od wschodu i południowego - wschodu przystąpiły do generalnego szturmu. Zgromadzona na zagrożonych odcinkach załoga twierdzy mężnie odpierała natarcie. Po zaciętych walkach Rosjanie zostali odparci od bram miasta i wkrótce potem cofnęli się. Bitwa ta ostatecznie zadecydowała o odparciu Rosjan i stanowiła istotny element zwycięstwa odniesionego pod Limanową - Łapanowem.

Grupa rekonstrukcji historycznej i jednocześnie stowarzyszenie Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii Fortecznej Nr 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków od kilkunastu już lat spotyka się 6 grudnia, aby celebrować ogień artyleryjski i świętować zwycięstwo nad armią carską. W tym roku uroczystość odbyła się w forcie artyleryjskim 49 Krzesławice, jednym z nielicznych odrestaurowanych i zagospodarowanych obiektów Twierdzy Kraków. Na co dzień znajduje się tu Młodzieżowy Dom Kultury.

Na zaproszenie organizatora imprezy dowódcy krakowskiego Tradycyjnego Oddziału C. i K. Regimentu Artylerii Fortecznej No.2 Przemysława Jaskółowskiego członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Rawelin” licznie stawili się tego dnia na dziedzińcu fortu. W inscenizacji brał udział jeden z naszych członków Henryk Trynka, który jako artylerzysta FsAR2 był pierwszy raz w boju. Impreza rozpoczęła się o godz. 11 krótkim wprowadzeniem historycznym przypominającym wydarzenia z grudnia 1914 roku. Rozpoczęła się inscenizacja... Rosjanie ostrzelali pozycje baterii mieszanej FsAR2 na wałach fortu, granaty wybuchały z wielkim impetem. Pomimo skomasowanego ognia nie udało się zniszczyć nieprzyjacielowi dział fortu Krzesławice. Po zakończeniu ostrzału na stanowiska wybiegli artylerzyści. Z replik dział i granatników ustawionych na wale fortu rozpoczęli ostrzał pozycji rosyjskich. Donośny huk rozniósł się na dziedzińcu i wśród murów krzesławickich umocnień. Kanonada artyleryjska trwała kilkanaście minut. Następnie na teren fortu wdarł się patrol rosyjski – kozak i piechór. Podczas starcia z załogą fortu ranili jednego z obrońców, którego natychmiast wyniesiono z pola bitwy. Załoga ruszyła w pogoń za wycofującymi się Rosjanami. Po kilkuminutowej wymianie ognia wzięto zwiadowców do niewoli, złapano także szpiega, który miał przedostać się do twierdzy. W inscenizacji wydarzeń z grudnia 1914 roku oprócz organizatorów krakowskiego Tradycyjnego Oddziału C. i K. Regimentu Artylerii Fortecznej No.2 wzięli udział także zaproszeni goście z grupy historycznej z czeskiego Brna. Niestety z powodu kontuzji jaką nabawił się w boju Przemysław Jaskółowski kolejne punkty uroczystości zostały odwołane, min. pasowanie na artylerzystę, czyli przyjęcie nowych członków stowarzyszenia. Komendant po zaopatrzeniu ran powrócił do fortu.

Przy okazji uroczystości rocznicowych zwiedziliśmy fort Krzesławice, a w szczególności miejsca, które na co dzień nie są dostępne. W jednej z kazamat koszar szyjowych zaprezentowano wystawę pt. „Austro – węgierska  artyleria forteczna 1914-1918”, na której mogliśmy podziwiać archiwalne fotografie, mundury artyleryjskie, imponującą kolekcje pocisków i zapalników... Kolejne odparcie Rosjan już za rok. Mamy nadzieje, że męstwa i prochu nie zabraknie. (więcej)

 

W tegorocznej edycji imprezy, w której braliśmy udział już po raz czwarty, przyszła kolej na schron nr 8 przy pl. Inwalidów. W zeszłym roku i dwa lata temu w listopadzie z tej samej okazji otwieraliśmy „siódemkę” w parku Krakowskim, a rok wcześniej – „dwójkę” przy Królewskiej, jeden z pierwszych tego typu obiektów w mieście. Tak jak większość muzeów w Krakowie, tak samo nasz schron z 1944 roku można było zwiedzać bezpłatnie od godziny 10 do 15. Tradycyjnie już udostępniliśmy obiekt pod patronatem i dzięki pomocy Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, oddział Pomorska. Na potwierdzenie tego, że akcja jest wspólna jeden ze zwiedzających zapytał, czy bezpośrednio ze schronu istnieje przejście podziemne do… muzeum.

Nie obyło się bez problemów technicznych. Dzień przed imprezą okazało się, że ktoś „pożyczył” większość naszych lamp naftowych, które przechowywaliśmy wewnątrz schronu i trzeba było dokupić nowe. Współpracy odmówił też agregat, ale na szczęście udało się go w porę reanimować. Za to w czasie zwiedzania wszystkie sprzęty spisały się na medal. W schronie nr 8 nie ma zamontowanej na stałe instalacji elektrycznej, więc warunki oświetleniowe utrudniają organizowanie wystaw w korytarzach. Dlatego tym razem nie zaprezentowaliśmy rawelinowych zbiorów masek i innych militariów. Jednak nawet pusty (nie licząc zachowanych oryginalnych ławek) schron okazał się atrakcją Dnia Otwartych Drzwi Muzeów. Jak zwykle zwiedzaniu towarzyszyło zaskoczenie, niedowierzanie, zachwyt, a czasem… strach. Wśród najstarszych osób odwiedzających Lufschutzdeckungsgraben spotkaliśmy nawet świadka budowy schronów.

Liczba zwiedzających zaskoczyła nas: 316 osób, czyli całkiem sporo, jak na listopadową porę. Nie licząc rowerzysty - gitarzysty, który bardzo chciał obejrzeć nasz obiekt, ale ponieważ przyszedł „po godzinach”, a do tego był chyba po dosyć intensywnej imprezie, ostatecznie zrezygnował. W końcu zaparkował swój rower i… gitarę na trawniku, a sam położył się obok schronu i jak gdyby nigdy nic zapadł w drzemkę. (więcej)

 

Sobota 7 listopada 2009r. była zimna i deszczowa, jednak aura nie była w stanie pokrzyżować naszych planów. Celem naszej wyprawy były fortyfikacje Obszaru Warownego Śląsk. Rozciąga się on na odcinku kilkudziesięciu kilometrów od miejscowości Przeczyce na północy po miejscowość Wyry na południu. Była to linia umocnień stałych i polowych dodatkowo uzupełniona szeregiem obiektów towarzyszących lub zabezpieczających. Dziś stanowi wyjątkowy w skali kraju zabytek polskiej myśli fortyfikacyjnej z okresu międzywojennego.

Po niepokojących informacjach w mediach dotyczących planów rozbudowy autostrad i dróg szybkiego ruchu w Polsce postanowiliśmy jeszcze raz zwiedzić punkt oporu Bobrowniki i ocenić zakres zniszczeń spowodowanych budową odcinka autostrady A1. Ale zanim dotarliśmy do Bobrownik... Dzięki uprzejmości Szymona Hrebendy, członka Stowarzyszenia Pro Fortalicium zwiedziliśmy jego ciężki schron bojowy należący do Samodzielnej Grupy Bojowej „Kamień”. Ze względu na ilość obiektów ciężki bardziej przypomina niewielki punkt oporu. Jej zadaniem było ryglowanie doliny rozciągającej się poniżej i ciągnącej się w stronę Bytomia oraz ryglowanie drogi z Piekar do Siemianowic. W skład I linii wchodziły cztery obiekty ciężkie w tym aż dwa wyposażone w armaty p.panc. Niestety, jeden z nich nie zachował się do naszych czasów, został wysadzony przez Niemców w 1940 roku. Drugą linię obrony stanowił wybudowany w 1938 roku umocniony budynek organizacji "Strzelec". W jego piwnicach mieścił się żelbetowy schron dla dwóch rkm-ów oraz najprawdopodobniej skład amunicji. Punkt oporu posiada na przedpolu ciężkich schronów dwa obiekty pozorne z kopułami betonowymi. Większość obiektów znajduje się na terenie ogródków działkowych, dlatego dostęp do nich jest utrudniony, ale za to zachowały się w bardzo dobrym stanie. Przekonaliśmy się o tym zwiedzając działkę Szymona. Nie jest to zwykła działka ogrodnicza z grządkami warzywnymi i przytulną altanką, lecz wielką betonową bryłą – dwukondygnacyjnym schronem bojowym dla broni maszynowej. Jego uzbrojenie stanowiły trzy ckm-y  i rkm. Jeden ckm osadzony był w półkopule pancernej o sygnaturze ZO 1936 N954, dwa pozostałe w strzelnicach ściennych za pancerzami pionowymi. Poza częścią bojową w schronie znajduje się pomieszczenie dla załogi, maszynownia i pomieszczenie magazynowe. Obiekt jest w doskonałym stanie, ma zachowane pancerze, drzwi pancerne oraz drzwi do innych pomieszczeń, kratę przeciw szturmową, a także lawetę ckm w półkopule pancernej. Zachowały się także fragmenty drobnego wyposażenia takie jak składane stoliki czy spore fragmenty systemu chłodzenia ckm-ów. Obiekt posiada rury do łączności optycznej skierowane w stronę nieistniejącego tradytora, wyjście ewakuacyjne stanowiące strzelnicę rkm oraz, jako jeden z nielicznych schronów z 1936, strzelnicę obrony wejścia. Mamy nadzieje, że dzięki Szymonowi stanie się kolejną perełką wśród Śląskich fortyfikacji.

Punkt oporu "Bobrowniki" położony w zakolu rzeki Brynicy jest jednym z najciekawszych na całym Obszarze Warownym Śląsk. Wzniesiony w pierwszym okresie budowy ma wiele charakterystycznych dla tego etapu cech konstrukcyjnych, zbudowany na grzbiecie i stokach wzgórza 310, dzięki czemu obrona miała zapewniony dobry wgląd w przedpole. Fortyfikacje te składały się oprócz umocnień stałych z mocno rozbudowanych przeszkód ziemnych i linii okopów. Do września 1939 roku na wzgórzu wybudowano aż 17 obiektów. Umocnienia te, od frontu, rozbudowane były w dwie - trzy linie. Na skrzydłach jedna linia przebiegała u stóp wzgórza, druga na skraju stoku i szczytu. Na płaskim szczycie rozmieszczono ciągi okopów i rowów łącznikowych. Komunikację uzupełniały utwardzone drogi.  Jego jądrem są dwa tradytory artyleryjskie strzelające w kierunku północnym i południowym. Są one konstrukcyjnie zbliżone do siebie, różnią się detalami. Są to jedyne obiekty na Śląsku, w których konstrukcję podporządkowano artylerii, ckm-y natomiast pełnią rolę pomocniczą. Od frontu pozycji położone są łukiem cztery obiekty, trzy z nich posiadają półkopułę pancerną ckm, jeden kopułę ckm. W połowie płaszczyzny grzbietu wzgórza znajduje się niewielki, wykopowy schron bojowy z kopułą pancerną czterostrzelnicową oraz nieco cofnięty względem niego mały schron obserwacyjny ze standartową kopułą obserwacyjną. W środkowej i tylnej części pozycji umieszczono w wykopie schrony bierne pełniące rolę magazynów amunicji. Na północnym i południowym stoku wzgórza położone są schrony broni maszynowej przeznaczone do ognia czołowego. Fortyfikacje dopełniały obiekty pozorne i pozorno-bojowe. Na wschodnim stoku wzgórza znajduje się piętrowy budynek koszarowy z przybudowanymi doń schronami bojowymi  uzbrojonymi w ckm-y.

Kiedy byliśmy tu w styczniu 2008 roku znane już były plany inwestycji drogowej, ale jeszcze nic nie zapowiadało kataklizmu. Na trasie autostrady znalazło się kilka schronów punktu oporu, które zostały przeznaczone do wyburzenia. To co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze wyobrażenia. Całe wzgórze zryte spychaczami, jeden ze schronów pozorno-bojowych już „poległ”. Schron bojowy (wykopowy) w centralnej części pozycji został odsłonięty z przykrywającej go ziemi, dzięki temu mogliśmy zapoznać się z jego konstrukcją, aż po same fundamenty. Kiedy jeszcze był przysypany ziemią wyglądało, że jest wyposażony w czterostrzelnicową półkopułę pancerną ckm (ZO N23 1936). Okazało się, że to kopuła - od tyłu nie jest oblana betonem, a tylko zwał ziemi sprawiał mylne wrażenie. Obiekt jedno kondygnacyjny, zawiera przedsionek, z którego prowadzi wejście po klamrach do kopuły oraz izbę załogi. Posiada dwa wejścia tworzące rodzaj krótkiej poterny dającej schronienie żołnierzom będącym w okopie. Wejścia te wchodziły bezpośrednio w linię okopów. W 1936 roku dobudowano dodatkowe, zadaszone blachą falistą przedsionki zaopatrzone w schody. Kolejnym zagrożonym obiektem jest dwukondygnacyjny schron wybudowany w 1936 roku na północnym stoku wzgórza 310. Na górnej kondygnacji posiada jedną izbę bojową dla trzech ckm-ów za pancerzami pionowymi. Prawa strzelnica, ze względu na mniejsze zagrożenie ostrzałem nieprzyjaciela, otrzymała lżejszy typ pancerza. Dolny poziom zawiera izbę, w której były urządzenia wentylacyjne, zapasy amunicji i żywności oraz miejsce dla załogi.

Stowarzyszenie Pro Fortalicium prowadziło starania w celu uratowania schronów, a z jakim skutkiem czas pokaże. Może uda się uratować pancerze i przewieść je w bezpieczne miejsce. Ile jeszcze obiektów pochłonie budowa autostrady? Mamy nadzieje, że na tym koniec.

Kolejnym i już ostatnim punktem naszej wycieczki po fortyfikacjach Obszaru Warownego Śląsk był schron nr 52 w Dobieszowicach. Wielokrotnie zwiedzaliśmy ten pięknie odnowiony obiekt będący pod opieka Stowarzyszenia Pro Fortalicium... ale powód był zupełnie inny. Na stronach TVS przeczytaliśmy Wszystko stało się w biały dzień. Ciężki sprzęt, fachowa ekipa i osiemnastotonowa pancerna kopuła powojennego bunkra w Sączowie została zdemontowana. W relacjach okolicznych mieszkańców zuchwała kradzież, ale policja uspokaja. Kradzieży nie było właśnie po to, by jej nie było. Stowarzyszenie Na Rzecz Zabytków Fortyfikacji "Pro Fortalicium" zdjęło kopułę celowo, by nie kusić złomiarzy. (...) Dariusz Pietrucha, prezes Stowarzyszenia "Pro Fortalicium" zajmującego się zabytkami tego typu, wyjaśnia, że kopułę trzeba było stąd zabrać. W trosce o stalową kopułę członkowie stowarzyszenia przystąpili do akcji ratowniczej. - Każdy ciężki sprzęt oczywiście o odpowiednim udźwigu, który by tam się znalazł, a mieliśmy sygnały, że coś się zaczyna dziać, był w stanie tę kopułę wyciągnąć - przyznaje Pietrucha. Kilka godzin wystarczyło, by zabytkowa kopuła trafiła w bezpieczniejsze miejsce, gdzie przejdzie gruntowną renowację. - Będzie to pierwsza polska kopuła, która będzie wyeksponowana i odrestaurowana na tle polskiego schronu bojowego - zaznacza Waldemar Machoń, członek stowarzyszenia "Pro Fortalicium".

Kopuła pancerna pozyskana ze schronu bojowego z punktu oporu wzg.307 „Niezdara” trafiła do Dobieszowic. Przez wiele lat była atrakcją, gdyż przez wysadzeniu schronu przez Niemców w roku 1940 siła eksplozji wyrwała ją ze stropu... wróciła przechylona, przygniatając lawetę ckm. Leżąc na boku w Dobieszowicach robi piorunujące wrażenie, wydaje się dużo większa na nowym miejscu. (więcej)

 

XVI Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 10 - 11 października 2009 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających walkę żołnierzy I wojny światowej.

Pierwszy dzień rajdu prowadził „szlakiem pierwszowojennych bitew i cmentarzy. Na trasie autokarowej wycieczki znalazły się Dobczyce, Wiśniowa, Kasina Wielka, Chyrzówki, Limanowa, Laskowa, Kamionka Mała, Żegocina, Rajbrot, Łąkta Górna, Leszczyna, Łapanów, Gierczyce i Wieliczka. Uczestnicy rajdu mogli zobaczyć Przełęcz Rydza Śmigłego, gdzie w nocy z 23/24 grudnia 1914 roku Legioniści wzięli do niewoli szwadron jazdy rosyjskiej, w Limanowej zapoznali się z ekspozycja w Muzeum Ziemi Limanowskiej poświeconą bitwie pod Limanową, zwiedzili wiele cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej będących świadectwem zaciętych walk na tych terenach.

Drugi dzień XIV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków to zwiedzanie I sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki znajdowały się: „Diabelski Most” – bezkolizyjne skrzyżowanie dróg fortecznych, relikty bramy Kościuszko, fort 2 Kościuszko, szaniec fs-3, ostrogi bramne 3a i 3b , ostróg bramy "Wola Justowska" i relikty fortu n-4.

Fort 2 Kościuszko jest jednym z najstarszych zachowanych dzieł Twierdzy Kraków. Zbudowany został w latach 1850 - 1856 jako daleko wysunięty punkt obrony. Fort ten jest dziełem cytadelowym, zaprojektowanym przez zespół: Bernard von Caboga, Franz Pidoll von Quintenbock oraz Feliks Księżarski. Narys fortu zbliżony jest do sześcioboku z narażonymi bastionami: od zachodu trzy wielkie, od wschodu dwa mniejsze flankujące przełamany blok koszar szyjowych, broniony dodatkowo kaponierą. Fort Kościuszko był największym dziełem obronnym Twierdzy Kraków, w 1854 roku posiadał 60 armat i haubic oraz 6 moździerzy, załoga fortu liczyła 732 żołnierzy. W późniejszym okresie fort poddano nieznacznej modernizacji, wprowadzając m.in. poprzecznice na wale frontu zachodniego czy przekształcając stanowiska artylerii w pn-wsch. barku bastionu III, tworząc tam baterie o działaniu tradytorowym. Początkowo fort był jednym z czterech dzieł wysuniętych przed rdzeń twierdzy. W latach 1854 - 1857 zagęszczono ten obwód szańcami. W latach 1907 - 1910 fort włączono do nowego rdzenia twierdzy, budując w jego sąsiedztwie system nowych ostrogów, bram i umocnień ziemnych. Zachowany jest niemal w całości, w latach 1945 -1947 wyburzono bastiony czołowe. We wrześniu 1939 roku stacjonował tu 131 dywizjon artylerii przeciwlotniczej. W roku 1940 hitlerowcy zmienili nazwę fortu na Fort List, gdzie pod koniec wojny umieścili internowanych żołnierzy włoskich. Obecnie w budynku koszarowym i bastionach znajduje się muzeum, hotel, kawiarnia i rozgłośnia radia RMF.

Fort n-4 powstał w roku 1855 jako szaniec fs-4. W 1908 roku został całkowicie przebudowany na fort rdzenia, posiadał parterowy blok koszarowy i dwa schrony pogotowia na barkach, zapole i wjazd do fortu strzegła ziemna kaponiera. W latach 1934 - 36 schrony zostały wysadzone, a partie ziemne zniwelowane. Zachowany blok koszar ok. 1943 roku zostaje przebudowany przez Niemców na schron przeciwlotniczy.  Na okolicznym terenie położonym w Cichym Kąciku przy ul. Piastowskiej są plany budowy Centrum Muzyki Kameralnej, na które złoży się sala koncertowa na 800 miejsc wraz z zapleczem, garderoby, biblioteka i pawilon wystawienniczy. Blok koszarowy fortu ma stać się częścią tego kompleksu, zostanie on wkomponowany w nowoczesną architekturę.

Trasa rajdu zakończyła się w forcie 7 „Za rzeką” na ul.Rydla. Obiekt ten powstał w roku 1854 jako polowy, sześcioboczny szaniec fs-7, zbudowany w okresie kryzysu politycznego związanego z wojną krymską. Zlokalizowano go na północ od zabudowy ówczesnej wsi Łobzów, tuż obok linii kolejowej wiodącej na Śląsk, w miejscu wybranym wcześniej do budowy stałego fortu reditowego. W drugiej połowie lat 50. XIXw. podjęto przebudowę wybranych szańców na forty stałe. Przebudowa fs-7 trwała wyjątkowo długo, objęła lata 1857 – 1868. W jej wyniku szaniec został całkowicie zlikwidowany, a w jego miejscu powstał zupełnie nowy obiekt. W centralnej części fortu zbudowano dużą parterową reditę, stanowiącą śródszaniec fortu i jednocześnie część mieszkalną dla załogi. Usypano na niej ziemny wał – przedpiersie dla piechoty i być może moździerzy. Reditę otaczał wał dla piechoty i artylerii, o pięciobocznym narysie i omurowanych stokach. Pod wałem, na czole fortu zbudowano podwalnię służącą jako izby mieszkalne żołnierzy. Całość założenia otaczała szeroka, sucha fosa z omurowanym stokiem i przeciwstokiem, broniona przez kaponiery. Zasadniczym budulcem elementów kubaturowych fortu była cegła; jedynie blok podwalni wykonano częściowo z betonu. Fort nie był modernizowany, choć niedługo po ukończeniu stał się przestarzały wskutek szybkiego rozwoju artylerii. Po rozpoczęciu budowy zewnętrznego pierścienia umocnień włączono go do tzw. rdzenia, czyli wewnętrznej linii obrony twierdzy. W roku 1909, w ramach podjętej wówczas przebudowy rdzenia związanej z likwidacją umocnień na linii dzisiejszych Alej Trzech Wieszczów w narożniku lewego barku i szyi wzniesiono betonowy tradytor, przeznaczony dla dwóch armat, ostrzeliwujący międzypole w kierunku bramy bronowickiej i sąsiednich fortów n-6  i n-5. Aż do początku XXI stulecia pozostawał nieprzerwanie w rękach wojska, jako obiekt magazynowy. Obecnie znajduje się w rękach prywatnych.

W forcie 7 organizatorzy rajdu przygotowali ognisko, przy którym uczestnicy strudzeni wędrówką i intensywnym zwiedzaniem fortyfikacji krakowskiej twierdzy mogli posilić się smażona kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XVI Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Kolejny już na wiosnę przyszłego roku. (więcej)

 

W sobotę 3 października zorganizowaliśmy w Rudawie kolejną imprezę historyczno - turystyczną pod nazwą „Śladami II wojny światowej”. Miała ona jednak trochę inny charakter, niż dotychczasowe. Z racji przypadającej niedawno 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej zwiedzanie schronów miało być poszukiwaniem wojennych śladów w gminie Zabierzów. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin”, zajmuje się odkrywaniem i utrwalaniem tych śladów przeszłości, a zorganizowany  rajd udowodnił, że obiekty tego typu są doskonałym „podkładem” do nauki historii dla wszystkich: młodzieży i starszych – historii którą można dotknąć.

Okazało się, że reklama (ulotki, plakaty, media) poskutkowała i uczestników rajdu przybywało z minuty na minutę. Ktoś nawet dowiedział się o imprezie chwilę przed rozpoczęciem, przeglądając gazetę i zdecydował się przyjść. Większość rajdowiczów wybrała się na rodzinne zwiedzanie, gościliśmy też grupę uczniów z Wieliczki. Zapisy trwały do ostatniej chwili, aż w końcu kilkadziesiąt osób zebrało się obok naszego „reprezentacyjnego” Regelbau 668 przy ul. Dunajewskiego w Rudawie gotowe do wymarszu na trasę wycieczki na czele z komandorem Jackiem Stefańskim.  Aby wszystko przebiegało sprawnie, a przede wszystkim bezpiecznie, zapewniliśmy odpowiednią „obstawę” w odblaskowych kamizelkach, dzięki czemu byliśmy bardziej widoczni na jezdni.

Najbardziej uroczystym punktem rajdu było złożenie kwiatów i zapalenie zniczy na mogile nieznanych polskich żołnierzy, poległych tu we wrześniu 1939 oraz pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Radwanowic w lipcu 1943 roku znajdujących się na cmentarzu w Rudawie. Następnie udaliśmy się w kierunku stacji kolejowej, skąd w 1944 roku Niemcy poprowadzili bocznicę kolejki, która dowoziła materiały do budowy fortyfikacji. Wzdłuż jej dawnej trasy, przez przedwojenny most ruszyliśmy w stronę Werbowni. Błotnistą drogą  wspięliśmy się na wzgórze, na którym położona jest grupa umocnień, której zadaniem była obrona tzw. traktu śląskiego. Dzięki uprzejmości obecnego dzierżawcy terenu, firmie „K&J Paintball ATV” możliwe było zwiedzenie trzech obiektów: schronu biernego Regelbau 668, schronu do ognia okrężnego Ringstand R58c oraz garażu dla armaty Regelbau 701, który cieszył się największym zainteresowaniem. Najmłodsi uczestnicy rajdu starali się zajrzeć we wszystkie zakamarki schronów i pytali, do czego służyły ich różne elementy, jak np. osłony anten czy peryskop. Następnie przyszła pora na grupę obiektów w Młynce - w tym nasz drugi obiekt – Regelbau 668 w wersji z dobudowanym stanowiskiem typu Ringstand 58c. Dzięki pracy członków Stowarzyszenia „Rawelin” został w roku 2007 odkopany, wysprzątany, zabezpieczony i udostępniony do zwiedzania dla wszystkich miłośników historii i fortyfikacji. Niestety otaczające go schrony są zasypane m.in. jedyny w tym rejonie schron, na którym można było zamontować wieżę czołgową. Podobnie jak w przypadku pozostałych fortyfikacji linii b-1 w rejonie Zabierzowa, również one nigdy nie spełniły swojego zadania. Najprawdopodobniej nie zostały ukończone, a prace budowlane prowadzono w pośpiechu, niemal do samego końca wojny. Świadczy o tym choćby jakość betonu. Ale z okazji rajdu - dzięki chłopakom ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” - Regelbau 668 być może po raz pierwszy w historii, miał pełną obsadę. Po obejrzeniu schronu i pamiątkowych zdjęciach z niemieckimi żołnierzami rajd ruszył dalej, w kierunku wzgórza 280 w Nielepicach. Jak wynika z relacji świadków – mieszkańców Nielepic, właśnie w tym miejscu Niemcy wybudowali kolejkę linową, która transportowała materiały budowlane na szczyt wzgórza. Jacek poprowadził nas ścieżką, która nie należała do najłatwiejszych, ale wszyscy szczęśliwie dotarli na miejsce - szczyt wzgórza został zdobyty. Ten, kto jeszcze na nim nie był, szybko przekonał się, że warto było się po wspinać. Na szczycie znajduje się najwyżej położony w Dolinie Rudawy obiekt fortyfikacji niemieckich z 1944 roku - schron bierny piechoty Regelbau 668. Z uwagi na swoje położenie, został wyposażony w pancerz, w którym miał być umieszczony wysuwany peryskop umożliwiający obserwację przedpola całej pozycji obronnej. Ze szczytu wzgórza roztacza się widok na panoramę Rowu Krzeszowickiego, który ma w tym miejscu prawie 5 km szerokości i jest od południa ograniczony pasmem Garbu Tęczyńskiego, na północy zaś pasmem Dolinek Jurajskich. Z wysokości wzgórza 280 doskonale czytelne są podstawowe założenia obronne dla całej linii  obiektów oraz pozycji polowych, zależności pomiędzy poszczególnymi grupami schronów oraz ich zadaniami w grupie.

Zbiegliśmy na dół i udaliśmy się w stronę centrum Rudawy i ulicy Dunajewskiego, gdzie na zakończenie intensywnego zwiedzania przygotowaliśmy wiele atrakcji. Duże wrażenie na uczestnikach rajdu, jak i na zaproszonych gościach zrobił wyremontowany schron bierny Regelbau 668. Schron przeznaczony był dla załogi złożonej z dziewięciu żołnierzy - składa się z dużego pomieszczenia o powierzchni ok. 13 m kw. oraz dwóch mniejszych przedsionków, w których zamontowano drzwi pancerne. Załogę chroniły żelbetowe ściany i strop grubości 1,5 metra. W sytuacji zagrożenia, żołnierze mogli skorzystać z wyjścia ewakuacyjnego, za którym znajdowała się studzienka z klamrami, prowadząca na powierzchnię. Do obiektu dobudowano stanowisko typu Ringstand do obserwacji lub ostrzału z karabinu maszynowego. Dzięki temu, że schron nie został uszkodzony podczas działań wojennych, zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie, doskonale zachowane elementy. Wewnątrz obiektu członkowie Stowarzyszenia "Rawelin" zrekonstruowali  wyposażenie schronu min. łóżka, składany stół i taborety, jak też urządzili ekspozycję militariów: elementy wyposażenia żołnierzy Wehrmachtu, repliki broni, stare mapy i dokumenty, instrukcje wojskowe, radiostacje, telefony polowe, fotografie, a nawet betonowe miny, które produkowano pod koniec II wojny światowej. Można było także zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z polskimi żołnierzami z „Września 39” przy odtworzonym stanowisku karabinu maszynowego, sprawdzić, jak działa forteczny telefon (jak się okazało – bez zarzutu!), obejrzeć wystawę dioram niemieckich fortyfikacji polowych autorstwa Henryka Trynki i sprawdzić swoją celność na strzelnicy ASG. Ogromnym powodzeniem cieszyło się stoisko z wyposażeniem wojskowym przydatnym dla każdego turysty. Amatorzy wojskowych plecaków, saperek i pałatek, zachęceni przez kolegów, którzy zdążyli już się „zaopatrzyć”, zjawiali się nawet długo po zakończeniu imprezy!

Na zakończenie strudzeni uczestnicy i organizatorzy rajdu usiedli przy wspólnym ognisku, gdzie dzieląc się wrażeniami z długiego dnia posilali się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Jacek Stefański zakończył Rajd "Śladami II wojny światowej. Rudawa - Młynka - Nielepice 2009".

Podsumowując - w imprezie wzięło udział ponad 100 osób zainteresowanych historią i fortyfikacjami. W 8 km trasę rajdu wyruszyła grupa ponad 50 osób i ...jeden pies. Niestety większość betonowych, zaniedbanych przez lata obiektów znajduje się na terenach prywatnych i jest w nienajlepszym stanie, również dostęp do nich jest utrudniony. Wszelkie prace, które udało się do tej pory przeprowadzić były możliwe dzięki zaangażowaniu i pracy członków stowarzyszeń oraz pomocy gminy Zabierzów. (więcej)

 

Rawelin w Radio Kraków

1 października od godz. 11 „Rawelin” gościł na antenie Radia Kraków w programie „Przed hejnałem”. Czteroosobowa ekipa: Jacek Stefański, Mariusz Bembenek, Szymek Kalicki i Asia Dolna rozmawiała z redaktor Magdą Wadowską o dotychczasowych dokonaniach Stowarzyszenia, naszych pasjach, a przede wszystkim o najbliższej imprezie, czyli sobotnim rajdzie w Rudawie - Śladami II wojny światowej. Dla odpowiedniej ilustracji do rozmowy, do studia przynieśliśmy kilka rekwizytów z rawelinowych zbiorów – puszkę z maską przeciwgazową, hełm Luftschutzu i klapkę wodociągową z napisem Wasserwerk Krakau, uratowaną przed trafieniem na złom. Zorganizowaliśmy też konkurs z nagrodą książkową – słuchacze mieli odpowiedzieć na pytanie, co oznacza nazwa rawelin. Oczywiście na zasadzie – kto pierwszy, ten lepszy. Dla miłośników fortyfikacji konkurs nie był trudny i udało się go rozwiązać niemal błyskawicznie. Dzięki udziałowi w programie, który był dla nas nowym, ale bardzo sympatycznym doświadczeniem, mogliśmy zareklamować Stowarzyszenie i dotrzeć z informacją o tym, czym się zajmujemy do jeszcze większego grona osób.

Słuchaj z Rawelinem: audio1, audio2, audio3, audio4.

 

Szóstego dnia wojny obronnej 1939 roku zmagania wojenne dotarły na teren ziemi bocheńskiej. Operująca w południowej części kraju Armia „Kraków”, po przegranej bitwie granicznej, wycofywała się przez Bochnię na nową linię obrony, wyznaczoną przez Naczelnego Wodza na rzece Dunajec. Bochnia, miasto górnicze, była w przedwojennej Polsce miejscem stacjonowania 5 Dywizjonu Taborów, w pobliżu miasta znajdowały się też wielkie magazyny amunicji Armii „Kraków”, ukryte w puszczy niepołomickiej. Dlatego miasto zgodnie z rozkazem dowódcy Grupy Operacyjnej „Boruta” gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza: „należało bronić”. Wokół Bochni, rankiem 6 września na pozycjach obronnych znajdowały się następujące jednostki: na południu 10 Brygada Kawalerii płk. Stanisława Maczka, od zachodu 21 Dywizja Piechoty Górskiej gen. J. Kustronia, bataliony Korpusu Ochrony Pogranicza 1 Brygady Górskiej i oddziały Obrony Narodowej. Sztab GO „Boruta” stacjonował w pobliskich Krzyżanowicach. Przed południem masy niemieckich czołgów z 2 Dywizji Pancernej i  żołnierzy z 3 Dywizji Górskiej natarły na obrońców. Dzięki przewadze czołgów i artylerii Niemcy o zmierzchu weszli do płonącego miasta. Jednakże wykonany na rozkaz ppłk. Warzyboka kontratak cieszyńskich strzelców podhalańskich i oddziałów Obrony Narodowej odrzucił Niemców z zajętych stanowisk. W tym czasie 10 Brygada Kawalerii zabezpieczała południowe skrzydło obrony i dzięki bitwom w Leszczynie, Wiśniczu Nowym i Dołuszycach nie dopuściła do okrążenia broniących się w Bochni wojsk. Nocą oddziały polskie wykonały odskok na linię Dunajca w okolice Radłowa. 7 września 1939 roku oddziały hitlerowskie wkroczyły do miasta...

W celu przybliżenia mieszkańcom oraz przybyłym gościom tamtych  wydarzeń - 5 września 2009 roku odbyła się rekonstrukcja historyczna zatytułowana "Bitwa o Bochnie" pod honorowym patronatem Prezydenta RP. Uroczystości w tym dniu rozpoczęły się o godzinie 10.00 na bocheńskim rynku, następnie grupa rekonstruktorów w mundurach historycznych przemaszerowała na Cmentarz św. Rozalii, gdzie odsłonięto obelisk upamiętniający poległych w walkach o Bochnię we wrześniu 1939r. Rekonstrukcja na ul.Smyków z udziałem piechoty, kawalerii, broni pancernej, artylerii i lotnictwa wojskowego rozpoczęła się o godz. 15.00. Na błoniach bocheńskich - Smykowie - powstała specjalna makieta budynków, pośród których rozegrała się potyczka wojsk polskich i niemieckich. Na stronie internetowej GRH "Siedemnasty" możemy przeczytać "...do miasta wkroczył oddział Wojska Polskiego, dowodzony przez plut. pchor. Piotra Skupnia, w którego skład weszli członkowie GRH GOŚ i GRH Siedemnasty. Ślązacy zajęli pozycje na skraju zabudowań, a Siedemnastacy obsadzili armatkę plot. Nastąpił czas nerwowego oczekiwania na przeciwnika, który bardzo gwałtownie przerwał ryk syreny – na niebie pojawił się wrogi samolot. Mimo zaciętego ostrzału z Boforsa zdołał on zrzucić bomby i zniszczyć część zabudowań. Wkrótce potem rozpoczął natarcie oddział niemieckiej piechoty wsparty czołgiem Pzkpfw II. Dodatkowo polskie pozycje zostały obłożone silnym ogniem artyleryjskim. Polacy musieli opuścić zabudowania i wycofać się na główne pozycje obronne. Znaczenie tej miejscowości było jednak tak duże, że oddziały strzelców podhalańskich i Obrony Narodowej, które nie brały dotąd udziału w walce, wsparte przez kawalerię, samochód pancerny wz.34, tankietkę TK-3, armatę 75mm oraz moździerz 81mm obsługiwany przez Siedemnastaków, wykonały kontratak. Kawalerzystom udało się zniszczyć wrogi czołg przy pomocy karabinu ppanc. wz.35 Ur, a piechota wyparła Niemców z płonących zabudowań. Wzięto przy tym licznych jeńców. Niestety, w wyniku niekorzystnej ogólnej sytuacji na froncie, oddziały Grupy Operacyjnej „Boruta” musiały wykonać odskok na wschód..." (więcej)

 

11 lipca 2009 roku w Węgrzcach koło Krakowa członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" przeprowadzili akcję ratowania bramy fortecznej przed zbieraczami złomu. Brama znajdowała się na zapolu fortu Węgrze, na terenie opuszczonej i zarośniętej działki. Nie wiadomo dokładnie, z którego z okolicznych fortów mogła pochodzić. Ponieważ jest to teren ogólnodostępny istniało niebezpieczeństwo, że zabytek może niedługo podzielić los innych metalowych elementów wyposażenia Twierdzy Kraków, które są od wielu lat rozkradane przez złomiarzy i kolekcjonerów.

Informacje o zapomnianym zabytku otrzymaliśmy od jednego z miłośników fortyfikacji, od kilku dni członka naszego Stowarzyszenia, który natrafił na okazałą bramę forteczną z końca XIX wieku dwa lata temu. - Zrobiłem zdjęcia i o sprawie zapomniałem - wspomina Piotrek. - Dziś sprawa odżyła. Istnieje potrzeba pilnego zabezpieczenia unikalnej bramy, gdyż już nosi ślady prób demontażu - nie wiadomo kiedy wywęszą ją sprawniejsi złomiarze. W pobliżu rozkradane i dewastowane są opuszczone koszary wojskowe.

Przygotowanie do akcji trwało ponad tydzień, w tym czasie przeprowadziliśmy wizje lokalną, wykonaliśmy dokumentacje fotograficzną, złożyliśmy do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie wniosek o zgodę Wojewódzkiego Małopolskiego Konserwatora Zabytków na zabezpieczenie bramy, jak też kompletowaliśmy potrzebny sprzęt. Zaplanowaliśmy – razem z Januszem Leśniewiczem z Fundacji „Janus”, że brama trafi do fortu Tonie. Tam zostanie wyremontowana, a w przyszłości – wyeksponowana w Muzeum Twierdzy Kraków. Zastępca Konserwatora Zabytków w Krakowie mgr inż. architekt Jacek Chrząszczewski przyjmując argumentacje Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", że brama w obecnej sytuacji pozbawiona ochrony narażona jest na niebezpieczeństwo dewastacji i kradzieży - dopuścił przeprowadzenie fachowego demontażu jej skrzydeł i wykopanie słupów nośnych oraz przetransportowanie wszystkich części bramy do fortu 44 Tonie, gdzie zostaną przekazane pod opiekę Pana Janusza Leśniewicza i Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus".

W sobotę z samego rana rozpoczęliśmy prace. Okazało się, że „skrzydła” bramy udało się zdemontować bardzo szybko, problem zaczął się natomiast z metalowymi słupami, na których brama była osadzona. Zostały wkopane głęboko w ziemię i zalane dużą ilością betonu. Pomimo kilkugodzinnego rozkuwania i  próby wyrwania słupów liną przywiązaną do samochodu, beton za nic nie chciał „puścić”. Późnym popołudniem "rawelinowa" ekipa poddała się. Wykop wokół słupów sięgał prawie półtora metra w głąb, a na dnie odsłaniały się kolejne warstwy betonowego umocowania. Prezes „Janusa” obiecał nam, że w ciągu najbliższych dni sprowadzi ciężki sprzęt, którym będzie się dało uwolnić słupy z betonowych fundamentów. Póki co – zabezpieczyliśmy „dziury”, tak, żeby nikt do nich nie wpadł. Pocieszające jest to, że metalowe elementy okazały się wyjątkowo „oporne” - raczej mało prawdopodobne, żeby złomiarze dali sobie z nimi radę. (więcej)

 

4 lipca na zaproszenie Stowarzyszenia na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium” wybraliśmy się na II Piknik Forteczny w Zbrosławicach. Jeden ze schronów bojowych niemieckiej linii fortyfikacji z 1939 r. - tzw. Pozycji Górnośląskiej, zlokalizowany w Zbrosławicach koło Tarnowskich Gór, jest od ponad roku poddawany zabiegom renowacyjnym w celu stworzenia w nim ekspozycji poświęconej fortyfikacjom oraz historii wojskowości. Obiekt został odmalowany i przystosowany do zwiedzania, a piknik forteczny miał pokazać rezultat prac renowacyjnych.

Umocnienia na tym terenie powstały tuż przed wybuchem II wojny światowej. Do września 1939 roku wzdłuż granicy z Polską przecinającej uprzemysłowiony rejon Górnego Śląska powstało zaledwie dwadzieścia sześć schronów bojowych. Ufortyfikowano odcinek długości ponad 45 km, od miejscowości Miedary w okolicy Tarnowskich Gór do Plichowic. Szkielet pozycji stanowiły samodzielne grupy schronów lub krótkie odcinki umocnień stałych, ryglujące ważne drogi i linie kolejowe. Większość wybudowano „parami” - jeden obiekt przeznaczony dla armaty przeciwpancernej i karabinów maszynowych, drugi – sonderwerk, wyposażony w dwie kopuły obserwacyjno - bojowe. Fortyfikacje na tym obszarze nie zostały jednak całkowicie wykończone, nie osadzono większości z planowanych kopuł pancernych i ani jednej płyty pancernej dla armaty ppanc. Wnętrza schronów też nie zostały w pełni wyposażone. Po wojnie przyjęto dla tej linii fortyfikacji nazwę „Oberschlessien - Stellung”, czyli Pozycja Górnośląska. Umocnienia te stworzone w ramach przygotowań do wojny miały na celu nie tylko udział w ewentualnych działaniach wojennych, lecz także propagandowe oddziaływanie na stronę polską i zniechęcenie jej do działań zaczepnych. Pozycja obronna Zbrosławice - Miedary położona jest na zachód od Tarnowskich Gór. Składa się z 9 schronów bojowych 5 typów (R116, R111, R107, R106 i schronu typu specjalnego). Zadaniem odcinka było ryglowanie komunikacji na szosie Tarnowskie Góry - Pyskowice. Z pośród wybudowanych obiektów tylko jeden został wyposażony w kopułę pancerną, pozostałe znajdowały się w różnych stadiach budowy. Jesienią 1944 roku w okolicach Zbrosławic wytyczono pozycje ryglową b2 i nieukończone schrony bojowe włączono w jej strukturę. Wykonano także linie umocnień polowych składających się z "kochbunkrów" i schronów drewniano - ziemnych.

Schron w Zbrosławicach, główny bohater II Pikniku Fortecznego to Regelbau 116a, miał ryglować drogę Tarnowskie Góry - Gliwice i niedaleką linię kolejową. Przeznaczony dla armaty przeciwpancernej, dwóch ckm-ów i dwóch rkm-ów. Nie zamontowano w nim kopuły obserwacyjno - bojowej, a w zamurowanym miejscu, w którym miała zostać osadzona, pozostawiono otwór na peryskop. Schronem opiekuje się Stowarzyszenie „Pro Fortalicium”, które w remont obiektu i  rekonstrukcję wyposażenia włożyło naprawdę imponującą pracę. W latach 90. miała tu swoją siedzibę firma budowlana i ślady tego – chociaż są sukcesywnie usuwane – widać do dziś. Przewodnikiem po schronie był ubrany w niemiecki mundur majora Waldemar Sykosz, opowiadał m.in. o historii, uzbrojeniu i wyposażeniu, o tym jak wyglądało życie załogi schronu w wojennych warunkach, który w porównaniu z naszym Regelbau 668 w Rudawie jest ogromny. Zwiedzaniu odremontowanej 116-tki towarzyszyły pokazy pojazdów wojskowych, prezentacje śląskich grup rekonstrukcji historycznej – oprócz Niemców – Rosjanie, Amerykanie i Polacy, jak też dla każdego cos miłego - czyli stoisko z militarnymi gadżetami. (więcej)

 

W sobotę 6 czerwca 2009 roku, pomimo niesprzyjających prognoz pogody, ruszyła wyprawa członków Stowarzyszenia Rawelin na długo już oczekiwany wyjazd w okolice Bohumina w Czechach. Celem wyprawy było rozpoznanie „walką” czechosłowackich fortyfikacji granicznych z 30’tych lat XXw położonych pomiędzy Hlucinem-Darkowicami a Bohuminem (okręg Dowództwa Oddziału Saperów w Hlucinie – ZSV II Hlucin). Miejsce wybrane nie przypadkowo, lecz z powodu bardzo ciekawych konstrukcji schronów typu „francuskiego” w okolicach Bohumina oraz interesującej grupy obiektów, wraz z udostępnionym do zwiedzania schronem – muzeum MO-S 19 Alej w okolicach Darkovic.

Wyprawa, zaopatrzona we wszystko co należy mieć na takich wyprawach, a przede wszystkim dobry humor, ruszyła w godzinach porannych, na dwa „wozy”, w kierunku granicy polsko-czeskiej. Skład wyprawy: wóz pierwszy: JacekS – kierowca i „półprzewodnik”, CoVox – nawigator, Jenny – sanitariuszka i radiotelegrafistka, PawełZ – obserwator i tylny strzelec, wóz drugi: Lipton – kierowca-mechanik, Kasiek – obserwator i dowodzenie męską częścią obsady wozu, Łukasz – łącznościowiec i przyrodniczy serwis foto (specjalność: zboża i paprocie). W sumie to nawet nie wiemy kiedy nakręciliśmy pod koła 170 km dzielące nas do granicy z Czechami gdzie przywitała nas całkiem niezła pogoda, inna niż w czarnych przepowiedniach meteorologów. Rozpoczęliśmy zwiedzanie od schronów położonych w okolicach miejscowości Darkovice tuż przy obecnej granicy z Polską, a przed II wojną granicy w Niemcami. I tak po kolei poznawaliśmy: MO-S 23 Chlupać, MO-S 22 Frntisek, MO-S 24 Signal – gdzie napotkaliśmy grupę osób pracujących przy obiekcie, mieliśmy więc możliwość zwiedzenia jego wnętrza z przewodnikiem. Nieco dalej udaliśmy się do MO-S 21 Jaros (również przy tym obiekcie trwały prace, lecz tym razem nie chcieliśmy przeszkadzać). Następnym schronem był, jedyny na naszej trasie, obiekt typu „twierdzowego” – o największej kategorii odporności (kategoria odporności IV, charakterystyczna dla obiektów należących do grup warownych, grubość ściany czołowej i stropu 3,5 m żelazobetonu) MO-S 20 Orel, mający według planów należeć do nie wybudowanej twierdzy Orzeł (Orel). Na sprzęcie pancernym eksponowanym przy Orle zrobiliśmy krótką przerwę na posiłek i odpoczynek by ruszyć dalej.

By zbadać swoją silną wolę „przebiegliśmy” obok wyremontowanego MO-S 19 Alej do pobliskiego, również zadbanego, MO-S 18 Obora i dalej w las do „malowniczo wysadzonego” MO-S 17 U Stipek. Stipek jest bardzo ciekawym obiektem również ze względu na to, co stało się z nim zaraz po wojnie. W 1945 roku została w nim zdetonowana duża ilość amunicji i materiałów wybuchowych. Eksplozja zerwała cały strop obiektu i przełamując go na dwie części ”wywinęła” jedną część tak, iż leży „do góry, kołami”. MO-S 17 został zbudowany w II klasie odporności, co oznacza ni mniej ni więcej, że eksplozja zerwała, złamała i odwróciła część stropu o grubości 200 cm zbrojonego betonu! Następnie, by nie nadwerężać wspomnianej wcześniej, silnej woli, wróciliśmy do MO-S 19 Alej gdzie znajduje się muzeum. Oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie zwiedzenia zrekonstruowanego wnętrza ze stanowiskami 47mm armaty ppanc i ckm’ów na lawecie. Po obejrzeniu wnętrza i okolicznych „atrakcji” (zapory ppanc i przeciwpiechotne, lekki schron typu LO vz37, ekspozycja sprzętu pancernego ...) padła komenda „Do wozów!” i ruszyliśmy w dalszą drogę w okolice Bohumina. Nie ujechaliśmy daleko, kiedy w kępie drzew zauważyliśmy następny „srub” MO-S 16 U roczesti, oczywiście nie przepuściliśmy okazji i również ten schron został zbadany przez grupę wypadową. W dalszą drogę udaliśmy się zaraz i bez zbędnej zwłoki, ponieważ napięty plan ponaglał nas, a w następnych obiektach byliśmy umówieni z ich „obsługą” na konkretną godzinę. Jadąc po drodze mijaliśmy kolejny czeski beton wzdychając zza szyb samochodu: „My tu jeszcze wrócimy!!!”. Dalsza trasa prowadziła nas do grupy ciekawych schronów „francuskiego” typu. Ciekawych, bo o konstrukcji nie spotykanej później w fortyfikacjach czechosłowackich. Ciekawych, ponieważ były budowane jako pierwsze, według wzorów francuskich z Linii Maginote’a przez co są ... niepowtarzalne. Wojskowi inżynierowie czechosłowaccy z biegiem czasu wypracowali swój własny „styl” projektowania schronów na liniach umocnień, nie mniej jednak, nim to nastąpiło, możemy podziwiać ich pierwsze „potyczki” z tematem schronów ciężkich właśnie w okolicach Bohumina. Wykrzykując: „niech żyje Schengen!” skróciliśmy swoją trasę dość znacznie wykorzystując kiedyś niedostępne dla „zwykłych” turystów lokalne drogi i przejścia graniczne po których obecnie pozostały zrujnowane budki celników. Polną drogą dotarliśmy w pobliże schronu MO-S 8 Dvur Paseky. Jest to jednokondygnacyjny schron bojowy zbudowany w II klasie odporności według „francuskich wzorców” (jak wszystkie następne, w kierunku wschodnim, które po nim mieliśmy okazję zwiedzić), lecz o tyle charakterystyczny, iż został wybetonowany jako PIERWSZY obiekt czechosłowackich granicznych linii obronnych – betonowanie MO-S 8 trwało od 15 do 22 grudnia 1935 roku! Schron ten znalazł obecnie „dzikich lokatorów” co mogliśmy wnioskować zwiedzając jego wnętrze i „podziwiając” prawie w pełni umeblowane mieszkanie. Następne na trasie wycieczki były: MO-S 7 Antosovice, położony tuż przy nowo wybudowanej autostradzie, MO-S 6 Odra po drugiej stronie autostrady. Około godziny 18’tej dotarliśmy wreszcie do głównego celu nasze wyprawy, czyli niezwykle interesującego schronu MO-S 5 Na trati. Obiekt ten jest niewątpliwie ewenementem wśród wszystkich zbudowanych schronów czechosłowackich. Składa się z dwóch części połączonych ponad 20 m poterną łączącą dolne piętra schronu. Od czasu powstania do przebudowy jego otoczenia w 2005 roku pomiędzy obiema częściami biegła linia kolejowa, obecnie po wybudowaniu tam autostrady D1 linia kolejowa została nieco przesunięta, a między schronami prowadzi fragment pobliskiej drogi (w kierunku granicy z Polską). Na obiekcie tym od pewnego czasu prowadzone są prace renowacyjne. Schron jest pod opieką członków Klubu Vojenske Historie Bohumin (KVH Bohumin). Planując trasę opisywanej wycieczki nawiązaliśmy kontakt z członkami klubu „zapowiadając” swój przyjazd. Z tego powodu, pomimo dość późnej pory (schron jest otwarty do zwiedzania do 18’tej), przy schronie czekała na nas grupa kolegów z Bohumina. Dzięki temu mogliśmy spokojnie i dłużej niż „zwykli” turyści pooglądać schron – dzięki zainteresowaniu i życzliwej atmosferze nawet różnica języków, którymi posługujemy się nie stanowiła problemu. Jako, że czerwcowe dni są długie, a niebo cały czas „wstrzymało się” od deszczu, postanowiliśmy zobaczyć jeszcze następne schrony odcinka Bohumin. Kolega Lubomir, ze schronu MO-S 5, zaoferował swoją pomoc w dalszej trasie zwiedzania. Pojechaliśmy więc razem do położonego nad zbiornikiem wodnym, przy dawnym wyrobisku piasku, schronu MO-S 3 U mlyna. Zwiedziliśmy wnętrze schronu, o tyle ciekawe, że do niedawna funkcjonował ten obiekt jako schron obrony przeciwlotniczej dla okolicznej ludności i pod tym kątem został po wojnie przebudowany. Na sam koniec wycieczki, już dobrze po 19’tej, udaliśmy się do MO-S 4 V sede vily. Jest to drugi obiekt pozostający pod opieką KVH Bohumin. Czekając na klucze i otwarcie wnętrza schronu (Lubomir „załatwił” wejście) rozpaliliśmy w pobliżu „integracyjne” ognisko gdzie przy wspólnym „piknikowym stole” zacieśnialiśmy kontakty krakowsko-bohumińskie. Całość wycieczki zakończyliśmy, po zwiedzeniu wnętrza MO-S 4, w samą porę, ponieważ niebo „trzymające” deszcz cały dzień zafundowało nam na sam koniec obfitą ulewę z piorunami. Jako, że wspólnych tematów z kolegami a Czech jest mnóstwo, a i teren ciekawy, zapowiedzieliśmy się jeszcze na kolejny raz – być może już w jesieni? kto wie!? W ramach międzynarodowej „wymiany kulturalnej” zaprosiliśmy członków KVH Bohumin do nas – do Krakowa i Rudawy, tak by i oni mogli poznać fortyfikacje które znajdują się u nas.

Niestety nie wszyscy członkowie Rawelinu mogli uczestniczyć w naszej wycieczce. Z tego więc powodu, tydzień później wyruszyła kolejna grupa, z Prezesem na czele, naszym przetartym już szlakiem by zwiedzić interesujący czechosłowacki beton ... z tego co wiem i ta wyprawa udała się świetnie, ale to już inna historia... (więcej)

 

Tegoroczny Piknik Lotniczy stał pod znakiem deszczu, burzy, mgły, jednak nie zniechęciły pilotów do uczestnictwa w tej imprezie na krakowskich Czyżykach. Niesprzyjająca pogoda zakłóciła nieco przebieg pierwszego dnia pokazów. Niska podstawa chmur i deszcz sprawiły, że pokazy rozpoczęły się z trzygodzinnym opóźnieniem. Warunki takie panowały nad niemal całą Polską, co spowodowało, że wiele zapowiedzianych samolotów dotarło na piknik znacznie później lub nie dotarło wcale. Organizatorzy pikniku, który odbył się jak co roku w Muzeum Lotnictwa Polskiego, zadbali by nie zabrakło wrażeń - na krakowskim niebie pojawiło się kilkanaście samolotów i śmigłowców z różnych lotniczych epok.

Między innymi tegoroczną atrakcją był Jurgi Kairys, litewski as przestworzy, który na swym wymalowanym w trupie czaszki samolocie Su-31 wykonał mrożący krew w żyłach pokaz akrobacji lotniczej. Zaskoczeniem dla widowni był podniebny taniec jaki wykonał w „parze” z Antonowem AN-2. Na krakowskim niebie, jak tylko aura pozwoliła prezentowały się także duże i małe samoloty pasażerskie, wojskowe, szybowiec, śmigłowce i motolotnie. Szczególnym elementem tegorocznego Pikniku był pokaz NATO Live, związany z zorganizowaną przez Muzeum wystawą z okazji 60-lecia Sojuszu Północnoatlantyckiego i 10-lecia polskiego członkostwa w NATO w ramach projektu Między Wschodem a Zachodem... – wystawa statków powietrznych Sojuszu Północnoatlantyckiego – NATO 1949 - 2009. Fatalna pogoda sprawiła, że doleciały tylko trzy z kilkunastu zaproszonych samolotów. Publiczności szczególnie przypadła do gustu Catalina, wsławiona walkami z niemieckimi i japońskimi okrętami podwodnymi podczas II wojny światowej. W czasie dwudniowej imprezy nie zabrakło także atrakcji naziemnych. Grupy rekonstrukcji historycznej zaprezentowały prawdziwą gratkę dla miłośników historii II wojny światowej – trzy inscenizacje walk II wojny światowej, z wykorzystaniem autentycznego umundurowania, broni i pojazdów z tego okresu: lądowanie Aliantów w Normandii w 1944 roku, potyczka nad Łabą w 1945r  i pod Częstochową w czasie Wojny Obronnej we wrześniu 1939 roku.

Pech jednak nie opuszczał organizatorów pikniku. W chwilę po zakończeniu Małopolskiego Pikniku Lotniczego w Krakowie doszło do tragicznego wypadku. Tragedia miała miejsce około godziny 18 - startująca  z pasa w Czyżynach awionetka Cessna 172 z czterema osobami na pokładzie wkrótce po starcie rozbiła się w parku, pół kilometra od lotniska. Zginął pilot, trzy osoby ranne trafiły do szpitala. Maszyna o numerach SP-ZAP należała do Aeroklubu Warszawskiego. Jej pilot wykazał się dużą odpowiedzialnością wykonując manewr taki, by jak najmniej osób ucierpiało w wyniku wypadku, w efekcie którego poniósł śmierć. 29 czerwca w szpitalu zmarł pasażer, który w skutek pożaru miał poparzone 80% ciała. W szpitalu pozostaje jeszcze jedna ofiara katastrofy, zaś brat pilota na własna prośbę w stanie dobrym został wypisany. Przyczyny katastrofy ustali Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Natomiast w prasie i wśród specjalistów rozgorzała dyskusja, czy organizowanie pokazów lotniczych w środku miasta nie jest zbyt niebezpieczne. Być może następny piknik lotniczy odbędzie się już w innym miejscu. (więcej)

 

16 maja 2009r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin", na zaproszenie Gminy Zabierzów i Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Fortyfikacji "Fortiso" wzięło udział w konferencji naukowej „Fortyfikacje II wojny światowej - od zapomnienia do zagospodarowania”, która odbywała się w Gimnazjum im. Jana Matejki w Zabierzowie. Celem imprezy było pokazanie, co już udało się zrobić, żeby uratować drugowojenne obiekty przed zniszczeniem przez odpowiednie prace konserwatorskie i adaptacyjne oraz zwrócenie uwagi na fortyfikacje, które mogłyby być atrakcją turystyczną, ale od lat są pozostawione bez opieki. Na konferencji zaprezentowano najnowsze opracowania historyczne, naukowe oraz popularno-naukowe w dziedzinie fortyfikacji z okresu wojen światowych oraz zaprezentowano przykłady zagospodarowania zachowanych obiektów pofortecznych.

Referaty członków Rawelinu znalazły się w programie na początku i na końcu konferencji, stworzyły więc coś w rodzaju… klamry. Jacek Stefański („dwa w jednym”, czyli Fortiso i równocześnie Rawelin) opowiadał o obiektach należących do OKH Stellung „b1”, położonych w okolicach Rudawy, w tym – schronach, którymi opiekuje się nasze Stowarzyszenie. Szymon Kalicki i Darek Krzyształowski przygotowali prezentację na temat jednego z odcinków "Linii Mołotowa" - Rawsko Ruskiego Rejonu Umocnionego -  punktu oporu „Goraje” położonego na Roztoczu. Przedstawiony materiał był wynikiem przeprowadzonych przez autorów badań terenowych i inwentaryzacji schronów w latach 2003/2006. Stowarzyszenie było „widoczne” na konferencji także dzięki  wystawie dioram autorstwa Henryka Trynki, który wszystkim zainteresowanym udzielał fachowych porad z dziedziny modelarstwa.

O odpowiedni klimat epoki zadbało również Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39", prezentując się w mundurach polskich i niemieckich. Rekonstruktorzy z  „Września” byli największą fotograficzną atrakcją zabierzowskiej konferencji. Dla osób obecnych na konferencji przygotowano publikację z referatami oraz z tekstami dodatkowymi, w której znalazły się m. in. artykuły autorstwa Jacka Stefańskiego, Darka Krzyształowskiego, Szymka Kalickiego i Heńka Trynki - członków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin". (więcej)

 

Trzecia Noc Muzeów Muzeów schronie – za nami! W piątek 15 maja krakowianie nie kładli się spać, ale tłumnie wyruszyli na wielkie zwiedzanie. Krakowska Noc Muzeów była szóstą imprezą organizowaną przez miasto. Po raz pierwszy została zorganizowana w Krakowie w 2004 roku, na wzór berlińskiej „Lange Nacht der Museen”. Polega na udostępnianiu pomieszczeń muzealnych w wybraną noc maja – tradycją stało się organizowanie Nocy Muzeów w połowie miesiąca, z piątku na sobotę.

Rawelin miał zaszczyt uczestniczyć w niej już po raz trzeci. Schron w parku Krakowskim odwiedziło ok. 1260 osób! Tradycyjnie – długa kolejka zaczęła ustawiać się już przed 19, a wąskie korytarze prawie non stop były „zakorkowane” przez pasjonatów historii placu Inwalidów i podziemnego zwiedzania. Dotychczas biletem wstępu do wszystkich muzeów była specjalnie wybita na tę okazję pamiątkowa moneta, w symbolicznej cenie: 1 złoty, która upoważniała do nieograniczonego wstępu do wszystkich placówek muzealnych biorących udział w projekcie. W tym roku wstęp do muzeów był bezpłatny, a monetę – jako pamiątkowy gadżet – można było nabyć za symboliczną złotówkę. W naszym schronie pamiątkowe monety zostały sprzedane w ciągu pół godziny, na pocieszenie zostały tylko bilety uprawniające do bezpłatnych wieczornych i nocnych przejazdów komunikacją miejską. Jak zwykle też – nasz agregat zbuntował się po kilku godzinach pracy i to aż trzykrotnie. Choć niektórzy poczuli się w ciemnościach niepewnie, na szczęście obyło się bez paniki, a paliwo udało się uzupełnić w miarę szybko.

Przeboje tegorocznej wystawy łatwo było przewidzieć: element maski dla dziecka, który służył do pompowania powietrza („miech” kojarzył się wielu osobom z… rozniecaniem ognia), maska dla konia i plastikowa replika mp40 - jak stwierdził jeden ze zwiedzających – ulubiona broń z Call of Duty. Sporo osób robiło też sobie zdjęcia z „Rosjaninem” Grzesława czyli manekinem ubranym w maskę, op1 i uzbrojonym w licznik Geigera. Mieliśmy też stałych bywalców, którzy z nostalgią wspominali wizyty sprzed trzech lat w betonowych korytarzach i pytali czy i tym razem będzie można wejść do obydwu obiektów, a nawet zobaczyć trzeci z naszych schronów - przy ul. Lea. Obiecywaliśmy, że następnym razem  podczas Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich postaramy się pokazać więcej.

W tym roku zrezygnowaliśmy z rekonstrukcji historycznej, więc szczególnie panie bezskutecznie szukały… granatowego policjanta, żeby go sfotografować. Bartek tymczasem, podobnie jak reszta ekipy – w nowej koszulce Stowarzyszenia – kierował ruchem turystycznym. Po Nocy Muzeów zostało ogromne zmęczenie, ale też radość z tego, że to, co robimy spotyka się z tak dużym zainteresowaniem i sympatycznym przyjęciem. (więcej)

 

Przedmiotem prowadzonej przez członków Stowarzyszenia inwentaryzacji w maju 2009 roku był punkt oporu "Wielki Dział" Rawsko Ruskiego Rejonu Umocnionego tzw. Linii Mołotowa. Wielki Dział jest jednym z najwyższych wzniesień na Roztoczu Południowym, położonym na południe od Woli Wielkiej. Punkt oporu składa się 14 schronów bojowych, które tworzą dwie wyraźnie wyodrębniające się grupy: południową - na stokach wzgórza oraz północną - na jego przedpolu. Są to obiekty typu: trzy tradytory artyleryjskie - każdy uzbrojony w dwie armaty forteczne Zis-7 kal. 76,2 mm i ckm, pięć schronów do ognia bocznego uzbrojonych w armatę ppanc kal. 45 mm sprzężoną z ckm i ckm lub tylko w broń maszynową, cztery schrony do ognia czołowego o dwu lub trzech zasadniczych kierunkach ognia uzbrojone w armatę ppanc i ckm lub tylko w ckm, dwa schrony jedno izbowe dla działa. Jeden ze schronów do ognia bocznego został wyposażony w polską pancerną kopułę obserwacyjną wz.36 - zdemontowaną z fortyfikacji na Polesiu - o sygnaturze Z.O. 1936 N64 10. W czasie badań terenowych zdołano zlokalizować także wykopy pod trzy dalsze schrony. Ważną rolę obok umocnień o charakterze stałym odgrywały fortyfikacje polowe: drewniano - ziemne schrony bojowe, ziemianki o charakterze mieszkalnym, pełniące rolę składów amunicji oraz sieć okopów i rowów dobiegowych łączących poszczególne elementy fortyfikacji. Od północy i zachodu p.o. „Wielki Dział” był zabezpieczony przez rów przeciwczołgowy wykopany około 100 - 200 m przed schronami głównej linii obrony. Całość założenia, które miało tworzyć zamknięty system, przygotowany do obrony okrężnej dopełniały linie zapór z drutu kolczastego i na niektórych odcinkach pola minowe.

Punkt oporu miały stanowić główną część obrony, nasycony środkami ogniowymi, szczególnie przeciwpancernymi. Jego zadaniem miało być powstrzymanie natarcia przeważających sił nieprzyjaciela, przede wszystkim broni pancernej. Większość schronów była rozmieszczona na obszarach bezleśnych, co wyraźnie widać na przedwojennej mapie WIG, obecnie są to tereny porośnięte lasem. Poza schronami na Wielkim Dziale można znaleźć pozostałość zbiornika na wodę, wykorzystywaną podczas budowy schronów, a także bardzo dobrze zachowane odcinki rowów przeciwczołgowych. Przeprowadzone badania terenowe - kontynuacja inwentaryzacji z 2005 roku  - polegały na wykonaniu dokumentacji fotograficznej poszczególnych obiektów punktu oporu, spisu zachowanych elementów wyposażenia schronów, jak tez pomiary GPS. (więcej)

 

Druga część XV Rajdu Twierdzy Kraków rozpoczęła się w piątkowe popołudnie 27 marca. Po ponad sześciu godzinach jazdy PTTK-owskim autokarem dotarliśmy pod Warszawę, do miejscowości Białobrzegi nad Zalewem Zegrzyńskim. Ponieważ program rajdu przewidywał bardzo wczesne wstawanie i napięty program, wyjątkowo zrezygnowaliśmy z wieczorno – nocnego zwiedzania (planowaliśmy kilkukilometrowy „spacer” do Twierdzy Zegrze).

W sobotę rano ruszyliśmy do Modlina, twierdzy, której historia sięga dalej w przeszłość, niż – jak w przypadku większości fortyfikacji w Polsce – w lata zaborów. Początki ziemnych umocnień Twierdzy Modlin sięgają XVII wieku. Budowali je wówczas Szwedzi, a w latach 1807 -1812 z rozkazu Napoleona Bonaparte wzniesiono pięć bastionów. 1 grudnia 1813 Twierdzę Modlin przejęli Rosjanie. Ponieważ włączono ją do carskiego systemu obronnego, szybko przystąpiono do dalszej rozbudowy. Między 1864, a 1870 rokiem wzniesiono ponad dwukilometrowej długości budynek koszar przeznaczonych dla 20 tys. żołnierzy, który do dziś jest jedną z najdłuższych budowli w Europie. Przebudowano forteczne bramy, wzniesiono redity i dwie działobitnie, a w latach 80. XIX w. Rosjanie rozpoczęli budowę pierścienia zewnętrznego – ośmiu fortów artyleryjskich. Modernizowano je do 1907 roku, dobudowując m. in. betonowe tradytory. Twierdza miała własną infrastrukturę - wieżę ciśnień, maszyny parowe, młyn i wybudowany w 1844 roku neogotycki spichlerz.

Pierwszymi obiektami, który zobaczyliśmy było kasyno oficerskie i pomnik Obrońców Modlina z września 1939. Następnym punktem rajdu były dwa forty pierścienia zewnętrznego – Pomiechówek i Zakroczym. W Zakroczymie zdecydowaliśmy, że – zgodnie z długą rawelinową tradycją – będziemy zwiedzać fort indywidualnie. Nie wynika to z ignorancji przewodnika, ale z tego, że na zorganizowanych wycieczkach przeważnie brakuje czasu, żeby zajrzeć w każdy interesujący nas forteczny zakamar. Dzięki temu mogliśmy przejść długą poterną i obfotografować z każdej strony ogromny tradytor artyleryjski. Rezultatem dokładnej eksploracji fortu było oczywiście spóźnienie i upomnienie od organizatorów rajdu, którzy już są przyzwyczajeni do tego, że zwykle gdzieś „znikamy” w trakcie zwiedzania. I w końcu przymknęli oko na „Rawelin”, nie mieli wyjścia. Wróciliśmy do centrum Twierdzy Modlin, żeby obejrzeć Bramę Ostrołęcką, Bramę Ks. Józefa Poniatowskiego, Wieżę „Czerwoną”- Tatarską (dopiero z tej perspektywy zwiedzający zdaje sobie sprawę, jak ogromne są koszary, z góry pięknie widać też spichlerz po drugiej stronie Narwi) oraz wieżę ciśnień.

Następnym punktem programu miał być Nowogród i skansen kurpiowski. A po drodze czekało nas jeszcze „trzy w jednym”, czyli wysadzony schron Linii Mołotowa, schron polski i niemiecki schron bojowy, który ma być w przyszłości wyremontowany i udostępniony w ramach trasy turystycznej. W tym ostatnim bardzo zainteresowała nas niesamowita teoria przewodnika na temat rur wewnątrz schronu, które miały być wykonane z… brezentu. W Nowogrodzie nie mieliśmy szczęścia do pogody, ale można było schować się przed deszczem w kurpiowskich chatach. Wcześniej obejrzeliśmy jeszcze polski schron bojowy nad Narwią, ze śladami niemieckich pocisków z 1939 roku na kopule pancernej. W tym rejonie zaplanowano ok. 50 schronów żelbetowych w dwóch liniach obronnych oraz tamy mającej umożliwić wykonanie zalewu wodnego. Prace rozpoczęły się w czerwcu 1939 roku, do chwili wybuchu wojny zdołano zbudować 22 obiekty, większość z nich była typu ciężkiego wyposażona w kopuły pancerne. Schrony ciężkie zlokalizowano w okolicach samego miasta, a na prawym skrzydle w okolicy wsi Szablak schrony lekkie. W czasie, gdy uczestnicy rajdu zwiedzali skansen, część rawelinowej ekipy postanowiła odwiedzić miejsca znane z niezapomnianych wakacji w 2006 roku. Wieczór w Goniądzu spędziliśmy przy ulubionym piwie Łomża, a w niedzielę rano ruszyliśmy do Osowca.

Tą unikalną w skali Europy rosyjską twierdzę na Bagnach Biebrzańskich zaczęto budować za panowania cara Aleksandra II  w 1882 roku, a budowę zakończono w 1892 roku. Modernizacja, m. in. wzmacnanie ceglanych budowli betonem i żelbetem trwała do samego wybuchu I wojny światowej. Przy jedynej przeprawie przez bagna powstały forty: I Centralny (Cytadela – najważniejszy obiekt), Fort II Zarzeczny, Fort III Szwedzki i Fort IV Nowy. W latach 1914-15 8 Armia Niemiecka trzykrotnie próbowała zdobyć Osowiec, przywożąc pod mury twierdzy m. in. moździerze - Grube Berty, na które Rosjanie odpowiedzieli działami morskimi większego kalibru. 6 sierpnia 1915 Niemcy przeprowadzili atak przy użyciu chloru, w wyniku którego zginęło 2 tys. Rosjan, ale też – od własnej broni – tysiąc żołnierzy niemieckich. 8 sierpnia 1915, po kapitulacji Modlina i Warszawy, car Mikołaj II wydał rozkaz ewakuacji twierdz. W latach międzywojennych, gdy Osowiec przejęło polskie wojsko, powstały nowe obiekty m. in. – pięć schronów bojowych w Forcie II (dwa wyposażone w wysuwalne wieże pancerne Senkpanzer M.02 z Twierdzy Przemyśl przezbrojone na broń maszynową), a także schrony usytuowane wzdłuż Biebrzy. W 1939 roku Niemcy zrezygnowali z ataku na Osowiec, kierując się przez Biebrzę i Narew pod Wiznę. "Pamiątką" po Armii Czerwonej w Twierdzy Osowiec są napisy propagandowe, które zachowały się na ścianach niektórych obiektów. Jak podkreślał nasz przewodnik – prezes Osowieckiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego Mirosław Worona, po wojnie, gdy forty pozostawały bez opieki, okoliczna ludność dokonała „rozbiórki” carskich cegieł. W ten sposób rozebrano m. in. budynek elektrowni i cerkiew. Dopiero w latach 50-tych utworzono w Forcie Centralnym jednostkę wojskową, która istnieje do dziś.

My zwiedziliśmy niestety tylko Fort I, choć w planach był jeszcze Fort Zarzeczny, a w zasadzie jego ruiny, do których jednak nie dało się dojechać z powodu wysokiego poziomu wody. W jednej z potern przewodnik opowiedział legendę o Czarnej Damie, która podobno prześladowała Rosjan w czasie niemieckiego ataku przy użyciu chloru. Ogromny kościotrup w czarnej pelerynie miał się wyłaniać z chmury gazu i dusić żołnierzy. Wielu tłumaczyło dezercję właśnie strachem przed Czarną Damą. Po tych niesamowitych opowieściach, które nie bardzo nas wzruszyły, jako, że – jak do tej pory, nic nas jeszcze nigdzie nie straszyło, obejrzeliśmy jeszcze budynek koszar, pozostałości strzelnicy, a wcześniej – muzeum twierdzy w bloku koszar.

Na trasie rajdu była jeszcze Piątnica pod Łomżą. Spośród trzech rosyjskich fortów wybudowanych na początku XX w, oznaczonych literami cyrylickiego alfabetu - A, B i W, zwiedzaliśmy fort W, położony na wzgórzu nad Narwią. Na jego terenie działa strzelnica, jest też niewielkie muzeum. Początek realizacji twierdzy dało wybudowanie w roku 1889 na lewym brzegu Narwi dwóch redut ziemnych z drewnianymi schronami. W następnym okresie w związku z programem rozbudowy twierdz opracowanym na potrzeby nowego planu wojny, przystąpiono do stworzenia projektów dla twierdz mających utworzyć linię obronną przeciw nawisowi Prus Wschodnich. Łomża miała stać się jednym z punktów. W związku z tymi zamierzeniami po roku 1896 przystąpiono do budowy trzech fortów ziemnych na przeciwnym brzegu rzeki. W roku 1900 rozpoczęto przebudowę tych fortów przez wzmocnienie ich budowlami betonowymi w postaci koszar szyjowych dla załogi, kojców i przeciwskarpowych galerii.  Budowane według wzoru gen. Wieliczko z roku 1897, który to projekt stał się wzorcowym rozwiązaniem dla wszystkich twierdz rosyjskich budujących forty w czasie od 1898 do 1908 r.
Forty A, B, W połączone zostały wałem obronnym o przekroju trójkątnym i rowem. Tworzyło to razem obwarowanie ciągłe w odległości 1,5 km od przeprawy. Prawe skrzydło przedmościa opierało się o moczary i bagna nadrzeczne. Lewe zaś o samą rzekę.
W 1939 roku na terenie fortów wybudowano schrony i utworzono linie zygzakowatych okopów, dobrze widocznych do dziś. Również w Piątnicy postawiliśmy na indywidualne zwiedzanie, bieganie po okopach i wysokich wałach, z których roztacza się piękna panorama Łomży.

Na koniec rajdu zatrzymaliśmy się pod Wizną, obok mauzoleum obrońców z Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew. Na początku września 1939 polskie oddziały pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa broniły odcinka Wizna, powstrzymując przez kilka dni atak dywizji pancernych generała Heinza Guderiana. Obrona, za względu na dużą przewagę liczebną Niemców przeszła do legendy. Większość polskich obrońców zginęła lub została ranna, ranny został też dowódca. Wcześniej przysiągł, że prędzej zginie, niż odda się w ręce wroga. Dlatego 10 września, gdy sytauacja stała się beznadziejna, popełnił samobójstwo. Pomnik – mauzoleum, który stanowi część ciężkiego schronu bojowego, znajduje się przy drodze z Łomży do Białegostoku. Schron, w którym bronił się kapitan Raginis, położony jest na wzgórzu nad pomnikiem.

Podobnie jak to było w przypadku zwiedzania Twierdzy Przemyśl w czasie XI Rajdu, doszliśmy do tego samego wniosku - żeby zobaczyć wszystkie obiekty, potrzeba co najmniej tygodnia. Na Podlaskie jeszcze wrócimy... (więcej)

 

Podczas II wojny, Niemcy wysadzili część kopuł pancernych Fortu 44 Tonie. Jedna z nich, pochodząca z tradytora artyleryjskiego koszar szyjowych, nie została wywieziona, ale zakopano ją na zapolu fortu. Jej zadaniem była osłona stanowiska kierowania ogniem dział tradytora. Po ponad 60 latach, 21 marca 2009 roku ekipa „Rawelinu”, uzbrojona w łopaty i saperki, w bardziej zimowej, niż wiosennej aurze, zabrała się za jej odkopywanie. Prace były prowadzone za zgodą Janusza Leśniewicza z Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus", pod której opieką znajduje się Fort Tonie. Szef „Janusa” kibicował zresztą całej akcji i uwieczniał jej poszczególne etapy na zdjęciach. Pozwolenia na wydobycie kopuły udzielił też Wojewódzki Konserwator Zabytków Jan Janczykowski.

Ponieważ kopuła była odwrócona, przypominała „misę” wypełnioną ziemią, w której mogły się zachować pierwszo i drugowojenne przedmioty. Tym razem nie było jednak sensacyjnych odkryć. W pagórku, w którym leżała kopuła i w jej wnętrzu znajdowały się jedynie zwoje kolczastego drutu, elementy zamka najprawdopodobniej karabinu mauser, stare puszki, otwieracze do konserw, butelki i przeróżne metalowe „szpeje”, które niestety nie przedstawiają większej wartości. Najcenniejszym znaleziskiem był ozdobny uchwyt do fortecznej lampy. Do tego nie można było kopać zbyt głęboko, ponieważ niemal dokładnie pod pagórkiem znajduje się... szambo. Na szczęście w czasie prac ziemnych udało się uniknąć „ekologicznej katastrofy” i kopuła została odkopana niemal w całości. Kiedy z wnętrza kopuły usunięto resztki ziemi i błota, można było wejść do środka i poszukać sygnatury. Drapanie pancerza drucianą szczotką nie przyniosło niestety odpowiedzi na pytanie, jaki numer posiada kopuła, na pocieszenie można było ją zmierzyć. Wymiary wewnętrzne kopuły to ok. 160 cm x 110cm i 100 cm wysokości. Reprezentuje zbliżony do stojącej na wale innej z wysadzonych kopuł pancernych typ, lecz o nieco mniejszych rozmiarach. Od czoła posiada jeden rozglifiony otwór obserwacyjny i trzy mniejsze szczeliny obserwacyjne - dwie na bokach i jedna na tylnej ścianie.

To dopiero początek prac „Rawelinu” w Forcie Tonie. Kopuła wymaga jeszcze gruntownego oczyszczenia. Być może dopiero wtedy uda się odnaleźć i odsłonić sygnaturę. Przeniesienie kilkutonowego ciężaru na miejsce ekspozycji w ramach planowanego w Forcie Tonie Muzeum Twierdzy Kraków będzie wymagało użycia ciężkiego sprzętu. (więcej)

 

XV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków został podzielony na dwie części. Część "krakowska" odbyła się 14 marca 2009r. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie i Fundacja Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej.

Pierwsza część Rajdu rozpoczęła się przed wejściem do fortu 43 Pasternik, gdzie licznie tego dnia przybyli uczestnicy, w promieniach wiosennego słońca wysłuchali krótkiej, ale treściwej prelekcji Kuby Mikulskiego na temat Twierdzy Kraków. Fort powstał jako dzieło półstałe w latach 1872 - 1878, następnie w latach 1881-1884 został przebudowany na fort stały artyleryjski  z szeregiem nietypowych rozwiązań - jako jedyny w Krakowie o pięciobocznym narysie. Posiada w szyi parterowy blok koszarowy z półbastionami flankującymi bramę główną, w centrum założenia znajdują się dwa dziedzińce przedzielone betonową poterną, na czole nietypowy schron - podwalnia z ziemnym wałem artyleryjskim ze schronami pogotowia w poprzecznicach. Pozostałe stanowiska dział, znajdują się na każdym barku, stanowią klasyczne działobitnie z poprzecznicami mieszczącymi schrony pogotowia. Fosa o klasycznym narysie z pięcioma kaponierami; po dwie barkowe i czołowa. Do dnia dzisiejszego Fort 43 Pasternik i przyległy teren pozostaje w użytkowaniu wojska, gdzie szkolą się nie tylko Polscy żołnierze. Anglojęzyczne napisy na elewacji podwalni i poterny świadczą dobitnie, że już od wielu lat jesteśmy w NATO.

Dalsza trasa wędrówki prowadziła przez tereny poligonu wojskowego, aż do celu wycieczki jakim był fort 44 Tonie. Fort 44 Tonie został zbudowany 1879 roku jako dzieło półstałe, w latach 1881 - 1884 przebudowany na jednowałowy fort artyleryjski. Prezentował typowe cechy dla dzieł tego typu, przy czym topografia terenu wymusiła asymetrię rzutu. Na prawym skrzydle fortu w szyi zbudowano półbastion, który skomunikowany był z blokiem koszar szyjowych klatka schodową i pochylnią do wytaczania dział. W tym miejscu fosa zabezpieczona była dodatkową kaponierą. W trakcie modernizacji twierdzy w latach 90. XIX w. fort 44 uzyskał kategorie głównego dzieła pierścienia, wspierał go go zbudowany w pobliżu pancerny fort bliskiej obrony 44a "Pękowice". W latach 1902 - 1908 dokonano kompleksowej modernizacji fortu przez przekształcenie go z artyleryjskiego na pancerny. W nowej postaci fort zdominowała funkcja obrony bliskiej, choć utrzymano zredukowana pozycję do obrony dalekiej. Elementy pierwotnego założenia takie jak skala, narys, główne bloki kazamatowe i kaponiery pozostały bez zmian, lecz zostały wzmocnione ze względu na rozwój środków rażenia. Parterowe blok koszarowy posiada na prawym skrzydle załamanie, w kazamatach którego wstawiono dwie armaty 6 cm M.99 za wspólnym dwu strzelnicowym pancerzem. Zadaniem tego stanowiska artyleryjskiego było flankowanie koszar szyjowych. Na krańcu lewego skrzydła koszar szyjowych umieszczono tradytor z 4 tarczami dział kazamatowych 8cm M.98  Tradytor posiadał własną wieżę obserwacyjno-bojową i stanowiska reflektorów. Pod tradytorem znajdują się pomieszczenia magazynu amunicji, pomieszczenie techniczne i pomieszczenie studni. Stanowiska bojowe tradytora skomunikowane były z dolna kondygnacją klatką schodową, którą poprowadzona była rura głosowa do wydawania komend przez dowódcę baterii. Za koszarami szyjowymi znajduje się potężny schron pogotowia. W centrum założenia umiejscowiona jest wewnętrzna bateria z odkrytymi stanowiskami sześciu dział obrony dalekiej z trzema schronami pogotowia w poprzecznicach. Środkowy schron był skomunikowany  windą amunicyjną i klatka schodową z poterną główną. N skrzydłach czół fortu wybudowano dwie baterie z wieżami pancernymi. Każda z baterii posiadała po dwie wysuwalno-obrotowe wieże dział szybkostrzelnych 8cm Senkpanzer S.P. M.2 (V.P.N 3, V.P.N 5, V.P.N 7,  V.P.N 9) i wieże obserwacyjną (B 64, B 66) do kierowania ogniem. Bloki baterii skomunikowane były poternami z kaponierami barkowymi. Na czole fortu znajduje się schron pogotowia z galerią strzelecką i pancerną kopułą obserwacyjno - bojową (BF 4). Blok schronu połączony był schodami z poterną główna prowadzącą do kaponiery czołowej. Obsadę fortu stanowiło 8 oficerów, 224 szeregowych piechoty, 265 szeregowych artylerii i 8 saperów. Fort prawdopodobnie brał udział w trakcie bitwy o Kraków w 1914 roku. Jego baterie obrony dalekiej wspierały siły walczące na dalekim przedpolu fortu z nacierającymi wojskami carskimi. W okresie międzywojennym fort był konserwowany jako element Obozu Warownego Kraków. We wrześniu 1939 roku w oparciu o zachodni front twierdzy, Wojsko Polskie stoczyło krótkotrwałe walki w osłonie odwrotu Armii" Kraków", potwierdzony jest udział artylerii fortu i zniszczenie dwóch pojazdów pancernych czołówek  niemieckiej 4 dywizji lekkiej. W czasie okupacji niemieckiej fort pełnił rolę magazynów i warsztatów wojskowych. Pod koniec 1944 roku Niemcy odstrzeliwali ładunkami wybuchowymi elementy pancerne w celu ich odzysku na złom. Zostały odstrzelone kazamaty pancerne tradytora wraz z kopułą obserwacyjno - bojową, jak też z lewej baterii pancernej kopuła obserwacyjna i wieża Senkpanzer S.P. M.2. Przez długie powojenne lata fort pełnił rolę magazynu wojskowego. Pod koniec roku 2008 Zarząd Budynków Komunalnych przekazał fort 44 Tonie Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Działania Fundacji i skupionych wokół niej środowisk obywatelskich, min. zmierzającą do wypracowania i wdrożenia metod ochrony, opieki i udostępnienia współczesnemu społeczeństwu dwu największych w środkowej Europie zespołów fortecznych  austro - węgierskich twierdz pierścieniowych Kraków i Przemyśl oraz przywrócenia i zachowania dla przyszłych pokoleń ich tożsamości historycznej.

Na zakończenie pierwszej części Rajdu gospodarze fortu 44 Tonie przygotowali ognisko,  przy którym strudzeni długą wędrówką uczestnicy mogli posilić się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Druga część XV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków (Szlakiem Wielkiej Wojny 1914-1918) odbędzie się w ostatni weekend marca - przed nami Twierdza Modlin i Twierdza Osowiec. (więcej)
 

Minęło już ponad 155 lat od wybudowania pierwszych obiektów Twierdzy Kraków. Postępujący i szybki rozwój miasta spowodował, że wiele fortów nie doczekało dnia dzisiejszego. Musiały ustąpić miejsca pod nowe inwestycje, drogi czy tez osiedla mieszkaniowe. Inne miały trochę więcej szczęścia, zostały zaadaptowane na cele przemysłowo-magazynowe, przekształcone w hotele i domy kultury co uchroniło je przed zniszczeniem. Jednak większość obiektów jest w opłakanym stanie, są zarośnięte przez bujną roślinność, zdewastowane i zaśmiecone. Okradane przez zbieraczy złomu z wyposażenia i stalowych elementów czekają na swoją szansę przetrwania kolejnych lat. Taką szansę otrzymał fort 44 Tonie, jeden z najciekawszych obiektów Twierdzy Kraków…

Rozproszone Muzeum Twierdzy Kraków nareszcie staje się realne. Zarząd Budynków Komunalnych przekazał fort 44 Tonie Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus". Działania Fundacji i skupionych wokół niej środowisk obywatelskich, min. zmierzającą do wypracowania i wdrożenia metod ochrony, opieki i udostępnienia współczesnemu społeczeństwu dwu największych w środkowej Europie zespołów fortecznych  austro - węgierskich twierdz pierścieniowych Kraków i Przemyśl oraz przywrócenia i zachowania dla przyszłych pokoleń ich tożsamości historycznej.

10 stycznia 2009r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Rawelin” na zaproszone Prezesa Fundacji Aktywnej Ochrony Zabytków Techniki i Dziedzictwa Kulturowego "Janus" Janusza Leśniewicza gościło w forcie 44 Tonie. Zainteresowanie członków naszego Stowarzyszenia było bardzo duże, gdyż fort przez wiele lat był niedostępny, a jest to najlepiej zachowany obiekt Twierdzy Kraków. W zwiedzaniu fortu uczestniczyli także członkowie krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji i PTTK. Kilka godzin intensywnego zwiedzania fortu zakończyło się ogniskiem. Przy trzaskającym ogniu i zapachu pieczonych kiełbasek zebrani długo dzielili się wrażeniami z bardzo udanego dnia…

Fort 44 Tonie wzniesiony został w roku 1879 jako dzieło półstałe, w latach 1881-84 przebudowany na jednowatowy fort artyleryjski. Położony na północ od centrum Krakowa ogniem swych dział strzegł doliny Prądnika i traktu Olkuskiego. Posiada parterowe, załamane na prawym skrzydle koszary szyjowe, schron główny, wał artyleryjski ze schronami pogotowia i kaponiery strzegące dostępu do fosy. Od standardowych fortów artyleryjskich budowanych w III pierścieniu umocnień twierdzy różniła go asymetria rzutu spowodowana warunkami terenowymi - na prawym skrzydle fortu, w szyi zbudowano półbastion z dodatkową kaponierą. W roku 1902  krakowska Dyrekcja Inżynierii Fortecznej podjęła decyzję o przekształceniu przestarzałego już fortu w dzieło pancerne. Elementy pierwotnego założenia takie jak skala, narys, główne bloki kazamatowe i kaponiery pozostały bez zmian, lecz zostały wzmocnione ze względu na rozwój środków rażenia. W ramach modernizacji na skrzydłach czół zbudowano dwie baterie pancerne wyposażone w nowoczesne wysuwalno - obrotowe wieże Senkpanzer M.2 dział kal. 8cm i wieże obserwacyjne do kierowania ogniem. Na lewym skrzydle koszar szyjowych powstał potężny tradytor z kopułą obserwacyjno-bojową i stanowiskiem dla wytaczanego reflektora. Uzbrojenie tradytora stanowiły cztery działa M.98 kal. 8cm za kazamatowymi tarczami pancernymi.  W celu skutecznej obrony szyi fortu, w załamaniu na prawym skrzydle bloku koszarowego zamontowano dwa działa  M.99 kal. 6cm za wspólnym dwu strzelnicowym pancerzem. Cały system obrony bliskiej uzupełniała kopuła bojowa ckm umieszczona na schronie czołowym. Element obrony dalekiej stanowił usypany w centralnej części wał artyleryjski dla sześciu dział kal.15cm. Taki „pancernik” jakim stał się fort Tonie obsługiwało 5 oficerów, 224 żołnierzy piechoty, 265 żołnierzy artylerii i 8 saperów. Od początku XX w. był ośrodkiem grupy fortowej, w skład której wchodził wspierający go fort 44a Pękowice, dwie baterie stałe i jedna polowa dla artylerii, szaniec piechoty oraz dwa schrony amunicyjne na zapolu. W chwili wybuchu I wojny światowej był dziełem nowoczesnym i silnie uzbrojonym. W listopadzie 1914 roku jego działa mogły wspierać wojska austro - węgierskie w czasie I bitwy o Kraków. Po zakończeniu wojny w 1918 roku został przejęty przez nowo powstające Wojsko Polskie. Fort w okresie międzywojennym był konserwowany i utrzymywany w gotowości bojowej jako element Obozu Warownego Kraków. We wrześniu 1939 roku wziął udział w odparciu czołówek niemieckich, umożliwiając wycofanie się Armii „Kraków”. W latach 1939-1945 był wykorzystywany na cele magazynowo-warsztatowe armii niemieckiej. Pod koniec okupacji Niemcy wysadzili pancerze tradytora, uszkodzili lewą baterie pancerną i zdemontowali większość wyposażenia. Po wojnie fort nadal był we władaniu wojska, tym razem umieszczono w nim pilnie strzeżone składy amunicji. W roku 1996 zakończył swoją militarną służbę i przeszedł w zarząd władz cywilnych.

Przez długie lata swojego istnienia, dwie wojny światowe, pilnie strzeżony przez cztery armie fort 44 Tonie przetrwał do naszych czasów w doskonałej kondycji. Jako jedyne w Twierdzy Kraków dzieło obronne tego typu zachował większość wyposażenia pancernego: wieże artyleryjskie, kopuły obserwacyjno-bojowe, bramy, kraty, wieszaki, co czyni go cennym i unikalnym zabytkiem sztuki fortyfikacyjnej przełomu XIX i XXw. Czy stanie się wielką atrakcją turystyczną i przyciągnie swoimi walorami rzesze miłośników fortyfikacji, czas pokaże… (więcej)

 

Bez śniegu i wrogich żołnierzy na przedpolu, ale za to hucznie, z replikami austriackich armat i toastem artyleryjską wódką obchodzono w Zielonkach rocznicę obrony Twierdzy Kraków przed Rosjanami. Grupa rekonstrukcji historycznej i jednocześnie stowarzyszenie Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii Fortecznej Nr 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków od dziesięciu lat spotyka się 6 grudnia, aby celebrować ogień artyleryjski i świętować zwycięstwo nad armią carską. W tym roku uroczystość odbyła się w Forcie 45 Zielonki, jednym z nielicznych odrestaurowanych i zagospodarowanych obiektów Twierdzy Kraków. Na co dzień znajduje się tu hotel i strzelnica. Choć działa, których użyto do oddania strzałów były replikami, a pociski zastąpiły... gazety, efekt salwy był prawie taki sam, jak z użyciem prawdziwego prochu. Kanonierzy uprzedzali zresztą, by w razie czego odsunąć się na bezpieczną odległość.

Członkowie stowarzyszenia kultywują pamięć polskich żołnierzy w armii austriackiej oraz wszystkich jednostek wywodzących się z Drugiego Regimentu Artylerii Fortecznej. Od lat kompletują broń i mundury, choć nie jest to zadanie łatwe, ani tanie. - Koszt umundurowania sięga nawet 6 tys. zł. Większość elementów wykonujemy sami - wyjaśniają. Kolekcja militariów, które udało się im zebrać, "wystąpiła" już w rekonstrukcjach historycznych wielu bitew w kraju i za granicą.

Jednym z punktów uroczystości było pasowanie na artylerzystę (uderzenie dosyłaczem armatnim w siedzenie), czyli przyjęcie nowych członków stowarzyszenia. Tradycja C.K armii to nie tylko mundury i salwy... W forcie Zielonki każdy mógł przekonać się o tym, co się jadło i... piło w koszarach. Można było spróbować prawdziwej polewki kanonierów (daleko do niej wszystkim znanej, wojskowej grochówce). Serwowano ją z oryginalnej wojskowej austriacko-węgierskiej kuchni polowej - Kochkiste. Do tego - wznoszono toasty wódką artyleryjską, domowej roboty, której receptura jest pilnie strzeżoną tajemnicą regimentu. Następna okazja, by ją rozwikłać nadarzy się dopiero za rok... (więcej)

 

(Gazeta Krakowska 05.12.2007r.)

 

Krakowskie podziemia. Oprócz pojedynczych schronów, których najwięcej jest w Śródmieściu i w Krowodrzy, istnieje ich też cały system. Te najnowsze powstały w latach 50. Wśród nich są przeciw atomowe. Do niektórych można wjechać ciężarówką - pisze Marek Lubaś-Harny.

Dariusz Krzyształowski, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin" w schronie pod parkiem Krakowskim (© Andrzej Banaś)Jeszcze dwa lata temu mało kto w Krakowie słyszał o poniemieckich schronach. Niektórzy krakowianie od lat codziennie przemierzali Królewską, plac Inwalidów i park Krakowski w drodze do pracy czy na uczelnię i nie mieli pojęcia, co mają pod stopami. Niewielu jest już takich, którzy pamiętają, jak Niemcy kopali przeciwlotnicze bunkry w pobliżu ówczesnej siedziby gestapo. Więcej można znaleźć dzisiejszych czterdziestolatków, którzy przypominają sobie, że w dzieciństwie urządzali sobie zabawy w podziemnych korytarzach. Wieczorami miejsca te w razie niepogody służyły za schronienie dla pijaczków i różnych podejrzanych typów. Nie podobało się to socjalistycznej władzy i jakieś 30 lat temu betonowe płyty przykryły wejścia do dawnych schronów. Dopiero od jakiegoś czasu zapomniane podziemia budzą zainteresowanie jako pamiątki niedawnych dziejów Krakowa. Stało się to za sprawą garstki zapaleńców, których pasją jest historia. Nie wystarcza im lektura książek i dokumentów, kuszą własne odkrycia. Nawet jeśli przy tej okazji trzeba się niemało namęczyć.

Na wypadek nalotu. Schrony zostały odkryte na nowo głównie dzięki staraniom członków Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii "Rawelin", którzy własnoręcznie odgruzowali, oczyścili i zabezpieczyli kilka podziemnych korytarzy, przygotowując je do udostępnienia. Przystąpili do tego dzieła niewiele ponad dwa lata temu. - Zachowały się niemieckie plany, z których wynika, że takich ukryć miało w Krakowie powstać około 60 - opowiada ówczesny prezes Rawelinu Dariusz Pstuś. - Do końca wojny Niemcy zdążyli zbudować ok. 30. Większość schronów ówcześni okupanci zlokalizowali pod budynkami, a najlepiej zabezpieczone zostały te, które należały do hitlerowskich urzędów, np. pod magistratem czy budynkiem PKO przy Wielopolu. Z tych zbudowanych na otwartej przestrzeni do tej pory udało się spenetrować osiem. Niektóre ze schronów już nie istnieją, jak np. obiekt przy Dworcu Głównym, w miejscu, które znalazło się pod Galerią Krakowską. Inne są niedostępne, a ich położenie można ustalić tylko w przybliżeniu. Z dokumentów wiadomo, że są zlokalizowane np. pod Plantami, od strony ul. św. Gertrudy. Aby je odszukać, trzeba by zrywać asfalt z alejek i przekopywać trawniki, a na to nikt się nie zgodzi. Rawelin robi więc to, co możliwe. Jeden ze zbadanych schronów znajduje się pod boiskiem między ulicami Urzędniczą i Konarskiego. Właśnie on stał się pierwszym celem krakowskich historyków amatorów. Zbudowany prawdopodobnie w marcu 1944 roku, składa się z dwóch korytarzy o długości 17 i 26 metrów, wysokich na ponad 2 metry. Drugi podobny obiekt znajduje się w pobliżu niedalekich kamienic. W przypadku nalotu lub ostrzału artyleryjskiego miały służyć za kryjówkę mieszkańcom ówczesnej dzielnicy niemieckiej. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zostały w tym celu użyte. Kraków, jak wiadomo, nie został zbombardowany, a i ostrzału artyleryjskiego uniknął dzięki temu, że Niemcy nie bronili miasta przed Armią Czerwoną. Dopiero długo po wojnie wejścia do schronów zostały dla bezpieczeństwa przykryte ciężkimi płytami z betonu. Zresztą zapuszczać się do nich nie bardzo było już po co. Jeśli Niemcy zostawili pod ziemią cokolwiek cennego, na pewno padło to łupem albo radzieckich żołnierzy, albo późniejszych poszukiwaczy skarbów.

Jesienią 2006 roku członkowie Rawelinu postarali się o zgodę gospodarzy terenu, odwalili betonowe płyty i weszli do środka. - To jeden z tak zwanych schronów publicznych, których w tej okolicy zbudowano osiem - tłumaczy Dariusz Krzyształowski, obecny prezes stowarzyszenia. - Miały one służyć osobom, które podczas nalotu znalazły się akurat w pobliżu. Mieszkańcy okolicznych kamienic mieli schrony pod budynkami, w piwnicach. Do dziś gdzieniegdzie na murach zachowały się z tamtych czasów strzałki, których znaczenie jest dziś zrozumiałe dla mało kogo. A miały one po prostu po nalocie informować ratowników: "Tu kopać". Pierwsze udostępnienie schronu nr 2 zwiedzającym w ramach dni otwartych Muzeum Historycznego przy Pomorskiej w listopadzie 2006 roku spotkało się z wielkim zainteresowaniem krakowian. A to był zaledwie początek.

Tłumy głodne historii. Choć te budowle to tylko, zdawałoby się, obetonowane dziury w ziemi, od tamtego czasu zainteresowanie nie malało, ale rosło. Kolejne "szczeliny przeciwlotnicze" zagospodarowane przez entuzjastów z Rawelinu to schrony oznaczone przez ich budowniczych numerami 7 i 8, mieszczące się pod placem Inwalidów i parkiem Krakowskim. Stały się dość głośne na początku zeszłego roku, kiedy pojawił się projekt zbudowania pod placem Inwalidów podziemnego parkingu, co dla jednego z tych schronów musiałoby oznaczać zagładę. W maju 2007 wieść o możliwości zwiedzenia schronów w ramach kolejnych dni otwartych ściągnęła do parku Krakowskiego istne tłumy. - Byliśmy trochę przerażeni, spodziewaliśmy się może kilkuset zwiedzających, a przyszły tysiące - opowiada inny członek Rawelinu Mariusz Bembenek. - Utworzyła się ogromna kolejka, ciągnąca się przez pół parku. Organizatorzy zadbali zresztą, aby goście nie oglądali wyłącznie szarych betonowych ścian. W schronie nr 7 urządzili skromną, lecz bardzo Spenetrować wszystkie podziemia Krakowa to marzenie pasjonatów z Rawelinu (© Andrzej Banaś)pouczającą ekspozycję. Z wyposażenia schronów nie zachowało się prawie nic. Jednak w zamian Mariusz Bembenek na kilkunastu planszach przedstawił historię placu Inwalidów, dla wielu krakowian zapewne zaskakująco bogatą. Reszty dopełniła wyobraźnia. Mało kto również wiedział, że schron nr 8 już przed kilkudziesięciu laty trafił do filmu, a to za sprawą Romana Polańskiego i jego studenckiej etiudy pt. "Rower". Fabuła oparta była na przygodzie, jaka w dzieciństwie przytrafiła się reżyserowi właśnie w tym miejscu. Krótko po wojnie mały Romek Polański umówił się w schronie z człowiekiem, który miał mu rzekomo sprzedać rower. Jednak zamiast wymarzonego dwukołowca przyszły zdobywca Oscara dostał tylko czymś twardym w głowę, a kiedy się ocknął, nie było ani kupca, ani roweru, ani pieniędzy. - I pomyśleć, że wydarzyło się to tuż pod oknami UB - uśmiecha się Bembenek. - Jeszcze jeden dowód na to, że funkcjonariusze tego urzędu bezpieczeństwo rozumieli po swojemu. Kryjówkę pod placem Inwalidów odwiedziło tego dnia 3 tysiące ludzi, a sąsiedni obiekt w parku Krakowskim ponad 2 tysiące. Nawet jeśli częściowo były to te same osoby, liczba robi imponujące wrażenie. Z okazji skorzystali radni Dzielnicy V, zbierając wśród zwiedzających podpisy przeciwko lokalizacji w tym miejscu parkingu. Mieszkańcy Krowodrzy byli temu pomysłowi przeciwni od dawna, dowodząc, że budowa musiałaby doprowadzić do dewastacji przynajmniej części parku. Tego dnia pod protestem podpisało się ponad 2 tysiące krakowian. Schrony były tu także ważnym argumentem.

Odkopane ze śmieci. - Nie wszyscy uważają, że te obiekty są godne zachowania - przyznaje Dariusz Krzyształowski. - Są i tacy, którzy mówią: "Po co nam dziś w Krakowie hitlerowskie pamiątki? Najlepiej byłoby je z powrotem zasypać". Odpowiadam im, że w takim razie należałoby zburzyć także wszystkie krakowskie forty, zbudowane przecież przez zaborcę, nie mówiąc o murach obronnych Wawelu i części zabudowy samego wzgórza. Uważam, że to wszystko są świadectwa historii naszego miasta. Nie zawsze układała się ona dla nas pomyślnie, ale z pamięci nie powinniśmy wymazywać niczego. Doprowadzenie schronów do obecnego stanu to efekt wielu godzin pracy członków stowarzyszenia. - Musieliśmy przyjąć na siebie rolę śmieciarzy - mówi Mariusz Bembenek. - Chwała miastu, że użyczyło swego sprzętu, by wywieźć te śmieci na wysypisko, lecz spod ziemi musieliśmy je wygrzebać własnymi rękami. A było tych śmieci kilka ton. Przez trzydzieści lat, zanim ktoś zdecydował, że trzeba zamknąć wejściowe otwory, dawne schrony służyły okolicznym mieszkańcom jako dzikie, ale bardzo wygodne śmietniki. Tym wygodniejsze, że z zewnątrz nic nie było widać. Wiele też zachowało się w głębi nich śladów libacji z dawnych lat. - Czasem miało się dość tej roboty - przyznaje Krzyształowski. Jednak co zaczęli, to skończyli. Schodząc do schronu nr 7, można się o tym przekonać podczas nielicznych w roku okazji, bo na co dzień wejście jest solidnie zabezpieczone. W przeciwnym razie podziemny korytarz z powrotem zmieniłby się w melinę i publiczny szalet. Przechodnie dziwią się tylko, co to za tajemnicza betonowa konstrukcja pojawiła się kilkadziesiąt metrów od przystanku na rogu placu Inwalidów i alei Mickiewicza. Pamiętają, że do niedawna była to część niewielkiej górki, z której w zimie maluchy zjeżdżają na sankach. - Niektórzy są trochę zawiedzeni, wydawało im się, że zobaczą podziemne sale i kilometry korytarzy - opowiada Bembenek. - Są i tacy, którzy się zarzekają, że bawili się tu w dzieciństwie i pamiętają lochy o wiele dłuższe, z przejściem sięgającym dawnej siedziby gestapo. Na pewno byłoby to bardzo ciekawe, jednak nic podobnego nigdy nie istniało. Niestety, to tylko oni byli mniejsi, za to z bujną wyobraźnią. Mimo wszystko miejsce robi wrażenie, jest w nim jakaś magia. Łatwo wczuć się w sytuację kogoś, kto musiałby znaleźć się tu z prawdziwej konieczności. Na marginesie łatwo zauważyć, że projektanci tych schronów nie ograniczyli się do betonowego pancerza, zadbali też o elementarne wygody ewentualnych użytkowników. Świadczą o tym zachowane uchwyty do ławek i całkiem obszerne pomieszczenie wydzielone na toaletę.

Jedna z kawern Twierdzy Kraków (Dariusz Krzyształowski)Budowali też inni. Historycy amatorzy z Rawelinu na poniemieckie schrony trafili niejako przy okazji. Ich pasje są o wiele rozleglejsze, dla niektórych dość egzotyczne. - Jedni po pracy łowią ryby, a my penetrujemy dawne budowle wojskowe - uśmiecha się Krzyształowski. Obecny prezes jest twórcą witryny internetowej poświęconej militariom, zawierającej bardzo obszerny dział dotyczący Twierdzy Kraków. Właśnie krakowskimi fortami od bardzo dawna interesują się członkowie stowarzyszenia Rawelin. - Forty są krakowianom dość dobrze znane, jednak mało kto wie, że one też maja swoje podziemia - Mówi Dariusz Pstuś. Stosunkowo łatwo dostępne są kawerny, czyli wykute w skałach przez Austriaków sztuczne groty przy forcie Bodzów, pomiędzy ul. Tyniecką i brzegiem Wisły. O wiele trudniejszy do penetracji jest system podziemnych umocnień fortu Winnica, po drugiej stronie Tynieckiej. Kawerny i korytarze tego bastionu są bowiem w większości zalane wodą. - Trzy lata temu nurkowaliśmy w tych podziemiach, a nasze obserwacje były bardzo ciekawe - mówi Pstuś. - Dokładne zbadanie całego systemu wymagałoby znacznych nakładów.  Na razie nie widać chętnego, który chciałby je ponieść. Z okazji 750-lecia lokacji Krakowa zgłoszono nawet projekt utworzenia podziemnego szlaku Twierdzy Kraków. Niestety, został odrzucony przez miasto.

Dodajmy na zakończenie, że koniec II wojny światowej bynajmniej nie zakończył dziejów budowy krakowskich podziemi. Pod osiedlami starej części Nowej Huty, a także pod budynkami użyteczności publicznej tej dzielnicy (jak np. dawne kino "Światowid") istnieje cały system powstałych w latach 50. obszernych schronów przeciw atomowych. Do niektórych można nawet wjechać ciężarówką. One także czekają na turystyczne zagospodarowanie. To już jednak temat na inną historię. (Marek Lubaś-Harny).

 

3 grudnia 2008r. Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin" wzięło udział w wernisażu wystawy fotograficznej na wydziale architektury Politechniki Krakowskiej pt. „Chuda Emma – austro-węgierski moździerz kal. 30,5 cm”. Jej autor – Andrzej Zaręba, kilkanaście lat temu znalazł w jednym z krakowskich antykwariatów album zdjęć pierwszo wojennych. Okazało się, że był to prezent – pamiątka z pobytu na froncie dla kpt. Otto Axmanna, wiedeńskiego oficera artylerii fortecznej. Ponad sto fotografii nieznanego autora przedstawia żołnierzy zmotoryzowanej baterii austro-węgierskich moździerzy Škoda 30,5 cm, nazywanych wówczas żartobliwie „Chudą Emmą"– najnowocześniejszej wówczas broni.

Dzięki odkryciu albumu i przeanalizowaniu wielu źródeł poświęconych uzbrojeniu C.K. armii, przy współpracy Janusza Leśniewicza z Fundacji „Janus” dwa lata temu powstała książka (o takim samym tytule, jak wystawa na PK), poświęcona historii „Emmy”. Wykorzystano w niej wiele zdjęć z albumu Axmanna, jednak dopiero wystawa na Politechnice prezentuje całość niezwykłej pamiątki po oficerze. Są wśród nich fotografie „pozowane”, które można uznać za element propagandy sukcesu armii, ale też zdjęcia bardziej reporterskie, pokazujące wojenną rzeczywistość. - Dziś decyzje na temat rozwoju sił zbrojnych, chociażby budowy tarczy antyrakietowej podejmowane są w perspektywie miesięcy czy lat. Wówczas działo się to wszystko dużo szybciej – zwracał uwagę autor wystawy. Jego zdaniem moździerze Škoda stały się pierwszym znakiem nowych czasów (które trwają do dziś) – czasów walki na odległość.

Wystawę można oglądać od 4 grudnia  w gmachu Aresztu, przy ul. Warszawskiej 24 poniedziałek - piątek godz.10 - 13. Warto tu zajrzeć, by przekonać się czym była „Chuda Emma” i jak ogromną rolę odegrała w czasie pierwszej wojny. (więcej)

 

Nasza ostatnia schronowa impreza w tym roku, pomimo padającego śniegu i przenikliwego zimna była bardzo udana. Tym razem rekord ilości zwiedzających schron (Noc Muzeów 2007) nie został pobity, ale i tak prawie 350 osób przyszło zobaczyć „siódemkę” w parku Krakowskim. Byliśmy też widoczni w mediach – bardziej niż dotychczas, jako „jedna z największych atrakcji” Dnia Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich. Materiały o wystawie pojawiły się nie tylko w gazetach, ale też w Kronice TVP Kraków i ogólnopolskim Teleekspresie. Nasze korytarze prezentowały się w telewizji całkiem nieźle, nawet obok Wawelu i Muzeum Narodowego.

Udostępnialiśmy schron już po raz kolejny, jednak wiele osób, nawet mieszkających na Krowodrzy od urodzenia, nie kryło zaskoczenia po wejściu do środka. Jak zwykle zwiedzający pytali nas o połączenia korytarzy z innymi obiektami w Krakowie, znaleziska podczas odkopywania, a nawet o związki schronu z fortem, który istniał w sąsiedztwie parku. Był też tradycyjny i jak najbardziej niezamierzony punkt programu – przerwa w pracy agregatu, który, pomimo niskiej temperatury udało się bardzo szybko uruchomić. Najbardziej ucieszyła nas propozycja przekazania stowarzyszeniu masek z lat 50 –tych. Jeśli rzeczywiście się uda, będziemy chyba musieli pomyśleć o nowej szafie na zbiory. Powoli zaczyna brakować miejsca… (więcej)

 

30 października 2008r. w forcie artyleryjskim 45 Marszowiec Twierdzy Kraków w Zielonkach k. Krakowa odbyła się prezentacja książki Przemysława Jaskółowskiego pt. "Działa okopowe c. i k. Armii 1914-1918". Przemysław Jaskółowski jest miłośnikiem historii wojskowości, autor wielu publikacji na temat artylerii austriackiej, od 1996 roku  Prezes Stowarzyszenia "Tradycyjny Oddział C.K. Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2 barona Edwarda von Beschi - Twierdza Kraków", organizator i pomysłodawca I, II i III Europejskich Spotkań Historycznych Oddziałów Wojskowych oraz wystaw: "Kraków Miasto Garnizonowe 1848 - 1939" i "Nasza Artyleria". W roku 1999 zaprojektował i razem z członkami Stowarzyszenia wykonał pomnik na Cmentarzu Wojennym Nr384 w Łagiewnikach, za co został odznaczony "Srebrnym Krzyżem za Zasługi dla Austriackiego Czarnego Krzyża".

Prezentacji książki towarzyszyły pierwsze od zakończenia I wojny światowej strzelania z działa ze strzelnicy kazamatowej kaponiery czołowej fortu 45 Marszowiec w wykonaniu Tradycyjnego Oddziału C.K Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2 barona Edwarda von Beschi. W fosie fortu licznie przybyłym gościom, w tym wielu członkom grup rekonstrukcji historycznej przebranych w mundury austro - węgierskie zaprezentowano miotacz granatów wz.1916, z którego oddano kila strzałów. Wszyscy zebrani byli pod dużym wrażeniem pokazów strzelań, jak też historycznej atmosfery panującej w kaponierze czołowej fortu, której kazamaty oświetlono pochodniami. W poternie prowadzącej do kaponiery organizatorzy zaprezentowali wystawę archiwalnych fotografii "Działa austriacko - węgierskiej artylerii fortecznej 1914 - 1918". Prezentacja książki Przemysława Jaskółowskiego, przeprowadzona w tak niezwykłej scenerii, zakończyła się fortecznym poczęstunkiem zakrapianym kuflem galicyjskiego piwa. (więcej)

 

XIV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków odbył się w dniach 11 - 12 października 2008 roku. Organizatorem rajdu był Oddział Wojskowy PTTK im. gen. J. Bema przy Klubie 2 Korpusu Zmechanizowanego, Klub 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. Celem było poznawanie historii budowy, funkcjonowania oraz znaczenia Twierdzy na przestrzeni jej dziejów, zwiedzanie wybranych obiektów fortyfikacyjnych, zapoznanie się ze współczesnymi możliwościami wykorzystania byłych obiektów Twierdzy, poszerzenie wiedzy z zakresu historii Krakowa, a w szczególności jego militarnych tradycji, promowanie budowli Twierdzy Kraków jako kolejnej, bardzo ciekawej atrakcji turystycznej, a także zwiedzenie miejsc upamiętniających walkę żołnierzy I wojny światowej.

Rajd rozpoczął się w dawnym Kasynie Oficerskim na ul. Zyblikiewicza 1, gdzie uczestnicy wysłuchali prelekcji Kuby Mikulskiego na temat walk o Twierdzę Kraków w roku 1914. Trasa pierwszego dnia rajdu prowadziła po cmentarzach z I wojny światowej, jakie powstały na północ twierdzy w Prusach, Karniowie, Czulicach i w Górce Kościelnickiej, jak też w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim, gdzie uczestnicy mogli zobaczyć kwatery grobowe poległych w czasie I wojny światowej Legionistów, żołnierzy austro - węgierskich, niemieckich i rosyjskich. Drugi dzień XIV Rajdu Szlakiem Twierdzy Kraków to zwiedzanie V sektora obronnego twierdzy. Na trasie pieszej wędrówki znajdowały się: prochownia w Witkowicach, magazyn amunicji, baterie artyleryjskie, szańce, mały międzypolowy fort pancerny 45a "Bibice", fort pancerny 47a "Węgrzce". Trasa rajdu zakończyła się w forcie 47 1/2 Sudoł, gdzie organizatorzy imprezy przygotowali ognisko,  przy którym strudzeni długą wędrówką uczestnicy mogli posilić się smażoną kiełbasą. Rozdaniem certyfikatów uczestnictwa, pamiątkowych odznak i gratulacjami za wytrwałość komandor Henryk Łukasik zakończył XIV Rajd Szlakiem Twierdzy Kraków. Kolejny już na wiosnę przyszłego roku. (więcej)

 
    Aktualności
    Stowarzyszenie
    Statut
    Działalność
    Schrony
    Imprezy
    Media o nas
    Byliśmy...
    Partnerzy
    Sponsorzy
    Forum
    Linki
    Kontakt
 

 

 

 

Copyright © 2008 Małopolskie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Rawelin"
Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved